Księgowy

Christian Wolff wydaje się pozornie zwykłym, nudnym księgowym. Troszkę jest wycofany i małomówny, ale na liczbach zna się jak mało kto. To jednak nie jest taki pierwszy lepszy spec od matematyki, gdyż jego umiejętności bardzo chętnie wykorzystuje półświatek. Dlatego nasz bohater znajduje się na celowniku władz, reprezentowanych przez agenta Raymonda Kinga. Wolff dostaje w końcu zadanie przeprowadzenia kontroli w firmie cybernetycznej, zajmującej się m.in. tworzeniem protez oraz sprzętu komputerowego, w czym mu pomaga pracownica firmy Dana. To sprowadza dodatkowe kłopoty, gdyż komuś zależy na śmierci księgowego.

ksigowy1

Sam film Gavina O’Connora to dziwny i pozornie niepasujący do siebie konglomerat dramatu, kina akcji i melodramatu. Dlaczego dziwny? Bo jak na film jest on bardzo spokojny, wręcz usypiający i nigdzie się nie spieszy, a wszystko dotyczy tajemnicy naszego niepozornego księgowego – autystycznego geniusza, który jest bardzo zdystansowany wobec otoczenia i jest świetnie wyszkolonym zabójcą. Tak, nie przewidziało wam się, a przyczyny poznajemy w retrospekcjach, zdradzając powoli kolejne elementy układanki. Nawet pojawia się lekki wątek melodramatyczny, gdyż panna Dana zaczyna lecieć na księgowego z kamienną twarzą oraz spojrzeniem drewna przed obróbką. A jak wiadomo, autyzm to bardzo skomplikowana niewiadoma (podobnie jak kobieta, ale tego nie rozwinę), przez co to uczucie może nie wytrzymać. Jednak ten wątek nie do końca mnie przekonuje, ale do tego wrócę.

ksigowy2

Jednak „Księgowy” jako akcyjniak powinien zawierać sceny, w których nasz księgowy niczym Leon zawodowiec zmniejsza populację bydlaków z zabójczą wręcz skutecznością. I wtedy jest brutalnie, krwawo, ale i pomysłowo (walka z najemnikiem za pomocą… paska od spodni), utrzymując odpowiednie tempo, także trzymając w napięciu, by odkryć głównego masterminda. Ale finałowe rozwiązanie jest tak idiotyczne (szef najemników ochraniających głównego łotra jest… bratem księgowego), że litości. I taka jest sinusoida związana z filmem O’Connora – jest kilka ciekawych pomysłów, ale parę z nich jest kretyńskich, a o logice czasami wolę zapomnieć. Mimo to ogląda się całość naprawdę dobrze, dzięki sprawnej reżyserii oraz kilku nieoczywistym klockom.

ksigowy3

Jeśli chodzi o aktorstwo nigdy nie byłem wielkim fanem Bena Afflecka (do momentu, gdy postanowił wziąć się za reżyserię), ale do autystycznego geniusza pasuje idealnie. Zdystansowany, wycofany i nie zawsze sprawnie odczytujący intencje innych ludzi, z bardzo oszczędną mimiką, wygrywa na każdym poziomie. Ta postać to troszkę miks „Pięknego umysłu” z „Leonem zawodowcem”. Partneruje mu Anna Kendrick jako Dana i tutaj mam problem. Nie chodzi o to, że aktorka nie daje sobie rady, lecz nie czuć chemii między nią a Wolffem (autyzm częściowo, ale nie kompletnie eliminuje problem). I podejrzewam, że tutaj może być winna (bardzo widoczna) różnica wieku między tymi postaciami. Poza nimi na drugim planie jest elegancko ubrany (i trzymający fason) J.K. Simmons jako tropiący księgowego agent King oraz Jon Bernthal, czyli twardy zabijaka Braxton. Z kolei John Lithgow (szef firmy cybernetycznej) jest zbyt oczywistym tropem i łatwo domyślić się jego działań.

ksigowy4

Dziwny konglomerat, który o dziwo zaskakująco dobrze się sprawdza. Przykuwa tajemnicą bohatera oraz kilkoma, mocnymi scenami akcji, a także bardzo nieoczywistymi zaskoczeniami. Wielu będzie narzekać, że za dużo gadania jak na akcyjniaka i za dużo strzelania jak na dramat. Ale doceniam pomysłowość twórców i odwagę w krzyżowaniu nieoczywistych rzeczy.

