Operacja strach

Małe miasteczko, gdzieś daleko, gdzie diabeł mówi dobranoc. To tutaj przybywa dr Eswai, którego ściągnął inspektor Kruger. Ponieważ doszło tutaj do dość niejasnej śmierci pewnej kobiety, inspektor prosi doktora o przeprowadzenie autopsji. Okazuje się, że denatka miała wszytą w serce monetę, a miejscowi wierzą, że nad miasteczkiem krąży klątwa. Lekarz nie wierzy w te opowieści, a w sprawie pomaga mu Monika, która niedawno wróciła do miasteczka.

operacja_strach1

Mario Bava wraca do gotyckiego horroru, toczącego się gdzieś na początku wieku XX. Sama historia to zderzenie racjonalnego umysłu z ludowymi przekonaniami i przesądami, czyli klasyczne podejście do grozy. Samo miasteczko wydaje się strasznie puste, pełne ruin, cmentarza oraz tajemnicy. Gdzieś w tle słychać jakieś śmiechy oraz hałas, a noc jest znacznie ciemniejsza niż zwykle. Gdy jeszcze dodamy do tego panującą zmowę milczenia, a także elementy nadprzyrodzone, będziemy mieli do czynienia z poważną zagadką. Jednak Bava jest za sprytny, by od razu rzucić rozwiązanie, chociaż pewnych rzeczy możemy się domyślać. Historia potrafi zaciekawić, intryga pokazuje kolejne tajemnice oraz elementy układanki. Ale też paroma prostymi sztuczkami potrafi przestraszyć – nagłym zamknięciem drzwi, samym śmiechem, bijącym dzwonem nie pociąganym za sznurek. Ale tak naprawdę największą robotę robi dziewczynka. W momencie, gdy dotyka okna, kamera gwałtownie przyspiesza, a jej obecność rozkręca spiralę przemocy (wyjątkowo stonowanej i dziejącej się poza kadrem).

operacja_strach2

I tak jak większość filmów Bavy, także i „Operacja strach” ma bardzo piękną stronę plastyczną. Kamera jest tutaj spowita mrokiem, jednak każde miejsce wygląda imponująco. Zarówno surowa kostnica, pełna światła oberża, jak i siedziba pewnej tajemniczej wiedźmy, wiedzącej więcej niż reszta. Ale tak naprawdę największe wrażenie robi willa madame Graps z zakręconymi schodami, niepokojącym pokojem z lalkami oraz właścicielką. Do tego klimat podkręca pełna organowych dźwięków muzyka, sprawny montaż z całkiem niezłymi dialogi oraz lekko surrealistyczna aura.

operacja_strach3

Zaskakująco dobre jest tu aktorstwo, choć wiele postaci jest bardzo delikatnie naszkicowanych. Zarówno nasz sympatyczny protagonista (Giacomo Rossi-Stuart), jak i inspektor (Piero Lulli) są reprezentantami racjonalnego podejścia do wydarzeń, chociaż ten drugi wyraża to w bardziej ekspresyjny sposób. Po drugiej stronie mamy magnetyzującą Ruth (zjawiskowa Fabienne Dali), skrywającą wiele tajemnic oraz niewinną Monikę (śliczna Erika Blanc), wokół której krąży pewna niejasna przeszłość.

To wszystko potrafi wciągnąć, zaś sam Bava kolejny raz potwierdza klasę. Świetna reżyseria, wciągający scenariusz, przepiękne zdjęcia oraz techniczny poziom czynią „Operację strach” (ten tytuł jest bardzo słaby) jedną z bardziej klimatycznych horrorów lat 60. Wiele ze scen zostanie w pamięci na długo, zwłaszcza wydarzenia z willi.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071


Najeźdźcy

Wikingowie – naród znany z okrucieństwa i przemocy, podbijał kraje w okresie średniowiecznym, siejąc spustoszenie po całej Europie. W roku 786, doszło do opanowania części Brytanii, o czym opowiada ten film. Lud pod wodzą króla Haralda zajmuje Dorset, lecz wskutek podstępu barona Ruthforda, monarcha zostaje zamordowany. Podczas ucieczki jego dwaj synowie zostają rozdzieleni – jeden wraca do ojczyzny, drugi zostaje wychowywany przez królową. Paręnaście lat później wybucha wojna, w której bracia są zmuszeni do walki.

