
Wbrew pozorom, prog-rock nie umarł i nie zamierza na razie przejść na emeryturę. Tak samo jak amerykański zespół Glass Hammer pod wodzą Freda Schendela (klawisze i wokal). Mimo pewnych przetasowań (grupę opuścił wokalista Jon Davison, by dołączyć do Yes i doszedł perkusista Aaron Raulston), kapela ma się dobrze, co potwierdza swoim piętnastym albumem.
Zespołowi najbliżej brzmieniowo jest właśnie do Yes (podobne pasaże elektroniczne oraz łagodny głos Carla Grovesa) i te przypuszczenia potwierdzają się w otwierającym całość „Mythpoeia” – delikatne uderzenia perkusji, łagodne klawiszowe przejścia i zgranie sekcji rytmicznej – w połowie zmienia się tempo, wyciszając się z wokalem wspieranym tylko przez gitarę akustyczną, by pod koniec ożywić się powrotem do początku. Ale myśleliście, ze to jest rozmach? To nie słyszeliście 11-minutowego „Third Floor” – początek to spokojne wejścia klawiszy, gitary i sekcji rytmicznej. Groves wchodzi, ale w refrenie pojawia się głos Susie Bogdanovich, brzmiący anielsko (z braku lepszego określenia – w czym pomagają nieziemskie klawisze), a około 2:40 mocniej odzywa się perkusja oraz gitara, a klawisze brzmią skoczniej nagrywając motyw na przyspieszeniu, budując niemal kosmiczną aurę. I wtedy (ok 4:30) gra fortepian pod głos Susie, jednak nie trwa to długo z powodu pachnącego Stevenem Wilsonem wejścia gitarowo-klawiszowo-perkusyjnego, tworząc istny rollercoaster, wyciszony fletem oraz jazzująca perkusją i basem.
Łagodnie zaczyna się też „Babylon”, a pojawienie się fletu grającego z klawiszami, może przypominać dokonania Jethro Tull czy King Crimson, a żywiołowa gra gitary elektrycznej jest po prostu kapitalna. Krótkie i żwawe „A Bird When It Sneezes” jest tylko przystankiem dla długiego „Sand” z ładnym fortepianowym wstępem oraz garażowym riffem pod koniec.
To jednak nie koniec niespodzianek, bo pojawią się m.in. skrzypce (dynamiczny „Bandwagon”) czy dziwaczna mieszanka gitarowa (psychodeliczny „Haunted”). Całość brzmi po prostu znakomicie i obok „Hand. Cannot. Erase” to najlepsza płyta prog-rockowa 2015 roku. Rozmarzyłem się i przesłucham całość jeszcze nie raz.
10/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
