O napadzie na bank marzy wielu. Ale czy może się to udać, skoro za realizację planu nie biorą się grube ryby podziemia, tylko drobne cwaniaczki, którym nic się nie udaje? Taki postanowił zrobić Ray Winkler, który chce zrobić podkop do banku w wynajętym budynku, gdzie mieściła się pizzeria. Dla zmylenia uwagi, żona Raya prowadzi tam ciastkarnię, a jej wypieki przynoszą duże zyski.

Woody Allen zaczyna swój film jak komedię kryminalną, jednak od momentu stworzenia ciastkowego imperium mamy do czynienia z satyrą na biznesową sferę i nowobogackich, którzy mają kupę szmalu i wydają ją na różne rzeczy, ale tak naprawdę są idiotami, którym słoma wystaje z butów. Choć starają się dopasować do tej sfery, to jednak pasują do niej jak słoń w składzie porcelany. „Cwaniaczki” mają znacznie lżejszy humor, zaś jego bohaterami nie są inteligenci, tylko grupka idiotów mająca sporo szczęścia. Bo jak widać, pieniądze nie zawsze dają szczęście, tylko druga osoba, którą się kocha. Wszystko to okraszone zarówno ładnymi zdjęciami, dobrymi dialogami i typowym humorem allenowskim.

Allen znów pewnie prowadzi aktorów, którzy są zabawni, nawet jeśli nie są to ich najlepsze role w ich karierach. Allen tym razem gra drobnego cwaniaka, który uważa się za geniusza, a tak naprawdę jest pechowcem, któremu nawet prosty włam kończy się porażką, jednak nie chce się zmienić. Równie ciekawa jest Tracey Ullman – rozsądna, próbująca się rozwijać (albo przynajmniej udawać) kobieta. Poza nim wybijają się grający równie niezdarne i niezbyt inteligentnych bohaterów Michael Rapaport, Jon Lovitz, Tony Darrow i Elaine May, zaś Hugh Grant jest… Hugh Grantem (czarującym, eleganckim facetem, który jest łasy na kasę).
Allen tym razem w naprawdę lekkiej produkcji, która gwarantuje dobrą zabawę i przyjemnie się ogląda. Nie ma tu specjalnego dumania, humor jest niewymuszony i trzyma dobry poziom.
7/10
Radosław Ostrowski