7/10

Radosław Ostrowski

Pitbull. Nowe porządki

Pamiętacie taki film „Pitbull”? Zrealizowany w 2004 roku debiut Patryka Vegi był jedną z największych niespodzianek tamtego roku i prawdziwą petardą, gdzie bardzo realistycznie przedstawiono pracę policjantów z wydziału zabójstw, bez widowiskowości, patosu, z dużą dawką żargonu. Ale to było ponad 10 lat temu i do tego czasu Vega zniszczył swoją reputację, stawiając na żenujące żarty oraz efekciarską rozpierduchę. Co teraz dzieje się w „Pitbullu”?

pitbull_21

Zamiast Despero pojawia się policjant z Majami, a dokładnie z Warszawy. Majami zajmował się dilerami i zostaje przeniesiony na Mokotów, by łapać drobne płotki. W okolicy zaczyna się kręcić nowy bandzior o ksywie Babcia, co zamierza przejąć władze na dzielnicy i wprowadzić dobrą zmianę. Zaczyna się od zastraszania sklepikarzy, a kończy na obcinaniu paluchów. Z Majami idzie do wsparcia Gebels, więc nie będzie miękkiej gry. I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o scenariusz, bo jest on bardzo szczątkowy jak diabli. Podobnie było w poprzedniej części, jednak tam miałem wrażenie, że było to silniej podbudowane oraz przekonująco. Tutaj poziom jest tak nierówny, że to jest ścinka zrobiona pod serial telewizyjny (który zapewne powstanie lub już powstał). Z jednej strony jest krwawa i brutalna rąbanka, gdzie mamy odcinane paluchy, strzelanie, atak na burdel czy starcia kiboli. Z drugiej jest sporo dość prostackiego humoru (nowy heros siłowni, czyli Strachu), bezsensownej przemocy (zabójstwo dokonane przez nieletniego brata bandziora) i masy pobocznych wątków, które spychają cały główny wątek na dalszy plan, kompletnie wywołując dezorganizację i taki burdel, że głowa mała.

pitbull_22

Przewija się wiele starych znajomych jak naczelnik Barszczyk (i nadal jest takim samym chujem jak przedtem) czy znany z serialu Igor (szkoda, że tylko epizod, niemniej cieszy), ale i tak wszystko skupia się na starciu Majami z Babcią. Nie brakuje kilku mocnych scen jak wejście Babci na siłkę, wizyta gangstera u uzdrowicielki czy podpalenie żywcem jednego oprycha. Także jest kilka fajnych kadrów z pomocą drona czy ataku na dom publiczny, gdzie to ładnie zagrano światłem. Ale po co w takim razie takie sytuacje jak z byłym strażnikiem miejskim pobitym przez dawnych kochanków czy zadyma kiboli? Za nic to wszystko nie chce się skleić, a cały realizm trafia szlag.

pitbull_23

Sytuację częściowo próbują obronić aktorzy i kilku z nim się udaje. Nie zawodzi Andrzej Grabowski jako zgorzkniały i zmęczony życiem Gebels (za mało go było). Także nowy narybek, czyli Piotr Stramowski daje radę jako nieprzekupny, twardziel z irokezem na głowie (jakim cudem taki koleś mógł zostać tajniakiem? A chuj z tym). I każdy chciałby mieć taką rzeźbę. Ale tak naprawdę wierzyłem tylko jednej postaci, czyli zbójowi Babci. Jeśli myśleliście, że Bogusław Linda zapomniał jak być prawdziwym twardzielem, to od razu strzelcie sobie w łeb, zanim on wam to zrobi. Aktor nadal ma mocne grepsy, twardy kręgosłup i nie patyczkuje się z nikim, a jego motywacja jest najbardziej wiarygodna. Powrót jak najbardziej udany. I nie sposób zapomnieć Tomasza Oświecińskiego (tępy dres „Strachu” – tak pomyłka imion czy akcja z butami, autentycznie śmieszą) oraz rozbrajającą Maję Ostaszewską jak pustą, tępą pindę z komarem na tyłku.

pitbull_24

Jako całość „Nowe porządki” zawodzą, są zbyt efekciarskie i starają się na siłę szokować brutalnością, bluzgami oraz rąbanką wszelkiej maści. Nawet jeśli pojawiają się pewne zalety, to nie są w stanie przebić powyżej poziomu przeciętności. Do tamtego „PitBulla” nie ma nawet prawa startu. Bezczelny skok na kasę.

5/10

Radosław Ostrowski

Zdrada

Północna Irlandia nigdy nie należała do bezpiecznych części świata. Tam można było być gliniarzem, żołnierzem albo członkiem IRA. Albo martwym członkiem IRA, co wychodzi na to samo. Właśnie w tym czasie przyszło żyć Francisowi McGuire – zwany też Frankie Anioł. To członek IRA, odłamu najbardziej radykalnego, walczącego o niepodległość. Dzięki kontaktom trafia do Nowego Jorku, gdzie ma kupić broń dla kumpli i to nie byle jaką, bo rakietnice. Z nowym nazwiskiem oraz dokumentami trafia pod dach rodziny Toma O’Meary – policjanta z długim stażem, który nie zna jego tożsamości.

zdrada1

Alan J. Pakula nie spodziewał się, że to będzie jego ostatni film. Ta historia o silnym irlandzkim zabarwieniu próbuje przedstawić historię Zielonej Wyspy, ogarniętej wojną i przemocą, gdzie zapętla się nienawiść. To jednak jest tylko dla kontrastu miedzy naszymi bohaterami. Pakula tutaj pokazuje podobieństwo między Tomem i Frankiem – obydwaj są ludzi wiernym własnym zasadom: uczciwości, lojalności, z twardym charakterem. Jeden mógłby być ojcem dla drugiego, gdyby poznali się w innych okolicznościach. Tutaj stawia się bardziej na psychologię postaci oraz intrygę skupioną na zakupie broni. Sporadycznie widzimy sceny z pracy Toma: pościgi za drobnymi złodziejaszkami, kłótnia domowa z przemocą, by bliżej poznać bohaterów. Ale najbardziej pamięta się sceny akcji: świetnie zrealizowane, trzymające za gardło. Nieważne czy to zasadzka na policjantów, zakończona starciem z armią czy strzelanina w stoczni między Frankiem z handlarzem bronią.

zdrada3

Przypomina to troszkę kino z lat 70. (stonowana kolorystyka, świetne oświetlenie, praca kamery, dynamiczny montaż), gdzie stawiano na efektowość niż efekciarstwo. Jednak jako całość „Zdrada” wydaje się troszkę płytka, nie do końca przekonuje, pojawiają się przestoje i czasami tempo siada. No i jeszcze to mocno hollywoodzkie zakończenie, co psuje efekt.

zdrada2

Broni się ten film klimatem (fantastyczna muzyka Jamesa Hornera, z której pachnie zwyczajnie Irlandią) oraz dobrym aktorstwem. Harrison Ford kolejny raz gra prawego i dobrego faceta, z twardym kręgosłupem moralnym (żadnych łapówek, machlojek, oszustw), starającego się raczej do spokojnego rozwiązywania problemu, bez przelewu krwi. Spokojny, opanowany, ale w środku się gotuje. Lepszy jest od niego Brad Pitt (ten akcent – cudowny dla ucha) jako powoli zmęczony zabijaniem Frankie. Skażony przemocą, zna tylko tą drogę, jednak jego oczy zdradzają potrzebę stabilizacji. Drugi plan jest tutaj zdominowany przez niezawodnego Treata Williamsa (Billy Burke) oraz śliczną Natashę McElhone (Megan).

Jako całość „Zdrada” to przykład solidnego kina sensacyjnego zrobiona z pewnym pomysłem oraz próbą (nie do końca przekonującą) opowieści o skomplikowanej historii Irlandii, pełnej krwi, przemocy oraz zamordyzmu. Nie do końca wykorzystuje swój potencjał, ale nie traci się czasu.

6/10

Radosław Ostrowski

Wstęp wzbroniony

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że moglibyście zdobyć złoto. Widzicie to mocno? Taki przypadek trafił na drodze dwóch strażaków z Arkansas – Vince’a i Dona, którzy otrzymali zarysowana mapę. Prowadzi ona do miejsca, gdzie mężczyzna (umierający) schował skarb zrabowany z kościoła. Więc wyruszają do opuszczonej fabryki w St. Louis. Akurat mieli pecha, gdyż właśnie w tym terenie dochodzi do gangsterskich porachunków i nie mogą sobie pozwolić na świadków. Panowie porywają syna szefa, przez co sytuacja staje się patowa.

wstp_wzbroniony1

Kolejne dzieło lat 90., zrealizowane przez specjalizującego się we współczesnych westernach Waltera Hilla. Każdy jego film ma w sobie coś z kowbojskich opowieści, nawet jeśli dzieją się tu i teraz.Tutaj mamy do czynienia z prostą intrygą, kręcącą się wokół chciwości oraz zabijania. Wydawałoby się, że z takim szczątkowym opisem, nie da się wyczarować zbyt wiele. Reżyser stawia na klaustrofobiczny klimat, gdyż większość scen rozgrywa się w opuszczonej fabryce (niemal w jednym pokoju), podniszczonej, rozdrapanej. Był tam tylko czarnoskóry żebrak, bez domu. Wszelkie próby wyrwania się z tego klincza, kończą się porażkami, a lojalność zarówno między naszymi strażakami, a członkami gangu King Jamesa zaczyna się wykruszać. Podchody, podstępy, zamachy – to wszystko ma swoją temperaturę i jest napięcie, co zawsze było mocna ręką Hilla. I pytanie: kto wygra i kto ujdzie z życiem.

