Yes – Time and a Word

Time_And_A_Word

Rok po debiutanckim albumie, zespół Yes postanowił nagrać album z orkiestrą symfoniczną, żeby wszystkich zaskoczyć. Tylko czy z tego wyszło coś udanego?

Za produkcję odpowiadał Tony Colton, znany jako członek zespołu Heads Hands & Feist. I pierwszą rzeczą rzucająca się w uszy jest rezygnacja z mocnego, organowego brzmienia, tym razem nabierając bardziej melodyjnego brzmienia. Powiedzmy. Tylko, że przez większość płyty orkiestra sprawia wrażenie zbędnego elementu, który nie zostaje wykorzystany, zaś klawisze i gitara są mocno wycofane (wyjątkiem jest tutaj „Astral Traveller”). Zaś z orkiestry najbardziej wybijają się smyczki (znakomite „Everydays” oraz tytułowy, podniosły utwór), ale to trochę za mało, by przyciągnąć uwagę na dłużej. Bo największym problemem jest tutaj brak wartych uwagi kompozycji oraz zbyt rzadka obecność orkiestry, jakby nie wiadomo, co z nią zrobić. I nawet dodatkowe nagrania (wydanie z 2003 r.) nie są w stanie uratować tego materiału. Krótko mówiąc: porażka.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz