Castlevania: Nocturne – seria 1

Serialowa „Castlevania” stworzona przez amerykańskie Powerhouse Animation okazała się największą niespodzianką dla fanów gier komputerowych. 4 sezony losów Trevora Belmonta i walki z Draculą oraz jego bestiami były świetnymi, z bardzo brutalnymi scenami akcji, obrzydliwymi monstrami, wyrazistymi postaciami, a także kreską w stylu anime. I w zasadzie na tym los tej ekranizacji mógłby się skończyć, ALE postanowiono zrobić spin-off o potomku rodu Belmont na wojnie z bestiami nocy.

„Nokturn” przenosi nas do XVIII-wiecznej Francji ogarniętej rewolucją, gdzie trafia Richter Belmont. Chłopak mieszka u ciotki Tery i jej córki Marie w jakimś małym miasteczku. Jako dziecko był świadkiem śmierci matki z ręki wampira. Ale w okolicy dzieją się niepokojące rzeczy – wampirza arystokracja próbuje zdławić rewolucję. Do tego pojawiają się pogłoski o planowanym przybyciu wampirzej Zbawicielki. Kimkolwiek ona jest, nie zwiastuje to niczego dobrego. Do Belmonta dołącza czarownica Annette, które uciekła z plantacji na francuskiej kolonii oraz Edouard – śpiewak operowy.

„Nokturn” składa się z ośmiu odcinków po niecałe pół godziny, czyli ma więcej niż pierwszy sezon i zdecydowanie daje więcej czasu na poznanie bohaterów. Nowy scenarzysta Clive Bradley miał trudne zadanie wejść w historię wojny Belmontów i ich sojuszników z wampirami. Lawirowanie między stronami konfliktu, zarysowanie nowych bohaterów i powolne odkrywanie kolejnych tajemnic. O dziwo więcej czasu poświęcamy tutaj sojusznikom Belmonta (Tera, Marie, Annette), poznając ich przeszłość – niepozbawionej brutalności i przemocy – a także szykując się do zebrania szyków oraz ostatecznej konfrontacji. Tutaj wampiry jak zwykle są arystokratami z dużymi wpływami, ale z tego grona najbardziej wybijają się trzy postacie: tajemniczy hrabia Orlox (zabójca matki Belmonta), bezwzględna Drolta oraz Zbawicielka, czyli reinkarnacja egipskiej bogini wojny.

Ta ostatnia jest brutalna, pełna charyzmy i ma plan wprowadzenia do świata wiecznej nocy. Niemniej nie jest ona aż tak wyrazista jak Dracula, Camilla czy Varney. To jest jednak wprowadzenie do większej historii, co mocno sugeruje zakończenie. A że niedawno ogłoszono, że powstanie drugi sezon. Trochę mnie zdziwiła za to jak od niechcenia są tutaj rzucane (rzadko) bluzgi. Jasne, one były już w oryginalnej serii, jednak to wywołało jakiś dziwny zgrzyt. O dziwo dobra jest nowa obsada głosowa, której najbardziej znana jest czwórka aktorów: Nastassja Kinski (ciotka Tera), Richard Dormer (opat Emmanuel), Zahn McClarnon (enigmatyczny hrabia Orlox) oraz Franka Potente („Wampirza Zbawicielka”). Reszta wypada bardzo przyzwoicie, choć troszkę odstaje Edward Bluemel w roli Richtera. Aktor jest strasznie nierówny i próbuje być bardziej wyluzowany, jednak ten dystans mnie nie przekonał. O wiele lepiej wychodzą mu sceny bardziej dramatyczne, gdzie mierzy się (dosłownie i przenośnie) ze swoimi demonami.

„Castlevania: Nokturn” to nadal krwawa młócka, z bardzo dynamicznymi scenami akcji, groteskowo-obrzydliwymi nocnymi stworzeniami oraz mocno w duchu japońskich anime. Niby tylko wprowadzenie do większej opowieści, ale już nie mogę się doczekać kolejnej serii niczym wampir kolejnej dawki krwi.

