30 Seconds to Mars – Love, Lust, Faith and Dreams

love_lust_faith__dreams

Ten zespół bardzo mocno podzielił wszystkich. Jedni go uwielbiają (zwłaszcza przedstawicielki płci piękniejszej), inni nienawidzą zarzucając naśladownictwo innych i brak własnego stylu. Po czterech latach Jared Leto i jego ekipa znana jako 30 Seconds to Mars wraca z nowym, czwartym albumem. Co tym razem wyszło?

„Love, Lust, Faith and Dreams” zawiera utworów równo 12, a za produkcję odpowiada Jared Leto i Steve Lillywater, który współpracował m.in. z Dave Matthews Band i U2. I jak na zespół rockowy, to za mało słychać tu gitary elektrycznej, a za dużo tu syntezatorów. Poza śpiewanymi piosenkami są dwa utwory instrumentalne („Pyres of Varanasi” i „Convergence”), ale całość jest niestety taka sobie. Muzyka, w której pojawia się elektroniczna perkusja, wokale, smyczki i perkusja normalna wywoływała we mnie poczucie dezorientacji i chaosu, zaś klawisze drażniły mnie.

Chciałbym powiedzieć coś dobrego na temat wokalu Jareda Leto, że on tak ładnie się drze, że czasem zajeżdża jak Bono, ale jest on tak nieznośny i tak sztuczny, że aż mnie wszystko boli. Nawet teksty z wybitnymi frazami („oh oh oh oh”) nie są w stanie tego uratować.

Wierzcie mi, naprawdę chciałem polubić 30 Seconds to Mars, ale to nadal jednak nie moja półka. Przeciętny zespół, który tak naprawdę niczym specjalnie się nie wyróżnia. Tylko dla najwytrwalszych fanów (-ek) Jareda.

5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz