Styx – The Mission

Styx_The_Mission_album_cover_%282017%29

Czy ktoś z tu obecnych kiedyś słyszał o grupie Styx? To jeden z amerykańskich weteranów rocka z elementami progresywności, który lata świetności miał w latach 70/80, osiągając multiplatynowe nakłady. Tylko kto to pamięta, zwłaszcza że ostatni album wyszedł w 2003 roku. Ze starego składu ostał się “szkielet”, czyli wokalista i gitarzysta Tommy Shaw, basista Chuck Panozzo oraz gitarzysta James Young, lecz reszta brzmienia pozostała po staremu. Czego się spodziewać po nowym dziele?

“The Mission” to concept album, opowiadającym o misji na Marsa. Choć utworów jest dużo, to sporo z nich nie przekracza nawet dwóch minut, pełniąc role łączników jak choćby epicki, instrumentalny wstęp “Overture” czy “All Systems Stable”. Całość brzmi jak rock z lat 70., czyli dużo gitar, syntezatorów, a wokalnie czuć zgranie, jakby to był jeden głos, a nie trzy. Dominuje tutaj spokój, chociaż początek jest bardzo czaderski (szybkie “Gone Gone Gone”), będący podrasowanym i melodyjnym wcieleniem Queen. Spokojniej, choć nie bez gitar i basu, jest w “Hundred Million Miles from Home”, a refren brzmi świetnie (harmonia wokalna). Do tego jeszcze fortepian pod koniec. Bardziej w stronę reaggae (dziwaczna perkusja  oraz wolny riff) skręca “Trouble At The Big Show”, by mocniej zagrać riffami z każdą sekundą. Rozmach powraca w podniosłych balladache “Locomotive”, “The Greatest Good” oraz “Radio Silence”, dając spore pole instrumentom (organom, klawiszom i gitarom), a agresywniej się na początku “Time May Bend”, co jest zasługą świdrujących klawiszy.

A im bliżej końca, tym robi się ciekawiej jak w epickim “Red Storm”, szybkim pianistycznym walcu “Khedive” ze sporadyczną ilością smyczków, przesiąkniętym mocno Vangelisem (te klawisze na początku) “The Outpost”, zmieniającym się w hard rockowy popis, kończąc pogodnym “Mission To Mars”.

Cóż, ja mogę powiedzieć? Styx nie idzie zgodnie z prądem i nowymi trendami, tylko gra swoje. A że nie jest to dzisiaj muzyka popularna, przynosząca milionowe nakłady, to już inna kwestia. Za to jest spójnie, klimatycznie i miejscami z dużą dawką ognia. Oby jeszcze formacja pokazała, na co ją jeszcze stać.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s