John Huston – 5.08

hustonReżyser, scenarzysta, aktor, producent.

Urodził się 5 sierpnia 1906 roku w Nevadzie. Syn aktora Waltera Hustona oraz komentatorki sportowej Rhei Gore. Kiedy miał sześć lat, jego rodzice rozwiedli się, a sam John uczył się w szkołach z internatem. Jako dziecko chorował z powodu wielkiego serca oraz nerek. W wieku 15 lat rzucił szkołę i zaczął trenować boks. Oprócz boksu interesował się malarstwem, operą, literaturą angielską i francuską, baletem oraz jazdą konną. Zanim zaczął karierę filmowca, zaczął pisać. Najpierw była sztuka „Frankie i Johnny” (oparta na popularnej piosence), a potem publikował swoje opowiadania w Esquire, Theatre Arts oraz New York Times. Dzięki wpływom ojca trafił do branży filmowej, najpierw jako dialogista m.in. przy „Wyroku morza” (1931), „Zabójstwie przy Rue Morgue” (1932) czy „Law & Order” (1933).  Przy pierwszym filmie poznał reżysera Williama Wylera, który stał się jego mentorem i przyjacielem. W tym czasie Huston lubił sobie zabawić i wypić. Okres ten dla filmowca skończył się w momencie, gdy spowodował on wypadek samochodowy, w którym śmierć poniosła aktorka Tosca Roullien. Huston musiał opuścić Hollywood i przeniósł się do Londynu oraz Paryża.

Na szczęście po kilku latach John Huston wrócił do Ameryki i znów zaczął pracę już jako scenarzysta. Tworzył fabuły m.in. do filmów „Jezebel – dzieje grzesznicy” (1937), „Juarez” (1939), „Eksperyment doktora Ehricha” (1940) czy „Sierżant York” (1941). Dwa ostatnie skrypty przyniosły Hustonowi nominacje do Oscara oraz uznanie środowiska. W końcu zdecydował, że spróbuje swoich sił jako reżyser. Ale jego szefowie (wytwórnia Warner Bros.) postawili mu warunek: jego następny scenariusz musi być wielkim hitem. Na szczęście „High Sierra” w reżyserii Raoula Walsha spełniła ten warunek, a Huston zaczął karierę reżyserską. I już swoim debiutanckim „Sokołem maltańskim” zwrócił uwagę całego środowiska. Zdążył jeszcze nakręcić dwa filmy („Takie nasze życie” i „Przez Pacyfik”), kiedy w 1942 roku wstąpił do armii. Służył jako filmowiec, kręcąc filmy dokumentalne. Służbę zakończył w 1946 roku w randze majora.

Sam Huston był czterokrotnie żonaty, a z tych związków miał troje dzieci (adoptowanego syna Pablo, córkę Anjelikę – aktorkę oraz syna Tony’ego – obecnie adwokat). Zmarł 28 sierpnia 1987 roku w swoim domu w Middletown na rozedmę płuc.

Reżyser spośród nagród miał na swoim koncie 2 Oscary (i 11 nominacji), 3 Złote Globy (i 5 nominacji), nominację do BAFTY, Złotego Niedźwiedzia, Złotej Palmy, Złotej Maliny oraz Złotego Lwa za całokształt twórczości na MFF w Wenecji (do samej nagrody był nominowany 4 razy), a także Nagrodę Amerykańskiej Gildii Reżyserów za całokształt (do samej nagrody był nominowany 7 razy).

A oto ranking obejrzanych przeze mnie filmów Johna Hustona ułożone od najsłabszego do najlepszego. Zaczynamy.

Poza zestawieniem:
Casino Royale (1967)

Ta wariacja na temat przygód Jamesa Bonda (David Niven), który musi wrócić z emerytury do służby to jakaś totalna hybryda. Mieszanka absurdalnego humoru, seksualnych podtekstów, sensacji jest strasznie nierównym rollercoasterem, balansującym między błyskotliwością a żenadą. Niby poważne, a jednocześnie lekkie. Jednak scenariusz pisało ponad 10 osób, co musiało skończyć się chaosem i bałaganem. Filmu nie umieszczam w głównym rankingu, bo Huston był tylko jednym z pięciu reżyserów tego dziwadła – odpowiadał za sekwencje otwierające całość. Recenzja tutaj.

Miejsce 29. – Zbereźnik (1969) – 4/10

W założeniu to miała być łotrzykowsko-przygodowa komedia o drobnym złodziejaszku, który pragnie sławy. Sławy w swojej profesji, tylko że los ciągle z niego kpi. Humor oparty tutaj na slapsticku nie zawsze działa, fabuła jest przewidywalna i nieangażująca, zaś kilka scen rozebranych jest tu tylko po to, by przykuć uwagę oraz zrobić reklamę. Sytuację ratuje tylko grający główną rolę John Hurt, już tutaj pokazując swoje predyspozycje do zawodu. Recenzja tutaj.

Miejsce 28. – Barbarzyńca i gejsza (1958) – 5/10

Kto wpadł na tak niedorzeczny pomysł, żeby obsadzić Johna Wayne’a w roli pierwszego amerykańskiego konsula na japońskiej ziemi? Rozumiem, że chodziło o pewne przełamanie wizerunku, jednak efekt jest katastrofalny. Ale i sama historia pokazana z perspektywy przydzielonej politykowi gejszy wydaje się strasznie płytka oraz nieangażująca. Widać tutaj spięcia między reżyserem a wytwórnią (Huston chciał nawet wycofać swoje nazwisko z filmu, ale się nie udało), Wayne się dusi, zaś parę scen pokazujących obyczajowość Japończyków nie wystarczy. Podobnie jak scenografia oraz kostiumy. Recenzja tutaj.

Miejsce 27. – Przez Pacyfik (1942) – 5,5/10

Ten film chyba sam nie do końca wie, czym chce być. Punkt wyjścia jest obiecujący: kapitan Leland zostaje wydalony ze służby i trafia jako marynarz na statek. Tam pojawia się dość jowialny dr Lorenz oraz Albertę Marlow. A powoli zaczynamy odkrywać prawdziwy cel Lelanda, który jest szpiegiem. Sam film to dość dziwaczna hybryda, bo mamy kino szpiegowskie, romans pełen ciętych dialogów i klimat kina noir. Tylko, że te elementy nie spajają się ze sobą, zaś intryga nie wciąga, pozbawiona napięcia. Ale na szczęście jest niezawodny Humphrey Bogart oraz parę docinków między nim a Mary Astor, co czyni film strawnym. Recenzja tutaj.