8/10

Radosław Ostrowski

Trzy dni Kondora – seria 1

Pamiętacie taki film Sydneya Pollacka z lat 70-tych „Trzy dni Kondora”? Jego bohaterem był analityk CIA Joe Turner, którego komórka zostaje wymordowana i tylko jemu udaje się uciec. Ale Agencja zamiast mu pomóc, decyduje się na likwidację mężczyzny, dostrzegając w nim zagrożenie. Parę lat temu powstał serial, stanowiący uwspółcześnioną wersję tej historii.

Tak jak w oryginalne, bohaterem jest Joe Turner – młody analityk CIA działający w komórce, która udaje firmę informatyczną. Mężczyzna parę lat temu stworzył komputerowy algorytm, który miał pomóc w namierzaniu terrorystów. Dzięki temu udaje się namierzyć Ammara Nazariego, który próbuje dokonać zamachu na stadion w USA. niedoszły terrorysta zostaje zabity, a przy nim zostaje znaleziona bomba z wirusem dżumy. Próbując ustalić, czy planowany jest kolejny zamach Turner odkrywa 12 luźno powiązanych ze sobą firm farmaceutycznych. Następnego dnia dochodzi do ataku na komórkę i tylko Turnerowi udaje się uciec. Zaczyna się polowanie, a bohater musi wykazać się sprytem, by wyjść z tego cało i odkryć spisek.

Twórcy nie próbują na siłę udziwnić historii i nie mają ambicji bycia drugim „Homeland”. „Trzy dni Kondora” to opowieść na tyle prosta, by dało się bez problemu wciągnąć, ale też na tyle skomplikowana, by obserwować, analizować i rozgryzać kolejne elementy układanki. Kto jest przyjacielem, kto zdrajcą, jaki jest ostateczny cel i czy można cały ten misterny plan powstrzymać. Turner (tutaj w wykonaniu bardzo wiarygodnego Maxa Ironsa) może nie jest zbyt dobry w polu, nadrabiając inteligencją i sprytem. Jest też idealistą z twardymi zasadami, eliminujący wroga tylko w ostateczności. A przeciwników ma wielu: część agentów CIA, płatny morderca, islamscy terroryści. Stawka jest bardzo wysoka, a czasu mało. Powoli odkrywamy kolejne elementy układanki, nawet jeśli pewnych rzeczy zacząłem się domyślać.

Choć akcji jest tutaj sporo, nie jest ona najważniejsza. Bijatyki i strzelaniny nie są w stylu Bourne’a, ale szału też nie robią. Jest troszkę zabawy równoległym montażem oraz retrospekcjami, które rzucają światło na początek całej intrygi, a także przeszłość Turnera. Tak samo jak istotne były sceny wewnętrznych rozgrywek w CIA oraz podchodów, gdzie jedna strona próbuje oszukać drugą. Zwłaszcza, że trzeba zachowywać pozory normalności. I to pomaga w budowaniu napięcia aż do satysfakcjonującego finału z obietnicą na drugi sezon.

I jeszcze jest tutaj bardzo bogaty drugi plan, z kilkoma wyrazistymi kreacjami: od bardzo opanowanego Williama Hurta (Bob Partridge, przyjaciel Joe’ego) i śliskiego Boba Balabana (wicedyrektor Reuel Abbott) przez uroczą Katherine Cunningham (przypadkowo wplątana w aferę Kathy Hale), zaskakującego Brendana Frasera (Nathan Fowler) i dawno nie widzianą Mirę Sorvino (Marty Frost). Dla mnie jednak prawdziwym odkryciem była Leem Lubany wcielającą się w płatną morderczynię, Gabrielle Joubert. Bardzo opanowana, chłodna i przygotowana na wszystko jest diabelsko niebezpieczna dla każdego, kto się z nią spotka. Zaś jej motywacja pozostaje niejasna do końca.

„Trzy dni Kondora” to kolejny przykład serialowej wersji kinowego hitu, która zachowuje najlepsze elementy oryginału, jednocześnie aktualizując go do dzisiejszych czasów. I to się udaje bez poczucia zgrzytu, o co było bardzo łatwo. Bywa przewidywalny, jednak trzyma w napięciu, dostarczając wiele frajdy.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 4

Wszystkie dobre rzeczy kiedyś muszą się skończyć. Byłem troszkę zasmucony na wieść o tym, że czwarty sezon „Castlevanii” będzie jednocześnie finałem. Bo finałowe sezony Netflixowi rzadko się udawały, więc obawy były spore. I jak się zakończy ta historia ostatniego z Belmontów, towarzyszącej mu Mówczyni oraz przebywającego w zamku syna Draculi.

castlevania4-1

Ale Zło jeszcze nie zostało ostatecznie pokonane, a nasi bohaterowie bezustannie walczą i czują się tym już zmęczeni. Sprawa jednak jest poważna i nie chodzi tylko o żądną krwi Carmillę, lecz też o tajemniczego Varneya – jak sam się określa, „wielki jebaka z Londynu zanim się nazywał Londynem”. Towarzyszy mu zabijaka Ratko, zaś ich plan jest bardzo prosty: wskrzesić Draculę, by wymordował ludzkość. Trevor z Syphą trafiają do Targoviszte, gdzie wszystko się zaczęło. Czy też się skończy?

castlevania4-2

Wątków jest sporo, a odcinków tylko dziesięć, więc jak Warren Ellis z reżyserem Samem Deatsem posklejają to wszystko? Efekt zaskoczył mnie bardziej niż sądziłem. Bo wątków i postaci jest od groma – bo wracają Carmilla z siostrami, kowale Hector i Isaac, a nawet szukający swojej miłości alchemik Saint Germain – nowe jeszcze bardziej komplikują sprawę, zaś potwory mordują z bezwzględnością i odrzucają chorym wyglądem. Nadal jest krwawo i bez miłosierdzia dla monstrów, ludzi ani widza. Na szczęście twórcy nie zapominają o relacjach między postaciami oraz ich ewolucji. To ostatnie najmocniej widać choćby u kowala Isaaca, który prowadzi armię nocnych stworzeń. Początkowo wydawał się chłodnym, ale całkowicie wspierającym Draculę sługą. Ale zdarzenia z poprzedniej serii zweryfikowały jego przekonania wobec ludzkości.

castlevania4-3

Tak samo jest z Alucardem, który zostaje poproszony o pomoc mieszkańcom pobliskiej wioski. Nieufność wobec ludzi zostaje przełamana przez przywódczynię wioski, Gretę. Nie traktuje go jako wroga czy dziwaka, tylko uważnie słucha, ale i potrafi powiedzieć bez owijania w bawełnę. Nie wspominam też o Syphie, która przebywając z Belmontem staje się nerwowa i potrafi rzucić mięchem. Zaskakuje to, że twórcy – mając pozornie niewiele czasu – dają szansę na bliższe poznanie każdej istotnej postaci. Dzięki temu nikt nie jest jednoznacznie dobry ani zły, co jest dla mnie największą siłą scenariusza tego serialu.castlevania4-4

Walka nadal jest bardzo dynamiczna, ale nigdy nie staje się chaotyczna i nie gubimy się w śledzeniu każdego ciosu. Pomaga w tym świetna kreska, nadal czerpiąca garściami z japońskich anime. I nie ważne, czy widzimy wampirzycę walczącą na polu bitwy, Belmonta w pojedynku z Ratką czy finałową konfrontację. Tu się dzieją rzeczy godne kina wojennego czy akcji, zaś wiele pojedynków również potrafi zachwycić wizualnie jak walka Carmilli z Isaakiem na posadzce pełnej krwi. To jest popis animatorów i montażysty, a także wyobraźni scenarzystów. Wielu może rozczarować ostatni odcinek, gdzie wiele rzeczy zostało zamkniętych i bywa czasem za słodko czy momenty, gdy parę kluczowych postaci usuwa się w cień. Ale chyba czegoś takiego potrzebowaliśmy po mrocznych, przerażających czasach.

