Odwet – wersja reżyserska

Kiedy zaczyna się cała opowieść, Michael Cochran odbywa swój ostatni lot w służbie armii. W dniu przejścia do cywila dostaje zabytkową broń oraz zaproszenie od przyjaciela: meksykańskiego biznesmena Tiburona Mendeza. Przyjaciel przyjmuje go z otwartymi ramionami, proponuje wspólne polowania czy grę w tenisa. Tylko jest jeden mały szkopuł: młoda, piękna i pociągająca żona biznesmena. Do romansu jest strasznie blisko, a tutaj kwestie zdrady są rozwiązywane w sposób bardzo bezwzględny.

Adaptacja powieści Jima Harrisona planowana była od momentu wydania, czyli od 1979 roku. zainteresowany był sam John Huston wspierany przez producenta Raya Starka. Mimo zaangażowania do napisania scenariusza Waltera Hilla oraz obsadzeniu w rolach głównych Jacka Nicholsona i Orsona Wellesa, „Odwet” utknął w martwym punkcie. Sytuację zmienił zainteresowany projektem Kevin Costner, który po sukcesie „Nietykalnych” oraz „Byków z Durham” zebrał wystarczająco duży kasy, by zostać producentem wykonawczym, zagrać główną rolę, a także zatrudnić reżysera Tony’ego Scotta. W dniu premiery film został bardzo chłodno potraktowany przez krytykę oraz widownię, jednak po latach zaczęto cieplej myśleć o tym dziele. Niemniej w 2007 roku na DVD wyszła reżyserska wersja filmu, skrócona o ok. 30 minut i to ta wersja jest oceniana.

odwet1

Szczerze mówiąc byłem dość mocno zaskoczony faktem, że reżyser kojarzony z kinem akcji idzie w stronę romansu zmieszanego z kinem zemsty. I nie byłem przekonany czy młodszy z braci Scott będzie w stanie przekonująco pokazać relacje między trójką postaci. Miłość od pierwszego wejrzenia, żądza krwi, zemsta (i to z obydwu stron), przemoc. Zaskakuje tutaj bardzo spokojne tempo oraz bardzo naznaczona melancholią muzyka. Scott spokojnie buduje napięcie, mimo pewnej przewidywalności. Przynajmniej na początku, bo historia dzieli się na dwie części i każda wydaje się kończyć odwetem. Niby stawka jest tutaj kobieta, zaś los wobec niej nie jest zbyt łaskawy, ale tu chodzi o coś więcej: honor, godność, respekt.

odwet2

Klimat przypomina powieści lub filmy spod znaku czystej pulpy, co czuć mocno w dialogach. Krótkich, treściwych, bez zbędnych ekspozycji i tego typu dupereli. A że jest to romans, to nie mogło zabraknąć scen kipiących erotyzmem, bo sam związek wydawał mi się mocno naciągany i nie do końca mnie kupił. Bardziej interesowała mnie relacja kumpli oraz motyw wzajemnej zemsty, gdzie tak naprawdę nikt nie wygrywa, co jest dość nieoczywistym rozwiązaniem. Podobnie jak brak jednoznacznego podziału na dobro i zło. Niby na początku sprawa wydaje się jasna, lecz z każdą minutą pojawia się więcej odcieni szarości, przez co trudno kibicować bohaterom. Drugą niespodzianką były dla mnie zdjęcia, mocno przesiąknięte jeszcze stylem z lat 80. – światło przebijające się przez okna, mocna kolorystyka, skupienie na spojrzeniach. To nadal działa, podobnie jak dość oszczędnie użyte sceny przemocy: krótkie, ale intensywne.

odwet3

Muszę przyznać, że Scottowi udało się zebrać dobrych aktorów, który wykorzystują swój czas oraz pole do popisu. Troszkę zaskoczył mnie Kevin Costner, początkowo wyglądający jak starszy brat Toma Cruise’a z „Top Gun”. Niby przystojniak i troszkę sztywny, jednak w drugiej połowie zmienia się, nabiera mroku oraz żądzy zemsty. Fason trzyma Anthony Quinn, wcielając się w biznesmena prowadzącego nie do końca legalne interesy. Władczy, pełen majestatu godnego „Ojca chrzestnego”, ale na swój sposób lojalnego i trzymającego się zasad. No i najbardziej pociągająca z całej trójki Madeleine Stowe, od której nie można oderwać oczu.