Miejsce 26. – Człowiek Mackintosha (1973) – 6/10

Tutaj reżyser próbuje wejść w kino szpiegowskie zmieszane z kryminałem. Joseph Rearder zostaje zatrudniony przez szefa wywiadu brytyjskiego do kradzieży diamentów. Mimo sukcesu akcji, mężczyzna zostaje aresztowany, zaś w tym samym więzieniu przebywa oskarżony o szpiegostwo, a do gry włącza się syndykat zbrodni. Sama intryga jest dla mnie największym problemem: wiele rzeczy jest tłumaczone dialogi, bo inaczej można się w tym wszystkim pogubić. Nieczytelność intrygi drażni, ale nie brakuje mocnych scen jak ucieczka z więzienia, pościg samochodowy czy przewrotny finał. No i jeszcze Paul Newman, jak zawsze magnetyzujący, lecz film kradnie Dominique Sanda. Recenzja tutaj.

Miejsce 25. – Sędzia z Teksasu (1972) – 6/10

Bandyta Roy Bean po otarciu się o śmierć, decyduje się zostać sędzią w miasteczku. Debiutancki scenariusz Johna Miliusa zostaje nie do końca wykorzystany do końca. To chyba miał być taki westernowy odpowiednik „Lawrence’a z Arabii”, gdzie bohater (świetny Paul Newman) planuje stworzyć swoją wizję porządku i cywilizacji. Tylko, że to wszystko wydaje się miejscami mocno abstrakcyjne, wręcz groteskowe (scena, gdzie bohater z przyszłą żoną idą na piknik z… niedźwiedziem), pełne dziwacznego humoru. Dla mnie ta historia jest strasznie rozpasana, a finał wydaje się mętny. Niemniej jest w tym coś intrygującego. Recenzja tutaj.

Miejsce 24. – Biblia: Początek świata (1966) – 6/10

Hustona spojrzenie na pierwsze zdarzenia z Księgi Rodzaju. Wiec nie jest to adaptacje pełnego tekstu literackiego bestsellera wszech czasów. Muszę przyznać, że ten inscenizacyjny rozmach nadal tej epoki. Nie jestem w stanie uchwycić jak powstały takie sceny jak stworzenie świata czy potopu. To nadal wygląda świetnie, wrażenie robi muzyka Toshiro Mayzumiego oraz gwiazdorska obsada. Problem jednak w tym, że brakuje tutaj jakiegoś spoiwa, łączącego wszystkie wydarzenia i wątki. Recenzja tutaj.

Miejsce 23. – Nie do przebaczenia (1960) – 6/10

Film na ważny temat, który nie do końca zostaje wykorzystany. Bo mamy rodzinę na Dzikim Zachodzie, nawiedzaną przez tajemniczego nieznajomego. Seniorka rodu skrywa pewną poważną tajemnicę związaną przez córkę. Tutaj można było chwycić za kwestie rasizmu (dziewczyna okazuje się… Indianką), która doprowadza do zerwania więzi budowanych przez lata. Tylko, że ten temat jest ledwo liźnięty i potrafi zbyt lekko. A nawet Burt Lancaster i Audrey Hepburn nie są w stanie do końca wytrzeć tego wrażenia. Recenzja tutaj.

Miejsce 22. – – Takie nasze życie (1942) – 6,5/10

Film zrealizowany po debiucie, ale idący w inną stronę niż zwykle. Historia bardzo obyczajowa skupiona na dwóch siostrach oraz ich dylematach. Jedna jest bardzo rozpieszczoną, wręcz czerpiącą z życia garściami, druga wydaje się bardziej stąpająca po ziemi. Wszystko się zmienia, kiedy bardziej rozrywkowa siostra bierze za męża… narzeczonego swojej siostry. Zaskakująco kameralny i spokojny film, który jest dobrze zagrany. Ale problem w tym, że ta historia była niezbyt angażująca, może poza wątkiem związanego z wypadkiem. Czuć tutaj dylemat oraz ciężar. Recenzja tutaj.

Miejsce 21. – Szkarłatne godło odwagi (1951) – 6,5/10

Strasznie krótki dramat wojenny. Film opowiada o młodym chłopaku, który ucieka podczas pola bitwy. Zamiast scen batalistycznych jest tu kameralny konflikt, który jest nawet sensownie poprowadzony i wybrzmiewa. Czuć nastroje każdego z żołnierzy, a pytanie o granicę między odwagą a szaleństwem. Troszkę czuć dydaktyzm, brakuje jakiś znanych twarzy, co dodaje realizmu. Ale szkoda, że nie ocalały pełne materiały, bo brakuje jakiegoś większego rozmachu. Recenzja tutaj.

Miejsce 20. – List na Kreml (1970) – 7/10

To jeden z najbardziej gorzkich filmów w karierze reżysera. Grupa szpiegów CIA zostaje wysłana do Moskwy, by odzyskać list wysłany na Kreml. Sama intryga jest tutaj bardzo skomplikowana i wymaga skupienia, gdyż inaczej można się w tym pogubić. Samy morderstwa, próby uwodzenia, kradzież, szantaż oraz ciągła gra, gdzie nie do końca wiadomo komu można zaufać. Gdzie prywatny interes jest ważniejszy niż dobro kraju. Recenzja tutaj.

Miejsce 19. – W zwierciadle złotego oka (1967) – 7/10

Zrobienie dobrego filmu według ambitnej literatury zawsze jest wyzwaniem. Nie inaczej jest z adaptacją powieści Carson McCullers, skupionej wokół kilku osób na terenie bazy wojskowej. major tłumiący swoje homoseksualne zapędy, jego żona zdradzająca go z przyjacielem, żona przyjaciela straciła dziecko. No i jeszcze szeregowy Williams, który lubi podglądać. Dużo jest niedopowiedzeń, atmosfera fatalistyczna, która musi skończyć się tragedią. Aktorstwo jest mocne, zdjęcia w złotym filtrze, tylko czasem trudniej wejść w głowę każdego z bohaterów. Recenzja tutaj.

Miejsce 18. – Mądrość krwi (1979) – 7/10

Film duchem przypominający kino niezależne. To opowieść o młodym człowieku (kompletnie zaskakujący Brad Dourif), który zostaje ulicznym kaznodzieją. Filmy dotykające kwestii wiary i religii są strasznie trudne, ale ta opowieść osadzona w realiach Południa (bieda, nędza, podniszczone budynki) działa i potrafi poruszyć. Retrospekcje mogą wywołać dezorientację, ale są istotne do zrozumienia naszego bohatera. Człowieka, który zwątpił i jest szczery w swoich przekonaniach, lecz na świecie wielu religijnych mówców jest. Recenzja tutaj.

Miejsce 17. – Afrykańska królowa (1982) – 7/10

Film uznawany za klasykę kina przygodowego. Tytułowa królowa to statek należący do marynarza Charliego Allnuta (nagrodzony Oscarem Humphrey Bogart). Właśnie nim płynie razem z mężczyzną siostra misjonarza, których placówka została zlikwidowana. Bardziej jest to zderzenie dwójki charakterów niż kino survivalowo-przygodowe, jednak chemia między Bogartem a Katherine Hepburn troszkę wynagradza pewną teatralność filmu. Recenzja tutaj.

Miejsce 16. – Annie (1982) – 7/10

Jedna z większych niespodzianek tego zestawienia, czyli musical z dziećmi w rolach głównych. Reżyser już nie młody, ale podołał zadaniu. Jest to opowieść o zaradnej dziewczynie z domu dziecka, która trafia do domu bogatego biznesmena. Może opowieść wydaje się troszkę naiwna, a choreografia scen tanecznych wydaje się prosta, ale w tej naiwności jest największa siła. Dzieci grają i śpiewają świetnie, piosenki zapadają w pamięć, zaś śpiewający Albert Finney to prawdziwa rzadkość. Recenzja tutaj.

Miejsce 15. – Lista Adriana Messengera (1963) – 7/10

Pisarz Adrian Messenger prosi o pomoc emerytowanego oficera wywiadu, by sprawdził kilka nazwisk. Następnie ginie. Cały film to klasyczny kryminał w duchu klasyków spod znaku Agathy Christie. Czyli elegancko poprowadzona intryga, osadzona w świecie brytyjskich wyższych sfer. Poza fabułą oraz charyzmatycznym George’m C. Scottem na czele, najbardziej zwraca uwagę charakteryzacja, czyniąca wielu aktorów nie do rozpoznania. Jedno z większych zaskoczeń. Recenzja tutaj.

Miejsce 14. – Doktor Freud (1962) – 7/10

Zygmunt Freud oraz jego odkrycia opowiedziane w dwugodzinną fabułę. Badania oraz jego teorie na temat snów, seksualności oraz funkcjonowanie podświadomości. Choć przy scenariuszu pracował sam Jean-Paul Sartre, jego udział był mocno ograniczony. Ale fajnym pomysłem było ubranie tej biografii w lekko kryminalnym stylu. Fantastycznie gra Montgomery Clift (po raz ostatni na ekranie), dla którego warto obejrzeć. Recenzja tutaj.


Miejsce 13. – Sokół maltański (1941) – 7/10

Debiut, który stworzył fundamenty kino noir. Cyniczny detektyw, femme fatale, miasto będące wielką dżunglą, gdzie rządzi prawo silnego. Tutaj liczy się spryt, podstęp oraz siła. Tutaj przewodnikiem będzie Sam Spade (ikoniczny Humphrey Bogart), który dostaje proste zlecenie. Ale jak się okazuje, sprawa ma swoje drugie dno. Bronią się świetne, soczyste dialogi oraz rola Bogarta. Recenzja tutaj.


Miejsce 12. – Pod wulkanem (1984) – 7/10

Kolejna gorzka historia, której bohaterem jest były (już) dyplomata – jedna z najlepszych ról Alberta Finneya. Ale Dzień Zmarłych będzie dla niego ostatnim tańcem z alkoholem. Osadzenie opowieści w Meksyku tworzy bardzo nietypowy klimat, coraz bardziej przesiąknięty fatalizmem. Nie ma tutaj mowy o szczęśliwym zakończeniu, a to uderzenie zostaje w pamięci na długo. W końcu jak mówi bohater: „Piekło to moje naturalne siedlisko”. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Key Largo (1948) – 7,5/10

Pewien mężczyzna przybywa do hotelu w Key Largo. Hotel niby jest zamknięty, ale w środku znajdują się faceci z bronią. W tym ukrywający się gangster. Jakby tego było mało, zbliża się huragan. Pozornie film wydaje się spektaklem bardziej nadającym się na deski teatru. Jednak Huston jest za sprytny i wie, jak wykorzystać filmowe środki do budowania napięcia (montaż, zbliżenia na twarze, dźwięk). Dialogi są soczyste, błyszczą Humphrey Bogart oraz Edward G. Robinson. Może troszkę finał psuje efekt, ale film potrafi trzymać za pysk. Recenzja tutaj.

 

Miejsce 10. – Honor Prizzich (1985) – 7,5/10

Gangster też człowiek i może się zakochać. Ale co zrobić, jeśli wybranka serca jest tej samej profesji? Tutaj mamy pozornie niedorzeczną komedię romantyczną w gangsterskich klimatach. Huston kompletnie kpi z gangsterskiego wizerunku znanego z „Ojca chrzestnego”, pokazując ludzi mafii jako chciwych oraz pazernych ludzi, dla których posłuszeństwo oraz stan własnej kabzy jest ważniejszy od czegokolwiek. A honor wydaje się kompletnym pustosłowiem, co może budzić przerażenie. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Człowiek, który chciał być królem (1975) – 7,5/10

Film, który Huston planował już od lat 50., ale trzeba było długo poczekać. Kolejna ballada o chciwości, gdzie mamy dwóch cwanych oficerów brytyjskiej armii. Obaj panowie (świetni Sean Connery i Michael Caine) wyruszają do Afganistanu, by podbić tamtejsze plemiona oraz przejąć władzę. Wrażenie robi scenografia, kostiumy oraz muzyka, a także odrobina humoru i brutalny finał. Czuć klimat przygody. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. –  Noc iguany (1964) – 7,5/10

Wielu filmowców mierzyło się z twórczością Tennesse’ego Williamsa, co w latach jego świetności było popularnym ruchem. Nie inaczej postąpił Huston z „Nocą iguany”, gdzie znów ludzie mierzą się ze swoimi demonami oraz lękami. Były pastor z załamaniem nerwowym (niesamowity Richard Burton) i hotelik w Meksyku z trzema kobietami. Fantastyczne aktorstwo, fantastyczne dialogi oraz pewna realizacja tworzą duszne, ale pociągające kino. Recenzja tutaj.


Miejsce 7. – Moby Dick (1956) – 8/10

To było wyzwanie: jak przenieść na ekran powieść Hermana Melville’a, zachowując jej klimat. W skrócie mamy tutaj walkę kapitana Ahaba z wielkim wielorybem, który go pozbawił nogi. Z jednej strony marynistyczne kino, pełne szczegółowo pokazanego życia na statku. Z drugiej mamy starcie między nawiedzonym, żądnym zemsty kapitanem (zaskakujący Gregory Peck, który daje z siebie wszystko) a symbolizującym bezwzględną, nieujarzmioną naturę wielorybem. Pociągające, skrywające wiele głębi kino. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Bóg jeden wie, panie Allison (1957) – 8/10

Kolejne kameralne kino, gdzie mamy tylko dwie postacie na wyspie podczas II wojny światowej. Jedyny ocalały żołnierz oraz zakonnica, którzy zaczynają powoli się poznawać coraz bliżej. Wszystko trzymane jest tutaj przez świetną reżyserię, fantastyczne dialogi oraz zderzenie dwóch światów, które mają więcej wspólnego niż na pierwszy rzut oka się może wydawać. Świetną robotę wykonuje Robert Mitchum oraz Deborah Kerr, a chemia między nimi jest coraz silniejsza. Recenzja tutaj.


Miejsce 5. – Ucieczka do zwycięstwa (1981) – 8/10

Do tego filmu mam WIELKI sentyment. Co może być lepszego niż połączenie dramatu wojennego z filmem sportowym? Cała fabuła skupia się na meczu piłkarskim między jeńcami wojennymi a niemieckimi żołnierzami. Przez większość czasu jest to niemal klasyczny film obozowy, ale tak naprawdę liczy się ostatnie pół godziny. Wtedy dzieje się mecz, który mimo lat, nadal wygląda świetnie. No i mamy mocnych zawodników: Stallone, Caine, von Sydow, Pele, Deyna, Moore. Podobno planowany jest remake, tylko po co? Recenzja tutaj.


Miejsce 4. – Zachłanne miasto (1972) – 8/10

Ten film ma w sobie więcej serca niż można się było spodziewać. Stary wyga, próbuje wrócić do boksowania i spotyka młodego adepta. Huston tutaj stawia na realizm oraz paradokumentalny styl, gdzie pokazuje miasteczko pozbawione perspektyw. Tutaj każda próba wyrwania się stąd kończy się porażką, zaś mieszkańcy ciągle łudzą się, że następnego dnia będzie lepiej. Że będzie inaczej. Że los się w końcu odmieni. Ale to staje się kolejną wymówką. Najbardziej cierpki film w dorobku Hustona. Recenzja tutaj.


Miejsce 3. – Asfaltowa dżungla (1950) – 8/10

Najlepszy noirowy film w dorobku Hustona. Pomysł jest prosty: opuszczający więzienie Doc ma plan na kolejny duży skok. Ale potrzebna jest odpowiednia ekipa oraz sponsor całej imprezy. Znowu film jest rewelacyjnie poprowadzony, z wnikliwym portretem półświatka. Ale czy plan się uda? Wiele jest tutaj elementów zmiennych, napięcie mocno trzyma za gardło, a zaskoczeń cały czas jest sporo. Jedynie zakończenie utrzymane w zgodzie z kodeksem Hayesa mi przeszkadzało, ale nie jest to poważna rysa. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. –  Skłóceni z życiem (1961) – 8,5/10

Młoda kobieta spotyka na drodze trzech facetów, którzy polują na dzikie konie. Kolejne spojrzenie Hustona na outsiderów z własnej woli. Niby są to kowboje, tylko że czasy dla kowbojów są zupełnie inne. Dawne czasy odeszły bezpowrotnie, zaś samo polowanie na zwierzęta odziera etos kowboja z romantyzmu. To psychologiczny dramat, gdzie dochodzi do zderzenia młodości i naiwności z dojrzałością oraz cynizmem. Bardzo poruszający z ostatnimi, kapitalnymi rolami Clarka Gable’a i Marilyn Monroe. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Skarb Sierra Madre (1948) – 8,5/10

Ponadczasowa ballada o chciwości, gdzie żądza pieniądza staje się ważniejsza niż przyjaźń, zaufanie i lojalność. Wyprawa trzech panów do meksykańskiej góry Sierra Madre po złoto stanie się dla nich wielką próbą ich charakterów. Huston kapitalnie buduje atmosferę niepokoju oraz coraz bardziej nasilającej się paranoi, a i realizacyjnie (poza muzyką) nie zestarzał się w ogóle. Przewrotny finał, fantastyczne dialogi, kapitalne aktorstwo (Bogart, Holt, Huston sr.) oraz naturalistycznie pokazane plenery. Recenzja tutaj.

 

Nieobejrzane:
Obcy (1949)
Moulin Rouge (1952)
Pobij diabła (1953)
Korzenie niebios (1958)
Spacer z miłością i śmiercią (1969)
Fobia (1980)
Zmarli (1987)

Już po samej filmografii widać, że Huston to filmowiec nie bojący się wyzwań. I nie chodzi tylko o różnorodność gatunkową, ale ma pewne wspólne elementy. W większości jego to adaptacje literackie, zaś bohaterowie to ludzie mierzący się ze swoimi demonami. Religia, przygoda, pożądanie, walka, tłumione lęki, rozczarowania. Tutaj nie ma wyzwania, którego Huston nie był się w stanie podjąć, nawet jeśli nie wszystko udało.

A jakie są wasze ulubione filmy Johna Hustona? Piszcie śmiało w komentarzach.

