Król Lew

Dla osób, które miały szczęście być dziećmi w 1995 roku i widziały go w kinie lub na VHS, jest to bezdyskusyjny klasyk kina animowane sprzed ery Pixara i DreamWorks. Pytanie tylko, czy dzisiaj, gdy w animacjach przemyca się i robi pewne jaja z popkultury jest miejsce na tego typu historie zrobione bardziej na serio? No właśnie.

Sama historia nie jest specjalnie zaskakująca, choć jak na Disneya dość mroczna. Bohaterem jest mały lew Simba – syn Mufasy, który pod wpływem dramatycznych wydarzeń ginie z ręki brata Skazy, który chce przejąć władzę za pomocą hien. Simba ucieka i potem wraca, by odzyskać swoje dziedzictwo. Przewidywalne to jak kolejność dni w tygodniu, w dodatku okraszone piosenkami (w przypadku Disneya to nadal standard, choć mnie te sceny z musicalu nigdy nie przeszkadzało) i bardzo dobrą muzyką Hansa Zimmera, animacja może nie jest w pełni trójwymiarowa, a postacie nie tak szczegółowe jak teraz. Jednak ten film nadal ma w sobie coś, co przyciąga uwagę i pozwala dobrze spędzić czas. Zwłaszcza, jeśli mamy obok siebie kilkuletnie dziecko (do lat 7-8).

krol_lew1

Druga rzecz, która nadal przyciąga uwagę (bo jeszcze to wszystko działa i jest solidnie zrobione) to polski dubbing. W przypadku filmów animowanych akurat nam się to udaje, że potrafimy zrobić to dobrze. I tutaj też głosy są dobrze naprawdę dobrze i są dopasowane do postaci. Może nie ma tutaj żartów popkulturowych czy przenoszenia na naszą rzeczywistość, ale to nie jest potrzebne. Najbardziej w pamięci pozostaje duet Krzysztof Tyniec/Emilian Kamiński, czyli Timon i Pumba, którzy wnoszą humor do całej opowieści, a także Wiktor Zborowski (dobry Mufasa, ojciec Simby), Marek Barbasiewicz (zły Skaza) i Tadeusz Borowski (Zazu – scena składania raportu genialnie zagrana). Reszta obsady trzyma fason, ale jakoś niespecjalnie porywa.

krol_lew2

Mogę po latach stwierdzić, ze „Król Lew” nie wywołał we mnie takich emocji jak kilka tysięcy filmów temu i nie może konkurować za bardzo z nowszymi produkcjami, ale nadal pozostaje solidnym filmem, który trochę jest za krótki i za szybko się kończy. Niemniej pozostaje dobrym filmem – po prostu. I hakuna matata.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s