wstp_wzbroniony2

Nawet sceny, gdy jeden z członków gangu filmuje swoich kumpli za pomocą kamery video, co pomaga w budowie klimatu. Widać, że nie wydano wiele pieniędzy (niecałe 15 mln dolców), ale to się nieźle sprawdza. Owszem, można było pewne sceny lepiej rozegrać (finałowa eksplozja z pomocą benzyny i C4), do tego zgrabne dialogi oraz gitarowa muzyka Ry Coodera, który zawsze dobrze tworzył dla reżysera. Co zaskakujące, scenariusz tej niezłej opowieści to robota Roberta Zemeckisa oraz Boba Gale’a. Wszystko kończy się krwawo i brutalnie (co jest dość oczywiste), ale i tak ogląda się to z duża frajdą.

wstp_wzbroniony3

Należy też pochwalić solidną obsadę. Najbardziej błyszczy William Sadler, czyli Don. Facet jest nieufny, a złoto staje się dla niego obsesją oraz szansa na wyrwanie się z finansowych tarapatów. Ma błysk szaleństwa w oku. Partneruje mu bardziej wycofany i unikający konfrontacji Vince, z aparycją Billa Paxtona, którego trudno nie polubić. Wydaje się kierować zdrowym rozsądkiem oraz sumieniem, ale jest może tylko tchórzem? Przeciwko nim stają dwaj twardzi zawodnicy – Ice-T oraz Ice Cube, tez zbudowani na kontraście charakterów. Pierwszy – opanowany, spokojny, zdrowo myślący, drugi to pyszałkowaty nerwus ze świerzbiącym palcem na spuście.

wstp_wzbroniony4

I jak to bywa w przypadku Waltera Hilla, „Wstęp wzbroniony” to bardzo przyzwoite kino sensacyjne, ze swoim klimatem oraz prostym stylem. Może komuś przeszkadzać dość skromny budżet oraz pewna przewidywalność wydarzeń, ale godnie znosi ten tytuł próbę czasu.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Piekielna misja

Przed konferencją naukową znika ceniony profesor Montel. Ale nie jest to kwestia przypadku, gdyż naukowiec razem z kilkoma przyjaciółmi z całego świata odkrywa, iż gdzieś na Arktyce znajduje się tajna baza wojskowa z bronią nuklearną. By to sprawdzić zorganizowana zostaje ekspedycja, kierowana przez profesora oraz jego asystentkę, profesor Gerard. Zostaje nawet znaleziony nie najlepszej jakości okręt podwodny i wynajęty do dowodzenia, kapitan Jones.

piekielna_misja1

Samuel Fuller tym razem dostał troszkę większy budżet (bo film nakręcono w kolorze) i próbuje zrobić w stronę kina sensacyjno-szpiegowskiego. Jest zadanie, a powstrzymanie wybuchu III wojny światowej podejmuje się grupa ludzi ponad wszelkimi podziałami narodowymi. Amerykanie, Niemcy, Francuzi, Japończycy, naukowcy, wojskowi, politycy – taki obrazek bardzo mocno krzepi i daje wiele nadziei, że ludzkość jest w stanie działać dla szeroko pojętego dobra. Sama intryga nie jest specjalnie skomplikowana, ale Fuller potrafi zaciekawić kilkoma pomysłami. Nie brakuje suspensu jak podczas konfrontacji na morzu z drugim okrętem podwodnym (wykorzystując kilka prostych sztuczek trickowych) czy zgrabnie zrobionego przesłuchania jeńca, wykorzystując… innego skośnookiego członka załogi. Nie zabrakło odrobiny strzelania i eksplozji, ale dla mnie największym problemem jest zbyt lekki ton całości.

piekielna_misja2

Jedynie w paru miejscach czuć wagę i powagę całej ekspedycji, a wszystko idzie troszkę za łatwo. I kompletnie niepotrzebny jest wątek drugiego naukowca. Ponieważ jest nią kobieta, to musi doprowadzić do pewnych spięć (wręcz bijatyki) oraz troszkę niepotrzebne wątku miłosnego między nią a dowódcą. Ale to nie zostaje zbyt mocno rozbudowane, przez co nie wywołuje silnej irytacji. Niemniej jest naprawdę nieźle.

piekielna_misja3

Co jest także zasługą solidnego aktorstwa z pewnym Richardem Widmarkiem w roli głównej. Jako cyniczny i szorstki kapitan przekonuje swoją postawą oraz opanowaniem. Poza nim trudno nie zauważyć ładnej Belle Darvi jako profesor Gerard – mocna kombinacja urody i intelektu (także talentu lingwistycznego). Podobni dobry jest kierujący cała wyprawą Victor Franzen (prof. Montel). Trudno się tu do kogokolwiek przyczepić, a fakt, iż mówi się nie tylko po angielsku, dodaje realizmu.

