Val Waxman był jednym z najlepszych reżyserów filmowych. Słowo był wydaje się dość istotne, bo od 10 lat nie nakręcił niczego wartego uwagi i teraz kręci reklamówki. Jednak dzięki swojej byłej żonie dostaje szansę nakręcenia filmu, który może odnieść kasowy sukces. Jest jednak jeden mały problem: przed rozpoczęciem zdjęć traci wzrok i za namową swojego agenta Ala, trzyma to w tajemnicy.

Nawet tak uznany reżyser jak Woody Allen ma słabsze tytuły czy filmy, które w mojej ocenie nie do końca zagrały. Tutaj jest to bardziej stawia na gagi (owszem, są zabawne jak Val rozmawia z producentem Halem pod koniec realizacji), ale Allen był dobry ze swoimi dialogami, pełnymi ironii i złośliwości – tutaj jest tego mniej, zaś główny bohater jest dość antypatyczny. Owszem, Allen grał takich bohaterów jak choćby Harry Block, ale jednak udawało im się wzbudzić sympatię. Z Valem miałem problem, bo to dość trudny facet, nie potrafiący zapomnieć rozstania, trochę megaloman żyjący przeszłością, który mimo ślepoty nadal był trudny w obyciu, choć powoli zaczyna zmieniać się. Nie brakuje tu zabawnych scen, ale Allen kręcił zabawniejsze i ciekawsze tytuły, zaś szyderstwa ze środowiska filmowego to trochę za mało, by uznać film za udany. Nawet ciekawe zdjęcia, gdzie przeplata się rzeczywistość z latami 40. (miejsce akcji filmu Vala) nie jest w stanie tego uratować.

Allen w głównej roli radzi sobie nieźle, jednak tutaj prawdziwym objawieniem jest Tea Leoni w roli Ellie – byłej żony, mądrej i silnej kobiety. Także Mark Rydell radzi sobie bardzo dobrze jako agent Vala. Reszta obsady trzyma przyzwoity poziom.
Nie jest to może najlepszy film Allena, ale nie jest to też najgorsza rzecz jaką nakręcił. To średniak, który miewa swoje lepsze i słabsze momenty, jednak jest to film tylko dla najwierniejszych fanów Nowojorczyka, bo reszta odrzuci go.
5/10
Radosław Ostrowski
