Golfiarze

Myślę, że fani amerykańskiej komedii znają Harolda Ramisa. Pamiętany jako Egon Spengler z „Pogromców duchów” był nie tylko aktorem, ale także scenarzystą i reżyserem, tworząc wiele kultowych dzieł lat 80. oraz 90. A jedną z nich są „Golfiarze”, czyli bardzo specyficzna komedia, z bardzo absurdalnym humorem.

Fabuła tego filmu jest w zasadzie szczątkowa, co samo w sobie nie jest żadną wadą. Wszystko krąży wokół elitarnego klubu golfowego. Tam pracuje młody chłopak o imieniu Danny Noonan, który chciałby zdobyć stypendium organizowane przez klub. A punktem całości jest chęć dołączenia do tego grona przedsiębiorcę budowlanego, Ala Chevika. Problem w tym, że jego dość luźny styl oraz sposób bycia są dość mocną solą w oku szefa klubu, sędziego Smailsa. By było jeszcze więcej zmartwień, okolicę terroryzuje pewien świstak, którego trzeba się pozbyć. Zadania próbuje się podjąć Carl – pomocnika ogrodnika.

golfiarze1

Ramis stawia tutaj bardziej na improwizację oraz serwowanie kolejnych gagów niż pełną związku przyczynowo-skutkowego historię. I przez to miejscami miałem spory problem z wejściem w „Golfiarzy”, bo nie wiedziałem na czym się tak naprawdę skupić. Czy to na młodym chłopaku, szukającym swojej życiowej drogi (i przy okazji poznaniu swojej miłości/dziewczyny do straty cnoty), czy to na konfrontacji między Chevikiem a lekko świętoszkowatym Smailsem, a może na lekko głupawym Carlu oraz jego walce z gryzoniem. Przez co wkrada się totalny chaos, wywołujący ciągłe rozproszenie. Także poczucie humoru jest dość szerokie: od podtekstów erotycznych (zapowiedź przyszłego „American Pie”) przez absurdalne teksty (monologi o Kopciuszku grającym w golfa czy o Dalajlamie) aż do prostych zderzeń charakterów (każde wejście Chevika). I ten poziom działa jak sinusoida, przez co nie wszystkie żarty już do mnie trafiały. Może już po prostu jestem na tego typu dowcip za stary (aczkolwiek akcja z batonem na basenie – w tle muza ze „Szczęk” – nadal działa), albo ten film się okrutnie zestarzał.

golfiarze2

Bronią się za to trzy role, które są prawdziwym filarem tego dzieła. Po pierwsze, Rodney Daggerfield. Jego Chevik nie jest zblazowanym nudziarzem tego kręgu, tylko nakręconym dzieciakiem w ciele dorosłego z ADHD, z ciętym humorem oraz lekko prostackim zachowaniem. Do tego ciągle każdemu rzuca forsą, jakby nie wiedział kompletnie co z nią zrobić. Po drugie, rozpoczynający swój triumfalny chód Chevy Chase jako kompletnie zblazowany bogacz Ty Webb. Facet kocha golfa oraz posiada ogromne umiejętności z tym związane, ale też posiada odrobinkę luzu. No i jeszcze jest Bill Murray, czyli Carl. Typowy idiota, nie posiadający w swoim słowniku słowa „odpowiedzialność”, jest nieprawdopodobnie śmieszny, choć głos troszkę do Billa niepodobny. Zaś finał jego walki z gryzoniem jest spektakularny.

golfiarze3

Trudno mi ugryźć ten debiut. Bo mimo całego chaosu oraz dużej dawki improwizacji, nadal jest kilka śmiesznych scen, które działają. Jest to miejscami przewidywalne, nie brakuje odrobiny poważnych momentów (relacja Danny’ego z Maggie), a parę dowcipów powtarza się i traci troszkę uroku (Chevik). Ale jak się ma poniżej 18 lat, można się na tym świetnie bawić.

6/10 

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s