„Odwet” to mniej znany i mniej oczywisty film w dorobku Tony’ego Scotta, który nie skupia się na dynamicznej akcji czy efekciarskiej rozwałce. Być może dlatego z czasem nabrał większego szacunku oraz uznania widzów. Mimo zahaczania o kicz, pozostaje strawnym oraz mniej oczywistym spojrzeniem na kino zemsty.

7/10

Radosław Ostrowski

Tony Scott (1944-2012)

tony-scott-600

Choć dzisiejszy solenizant odszedł z tego świata 4 lata temu, był jednym z najważniejszych twórców kina akcji, ale i tak bardziej znano go jako młodszego brata Ridleya Scotta. Urodził się 21 czerwca 1944 w brytyjskim Tynemouth jako najmłodszy syn Elizabeth i pułkownika Francisa Percy’ego Scotta. Tak jak starszy brat, studiował w londyńskim Royal College of Art, gdzie zrealizował w 1969 roku krótkometrażówkę „One of the Missing”. W wieku 16 lat zagrał w krótkometrażówce Ridleya „Chłopiec i jego rower”.

Swoją karierę reżyserską od reklamówek dla telewizji, realizowanych przez Ridley Scott Associates, gdzie zostaje zatrudniony jako wspólnik. Realizował reklamy przez 10 lat, a produkcje te zdobywały uznanie środowiska oraz kilka prestiżowych nagród. W tym samym czasie zrealizował trzy filmy dla telewizji (z czego dwa to były dokumenty). Wreszcie w 1982 zrealizował swój pełnometrażowy debiut („Zagadka nieśmiertelności”), która odniosła komercyjną porażkę. Drugą szansę otrzymał 3 lata później („Top Gun”) i nie zmarnował jej.

Od tej pory realizował komercyjne kino akcji, pełen dynamicznych pościgów, strzelanin, ale jednocześnie nie były to prostackie, obrażające inteligencję widza kino, zarabiając dużo pieniędzy. Jednocześnie wyrobił sobie wizualny styl, nie bał się eksperymentować z formą (nakładające się ujęcia, pulsujący montaż, silniejsze kolory), który zapewnił mu sławę.

Jednocześnie razem z bratem założył firmę producencką Scott Free Productions, która zrealizowała wiele głośnych filmów (poza projektami braci, były to m.in. „Czerwony smok” Bretta Ratnera, „Tristan i Izolda” Kevina Reynoldsa, „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” Andrew Dominika, „Stoker” Chan-wook Parka czy „Zrodzony w ogniu” Scotta Coopera) oraz popularnych seriali i miniseriali telewizyjnych („Wzór”, „Żona idealna”, „Klondike”), za co otrzymał dwie nagrody Emmy.

Tony był trzykrotnie żonaty, jednak 19 sierpnia 2012 roku dokonał dramatycznego wyboru. Tego dnia reżyser popełnił samobójstwo skacząc z mostu Vincent Thomas w San Pedro. Krążyły informacje, że Tony miał nieoperacyjnego raka mózgu, jednak sekcja zwłok nie potwierdziła tej hipotezy.

Do grona najbliższych współpracowników zaliczani są: montażyści Chris Lebenzon i Christian Wagner, dźwiękowcy Kevin O’Connell, George Waters II i  Rick Kline, kompozytorzy Harry Gregson-Williams i Hans Zimmer, producenci Jerry Bruckheimer oraz Don Simpson, operator Jeffrey L. Kimball, a także aktorzy: Denzel Washington, James Gandolfini, Steve Gonzales, Val Kilmer, Christopher Walken.

A oto ranking obejrzanych przeze mnie filmów Tony’ego Scotta. Zapraszam do komentowania pod postem.