castlevania4-5

Czwarty sezon „Castlevanii” pokazuje jak znakomicie jest to zrealizowana produkcja i słusznie można ją nazwać najlepszą adaptacją gry video. Konsekwentnie prowadzona narracja, świetny dubbing, bardzo wyrazista kreska – tutaj nie ma absolutnie zbędnych scen czy dialogów. Zaś finał dał mi wiele, wiele satysfakcji. Troszkę żal się żegnać z „Castlevanią”, jednak jeśli już to zrobić, to kiedy serial jest w formie.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 3

Hrabia Dracula został pokonany, jego zamek unieruchomiony leży na ruinach domostwa Belmontów, gdzie mieszka jego syn Alucard. Nie oznacza to jednak, że wampiry i zło zostało ostatecznie pokonane. Wampirzyca Carmilla razem ze swoją armią wraca do twierdzy, planując kolejny ruch oraz zbudowanie własnego imperium z siostrami. Do tego jednak musi przekonać trzymanego w niewoli Diabelskiego Kowala, Hektora. Trevor Belmont z mówczynią Syphą trafiają do miasteczka Lindenfeld, gdzie tamtejsi mnisi zachowują się dość podejrzanie. Zarządzający miastem sędzia prosi dwójkę o pomoc w wyjaśnieniu tej tajemnicy, a wokół klasztoru krąży niejaki Saint-Germain. Jakby mało było nieszczęść zdradzony kowal Izaak wyrusza do zamku Carmilli z grupą stworzony przez siebie nocnych stworów. Innymi słowy, dzieje się dużo.

castlevania3-1

„Castlevania” wraca z nową serią, która jest na razie najdłuższa (odcinków 10) oraz zawiera dużo wątków do opowiedzenia. I to jest coś, co może wywołać pewne problemy. W poprzednich dwóch seriach historia była bardzo prosta, zmierzająca do ostatecznej konfrontacji Belmonta oraz jego nowych przyjaciół z Drakulą. Ale w tym sezonie spraw jest dużo i można czasem odnieść wrażenie, że nie na wszystko starczy czasu. Zaś poczucie zagrożenia oraz zderzenia ze złem nie jest aż tak silne i intensywne jak wcześniej. Dlatego pojawia się tutaj parę momentów przestoju oraz wątków zbyt wolno prowadzonych (próba przekonania Hektora do pomocy przez niepozorną wampirzycę Leonię czy przekazywanie wiedzy przez Alucarda dwójce wojowników z Japonii), gdzie czekałem na jakieś mocniejsze uderzenie czy rozkręcenie. Dla mnie najciekawszy wątek dotyczył Izaaka oraz jego wędrówki. Tutaj jest wiele świetnych dialogów i rozmów, zaś sam bohater wydaje się bardzo rozdarty między żądzą zemsty a próbami dostrzeżenia dobrych stron w ludziach. Niby jest opanowany i spokojny, ale pod tym wszystkim można zauważyć wątpliwości oraz refleksje (fantastyczna rozmowa z kapitanem statku). Ciężko przewidzieć dokąd to zmierza, dlatego jest taki intrygujący.

castlevania3-2

Z kolei dość przewidywalny i nudnawy jest wątek Hektora oraz próby zmuszenia go do współpracy z Carmillą. Także nowy plan Carmilii jest bardziej dyskutowany niż realizowany, ale do tego akurat nie mogę się przyczepić, bo siły wampirzego rodzeństwa zostały mocno osłabione. Tutaj twórcy pozwalają troszkę lepiej poznać kulturę wampirów oraz relacje między siostrami (Carmilla, Leonia, Marzanna i Strzyga), co troszkę rekompensuje stojącego w rozwoju Hektora. Nadal łatwo podatnego na manipulację i pozbawionego własnego charakteru, by walczyć.