Troszkę zestarzał się pod względem warsztatowym i dość melodramatyczną muzykę w tle, ale to kawałek całkiem niezłego kina z prostym przesłaniem. Ale Fullera zwyczajnie będzie stać na więcej, lecz to temat na inną opowieść.

6/10

Radosław Ostrowski

Samuel_Fuller

Okup

Ile było już filmów z porwaniem i żądaniem okupu? To jeden z ulubionych chwytów kina sensacyjnego. Ktoś bardzo sprytny znajduje bardzo bogatego jelenia, porywa jednego z członków jego rodziny, żądają w zamian pieniędzy. Nie inaczej jest w filmie Rona Howarda z 1996 roku.

okup1

Poznajcie Toma Mullena – biznesmena, który posiada firmę lotniczą, żonę i syna. Mieszka w Nowym Jorku, jest bezpieczny i wydawało się, że to spokojna, szczęśliwa familia. Jak się domyślamy, spokój nie może trwać wiecznie. Odrobina nieuwagi i staje się najgorsze – potem telefon i zawiadomienie o 2 milionach dolarów okupu. Jest napięcie, jest czekanie, jest plan. Howard pewnie i co najważniejsze, z pazurem, podkreślając klimat strachu, zaszczucia i bezsilności. Montaż podkreśla tę aurę, prowadząc dwutorowo całą narrację: od strony rodziny oraz porywaczy, przeskakując z jednego miejsca w drugie. Początkowo wszystko idzie według sprawdzonego schematu: porwanie (samego zajścia nie widzimy, co jest bardzo sprytne)-żądanie okupu-wykonywanie poleceń. Coś musi jednak pójść nie tak, bo przeciwnik jest inteligentny, sprytny i zna wszelkie policyjne sztuczki. Jakby był dosłownie o krok i te sceny trzymają w napięciu.

okup2

Ale w połowie reżyser, a dokładnie nasz bohater wywraca cały układ do góry nogami: występuje w telewizji i ogłasza, że pieniądze przeznaczone na okup są nagrodą za głowę porywacza. I pojawia się pytanie – czy on wie, co robi? To szaleństwo, wydał wyrok na swoje dziecko. To mocna wolta, która zmienia tempo filmu. Porywaczom zaczyna sypać się grunt pod nogami i nie wiemy jak to się skończy. Napięcie jest jeszcze intensywniejsze, a wtedy wszystko staje się nieobliczalne. Każda scena staje się cięższa, a desperacja bohatera coraz bardziej zrozumiała. A finał, mimo gry znaczonymi kartami, ogląda się z zapartym tchem.

okup3

Howard zaskoczył bardzo obsadzając w roli ojca porwanego dziecka Mela Gibsona, który daje tutaj możliwość pokazania się z troszkę innej twarzy. Wyciszony, skupiony, a jednocześnie w oczach widać strach, desperację, ból. I jest to znakomicie wygrywane przez takie sceny jak jego oświadczenie w telewizji czy prowokacyjna rozmowa z porywaczem (oraz to, co potem), gdzie wściekłość, gniew i strach mieszają się ze sobą tworząc Mieszankę wybuchową. Wspiera go niezawodna Rene Russo (żona) oraz Brandon Nolte (syn). Ale i tak wszystkim film kradnie wyborny Gary Sinese w roli policyjnego detektywa Shankera. Inteligentny, wyważony i niepozbawiony sprytu twardziel, który (uwaga: spojler) jest głównym rozgrywającym, szefem gangu. Jeszcze potrafi sprytnie adoptować się do okoliczności. Trudno też nie docenić Delroya Lindo jako doświadczonego federalnego, co podejmie wszelkie możliwe środki do uratowania dziecka.

okup4

„Okup” to jeden z mocniejszych filmów Howarda w całej karierze. Sprytnie grająca z widzem sensacja, która trzyma w napięciu, ciągle zaskakuje i nadal ma takiego kopa, że głowa mała. Po prostu świetne kino, które zostawiło mnie z jednym pytaniem: co ja bym zrobił w takiej sytuacji?