Radosław Ostrowski

Honor Prizzich

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu. A co w przypadku, kiedy twoją rodziną jest mafia? Taką rodzinę w swoim życiu miał Charley Partana. Pracuje dla włoskiej rodziny Prizzich jako cyngiel, będąc prawą ręką Dominica Prizzi. Podczas ślubu oraz wesela mężczyzna zauważa pewną piękną kobietę, w której zakochuje się od razu. Panna Irene Walker wygląda pociągająco i apetycznie, ale szybko znika. Nie jest w stanie o niej zapomnieć, lecz rodzinne interesy są ważniejsze. Ktoś wykosił kasę z kasyna i trzeba odzyskać forsę (a także zabić złodzieja). A wtedy okazuje się, że stoi za tym… poznana dziewczyna ze ślubu/wesela.

honor prizzich1

John Huston pod koniec swojej kariery podejmował się kolejnych wyczynów z innymi gatunkami. Po filmie sportowym i musicalu, przyszła kolej na kino gangsterskie. Tym razem na warsztat wziął powieść Richarda Condona, która klimatem troszkę przypomina „Ojca chrzestnego”. Niby mamy to, czego się spodziewać: inicjacja krwi, bogate wesele, spotkania mafijne, układy z policją. Jednak reżyser to wszystko bierze w nawias, niejako parodiując kino gangsterskie. Niby akcja dotyczy wokół poważnych pieniędzy oraz honoru, ale jednocześnie wszystko podlane jest to czarnym humorem. Honor jest tutaj tak naprawdę tylko pustym słowem, pretekstem do kolejnych knowań i intryg. Dla mafii liczy się tylko forsa, konwenanse oraz „honor”. A najgorsze jest to, że przed rodziną Prizzich nie da się uciec – bezwzględnością biją wszystkich.

honor prizzich2

Sama intryga jest tutaj mocno pogmatwana. Miłość miesza się tutaj z wyrachowaniem i cynizmem, a dawne urazy wracają ze zdwojoną siłą. I co jest tutaj ważniejsze – uczucie czy pieniądze. A jednocześnie reżyserowi udaje się pokazać poczucie paranoi, nieufności oraz podejrzeń. Nie do końca wiadomo, komu można zaufać. Nawet czarny humor nie jest w stanie tutaj złagodzić tego niepokojącego klimatu. Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie dość niewielka ilość przemocy. Pierwsza egzekucja jest poza ekranem, zaś krew pojawia się rzadko. Włącznie z nerwową sceną porwania.

honor prizzich3

Reżyser w samej formie zrealizował staroświecki w formie film. Nadal imponują kostiumy oraz scenografia, zaś w tle dużo gra muzyka klasyczna. Jeszcze w tym wszystkim mamy gorzki finał, którego się nie spodziewałem. Śmiech tutaj idzie z przerażeniem oraz niedowierzaniem.

honor prizzich4

No i udało się zebrać prawdziwą śmietankę aktorską. Na pierwszy rzut oka Jack Nicholson do roli mafioza w średnim wieku, wydaje się nie pasować. Ale Partanna to nie jest typowy gangster: czyta magazyny, gotuje i… zakochuje się. Aktorowi udaje się zachować naturalność w każdym momencie, a jego otępiałe spojrzenie kryje więcej. Fantastyczna jest Kathleen Turner – jedna z bardziej pociągających aktorek lat 80. Odpowiednio balansuje między delikatnością a manipulacją, chce się jej wierzyć, choć nie powinno. Ale film kradnie dla mnie William Hickey jako don Corrado Prizzi. Może i wygląda jak zombiak, jednak jest bardzo przebiegły i podstępny. Tak samo wrażenie robi Anjelica Huston jako niedoszła żona Partanny. Choć pojawia się rzadko, trudno zapomnieć tej modliszki, mającej gdzieś honor rodziny.

Kto by się spodziewał, że pod koniec życia Huston nadal będzie miał tyle biglu. „Honor Pizzich” jest zgrywą z konwencji kina gangsterskiego, gdzie większą robotę robią sceny obyczajowe niż wątki kryminalne. I nadal potrafi rozśmieszyć.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Casino Royale

James Bond – nie wiem, czy jest ktoś, kto nigdy nie słyszał tego nazwiska. Symbol szpiega idealnego, na ekranach jest obecny od 1962 roku i nie zamierza przechodzić na emeryturę. Ale w całym cyklu pojawił się w 1967 roku film-bękart. Stworzy poza głównym nurtem, będący niejako parodią przygód 007. W dniu premiery wręcz zarżnięty przez krytyków, ale czy mogło być inaczej, skoro całość kręciło pięciu reżyserów (w tym John Huston) oraz trzech scenarzystów (plus jeszcze siedmiu niewymienionych)? Jak mówi porzekadło: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść.

Punkt wyjścia był nawet niezły. Nasz agent 007 przebywa sobie na emeryturze, a na całym świecie zaczynają ginąć agenci tajnych służb. Ale sir James nie chce wracać do pracy szpiegowskiej. Kiedy jednak zostaje zniszczona jego rezydencja, a M ginie… cóż, Anglia wzywa. A wrogiem jest tajemniczy dr Noah, szef organizacji Smerch, wykorzystujący kobiety jako agentów. Zadaniem ich jest dyskredytacja reputacji agenta 007, a następnie… zniszczenia świata. Czyli klasyka gatunku. Bond ma jednak wyjście: wszyscy jego agenci będą się nazywać… James Bond, a także dojdzie do infiltracji tej grupy. Zwerbowany zostaje także specjalista od bakarata, Evelyn Trumble oraz… córka Bonda i Maty Hari.

casino royale1-1

Trudno mi powiedzieć o fabule, bo jest po prostu szalona. Nadążenie za nią jest czasami wręcz niemożliwe, bo dzieje się tu dużo i szybko. I nie mogłem pozbyć się wrażenie, że wiele rzeczy wyleciało podczas montażu (m.in. schwytanie Trumble’a przez Le Chiffre’a), co wywołuje dezorientację. historia wydaje się być bardzo niespójna, zaś przeskoki oraz nagłe urywanie wątków zwyczajnie irytuje. By było jeszcze ciężej, humor jest tutaj prawdziwym szwedzkim stołem: od seksualnych podtekstów przez gry słowne aż po natężenie absurdu, jakiego nie powstydziłby się Monty Python (gdyby brał dragi), co widać w finałowej konfrontacji. I jest to, niestety, strasznie nierówne: od błysku po żenadę.