najezdzcy1

Mario Bava kojarzy się wielu widzom głównie z krwawych kryminałów zwanych giallo oraz horrorów, ale to tylko procent jego szerokich zainteresowań. „Najeźdźcy” (albo jak wolą Amerykanie „Eric the Conqueror”) to już historyczny film akcji, który dość umownie traktuje realia historyczne. Fabuła jest niemal żywcem skopiowana z filmu „Wikingowie” z Kirkiem Douglasem w roli głównej (kiedyś sobie ten film odświeżę), lecz to kompletnie nie przeszkadza. Może i reżyser nie miał tak dużego budżetu jak ziomki z Ju Es Ej, jednak udało się zrobić, wciągający, widowiskowy tytuł. Nie zabrakło w nim scen pojedynków (starcie Erona z Garianem o dowodzenie wojsk, morski abordaż czy finałowe oblężenie zamku z dość ciekawym wdrapaniem się na szczyt), solidnie wykonanych kostiumów, ciekawej intrygi pełnej zdrady oraz skomplikowanych losów czy epickiej – jak na lata 60. – muzyki, budującej klimat. Historia potrafi miejscami poruszyć, a bohaterów nie da się nie lubić. Może zbyt łatwo rozpoznać czarne charaktery, a i parę dialogów jest lekko patetycznych, to jednak „Najeźdźcy” potrafią dostarczyć sporo rozrywki.

najezdzcy2

Jednak najbardziej mnie w tym filmie urzekła strona plastyczna, zrealizowana w Technikolorze. Bava potrafi bardzo pomysłowo pokazać zarówno jaskinie Wikingów (bardzo mroczną, chociaż pełną mocnych kolorów), scenę przeprawy przez bardzo cienki most (sfilmowane z daleka niczym w dawnych grach video) czy dynamiczne sfilmowane pojedynki jeden na jeden. Nawet sceny zbiorowe potrafią zaprezentować się imponująco, mimo wieku, co też jest sporym plusem.

najezdzcy3

Równie dobrze prezentują się aktorzy. Zwłaszcza wybijają się Cameron Mitchell (Eron), jak i George Ardisson bardzo dobrze poradzili sobie w rolach dorosłych braci. Pierwszy jest dość pewnym siebie, odważnym wojownikiem, drugi bardziej posługuje się inteligencją, choć nie jest pozbawionym honoru człowiekiem. Solidnie prezentuje się tutaj Andrea Checchi w roli czarnego charakteru, zaś panie stanowią tutaj ładny dodatek, na którym można zawiesić oko.

„Najeźdźcy” to jeden z ładniejszych filmów Bavy, który nawet w kinie akcji osadzonym w realiach historycznych odnajduje się pewnie. Może i jest to troszkę skrótowo przedstawione, jednak dostarcza wiele rozrywki, zachwyca pięknym wyglądem, pomysłową realizacją oraz dobrym aktorstwem. Europejski fresk, nie gorszy od filmów zza Wielkiej Wody.

7/10 

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071

Wenus z Ille

Małe miasto Ille, które kiedyś było tłumnie odwiedzane przez ludzi, ale teraz nikt już się tam nie zapuszcza. Jednak pojawiła się w okolicy pewna duża, wykonana z brązu rzeźba, przedstawiająca Wenus, którą znalazł pan de Peyrehorade. Ten prosi o pomoc znawcy sztuki, Francuza Matthieu, by ustalić autentyczność tego dzieła.

„Wenus z Ille” to jeden z odcinków telewizyjnego mini-serialu grozy „I giochi del diavolo” realizowanego w latach 1979-81. Ta adaptacja opowiadania Prospera Merimee została zrealizowana przez Bavę oraz jego syna, Lamberta. I od razu widać, że jest to produkcja przeznaczona na mały ekran. Krótki czas trwania, dość spokojnie płynąca narracja i – jak na produkcję w stylu horror – mało straszna. Albo inaczej, reżyser postanawia skupić się bardziej na tworzenie atmosfery i rozwiązaniu pewnej tajemnicy. Czym jest tajemnicza rzeźba? Czy naprawdę przynosi pecha? Czy jest ona prawdziwa? Historia toczy się swoim rytmem i skupia się bardziej na opowieści z perspektywy Matthieu, który próbuje odkryć wszelkie relacje oraz zawiłości, a po drodze pojawia się miłość.

wenus_ille1

Z drugiej strony nie brakuje tutaj skupienia na drobnych detalach, związanych z przygotowaniem do uczty czy gry w tenisa. Bava dość dokładnie odtwarza realia XIX wieku, ale nie mogę pozbyć się wrażenia emocjonalnego chłodu. Dialogi są w sporej części deklaratywne, sama historia dość gwałtownie się urywa, zaś napięcie w zasadzie pojawia się w śladowych ilościach (zwłaszcza finał). „Wenus” po prostu płynie, płynie i kiedy pojawiają się napisy końcowe, pojawiło się w głowie pytanie: „to już?”.