8/10

Radosław Ostrowski

Ciężkie czasy

Lata 30. to był trudny czas dla ludzi w Ameryce. Wielki kryzys ekonomiczny doprowadzał do wielkich samobójstw, spektakularnych plajt i ogromnego bezrobocia. I to właśnie w tych czasach przyszło żyć niejakiemu Chaneyowi. Mężczyzna po przejściach i z tajemniczą przeszłością przypadkowo obserwuje nielegalne walki pięściarskie. Tam poznaje Szybkiego – hazardzistę, obstawiającego walki i organizującego potyczki. Chaney proponuje mu organizację walki i postawienie na niego swoich pieniędzy. Po wygranej, Szybki proponuje spółkę oraz podział zysków, wyruszając do Nowego Orleanu.

cikie_czasy1

Sama historia nie należy do specjalnie skomplikowanych i toczy się swoim rytmem. Debiutujący na stołku reżyserskim Walter Hill nie dysponuje dużym budżetem, ale ogrywa to wszystko klimatem oraz surową realizacją. Trudno odmówić „Ciężkim czasom” stylu – w końcu są to lata 30. Samochody wzięte z epoki, podejrzane speluny, gdzie gra się w bilard i załatwia różnego rodzaju interesy, dom publiczny, obskurne, tanie pokoje. Z drugiej strony eleganccy gangsterzy kontrolujące i obstawiające walki, piękne kobiety i dużo forsy. Same walki toczą się też w brudnych i nieprzyjemnych miejscach, co tylko potęguje brudny klimat. Opuszczone fabryki, puste hale, klatki (środkowa potyczka Chaneya z łysym koksiarzem) – czuć tutaj, że nie jest to tylko i wyłącznie walka dla zabawy, lecz starcie na śmierć i życie. Kto wygra może się obłowić, ustawić się, spłacić długi czy zaplanować życie z kobietą. Nie brakuje ciętych ripost i dowcipu, nie przeszkadza nawet dość szczątkowa, drobna fabuła.

cikie_czasy2

Same potyczki i walki nie imponują świetną choreografią, ale prostotą oraz surowością. Walczą nie zawodowi pięściarze, ale ludzie ulicy. Owszem, są tez doświadczeni zawodnicy, jednak nigdy nie można być pewnym swojej pozycji. Tutaj panuje tylko jedna zasada – nie bijemy leżącego. Dlatego ręce i pięści idą w ruch żwawo, a dynamiczny montaż i płynna praca kamery pozwala zobaczyć każdy cios, uderzenie. Perełkami są dwie potyczki – ta w klatce oraz finałowa z Chicagowskim zawodnikiem Streetem (Nick Dimitri). Poezja.

cikie_czasy3

Hillowi, mimo braku doświadczenia reżyserskiego, udało się zebrać dwie gwiazdy. W Chaneya wciela się Charles Bronson i jest małomównym twardzielem, sprawnie posługującym się pięściami. Jego partnerem, Szybkim jest czarujący James Coburn, mający płynną Gatkę, błysk w oku oraz czarujący uśmiech. Jednak to nałogowy gracz, stale balansujący na granicy ryzyka. Czuć między panami chemię oraz coś na kształt przyjaźni, chociaż żaden z nich się do tego nie przyznaje.

W Polsce jest to kompletnie nieznany i nieoczywisty film, w którym Hill w pełni wykorzystał swój talent. Klimatyczne, męskie kino ze świetnie zrealizowanymi scenami bijatyk, broniące się mimo czterdziestu lat na karku. Może i historia jest ograna, jednak wszystkie klocki pasują do siebie idealnie.

8/10

Radosław Ostrowski

Ulice w ogniu

Już na samym początku zostajemy uprzedzeni, że to będzie bajka w rytmie rock’n’rolla. Więc nie należy filmu Waltera Hilla brać absolutnie na poważnie. I pod względem realizacyjnym to najbarwniejszy film w dorobku twórcy „48 godzin”. Dziwaczny melanż westernu, musicalu, melodramatu i komedii, gdzie lata 80. spotykają się z latami 50.  Ale po kolei.

ulice_w_ogniu1

Akcja toczy się w małym mieście, gdzie ludzie słuchają rock’n’rolla. Miejscową gwiazdą tej muzyki jest wokalistka Ellen Aim. Podczas jednego z występów zostaje porwana przez gang bikerów dowodzony przez Ravena. W tym samym czasie wraca były chłopak Ellen – Tom Cody, rozrabiaka i były żołnierz. Za skromną opłatą (10 tysięcy baksów) decyduje się odbić dziewczynę z ręki Ravena, w czym pomaga poznana wcześniej koleżanka po fachu McCoy.