casino royale1-2

Pomysłów jest mnóstwo (sceny tortur umysłu, szkoła szpiegów we Wschodnim Berlinie czy szkolenie mające uodpornić na urok kobiet), z czego część jest warta uwagi. No, ale właśnie: tylko część. Bo cel i zamysł głównego antagonisty jest niedorzeczny, nawet jak na parodię. Można się miejscami uśmiać, tylko że wszystko wydaje się przedobrzone i przekombinowane. Wrażenie nadal robi scenografia (tytułowe kasyno czy szkoła szpiegów, wzięta żywcem z jakiego filmu okresu ekspresjonizmu) oraz bardzo zwiewna muzyka jazzowa.

casino royale1-3

Do tego udało się zebrać naprawdę imponującą obsadę. Choć nie mogę pozbyć się wrażenia, że część osób nie wiedziała w co się pakuje. Najbardziej z tego grona błyszczy David Niven, będący zaprzeczeniem wizerunku agenta 007 z ekranu. Wręcz purytański, ale zawsze przygotowany i inteligentny. Na początku się jąka, ale potem to przechodzi. A mimo wieku, nadal potrafi spuścić łomot. Drugim mocnym punktem jest Peter Sellers, czyli Trumble. Nie jest tak safandułowaty jak inspektor Clouseau, ale ma pewne problemy z przyjmowaniem nawyków Bonda. Tylko w kategorii żartu należy traktować fakt, że głównego złego gra… Woody Allen i jest po prostu sobą oraz Orson Welles. Do tego jeszcze masa pań (tutaj błyszczą Deborah Kerr jako próbująca uwieść agentka Mimi oraz Ursula Andress wcielająca się w Vesper), wyglądających bardzo ponętnie, przez co można zapomnieć – na chwilę – o niedociągnięciach.

casino royale1-4

Trudno jednak traktować „Casino Royale” jako dostarczającą świetniej rozrywki parodię agenta 007. Mocno się postarzała, efekty specjalne i pościgi wydają się śmieszne, ale z drugiej strony ma to swój specyficzny urok. Miejscami ten urok nadal potrafi oddziaływać, choć to nie dla każdego.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Pod wulkanem

1 listopada 1938 roku. Wojna domowa w Hiszpanii powoli zaczyna wygasać, czuć powoli zbliżającą się wojnę. Ale w Meksyku obchodzone jest Święto Zmarłych – jest festyn, korrida, zabawa. To tutaj przybywa Geoffrey Fermin. Kiedyś był brytyjskim konsulem, ale opuścił tą pracę. Tak samo jak jego zostawiła żona, a od tej pory towarzyszy mu jedyna towarzyszka: butelka. No i jego brat Hugh, ale nic nie jest w stanie go uratować. Teraz przyjeżdża jego była już żona.

pod wulkanem1

John Huston w latach 70. przeprowadził się do Meksyku, zafascynowany kulturą tego kraju. Być może to zachęciło go do zekranizowania powieści Malcolma Lowry’ego. Opowieść o alkoholiku w ostatni dzień jego żywota. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, fatalistyczny klimat jest tutaj mocno odczuwalny. Już w czołówce widzimy czaszki, kościotrupy (jako marionetki) czy nawet diabły, ale to dopiero rozgrzewka. Dalej będzie picie, dużo picia. Gdzieś się pojawi się jeszcze trup, dziwki, bandyci. Cały czas coś wisi w powietrzu, choć sami jesteśmy rzuceni w sam koniec tej podróży. Nie wiemy, co się tak naprawdę stało ani kiedy zaczął się ten taniec z alkoholem. Fabuły jako takiej tu nie ma, jest tylko ciąg scenek, pokazujących ostateczny upadek konsula. Huston uwodzi nas za nos, ale kilka scen oraz monologów konsula zostaje w pamięci na długo. Może nie jest to aż tak depresyjny film jak „Zostawić Las Vegas”, ale uderza w podobne tony.

pod wulkanem2

Wizualnie „Pod wulkanem” jest wręcz ciepły, pełen słońca, wręcz upalny. To tylko podkreśla duszną atmosferę, która może zakończyć się tylko w jeden sposób. Nawet dźwięki sjesty nie przynoszą ukojenia. Odwiedzamy kolejne bary, knajpy, speluny, gdzie znajdują się barmani oraz inni ludzie, którzy zaczęli swój taniec. I próbujemy znaleźć odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego konsul zaczął pić? Dlaczego odrzuca miłość swojej kobiety? I dlaczego idzie na samo dno? „Piekło… to moje naturalne siedlisko” – mówi sam zainteresowany, ale to może nie wystarczyć. Ciężko wejść jest w umysł tego bohatera, co dla wielu może być ciężką barierą.

pod wulkanem4

Sytuację częściowo wynagradza jedna kreacja, która trzyma ten film za pysk. Jest to Albert Finney w roli głównej – wypalony, próbujący nieudolnie ukrywać swoje picie. Mocne wrażenie robi scena, gdy bohater gra w klasy, monolog o Piekle, podchmielone słowa o śmierci podczas imprezy czy finałowa konfrontacja. Każde spojrzenie, wypowiadane słowo i gest ma tutaj prawdziwą siłę rażenia. Nic nie pozwala zapomnieć o tej postaci. Nawet partnerująca mu śliczna Jacqueline Bisset (żona Yvonne) oraz Anthony Andrews (Hugh) stanowią tylko tło dla Finneya.

pod wulkanem3

To najbardziej – obok „W zwierciadle złotego oka” oraz „Mądrości krwi” – wymagający film w dorobku Hustona. Bardzo chłodny, wręcz męczący i nieprzyjemny niczym najostrzejszy alkohol, ale jednocześnie intrygujący. Trudna mieszanka, która na pewno wielu kinomanów podzieli.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

 