Sam film (w zasadzie odcinek) prezentuje się całkiem nieźle, bo kadry są ładne, skąpane w słońcu, zaś bardzo klasyczna muzyka dodaje pewnego sznytu. Aktorstwo jest w zasadzie poprawne, ale bez jakiegoś błysku, trudno kogokolwiek wyróżnić. A obejrzeć można tylko w ramach uzupełnienia filmografii Bavy.

6/10

Radosław Ostrowski

Schock

Dla Dory Baldini powrót do domu jest niezbyt przyjemny. To w nim jej pierwszy mąż popełnił samobójstwo, zaś kobieta zapłaciła za to dłuższym pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Ale to już było ponad pół roku temu, a teraz kobieta razem z synem oraz drugim mężem powraca do domu. Wydaje się, że będzie sielanka, spokój i najgorsze już jest za sobą? Ale powoli zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy: od poruszających się przedmiotów aż po dziwaczne zachowanie chłopca.

schock1

Dla Mario Bavy „Schock” był ostatnim kinowym tytułem, zrealizowanym pod koniec lat 70. horrorem. Bardzo nietypowym, jak na reżysera, mającego duży zmysł wizualny. „Schock” jest bardzo surowy, zrealizowany jest wręcz niemal jak reportaż, co sugeruje już sam początek. I reżyser ciągle podpuszcza, co do wydarzeń na ekranie. Czy to jest stricte horror z nawiedzonym domem? A może mamy do czynienia z „opętanym” dzieckiem, będącym pod silnym wpływem domostwa? Czy może jest to horror psychologiczny w stylu pierwszych filmów Romana Polańskiego? Tropów jest bardzo wiele, a Bava ciągle zmienia sposób straszenia. Raz mamy poruszające się przedmioty, raz dziwaczne zachowanie chłopca (jak mówi do Dory: „Mamo! Muszę cię zabić”), który kłamie, mąci i miesza, by potem wskoczyć dość makabrycznym koszmarem. Do tego jeszcze retrospekcje z bardzo nieostrymi kadrami, całkiem niezłymi efektami (latająca brzytwa) oraz coraz bardziej gęstniejącym klimatem.

schock2

I mimo sięgania po pozornie oczywiste sztuczki, parę razy Bava potrafi nastraszyć. I nie ważne, czy mówimy o montażowej sklejce huśtawka-metronom, zagrożeniu dla samolotu czy kolejnych marach, nawiedzających Dorę. Niepokój potęguje też muzyka, mieszająca bardziej popowe brzmienie z organami, chórami i elektroniką, tworząc bardzo zgrabną mieszankę. A zakończenie potrafi chwycić za gardło.

schock3

Całkiem nieźle radzi sobie także obsada. Film kradnie całkowicie Daria Nicolodi, znakomicie wcielając się w Dorę. Pozornie jest to kobieta radosna i szczęśliwa, która zaczyna się czuć coraz bardziej obco w swoim domostwie, by znaleźć się na skraju szaleństwa. A my razem z nią, próbujemy ustalić, co się tak naprawdę dzieje. Ale w kontraście do niej strasznie drażni David Colin Jr. jako Marco. Może i wygląda dość niepokojąco, jednak kiedy zaczyna się odzywać doprowadza do prawdziwego bólu uszu. Jest sztuczny, nienaturalny, wręcz irytujący, przez co jest największą wadą filmu.

