Bóg jeden wie, panie Allison

Rok 1944, gdzieś na Pacyfiku płynie ponton ze zmęczonym żołnierzem. Trafia na wyspę, gdzie jedyną osobą jest siostra zakonna Angela. Samo miejsce, poza sporym miejscem oraz poczuciem osamotnienia, wydaje się być rajem. Powoli nasza dwójka zaczyna się bliżej poznawać, lecz na wyspie pojawiają się Japończycy.

mr_allison1

John Huston w jakimś sensie robi powtórkę z rozrywki, czyli coś w stylu „Afrykańskiej królowej”, tylko inaczej. Zapomnijcie o jakimś wiszącym w powietrzu romansie, tutaj nawet takich sugestii nie ma. Nie oznacza to jednak, że nie dochodzi do pewnych spięć. Dialogi są niepozbawione lekkości oraz humoru, gdy dochodzi do zderzeń dwóch postaw. Z jednej strony kapral marines, dla którego wojsko jest jedynym sensem życia (brak żony, rodziny, kryminalna przeszłość), z drugiej zakonnica jeszcze przed przyjęciem ostatecznych ślubów. Reżyser bardzo dobrze balansuje między humorem (dialogi, polowanie na żółwia) a dramatem (ukrywanie się przed Japończykami w jaskini czy choroba siostry Angeli), pokazując coraz bardziej tworzącą się więź między bohaterami: szacunek, sympatię, nawet przyjaźń. Nie ma tutaj ckliwości czy sentymentalizmu, czego troszkę się obawiałem, nawet stawka jest tutaj bardziej namacalna i odczuwalna. Nie brakuje tutaj scen batalistycznych, chociaż są pokazywane one są z daleka, co jest absolutnie zrozumiałe, a napięcie wynikające z tego faktu budowane jest mocno, konkretnie i treściwie. Jakby wróg był niemal wszechobecny.

mr_allison2

Sama wyspa też wygląda dość okazale, podobnie jak solidna scenografia, która ulega zniszczeniu z każdą sekundą. Miałem wrażenie naturalności całego miejsca, a większa przestrzeń powoduje, że film wydaje się mniej teatralny. Jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić to troszkę słabsze zakończenie, gdzie wątek naszych bohaterów dość mocno się urywa.

Wszystko na barkach zmuszony jest nieść duet naszych bohaterów, grany przez Roberta Mitchuma i Deborah Kerr. Zwłaszcza Mitchum tutaj błyszczy jako prostolinijny (ale nie prostacki) wojak, serwujący swoim żargonem, niepozbawiony sprytu. Każdą emocję wygrywa bezbłędnie, co świetnie pokazuje mowa ciała czy scena rozmowy po pijaku.

To pozornie bardzo kameralny film w dorobku Hustona, chociaż pełen emocji oraz świetnie poprowadzonego duetu Mitchum/Kerr. Odpowiednio zabawny, inteligentny, ale i poruszający, bez popadania w ckliwe, melodramatyczne tony. Tylko trzeba wczytać między słowami.

8/10 

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s