castlevania3-3

No i jeszcze mamy śledztwo Trevora i Saphy w Lindenfeld też toczy się dość spokojnym rytmem, jednak czuć tutaj atmosferę niepokoju. Dziwne zachowania mnichów, sprawiający wrażenie rządzącego miastem sędziego (tutaj reprezentant władzy nie jest idiotą żądnym krwi) oraz Saint-Germaina. Ten ostatni aż do połowy serii pozostaje tajemniczym przybyszem z ukrytym celem. Nie do końca wiadomo, czy można mu zaufać, ale z czasem nabiera głębi, chociaż nie wszystko zostaje wyjaśnione. Liczę na to, że ten bohater jeszcze wróci.

castlevania3-4

Serial Warrena Ellisa to nadal mroczna, krwawa i brutalna rzeźnia. Może nie aż tak widowiskowa jak poprzednio, ale jest parę momentów gore. Same walki ciągle pozostają czytelne i klarowne, bestie odpowiednio niepokojące, zaś ludzie potrafią być równie okrutni jak wampiry. Bardzo „japońska” kreska tylko podkreśla klimat całości, zaś lekko „sakralna” muzyka bardziej przeraża niż uspokaja. Twórcy zostawili furtkę na nową serię i mam nadzieję, że będzie mniej chaotyczna od tej. Nadal jednak uważam, że „Castlevania” jest godną polecenia produkcją dla fanów gier/horroru. Spragnieni nowej krwi?

8/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 2

Pierwszy sezon netflixowej „Castlevanii” był bardziej obietnicą czegoś intrygującego i ciekawego w kwestii adaptacji gier komputerowych. Cztery nieco ponad 20-minutowe odcinki stanowiły fundament do tego, na co czekali fani gier: konfrontacji Trevora Belmonta – ostatniego z rodu łowców wampirów – z hrabią Draculą. Naszemu lekko podpitemu młodziakowi towarzyszy syn hrabiego, Alucard oraz posiadająca tajemną wiedzę Sypha, przedstawicielka Mówców. By nasze trio mogło powstrzymać hrabiego ze swoim poruszającym się zamkiem, wyruszają do zniszczonego domostwa Belmontów.

castlevania2-1

Drugi sezon jest dwa razy dłuższy i sama historia zostaje rozbita na dwa wątki. Pierwszy dotyczy naszego zawadiackiego tria, które zaczyna coraz bardziej się zgrywać. Po drodze rzucając wiele złośliwych tekstów, docinków oraz przeglądania zbiorów. Przez co można odnieść wrażenie, że jest troszkę monotonnie i nudno. Ale jest jeszcze drugi wątek, czyli prowadzenie wojennej rzezi przez wampiry. I tutaj pojawia się kilka niespodzianek. W obozie hrabiego pojawia się dwóch przedstawicieli ludzi, odcinając się od swoich pobratymców. I to ten duet (Hector i Isaak) ma podjąć rolę głównych strategów, co wywołuje spięcia. Każdy z nich ma inne podejście, dziwaczną i pokręconą przeszłość, przez co ich losy toczą się zupełnie inaczej. Prostoduszny, pragnący wskrzeszać istoty Hector oraz naznaczony religijnym fanatyzmem Izaak zgrabnie się uzupełniają, a ich dalsze losy będą rozwijane w kolejnej serii (mam nadzieję).

castlevania2-2

Na tym dworze prowadzone są kłótnie, intrygi oraz rywalizacje o koncepcje walki. Tutaj też pojawiają się dwie bardzo wyraziste postaci: żądny krwi Godbrand i próbująca przejąć władzę o tron Carmilla. A nad tym wszystkim znajduje się coraz bardziej zmęczony cała sytuacją Dracula. To jeszcze dodatkowo pomaga w budowaniu napięcia oraz świata przedstawionego. Wszystko doprowadzone jest do finałowej, bardzo intensywnej konfrontacji, pełnej dzikiej bijatyki, krwi oraz dynamicznej choreografii. Same sceny akcji są tutaj brutalne, pełne oderwanych kończyn, posoki oraz okrucieństwa. To zdecydowanie produkcja dla dorosłych, zaś sama kreska bardzo przypomina japońskie anime. Ręcznie rysowana kreska, z dynamicznymi ruchami postaci i kamery (podczas scen akcji), dodając własnego charakteru.