Miejsce 10. – Niepowstrzymany (2010) – 6/10

Pomysł na ten film może wydawać się idiotyczny. Doświadczony motorniczy i zaczynający swoją pracę konduktor próbuje powstrzymać rozpędzony pociąg, jadący bez kontroli. Stawka jest wysoka, gdyż pociągiem przewożone są toksyczne substancje. Nie ma tutaj doszukiwania się głębszych treści, ale nieźle się to ogląda, co jest zasługą pewnej realizacji. Reszta to tylko wsparcie dla formy.

Miejsce 9. – Metro strachu (2009) – 6/10

Grupka złodziei wpadła na prosty pomysł – porwać pociąg metra i zażądać okupu za pasażerów. Negocjacje prowadzi z nimi kontroler ruchu metra, oskarżony wcześniej o korupcję. Sama intryga jest pogmatwana i mimo kilku naiwności oraz bzdur (wypadek spowalniający dostarczenie okupu czy szczur w metrze), z happy endem obowiązkowym. Sytuację ratuje wyborny John Travolta w roli czarnego charakteru (Ryder), jednak do oryginału z 1974 roku (recenzja tutaj) nie ma startu.

Miejsce 8. – Wróg publiczny (1998) – 7/10

Młody i uczciwy prawnik Robert Dean (solidny Will Smith) jest ścigany przez tajne służby, oskarżony o morderstwo kongresmena sprzeciwiającego się inwigilacji obywateli przez NSA. Zabójstwo zostało uwiecznione na taśmie, przypadkowo trafiając w ręce Deana. Pomóc mu może spec od inwigilacji, niejaki Brill. Brzmi jak powtórka z „Rozmowy”? Poniekąd tak jest, ale Scottowi udaje się utrzymać w napięciu do końca, dodając pościgi, aurę paranoi i porządną eksplozję. Plus mocny drugi plan z Joem Voightem, Gene Hackmanem oraz grającym absolutnie serio Jackiem Blackiem.

Miejsce 7. – Top Gun (1986)- 7/10

Kolejna prosta opowiastka opowiadająca o tym, że w wojsku jest cool. Najważniejsza jest tutaj rywalizacja dwóch pilotów o to, który jest najlepszym w szkole lotnictwa Top Gun. Samoloty, jedna kobita, amerykańska flaga i luz, dodatkowo wspierany przez ejtisowską muzykę oraz nielubianego przeze mnie Toma Cruise’a. Za to drugi plan (niezawodny Michael Ironside, Anthony Edwards i Tim Robbins) i pewna reżyseria oraz sceny lotnicze to mocne atuty.

Miejsce 6. – Zawód: Szpieg (2001) – 7,5/10

Najambitniejszy film w całym zestawie. Rok 1991 – jeden z agentów CIA zostaje schwytany w Chinach, a w tym czasie odchodzący na emeryturę mentor ma dobę, by go wydostać. Scott dokładnie przedstawia pracę wywiadowczą, skupiając się na retrospekcjach przedstawiających przyjaźń naszych bohaterów. Świetnie zrekonstruowane realia epoki (świetne zdjęcia, kostiumy i scenografia), precyzyjna intryga oraz świetny duet Robert Redford/Brad Pitt to najmocniejsze atuty. Patetyczny finał psuję świetne wrażenie.

Miejsce 5. – Ostatni skaut (1991) – 7,5/10

Jeśli w napisach początkowych, jest napis: written by Shane Black, to mniej więcej wiadomo co będzie – duet niedopasowanych bohaterów, rozwiązujących zagadkę kryminalną, pełną przemocy, krwi i czarnego humoru. Tutaj jest prywatny detektyw Joe Hollenback (niezawodny Bruce Willis) oraz były sportowiec Jimmy Dix (zaskakujący Damon Wayans), a cała intryga dotyczy nielegalnych zakładów sportowych. Mafia, korupcja, morderstwa, wybuchy i żarty. Prawie jak ostatnie dzieło Blacka, „Nice Guys”, więc wchodzimy w ciemno.