ulice_w_ogniu2

Nie brzmi to zbyt oryginalnie, ale reżyser stawia tutaj na styl. To nie jest surowa, stonowana rozpierducha, aczkolwiek nie brakuje tutaj krótkich one-linerów. Hill jak wspomniałem miesza różne światy. Wizualnie są to lata 50., na co wskazuje scenografia (jadłodajnia, knajpy, pokój siostry Cody’ego), kostiumy oraz pojazdy żywcem wzięte z tego okresu. Z jednej strony jest to szaro-bure, ale wieczorem jest pełne barw odbijających się neonów oraz świateł, jak w scenach śpiewanych (tylko „Kierowca” był taki barwny). Niesamowite połączenie. Muzyka jednak jest już bliższa latom 80., chociaż kompozycje Ry Coodera pachną westernem (ta gitara elektryczna). Sama historia jest pretekstem dla bijatyk, ucieczek i strzelanin. Tempo jest tak szybkie, że współczesne blockbustery spaliłyby się ze wstydu. Tylko tutaj po jednym strzale ze strzelby motory i samochody eksplodują. Z kolei knajpa bikerów, gdzie jest bardzo fikuśna tancerka była silną inspiracją dla „Sin City”. I jeszcze ta finałowa potyczka na ulicy za pomocą dużych młotów. Chociaż dla wielu osób kilka scen może wydawać się mocno kiczowatych (pocałunek między kochankami w deszczu – wiadomo, niebo płacze ze szczęścia), ale taka jest konwencja i jeśli ją kupicie, będziecie wniebowzięci.

ulice_w_ogniu3

Tak prostą opowiastkę, poza świetnym stylem audio-wizualnym oraz bardzo lekką ręką reżysera, powinna mieć też odpowiednią obsadę. I tutaj wybija się obecnie zapomniany bohater lat 80., czyli Michael Pare. Cody to twardziel, jakich wielu było. Z nieodzownym prochowcem oraz strzelbą pod ręką przypomina kowboja (kapelusza tylko zabrakło), ale serce ma po właściwej stronie. Czepiano się Diane Lane, za co otrzymała nominację do Złotej Maliny, ale nie za bardzo mogę to zrozumieć. Ellen kocha muzykę nad życie i jak śpiewa, to wszystko staje się nieważne ( i ten jej strój). Reszta postaci (jak wszyscy w tym filmie) to zarysowane archetypy: pomocnik (Amy Madigan jako twarda McCoy), załatwiający gaduła i menadżer (wyjątkowo antypatyczny Rick Moranis) oraz antypatyczny bandzior z dziwnym strojem oraz spojrzeniem (Willem Dafoe). Na szczęście mają w sobie tyle charyzmy, że dają im życie.

ulice_w_ogniu4

Dziwaczna mieszanina, której nie można i nie należy traktować poważnie. Najbarwniejszy film w dorobku Waltera Hilla oraz kompletna zadyma, pachnąca latami 80. pełną gębą, więc fani kina retro odnajdą się jak w niebie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Nienawiść

Jack Benteen jest strażnikiem Teksasu, nie idącym na kompromisy i układy, bezwzględnie skutecznym wrogiem narkotyków. Kiedyś jego najlepszym kumplem był Cash Bailey – obecnie baron narkotykowy działający w Meksyku i szmuglujący towar za granicę USA. Łączyła ich jeszcze kobieta, Salita. Spokój w miasteczku jednak zostaje przerwany przez obecność tajemniczej grupy kierowanej przez majora Hacketta. Byli żołnierze planują konfrontację z Baileyem i wplątują w swoją wojnę Jacka.

nienawi1

Kiedy za film bierze się Walter Hill należy spodziewać się bezpretensjonalnego, krwawego kina akcji dla facetów. „Nienawiści” najbliżej jest do westernu i to nie tylko ze wzgląd na pogranicze amerykańsko-meksykańskie czy bohatera żywcem wziętego z mentalności Dzikiego Zachodu. Pustynie, rzadka roślinność tworzy bardzo surowy klimat, gdzie liczy się spryt oraz szybkość wystrzeliwanych pocisków. Zderzenie technologicznych cudeniek wojskowych ze staroświeckim sposobem rozwiązywania problemów z bandytami robi nadal wrażenie. Podobnie jak dynamiczna scena napadu na bank zakończona brawurowym pościgiem czy przypominająca „Dziką bandę” finałowa konfrontacja w Meksyku (dużo strzałów, dużo krwi i dużo trupów) zakończona obowiązkowym pojedynkiem. Może i jest to mocno komiksowe i przerysowane, ale nie zostaje przekroczona granica kiczowatości. Wciąga to mocno, serwując jeszcze odpowiednią dawkę adrenaliny oraz rozrywki.

nienawi2

Do tego mamy etatowych twardzieli ery VHS, chociaż nie tak kultowi jak Stallone, Schwarzenegger czy Lundgren. Za to jest jak zawsze świetny Michael Ironside w roli majora Becketta – niby żołnierza, który wymaga dyscypliny i ślepego posłuszeństwa, ale to bezwzględny i chciwy drań, którego motywację poznajemy dopiero pod koniec filmu. Po drugiej strony barykady są dwaj faceci: Nick Nolte oraz Powers Boothe. Pierwszy jest surowym, twardym gliniarzem, nie dającym się przekupić, nigdy się nie uśmiecha i jest w pełni wiarygodny. Drugi jest elegancko ubranym dilerem narkotykowym – uśmiechniętym, ale i bezwzględnym i nieustępliwym draniem. Jako element dekoracji (bo inaczej nie jestem w stanie tego nazwać) działa Maria Conchita Alonzo wcielająca się w Saritę.