castlevania2-3

I to jest nadal kapitalnie zagrane głosowo. Szorstki Trevor Belmont (Richard Armitage), opanowany oraz charyzmatyczny Dracula (Graham McTavish) nadal brzmią idealnie. Ale swoje zrobili nowi bohaterowie jak arogancki, pewny siebie Godbrand (cudowny Peter Stormare), planująca swoją intrygę oraz manipulująca Carmilla (niemal uwodząca Jaime Murray), a także bardzo oddany hrabiemu Isaac (charyzmatyczny Adetokumboh M’Cormack). Nowe postacie dodają jeszcze więcej kolorów do tego mrocznego, brutalnego świata.

castlevania2-4

Powiem krótko: drugi sezon „Castlevanii” bije pierwszy na głowę. Jest lepiej napisany, równie krwawy i brutalny, tylko pozornie zamykający całą historię. Bo może i główny antagonista zginął, ale nie wyparowało całe zło na Wołoszczyźnie. Może tylko humor wydaje się troszkę nie na miejscu, lecz poza tym całość rozwija się fenomenalnie. Kto wybiera się na 3. serię?

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 1

Filmów opartych na grach komputerowych było wiele, ale żadna nie była do końca udana. Nie odstraszało to jednak filmowców, by w końcu przynajmniej zbliżyć się do zadowalającego efektu („Warcraft: Początek”, pierwszy „Mortal Kombat”) zarówno dla graczy, jak i dla kinomanów. Tym razem jednak do gry postanowił się włączyć Netflix, sięgając po klasykę gier konsolowych, czyli serię „Castlevania”. Cykl opowiadał o rodzie Belmontów, który walczy z Draculą oraz jego armią z zaświatów.

Pierwsza seria to właściwie geneza całego konfliktu. Jest XV wiek i jesteśmy w krainie zwanej Wołoszczyzna, gdzie przebywa Vlad Dracula Tepesz – wampir, posiadający bardzo zaawansowaną wiedzę oraz technologię, jakiej spodziewalibyśmy się w XIX czy początku XX wieku. Wtedy w jego życiu pojawiła się kobieta – Lisa, która chciała leczyć oraz pomagać innym ludziom. Ale 30 lat później pewien duchowny dostrzegł w niej zagrożenie i spalono ją na stosie. Reakcja hrabiego mogła być tylko jedna: dał mieszkańcom rok na pogodzenie się z Bogiem, by potem zebrać armię i wyplenić wszystkich mieszkańców kraju. Jedyną osobą, która może go powstrzymać jest ostatni potomek rodu Belmontów, którzy zostali przeklęci przez Kościół.

castlevania_11

Odpowiedzialny za serial Warren Ellis (scenarzysta) oraz reżyser Sam Deetz ubrali tą historię w konwencji animacji stylizowanej na anime. Kreska jest bardzo charakterystyczna (te oczy), ale tylko w ten sposób można było pokazać brutalność oraz okrucieństwo wielu scen. Twórcy bardzo sugestywnie oddają realia epoki, gdzie Kościół miał wielką pozycję społeczną, lecz zamiast oświecenia oraz miłosierdzia jest terror, indoktrynacja oraz ślepe posłuszeństwo połączone z żądzą władzy. I to doprowadza do rozpanoszenia się zła, które wszystkich potraktuje jednakowo. A Bóg tylko milczy, opuszczając swoich „wyznawców”.

castlevania_12

Pierwsza seria to w zasadzie początek, wprowadzenie do większej opowieści, co sugeruje czas trwania (cztery odcinki po ok. 25 minut), przez co zostawia duży niedosyt. Jednak samo wykonanie robi wielkie wrażenie, ale ostrzegam: to nie jest film dla dzieci, a sceny przemocy są bardzo krwawe i brutalne, co w tego typu stylistyce jest absolutnie naturalne. Same sceny akcji, których nie ma zbyt wiele, wyglądają po prostu świetnie: kamera płynnie pokazuje każdy ruch, cios, uderzenie. I to się bardzo przyjemnie ogląda, zachowując pewien niepokojący klimat.