Miejsce 4. – Karmazynowy przypływ (1995) – 7,5/10

Jesteśmy na amerykańskim atomowym, okręcie podwodnym wysłanym, by patrolować rosyjskie wybrzeże. Pozbawieni kontaktu ze światem, marynarze zostają wplątani w konflikt między dowódcą a pierwszym oficerem, mających odmienne zdanie w sprawie użycia pocisków nuklearnych. Klaustrofobiczny klimat, genialna muzyka Hansa Zimmera, przewrotki oraz roszady, suspens plus pojedynek Washington/Hackman. Jedna z mocniejszych rzeczy zrealizowanych przez Scotta.

Miejsce 3. – Prawdziwy romans (1993) – 8/10

Film oceniany wysoko, bo scenariusz napisał sam Quentin Tarantino (wtedy mało znany twórca) i stworzył krwawe love story. Zamiast Romea i Julii jest Clarence – wielki fan kina, wspierany radami przez samego Elvisa oraz Alabama – dziewczyna na telefon zamówiona przez szefa naszego bohatera. Wszystko się komplikuje, gdy Clarence zabija byłego alfonsa dziewczyny, kradnąc walizkę z narkotykami. Jest to mieszanka kryminału, melodramatu i komedii z wyrazistymi charakterami oraz krwawą jatką pod koniec z błyskotliwymi dialogami (przesłuchanie ojca Clarence’a przez włoskiego gangstera – rewelacja). Plus wielki gwiazdozbiór – Slater, Arquette, Hopper, Walken, Oldman, Pitt, Gandolfini. Jak tu się nie zachwycać?

Miejsce 2. – Człowiek w ogniu (2004) – 8/10

Niby klasyczne kino zemsty, które idzie jak po sznurku, ale jak to wciąga i jest świetnie zrealizowane. Tutaj bohaterem jest najemnik John Creasy, który zostaje zatrudniony jako ochroniarz amerykańskiej rodziny mieszkającej w Meksyku. Mężczyzna zaprzyjaźnia się z córką swoich szefów i dzięki czemu odstawia flaszkę. Wtedy jednak staje się najgorsze – porwanie i próba wręczenia okupu, która nie poszła zgodnie z planem. I się zaczyna – Scott z pomocą agresywnego, pulsującego montażu tworzy z jednej strony wiarygodną psychologicznie historię, by w połowie przyspieszyć, serwując co wymyślniejsze sceny zabijania (wysadzenie grubej ryby za pomocą bomby umieszczonej w jego… dupie – to  nie przesada). Do tego fantastyczny Denzel Washington oraz Dakota Fanning, którzy trzymają tą opowieść za gardło. A na drugim planie m.in. Christopher Walken i Mickey Rourke.

Miejsce 1. – Gliniarz z Beverly Hills II (1987) – 9/10

Drugie spotkanie z Axelem Foleyem, który znowu na gościnnych występach w Beverly Hills. Tam szaleje gang złodziei biżuterii, który nie waha się także zabijać gliniarza, a bezpośrednim impulsem do wyprawy jest postrzelenie kapitania Bogumila. Foley razem z Taggartem i Rosewoodem prowadzą śledztwo. Z jednej strony świetnie zrealizowane sceny akcji, co jest zawsze wizytówką reżysera – tutaj napad przeplatany ze scenami wyścigów konnych. Z drugiej jest to tak naszpikowane żartami (błyszczy nie tylko Eddie Murphy, ale też Judge Reinhold w roli przemienionego Rosewooda, mocno zafascynowanego spluwami oraz Sylvestrem Stallone), że nie można powstrzymać się od śmiechu. Takiej równowagi między akcją a humorem nie widziałem od dawna.

Nieobejrzane:

Jest tego dość spore grono, zdominowane przez kino sensacyjne. I jestem ciekaw, co z tego spotkania wyjdzie.
Zagadka nieśmiertelności (1983), Odwet (1990), Szybki jak błyskawica (1990), Fan (1996), Domino (2005), Deja Vu (2006)

A jakie są wasze ulubione filmy brytyjskiego mistrza kina akcji? Podzielcie się swoimi wrażeniami i piszcie w komentarzach.

Radosław Ostrowski