nienawi3

„Nienawiść” to jedna z najlepszych pozycji Waltera Hilla, który konsekwentnie realizuje plan stworzenia porządnego, klimatycznego kina akcji. Akcja trzyma za gardło, intryga wciąga, a aktorstwo jest świetne. Czegóż chcieć więcej?

nienawi4

7,5/10

Radosław Ostrowski

Gomorra

Mafia kojarzy się głównie albo z honorowymi przestępcami zabijającymi w imię rodziny, honoru, przyjaźni albo bezwzględnymi gangsterami za nic mającymi ludzkie życie i poczucie przyzwoitości. Ten pierwszy został spopularyzowany przez takich amerykańskich twórców jak Francis Ford Coppola czy Brian De Palma, drugi kojarzy się raczej z Martinem Scorsese. Jednak najbardziej realistyczne filmy o włoskiej mafii robią… Włosi. Przekonałem się o tym, gdy trafiłem na głośną „Gomorrę”.

gomorra1

Na początku było słowo, a dokładniej książka Roberto Saviano – zapis śledztwa prowadzonego przez wiele, wiele lat. Za jej opublikowanie mafia wydała wyrok śmierci na autorze. To jednak nie przestraszyło debiutującemu Matteo Garrone, by zmierzyć się z tą potencjalna bombą. Co więcej, zatrudnił Saviano jako jednego z autorów scenariusza. Właściwie trudno opisać ten film, bo to zbiór pięciu opowieści, gdzie mafia pojawia się w tle. Przeskakujemy z wątku na wątek, by zobaczyć pełny włoski krajobraz.

gomorra4

Kogo tutaj mamy? Jest Toto (Salvatore Abruzzese) – młody chłopiec, który otoczony jest kumplami powiązanymi z gangsterką i sam chce do nich się przyłączyć. Dwaj kumple: Marco (Marco Macor) i Ciro (Ciro Petrone), zafascynowani „Człowiekiem z blizną”, pyskaci, krnąbrni i nieposłuszni, co nie podoba się jednemu z szefów. Dochodzi nawet do tego, że kradną ich broń. Jest też krawiec Pasquale (Salvatore Cantalupo), którego szef ma powiązania z gangsterami. Mężczyzna zgadza się (w tajemnicy) uczyć swojego fachu konkurencji z Chin. Poza tym kręci się roznoszący pieniądze mieszkańcom bloku don Ciro (Gianfelice Imparato). Wśród jego „podopiecznych” jest Maria (Maria Nationale) – żona jednego z bonzów, mieszkająca z synem, który zdradzi. A na samym szczycie tej hierarchii stoi Franco (Toni Servillo), zajmujący się zwożeniem śmieci. Pomaga mu w tym nowy protegowany – Roberto (Carmine Paternoster), syn starego znajomego mężczyzny.

gomorra3

Pierwsze, co rzuca się w oczy filmu Garrone to surowa, paradokumentalna stylistyka. Ujęcia z ręki, nieostre kadry to tworzy bardzo chropowany klimat, przedstawiający jak głębokie są macki gangsterów, dla których liczy się tylko forsa. Bo forsa to władza, a tej nigdy nie ma się dość. Chcesz się wycofać? Jesteś z nami albo przeciw nam, śmierć pojawia się przypadkowo i gwałtownie, nie można być na nią przygotowany. Sceny egzekucji oraz morderstw mrożą swoją dynamiką i nieprzewidywalnością. Może się to zdarzyć podczas jazdy samochodem, może być skutkiem otwarcia drzwi i zaufania albo zdrady czy zaplanowanej intrygi. Tutaj każdy szaraczek w tej bezwzględnej pustyni próbuje przetrwać. Ta wizja przeraża, pod warunkiem, że będziecie chcieli dotrwać do samego końca.

gomorra2

Tylko jedna rzecz mi przeszkadzała – chaotyczność i przeskakiwanie z wątku na wątek. Na początku można poczuć się zdezorientowanym, to jednak przechodzi. Reżyser wymaga dużego skupienia, bo przeoczenie jednego szczegółu może doprowadzić do jeszcze większego chaosu. I mamy jeszcze kompletnie nieznane (poza znanym z filmów Sorrentino Tonym Servillo) twarze, co też zmusza do skupienia na historiach. Nie zmienia to faktu, że jest to mocna, brutalna demitologizacja gangsterskiego mitu, zrealizowana w ojczyźnie gangsterów. Trzyma to za gardło i nie pozwala o sobie zapomnieć.

7,5/10

Radosław Ostrowski