Ian Gillan & The Javelins – Ian Gillan & The Javelins

ian-gillan-the-javelins-b-iext53077091

Moda na retro rockowe granie trwa już od kilku ostatnich lat, choć nie tylko tylko o granie coverów, lecz działalność takich kapel jak River Sons, Blues Pills czy ostatnio coraz popularniejsza Greta Van Fleet. Jednak The Javelins wpisują się w tą pierwszą grupę. Kapelę tworzą: gitarzyści Gordon Fairmaier i Tony Tacon, basista Tony Whitfield, perkusista Keith Roach oraz na wokalu Ian Gillan (jeśli kojarzy się to nazwisko z zespołem Deep Purple, to bardzo dobrze się kojarzy). Choć działają od lat 60., swój pierwszy album wydali dopiero w 1994 roku (“Sole Agency and Representation”) i teraz wracają z premierowym materiałem. Ale premierowy nie oznacza w tym przypadku oryginalny, bo znów są to covery hitów z czasów rock’n’rolla.

Zaczyna się od zaskakująco energicznego “Do You Love Me”, który już daje czuć klimat rock’n’rolla: od staroświecko uroczej perkusji, śpiewanych chórków przez zespół w refrenie, łagodne gitary oraz mocny głos Gillana, ale bez ekspresji znanej z macierzystej formacji. A im dalej w las, tym bardziej elegancko wybrzmiewa całość: od ubarwionego jazzem “Dream Baby” (dęciaki są cudne) przez delikatnie pędzące “Memphis, Tennessee” z ładnymi solówkami czy zaskakujące “Little Egypt” z wstępem w klimacie wesołego miasteczka, by pójść w niemal tanecznego bluesa, z dęciakami oraz wręcz werblową perkusją w środku. Javelinsi też potrafią przyspieszyć (“High School Confidential” czy “Rock’n’Roll Music”, gdzie szaleje fortepian Dona Aireya), by pójść w bardziej liryczne klimaty jak w “It’s So Easy!” oraz bujając w delikatnym “Save the Last Dance for Me” czy organowych “Another Saturday Night”, nie zapominając o bluesisku (“You’re Gonna Ruin Me Baby”, gdzie swoje solówki mają klawisze z harmonijką ustną).

Niektórzy mogliby stwierdzić, że poboczny project Gillana jest tylko skokiem na kasę oraz grą na sentymentach. Ale zespół bardzo dobrze się bawi, Gillan wrzuca na luz, zaś klimat wylewa się z każdego granego utworu. Czasami warto uruchomić taki wehikuł czasu, nawet jeśli nie jest to nic nowego. Ale czy zawsze trzeba na nowo odkrywać koło, by sprawić wielką frajdę?

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s