„Schock” pokazuje, że Bava nie skończył się w latach 60., ale później też potrafił pokazać wysoką formę. Jest mrocznie, tajemniczo, z bardzo gęstym klimatem, nierównym aktorstwem i kilkoma mocnymi scenami. Nadal potrafi wywołać szok.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071

Krwawy obóz

Mała, spokojna zatoczka, gdzieś na odludziu. Tam przebywa pewna starsza hrabina, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Ale jej samotny żywot kończy się morderstwem. Żeby jednak nic nie było takie proste jak wygląda, jej zabójca też kończy żywot. Do tego po okolicy panoszy się pewna niemłoda parka, żyje pewien architekt, dość ekscentryczne małżeństwo i przyjeżdża czworo nastolatków.

krwawy_oboz1

Mario Bava tym razem postanowił zrobić dość dziwaczne cudadło. Początek zapowiada wręcz klasyczne giallo (morderca w czarnych rękawiczkach), by przez krotką chwilę (wątek nastolatków) wejść w buty slashera zapowiadając krwawe „Piątki 13-tego”, a następnie coraz bardziej zachowując się jak thriller z domieszką horroru. Początkowo wątki wydają się dość mocno oderwane od siebie i płynnie przeskakują między sobą, kończąc się czasem dość gwałtownie. Sama intryga jest bardzo zamotana i dotyczy walki o majątek, czyli posiadłości na zatoce. Mimo dość krótkiego czasu trwania, czasem dość trudno się w tym wszystkim połapać, zwłaszcza w pierwszej połowie panuje chaos oraz brak czytelności. Kto tak naprawdę jest najważniejszy w tej całej układance, kto gra jaką rolę, a kto pełni rolę tylko zapychacza. Jeśli to miało uczynić intrygę coraz bardziej skomplikowaną, to się naprawdę udało.

krwawy_oboz2

Warto jak zawsze pochwalić stronę plastyczną, z pięknie wyglądającą zatoką, zarówno rano jak i nocą. Bava znowu potrafi oczarować, tak samo jak oszczędnie budując napięcie prostymi sztuczkami w postaci gwałtownej, krwawej przemocy czy drobnych jump-scare’ów (wypłynięcie zwłok z jeziora czy nagłe wyskoczenie z mroku postaci). I o dziwo ogląda się to całkiem nieźle, m.in. odrobinie humoru oraz przewrotnemu finałowi. Pod koniec jeszcze zaczynają się retrospekcje, objaśniające całą tą układankę (w miarę sensownie).

krwawy_oboz3

Samo aktorstwo jest co najwyżej niezłe, ale trudno było mi polubić jakąkolwiek postać. Nie tylko dlatego, że za mało poznajemy każdą z postaci, lecz także z powodu niejasnych motywacji, szczątkowego charakteru, a także pewnej ekscentryczności (małżeństwo etymologa z tarocistką). To może sprawiać pewne problemy, niemniej nie wywołuje to irytacji.

„Krwawy obóz” może sprawić frajdę fanom kina grozy, mieszając brutalną przemoc z pogmatwaną intrygą, zapowiadając przyszłe slashery. Może nie ma równego tempa, historia bywa dość nieczytelna, a niektóre wątki (studenci) są zbędne, niemniej daje pewną satysfakcję.

6,5/10

Radosław Ostrowski


nadrabiambave1024x3071

Dom egzorcyzmów

Lisa Reiner jest turystką, która przebywa z wycieczką gdzieś we Włoszech. Jednak podczas odwiedzania placu, odłącza się od grupy i gubi się po okolicy. Po drodze trafia na małżeństwo, które przybywa i razem znajdują się w dworku gdzieś na odludziu. Dworek należy do hrabiny, jej syna oraz dość ekscentrycznego służącego.

lisa_i_diabel1

Mario Bava tym razem wraca do tego, co umie najbardziej, czyli do horroru. I nie jest to klasyczny horror, tylko gotycka opowieść z romansem w tle. Chociaż sam początek niczego takiego nie zapowiada, bo mamy zagubioną kobietę w obcym otoczeniu. Reżyser powoli zaczyna budować atmosferę tajemnicy, wynikającej z poczucia osaczenia, ale też obecności bardzo podobnych do ludzi manekinów. Wszystko się zmienia w momencie przybycia do domostwa, pełnego mrocznej tajemnicy rodu, mroczniejszego klimatu oraz atmosfery niepokoju. Bava sięga z jednej strony po klasyczne elementy (niepokojący dźwięk, niepokojące kadry), ale też parę razy zaskakuje wizualnie jak podczas scen igraszek pokazanych z odbijającej się papierośnicy. No i nadal wygląda pięknie, co widać w scenach na dworze.