Annie

Lata 30. w USA to czas wielkiego kryzysu. Zwłaszcza, jeśli jest się dzieckiem w sierocińcu. Tam przebywa rudowłosa Annie, którą zostawili rodzice. Właścicielka domu jest nałogową alkoholiczką, która próbuje za wszelką cenę znaleźć profit z zawodu. Ale dla naszej dziewczynki pojawia się nadzieja. Otóż do swojego domu na tydzień chce zabrać najbogatszy człowiek w mieście – Olivier Warbrucks. Nie robi to jednak z potrzeby serca, ale by poprawić swój wizerunek w mediach. Ale to serducho się zmieni, prawda?

annie1

John Huston i musical? Początkowo ta zbitka wydaje się dość abstrakcyjnym pomysłem, zwłaszcza z dziećmi w rolach głównych. Jednak oparta na popularnym komiksie w USA „Annie” wydaje się wzięta z innej bajki. Bo to taka kolejna wariacja opowieści o Kopciuszku oraz szukaniu szczęścia. Że karta się odwraca, jeśli będzie się wystarczająco upartym, uroczym oraz szczerym. Zło tutaj ma charakter groteskowy (pani Hannigan) albo komediowy (cwaniaczek Rooster), a dobro musi wygrać. Jak na klasyczną bajkę przystało akcja toczy się w dość przewidywalnym kierunku. Ale jednak reżyser wkłada tutaj wiele serducha, by ten seans był przyjemny. Piosenki mocno wpadają w ucho („Tomorrow” znane choćby z drugiego „Deadpoola” czy „It’s the Hard Knock Life”), prosta choreografia ma jednak w sobie sporo energii (scena sprzątania sierocińca). Mimo, że jest to troszkę naiwne i prościutkie jak konstrukcja cepa, ale wykonanie nadal robi wrażenie.

annie4

Bardzo dobrze się trzyma scenografia. Sama rezydencja Warbrucksa wygląda imponująco, pełna służących oraz wielu detali. Podobnie wygląda podniszczony sierociniec oraz pobrudzone ulice miasta. Równie kostiumy pomagają stworzyć klimat lat 30. Pod względem technicznym trudno się do czegokolwiek przyczepić, więc oglądanie dostarcza sporo frajdy.

annie3

Najbardziej zaskoczyły mnie tutaj role dziecięce. Z tej grupy wybija się Aileen Quinn w roli tytułowej, dobrana idealnie. Pełna uroku, energii jest po prostu rozbrajająca, zaś wszystkie śpiewane sceny z nią wypadają bardzo naturalnie. Drugą niespodzianką okazał się dla mnie Albert Finney. Szorstki, łysy, z bardzo mocarnym głosem sprawia wrażenie silnej osobowości. Ale powoli ta postać zaczyna pokazywać się z innej strony, wręcz łagodnieje i nie wywołuje fałszu, o co bardzo łatwo. Troszkę humoru wnosi Carol Burnett (pani Hannigan) oraz Tim Curry (jej brat, Rooster), mimo grania czarnych charakterów.

annie2

„Annie” nie udaje, że jest czymś więcej niż krzepiącą, pozytywną bajką. Może i jest naiwna, ale ma masę uroku, jakiego dzisiaj nie widzi się w musicalach. Czemu by nie spróbować tego dzieła?

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Ucieczka do zwycięstwa

Bardzo ciężko mi się o tym filmie mówi, bo po raz pierwszy go widziałem BARDZO dawno temu. Kiedy jeszcze moja wiedza o filmach była bardzo malutka. Ale sama koncepcja zorganizowania meczu piłkarskiego podczas II wojny światowej, była czymś absolutnie fantastycznym. To chyba wiadomo o jakim filmie mowa.

Słyszeliście o meczu śmierci? 6 sierpnia 1942 roku w Kijowie odbył się mecz między zawodnikami ligi ukraińskiej (utworzono drużynę Start Kijów) z żołnierzami Luftwafe. Ukraińcy wygrali go 5:1, ale Niemce chcieli rewanżu. Ten nastąpił 9 sierpnia i zakończył się wygraną Ukraińców 5:3. Krążyła fama, że w nagrodę za zwycięstwo piłkarze zostali… rozstrzelani. Prawda była bardziej przyziemna, bo zawodnicy zostali aresztowani przez Gestapo i trafili do obozów pracy. Nie wszyscy przeżyli, a tym, co się udało, zostali oskarżeni o kolaborację z Niemcami. Brzmi jak scenariusz filmowy? Historia ta była inspiracją m.in. dla filmu Johna Hustona z 1981 roku.

zwyciestwo1

Jest rok 1942, gdzieś we Francji znajduje się obóz jeniecki. Wszystko zaczyna się od nieudanej ucieczki jednego z więźniów. Przyjeżdża tam w celu dochodzenia przedstawiciel Czerwonego Krzyża oraz oficer propagandowy, major von Steiner. Rozpoznaje wśród jeńców piłkarza, kapitana Johna Colby’ego. Podczas spotkania rzuca propozycję zorganizowania meczu między żołnierzami Wehrmachtu a więźniami. Pomysł podchwytuje niemiecka machina propagandowa, zaś najwyżsi oficerowie obozu chcą wykorzystać okazję do zorganizowania ucieczki. Jednak będący szefem drużyny Colby nie chce brać w tym udziału.

zwyciestwo2

Przez większość filmu mamy do czynienia z obozową rutyną: nielegalne radio, fałszowanie dokumentów, robienie zdjęć, organizowanie oraz… granie w piłkę. Dla zabicia czasu, którego jest bardzo dużo. Sama intryga może się wydawać niedorzeczna, ale staje się pretekstem do ważkiego pytania. Czy jest możliwe granie na zasadach fair play, gdy świat od pewnego czasu gra bardzo nieczysto? I czy to może być ważniejsze od instynktu przetrwania? Ważniejsze niż ucieczka, rozkaz, zdrowy rozsądek? Nieczyste zagrania z obu stron (organizacja ucieczki, ustawiony sędzia) każą poważnie zastanowić się nad tymi kwestiami. Ale prawdziwą wisienką na torcie jest ostatnie pół godziny, czyli sceny meczu. Dynamicznie zmontowane oraz sfotografowane, z podnoszącą adrenalinę muzyką Billa Contiego to prawdziwa uczta. Coś, co najbardziej zapada w pamięć i trzyma w napięciu jak cholera.

zwyciestwo3

Do tego jest to więcej niż porządnie zagrane. Co jest o tyle zaskakujące, że obok aktorów mamy piłkarzy i nie wywołuje to sztuczności. Klasę potwierdza Michael Caine jako kapitan drużyny Colby, który odpowiedzialność ma wypisaną na twarzy i ma tony charyzmy. Pozytywnie zaskakuje Sylwester Stallone jako Hatch – sprytny, trochę rozgadany Amerykanin. Początkowo myślący tylko o sobie, staje się mocny filarem drużyny. Dobrze radzi sobie Max von Sydow jako major von Steiner, czyli dobry Niemiec. Spośród piłkarzy najlepiej wypada Pele (kapral Fernandez) oraz Bobby Moore (Terry Brady).

