Limboski – Poliamoria

poliamoria-w-iext52741616

Ten wokalista krążący wokół muzyki korzeni, ze szczególnym wskazaniem na bluesa i rocka, wydawał się artystą bardzo niszowym. Ale Michał Augustyniak, czyli Limboski wyrobił sobie markę wśród fanów. Ale na czwartym swoim albumie wydaje się, ze przebije się do szerszego grona odbiorców w czym pomógł producent Marcin Bors. Całość tym razem nagrano w Berlinie, a nie – jak dotychczas – w Krakowie. Czy to się odbiło na jakości samych piosenek?

To nadal wyprawa ku stykowi rocka i bluesa, ale też najbardziej przebojowa z dotychczasowych płyt. Chociaż psychodeliczny początek (krótkie “Pogrzeb mnie”), pełen nawarstwiających się klawiszy oraz surowych riffów robi niesamowitą robotę. Pozornie prostszy, lecz przyjemniejszy jest “W naszym małym dziwnym mieście” z prostą solówką, ciepłymi chórkami, przypominając rock’n’rollowe numery z lat 60. Znacznie szybsze są “Czarne bramy”, chociaż stylistycznie nie zmienia się aż za bardzo, tak jak w dość mrocznym “W moją stronę”, gdzie perkusja z gitarą tworzą nieprzyjemny duet, zaś klimatu dopełnia fortepian. By jednak było zaskakująco, refren jest bardzo rozpędzony i… pogodny. “Sunie” to powrót do psychodelii polanej elektroniką, kontynuowany przez mroczną “Melancholię”, jakiej nie powstydziłby się Nick Cave, a ten opętańczy wrzask pod koniec będzie prześladował w snach.

Pozornie oszczędne “Serce gołębie”, potrafi chwycić za serducho wokalizami w tle, pełniącymi role pomruku oraz kolejnymi gitarowymi popisami w tle. Folkowo-westernowe “Nie idź tam” pozwala na krótkie złapanie oddechu, a skrzypce brzmią tu przepięknie. Fani mocniejszego bluesa poczują się jak w domu, słuchając jak “Księżyc płonie”, chociaż znowu skrzypce przebijają się na pierwszy plan, grając rewelacyjnie. Nawet lekko jazzowe “Z fantazją” wydaje się spójnym elementem całości tak jak idące w tym samym kierunku “Tu na dole”.

Same teksty, idące w stronę lekko poetycką, nie popadają w błahostki ani nie są przerostem formy nad treścią. Sam Limboski ma taki dość dojrzały wokal człowieka po przejściach, przez co nie wypada w żaden sposób fałszywie. I te teksty o niekoniecznie łatwej miłości potrafią przykuć uwagę, tak jak barwna oraz bogata muzyka. I to czyni “Poliamorię” jedną w ciekawszych, nieoczywistych płyt pozornie popowych.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s