lisa_i_diabel2

Po drodze pojawiają się pewne retrospekcje, które mogą wprawić w kompletną dezorientację, zarówno wobec postaci, jak i miejsca. Pewną poszlaką może być bardziej rozmyte oświetlenie w kadrach, jednak sama intryga jest dość zaplątana, sprawiając dużą konsternację. Także muzyka, niepozbawiona lirycznych fragmentów, brzmi bardzo współcześnie dla realizacji, czyli latami 70. Nie brakuje też zarówno scen przemocy z cieknącą krwią oraz złowrogich miejsca jak pokój kamerdynera pełen manekinów czy kaplica. Jednak na mnie wrażenie zrobiło przewrotne, wręcz surrealistyczne zakończenie, które potrafi zmrozić.

lisa_i_diabel3

Aktorstwo wydaje się tu troszkę przerysowane, jednak nie wywołuje ono w żaden sposób żenady czy frustracji. Najbardziej wybija się tutaj dystyngowany, elegancki Leandro w wykonaniu Telly’ego Savallasa, już z lizakiem w ustach. Opanowany, spokojny, ale jednocześnie z dużym dystansem oraz luzem. Dobrze sobie też radzi ładna Elke Sommer (Lisa) oraz bardzo wyrazista Alida Valli (hrabina), grając bez popadania w manieryzm czy przesadę.

„Dom egzorcystów” to bardzo klasyczny, wręcz elegancki horror w starym stylu, w którym Bava trzyma fason. Mimo pewnych logicznych dziur oraz miejscami średniego aktorstwa, dostarcza wiele frajdy, co sugeruje już bardzo ciekawa czołówka. Zawodu raczej nie będzie.

7/10 

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071


Pięć lalek w blasku sierpniowego księżyca

Piękna wyspa gdzieś na wyspie z daleka od świata. Tutaj przybywają straszni bogacze, ich żony oraz pewien profesor, który niedawno stworzył formułę, mogącą odmienić świat biznesu. Problem w tym, że sam naukowiec nie chcę sprzedać swojego odkrycia. I to wszystko zaczyna serię morderstw, dokonujących się w tej okolicy.

piec_lalek1

Mario Bava tym razem postanowił stworzyć własną wizję „Dziesięciu Murzynków” – samotna, odizolowana wyspa, sami podejrzani, ciągłe poczucie zagrożenia. Z drugiej strony to wszystko podane jest w bardzo lekkiej formie, wręcz zabawowej. Przynajmniej na początku, reżyser próbuje podpuszczać i bawić się napięciem (pierwsze „morderstwo”). Jednak im dalej w las, tym bardziej cała intryga wydaje się wydumana, postacie zachowują się co najmniej niedorzecznie (zamiast się ukrywać czy stosować środki ostrożności, spokojnie sobie chodzą po okolicy jakby nigdy nic), a suspens siada na łeb, na szyję. Niby zaczynają się wzajemne oskarżenia czy próby podchodów, lecz zwyczajnie to wszystko nie funkcjonuje tak jak powinno. To może sceny przemocy? Nic z tego, wszelkie zabójstwa (poza finałowym) dzieją się poza okiem kamery, co miałby pewnie zszokować i przerazić, lecz to też nie funkcjonuje. Muzyka w tle jest bardzo taneczna, wręcz imprezowa, przez co z jednej strony dodaje lekkości, lecz kompletnie nie potrafi zbudować napięcia.

piec_lalek2

Bava próbuje troszkę coś ugrać swoimi operatorskimi sztuczkami i trzeba przyznać, że zdjęcia wyglądają naprawdę ładnie. Wyspa jest urocza, krajobrazy, kolory bardzo przyjemne, przez co nawet sprawia to drobna frajdę. Drugą są piękne panie, objawiające swoje wdzięki, chociaż nie ma tutaj erotycznego napięcia. Zaś same postacie w dużej części są dojść antypatyczne (zwłaszcza panowie), przez co trudniej było mi się z nimi identyfikować. I przez co cały film oglądałem z obojętnością.

piec_lalek3

Niestety, ale „Pięć lalek” to kompletna strata czasu. Film paskudnie się zestarzał, intryga nie wciąga, bohaterowie nie obchodzą mnie wcale, aktorstwo takie sobie, nawet niezła strona formalna nie wystarczyła, by skupić uwagę do końca. Niby niecałe półtorej godziny, ale strasznie się to dłużyło. Męka.

4/10

Radosław Ostrowski


Diabolik

Tytułowy Diabolik to nieuchwytny kryminalista, nie robiący sobie nic z kolejnych policyjnych zasadzek, dopuszczając się coraz bardziej bezczelnych kradzieży. A wspiera go w tym Eva – wspólniczka i kochanka. Jednak prowadzący sprawę inspektor Genko jest zdeterminowany i by dopaść przestępcę postanawia zawrzeć układ z szefem mafii.

diabolik1

Film Mario Bavy z 1968 roku, tym razem wspartego przez producenta Dino De Laurentiisa, zmierzył się z popularnym w swoim kraju komiksem. I jest to w jakimś stopniu kino superbohaterskie, ale troszkę inne niż zwykle, bo Diabolika trudno nazwać bohaterem. Owszem, ma kryjówkę pod ziemią, ma sporo gadżetów i lateksowe wdzianko niczym Batman, jednak to (anty)bohater, mający tylko jeden cel: spełnić zachcianki swojej kobiety. Pozornie historia wydaje się bardzo prosta, jednak reżyser idzie z duchem epoki, czyli lat 60. Z jednej strony bardzo psychodeliczna wizja, z bardzo szybkim montażem (czołówka), skupieniem na detalach oraz dość ciekawych kadrach, z dość nietypowymi kątami jak w scenach z kryjówki naszego protagonisty czy podczas scen akcji. Z drugiej jest to bardzo kampowy, lekko kiczowaty koktajl, przesiąknięty erotyzmem oraz pomysłami tak szalonymi jak przetopienie pieniędzy w jedną ogromną sztabę złota. Więc jest wywrotowo, zmysłowo, z szaloną muzyką Ennio Morricone oraz bardzo pomysłowymi inscenizacjami (zasadzka przy pomocy mafii, każda ucieczka oraz nowy gadżet czy finał), nawet jeśli troszkę maskują kwestie budżetowe (akcja z pociągiem). Intryga potrafi chwycić, realizacja wygląda imponująco (poza scenami jazdy, gdzie mamy przyklejone tło), pojawia się kilka niespodzianek i wolt, zaś finał wprawia w pewne zakłopotanie.

diabolik2

Bava świetnie się bawi formą, a i aktorami (mimo pewnego przerysowania i umowności) zajmuje się bardzo dobrze. Największe wrażenie robią tutaj Michel Piccoli (inspektor Genko) oraz Adolfo Casi (gangster Valmont), którzy zwyczajnie bawią się na planie przednio. Podobnie jak pojawiający się w epizodzie Terry Thomas (minister), dodający troszkę humoru. Z kolei sam Diabolik w wykonaniu Johna Martina Lawa to bardzo małomówny facet, nastawiony na czyny z aparycją przypominającą troszkę Alaina Delona. Ale gdy się odezwie jest zaledwie znośny. W przeciwieństwie do pociągającej Marisy Mell, z którą nasz zbrodniarz ma bardzo silną chemię.

diabolik3

„Diabolik” to bardziej komercyjny film Bavy, jednak nie należy tego traktować jako wady. Reżyser po swojemu zmierzył się z nieznaną sobie konwencją, naznaczył swoim piętnem i dorzucił luz. Dla mnie była to przyjemną wyprawa, dająca dużo zabawy.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071


Planeta wampirów

Na planetę Aura, z której dochodzi pewien tajemniczy sygnał, wyrusza ekspedycja składająca się z dwóch statków: Argosa i Galliota. Jednak podczas lądowania załoga jest wręcz gnieciona przez tamtejszą grawitację, a gdy dochodzi do kontaktu z podłożem, załoga dostaje szału i próbuje się nawzajem wymordować.

planeta_wampirow1

Mario Bava tym razem idzie w stronę kina SF zmieszanego z horrorem. Pozornie historia brzmi jak z kina klasy B, czyli mamy tajemniczą planetę, coraz dziwne sytuacje, których trudno wyjaśnić w sposób racjonalny. Ale wyjaśnienie, mimo że wydaje się bardzo oczywiste (umierająca rasa chce wyrwać się i podbić świat, by przetrwać), to jednak reżyserowi udało się zbudować klimat tajemnicy, osaczenia, niepokoju. Uderzyła mnie bardzo bogata scenografia, chociaż twórcy – poza salą filmową nie mieli praktycznie nic – zbudowali wnętrze statku kosmicznego (widać, że to lata 60.), jak i samej planety pełnej zarówno niepokojącej roślinności, wulkanów, dziwacznych kształtów. Wygląda to bardzo elegancko, a długie kadry tylko pomagają wejść w tą opowieść, będącą inspiracją dla „Obcego”.