castlevania_13

Także aktorstwo oraz postacie są bardzo wyraziste. Sam Trevor Belomont (świetny Richard Armitage) ma wszelkie cechy antybohaterów: cynizm, zmęczenie życiem, jednak pod tą maską obojętnego człowieka, mającego w dupie wszystkich dookoła kryje się doświadczony, troszkę arogancki, ale niepozbawiony sprytu i wiedzy wojownik. Może troszkę wyszedł z wprawy, ale nie odpuszcza. Równie wyrazisty jest Dracula (Graham McTavish), chociaż pojawia się stosunkowo rzadko, niemniej budzi majestat swoją posturą oraz fizyczną transformacją. Mocna, wyrazista kreacja, podobnie jak ogarniętego żądzą władzy biskupa (opanowany Matt Flewer) czy tajemniczego Alucarda (James Callis) obecnego w finale.

Jak napisałem, pierwsza seria jest wprawką do mrocznej opowieści o walce dobra ze złem. Czy Belmontowi i jego drobnej ekipie uda się pokonać mrocznego Draculę? Czy może jednak polegną? Jestem strasznie ciekawy ciągu dalszego.

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Olimp w ogniu

Mike Banning był agentem Secret Service, dbającym o bezpieczeństwo prezydenta USA. Jednak na skutek wypadku, podczas którego zginęła Pierwsza Dama, zostaje przeniesiony do Departamentu Skarbu. Ale kiedy koreańscy terroryści zaatakowali Biały Dom i wzięli prezydenta jako zakładnika, tylko Banning jest w stanie ich powstrzymać.

olimp1

Jeśli nadal jesteście przekonani, że akcja najnowszego filmu Antoine’a Fuquy toczy się w Grecji, przestaję wierzyć w waszą inteligencję. Natomiast, jeśli po opisie nasuwają wam się skojarzenia ze „Szklaną pułapką”, to jesteście bliżej. Jest to rasowy film akcji w lekko oldskulowym stylu, z masą krwi, flaków, wybuchów i ogólnie pojętej rozpierduchy, lekko podrasowanej sucharami. Może i logika czasami wydaje się niezrozumiała i nie brakuje dziwnych sytuacji (łatwość w opanowaniu Białego Domu), zaś całość jest mocno przewidywalna, ale akcja idzie na złamanie karku, trzyma w napięciu i jest to porządnie zrealizowane. Oczywiście, pojawia się amerykańska flaga (tym razem podziurawiona kulami), pojawia się patos, ale nie przeszkadza to w odbiorze, zaś Biały Dom w stanie kompletnej demolki, robi naprawdę wrażenie.

olimp2

W przypadku filmów akcji, gra aktorska nie jest priorytetem, jednak tutaj prezentuje się ona naprawdę przyzwoicie. Gerard Butler jako twardziel, który do ostatniej kropli krwi będzie bronił nawet najbardziej beznadziejnej sprawy jest po prostu idealny. Może nie jest taki zabawny jak John McClane, ale metod eksterminacji nie powstydziłby się nawet Bryan Mills z „Uprowadzonej”. Pozostali raczej robią tu za tło. Aaron Eckhart (prezydent USA) albo jest przywiązany i bity albo mówi podniosłe teksty, Morgan Freeman (p.o. prezydenta John Trumbull) jest rozważnym i mądrym przywódcą, czyli jest… Morganem Freeman, Angela Bassett (szefowa Secret Service) jest ograniczona do kilku zdań, zaś Rick Yune (Kang) jako główny zły wypada naprawdę dobrze.

olimp3

Jednak i w Hollywood można zrobić dobry film akcji. Może nie jest on idealny, ale dobrze się sprawdza, a takiej ilości krwi i trupów nie było od czasów „Niezniszczalnych”.

7/10

Radosław Ostrowski