Wiosna 1941

Rok 1971. Do Polski przyjeżdża słynna wiolonczelistka Clara Planck. Przyjazd do kraju przywołuje wspomnienia z czasów okupacji, gdy się ukrywała u znajomej Emilii razem z mężem i córką.

Opis jest dość krótki, bo i więcej po prostu nie trzeba. Znowu o wojnie, o ukrywaniu Żydów, zaś materiał bazowy (opowiadanie Idy Fink) stworzył dość ciekawy i nietypowy film o tych czasach. cały dowcip polega na tym, że to tak naprawdę film o trójkącie, który mógł powstać tylko w czasie wojny (mąż, żona i kobieta ukrywająca ich – kochanka). Patrząc z tej perspektywy, „Wiosna 41” jest zaskakująca – posiada tajemnicę, zaś mieszanie chronologii (czas teraźniejszy i wojenna przeszłość) wywołuje zainteresowanie. Nie brakuje tu ładnych plenerów (zdjęcia Ryszarda Lenczewskiego), ale i okrucieństwa Niemców, choć wydawało się, że nic nowego się już nie da opowiedzieć. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to fakt, że wszyscy mówią po angielsku, ale skoro film współprodukowali Brytyjczycy nie jest to zaskakujące.

Także od strony aktorskiej film prezentuje się naprawdę przyzwoicie. Najlepiej wypadła Neve McIntosh oraz Clare Higgins grające Clarę (młodą i starszą), która bardzo przekonująco pokazuje jej strach, niepewność oraz stopniowe oddalenie od męża Artura (dobry Joseph Fiennes). Drugą istotną postacią jest Emilia (kolejno Kelly Harrison i Maria Pakulsnis) – młoda kobieta, samotnie mieszkająca na wsi i podkochująca się w Arturze. W drobnych rolach pojawiają się polscy aktorzy, a najbardziej zapadają w pamięć role Mirosława Baki (Stefan) oraz Łukasza Simlata (Władek Kowalski).

Ogólnie mówiąc, „Wiosna 1941” to kawał niezłego kina, które pokazuje wojnę w dość nietypowy, bo ze strony bardziej obyczajowej.

6/10

Radosław Ostrowski

Wiedźma wojny

Kamona jest 12-letnią  dziewczyną mieszkającą w małej wiosce w Kongo, kiedy zostaje siła zwerbowana do armii rebelianckiej. Jej pierwszym zadaniem jest zabicie swoich rodziców. Ich zastąpi dowódca i karabin maszynowy. W trakcie walk widzi duchy i jest traktowana jako wiedźma, która ostrzega.

wiedzma_300x300

Reżyser Kim Nguyen pokazuje afrykańską wojnę i to z takiej perspektywy, jakiej byście się nie spodziewali – dzieci, siła zmuszanych do walki. Tam jest miejsce tylko na przemoc, okrucieństwo – tym bardziej szokuje ten film, że jest to normą. Nawet, gdy nasza bohaterka zakochuje się w młodym chłopaku, nie ma szansy na spokój i wojna upomina się, pojawia w najbardziej niespodziewanych momentach. Czy jest szansa na wyjście z tego i powrót do normalnego świata? Zakończenie nie daje jednoznacznej odpowiedzi, bo to co widziała i robiła zostaje w jej psychice i pamięci. Wszystko to znakomicie sfotografowane, przypominające reportaż czy dokument.

wiedzma_2_300x300

Trudno też nie pochwalić obsady, ze wskazaniem na Rachel Mwanzę. Jej Kamona to z dziewczyna, która musi ukrywać swoją słabość i zabija by przetrwać. To jak bardzo wpływa na nią wojna pokazują sceny, gdy woła o odzyskanie broni, bo inaczej zabije. Ale by przetrwać czasem musi walczyć, nawiedzają ją duchy rodziców i dopóki ich nie pochowa nie zazna spokoju. Wszystko to opowiada ona swojemu nowonarodzonemu synkowi. Z innych bohaterów zapada w pamięć białowłosy czarownik (Serge Kanyinda), który zostaje jej mężem. Też jest mieszanką wrażliwości i brutalności.

To nie jest łatwy film, ze względu na widziane obrazy i wydarzeń, wobec których my, szarzy ludzie jesteśmy zwyczajnie bezsilni. Dlatego to tak mocno oddziałuje i zostaje we łbie.

7/10

Radosław Ostrowski

Psy wojny

Jamie Shannon jest najemnikiem, który dostaje bardzo nietypowe zlecenie. Celem jest afrykańskie państwo Zangaro, rządzące przez generała Kimbę, stosującego dyktatorskie metody, zleceniodawcą – duża korporacja, która wypatrzyła się dużych złóż surowców, a zadaniem Shannona jest zrobienie rozpoznania, a potem przeprowadzenia zamachu stanu.

psy_wojny1_300x300

Tak w skrócie można przedstawić fabułę filmu „Psy wojny” na podstawie powieści Fredericka Forsytha. Jeśli jednak spodziewaliście się filmu naszpikowanego akcją, w której naboje, krew i flaki leją się strumieniami w ilościach hurtowych, to pomyliliście seanse. Reżyser John Irvin bez upiększania oraz w bardziej realistycznej konwencji, opowiada o niełatwej pracy najemnika, który traktowany jest jako ktoś spisany na straty. W zasadzie przez większą część filmu obserwujemy przygotowania do operacji: kupno broni, zebranie ekipy, przeszkolenie ludzi – wszystko przypominające bardziej film dokumentalny niż fabułę. Statyczność może przeszkadzać, ale udaje się Irvinowi zbudować klimat tej opowieści. Zaś sama akcja (ostatnie 20 minut) to przykład dobrego warsztatu + dodajmy do tego dość przewrotny i zaskakujący finał, co jest wartością absolutnie dodaną. W dodatku bardzo przekonująco pokazano życie w państwie dyktatorskim (oszczędna scenografia, bida, nędza).

psy_wojny_2_400x400

Jeśli zaś chodzi o aktorstwo, powinienem się ograniczyć do jednego nazwiska: Christopher Walken. Shannon w jego wykonaniu to sprytny, inteligentny i opanowany najemnik, który w najbardziej tragicznej sytuacji (pobyt w więzieniu) zachowuje spokój. Poza nim nie można nie wspomnieć Toma Berengera (Drew), Colina Blakeleya (dziennikarz North) czy Hugh Millaisa (Endean, zleceniodawca), którzy stworzyli wyraziste postacie.

Może i film powstał ponad 30 lat, ale nadal broni się realizacją i potrafi wciągnąć. Nietypowy film sensacyjny, który trzeba po prostu znać.

7,5/10

Radosław Ostrowski