planeta_wampirow2

Zdarzają się w zachowaniu mniejsze głupotki, ale „Planeta” potrafi miejscami straszyć, choć później ten klimat zaczyna się coraz bardziej sypać. Za to Bava pewnie prowadzi intrygę, potrafi zaskoczyć finałem (ale jak niby miałoby dojść do tej sytuacji – nie mam pojęcia), chociaż sceny bijatyk oraz strzelanin wyglądają dość teatralnie, zaś aktorstwo też delikatnie mówiąc, nie jest najwyższych lotów. Ale z tych dziwacznych elementów powstał film klasy B, który daje wiele frajdy i satysfakcji. Angażujący, wciągający, chociaż niekoniecznie mądry film rozrywkowy.

Ma w sobie pewien niewymuszony urok, chociaż wampirów nie zauważyłem.

6,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071

Blood and Black Lace

Dom mody gdzieś we Włoszech. Prowadzi go hrabina Como oraz jej partner Max Marlan i powodzi się nawet całkiem nieźle. Lecz spokojna egzystencja zostaje przerwana przez morderstwo jednej z modelek. Zbrodniarz w masce sprawiającej wrażenie pozbawionej twarzy, czarnych rękawiczkach i płaszczu sieje spustoszenie, a prowadzący śledztwo inspektor Silvestri próbuje znaleźć sprawcę. Kluczem może być ukryty dziennik ofiary.

blood1

Mario Bava znowu bawi się w giallo, rozwijając jego formułę. Pojawia się charakterystyczny dla tego nurtu zamaskowany morderca (zawsze w czarnych rękawiczkach), sprawiający wrażenie istoty demonicznej, jakby pojawiającej się znikąd i zawsze przygotowanej do kolejnego działania. Reżyser serwuje kolejnych podejrzanych, motywy, mnoży tajemnice i tropy (narkotyki, szantaż), przez co nie jesteśmy w stanie rozszyfrować sprawcy. Bava nadal prezentuje swój wysmakowany styl plastyczny i tutaj w kolorze jeszcze mocniej to widać. Zwłaszcza wizyta w domu mody, otoczonym manekinami czy w galerii jest zarówno zachwycająca wizualnie (nawet jeśli wydaje się kiczowato-tandetna), ale potrafi też pomóc w budowaniu napięcia. Zwłaszcza w scenach torturowania rozgrzanym do czerwoności (dosłownie) piecykiem, zrobiona wręcz z nerwem, ale i bardzo elegancko. Bava jest znacznie bardziej brutalny, zarówno w ilości trupów jak i metodzie mordowania, prezentując więcej krwi. Z drugiej strony samo zabijanie (wbijanie narzędzi typu nóż) z dzisiejszej perspektywy nie wydaje się aż tak straszne, lecz uniknięto przesadnej teatralności.

blood2

Jedyne, co mi bardzo mocno przeszkadzało to samo wyjaśnienie, które wydało mi się bardzo banalne oraz zakończenie, oparte na zasadzie, że sprawca – prędzej czy później – zapłaci za swoje uczynki. Nawet nie o to chodzi, że wykorzystano ten zabieg, ale tutaj nie za bardzo pasowało. Podobnie aktorstwo było na bardzo przyzwoitym poziomie, chociaż trudno kogokolwiek wyróżnić. Nikt też za to nie wystaje, każdy pasuje do swoich postaci i nie wywołuje irytacji.

blood3

Przyznam się, że wciągnęła mnie ta intryga, a kolejne tropy podrzucane przez Bavę potrafiły mnie wpuścić w maliny. Ale gdyby bardziej zaszaleć w finale, to „Blood and Black Lace” byłoby bardzo dobrym, a wręcz rewelacyjnym filmem. A tak to jest – stosując szkolną klasyfikację – na cztery z plusem, czyli mocny punkt w dorobku Włocha.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071