Widzę parę wad filmu (zakończenie a’la deus ex machina, schematy kina obozowego), ale energia tego film jest nadal silna. Bardzo porządnie wykonany film z fantastycznymi scenami meczu. Krążą plotki o planowanym remake’u, tylko czy jest potrzebny.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Mądrość krwi

Czy znacie Hazela Motesa? To młody chłopak z Południa, który wrócił z wojny. Nie wiadomo, co się tam stało, ale mężczyzna stracił wiarę we wszystko, zaś jego rodzinna farma jest kompletnie pusta. Biedny, samotny i zagubiony wyrusza do miasta, gdzie postanawia dokonać jednej rzeczy. Czyli zbudować swój Kościół Chrystusa bez Chrystusa.

madrosc krwi1

John Huston wcześniej dotykał kwestii wiary czy religii, jednak w 1979 roku zaskoczył wszystkich. Adaptując powieść Flannery O’Connor pokazuje równie nieprzyjemny świat jak w „Zachłannym mieście”. Świat ludzi biednych, zagubionych i poszukujących autorytetów, wiary. Czegokolwiek, co dałoby sens ich życiu. Tylko jak się odnaleźć w świecie, gdzie niemal sami fałszywi prorocy walczą o dusze naiwniaków (przy okazji zarabiając forsę). Gdzie wszystko jest iluzją, kłamstwem, oszustwem. Gdzie każdy karmi się fałszywą wiarą niczym hipokryci. Wiara staje się łatwym sposobem na zarobek, więc czy jest miejsce na szczerość? Reżyser nie daje tutaj łatwej odpowiedzi na to pytanie, zaś każdy bohater wydaje się niczym nie różnić od siebie. Akcji czy fabuły jako takiej tu nie ma, co może wielu odstraszyć. Niemniej reżyserowi udaje się zbudować bardzo unikatowy klimat prowincji oraz coraz bardziej opuszczonego miasta. Jesteśmy albo na ulicy, wynajmowanych domach czy przed kluczowymi budynkami. Nie mniej pytania o tym, do czego wiara może doprowadzić potrafią zmrozić krew, co pokazują pozornie oderwane od całości retrospekcje. I jeszcze ten finał, którego nie da się wymazać.

madrosc krwi2

Reżyser jednak nie ocenia, nie krytykuje, nie osądza. Jakby posiadanie wolnej woli było jedynym kryterium. A wolna wola jest fundamentem każdej życiowej postawy. Robię coś, bo mogę. Pozbawiam się wzroku, bo mogę. Nie wierzę w Chrystusa, bo mogę. Nic mi nie jest narzucone, więc mogę robić co chcę. Do tego jeszcze mamy w tle takie bluesowe czy bluegrassowe dźwięki z Południa, pomagające zbudować klimat.

madrosc krwi3

Najbardziej mnie tutaj zaskoczyło aktorstwo w wykonaniu troszkę mniej znanych twarzy. Wyjątkiem jest tutaj sam reżyser jako dziadek (tylko w retrospekcjach) oraz świetny Harry Dean Stanton w roli „ślepego” proroka. Na mniej jednak największe wrażenie zrobił Brad Dourif w roli Hazela. Zagubiony, bardzo groźny, silnie dążący do głoszenia swojej prawdy. Jednocześnie posiada takie wręcz demoniczne spojrzenie, które przerazi każdego. Aktorowi udaje się znakomicie pokazać sprzeczności oraz wewnętrzne konflikty swojego bohatera. Podobnie rozbrajająca jest Amy Wright, czyli córka „ślepego”: niby wygląda niewinnie, ale jest w niej coś uwodzicielskiego, wyrachowanego i… delikatnego.

To jeden z dziwniejszych filmów Hustona, przez co pozostaje bardzo intrygujący. Nie popada w banał czy kicz, chociaż bardzo ciężko polubić postacie. Szorstkie, brudne, a jednocześnie z dość pokręconym humorem, bez pójścia na łatwiznę.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

 

 

Człowiek, który chciał być królem

Indie, końcówka XIX wieku. To tam przebywa dwóch byłych żołnierzy brytyjskiej armii – Daniel Dravot oraz Peachy Carneham. Przemytnicy, szantażyści i drobni awanturnicy, którzy postawili sobie za cel dokonanie niemożliwego: podbić Kafiristan. Kraj ten znajduje się bliżej Afganistanu, a żaden biały człowiek nie stanął tam od czasu Aleksandra Wielkiego. Panowie chcą zjednoczyć wszystkie tamtejsze klany, objąć tron królewski i zabrać z niego wszelkie bogactwa. Idzie im łatwiej niż planowano, a Dravot zostaje uznany za boga, mającego być synem samego Aleksandra.

czlowiek krol1

John Huston chciał zrealizować ten film już w latach 50. Główne role mieli wtedy zagrać Clark Gable i Humphrey Bogart, jednak obaj panowie zmarli. Później mieli się pojawić na miejscu Burt Lancaster z Kirkiem Douglas, a następnie (już w latach 70.) Paul Newman i Robert Redford. Amerykański aktor, który już pracował przy poprzednich filmach reżysera zasugerował, iż te postaci powinni zagrać Brytyjczycy. I tak na scenę weszli Michael Caine z Seanem Connerym, zaś produkcja ruszyła z kopyta w 1974 roku.

czlowiek krol2

Założenie było proste, czyli zrobienie filmu awanturniczo-przygodowego w starym stylu. Sama akcja toczy się dość powoli i spokojnie, co może wielu znużyć. Reżyser przy okazji niejako wraca do tematu obsesji oraz marzeniu o wielkości, które kończy się upadkiem. Bo jak długo można oszukiwać ludzi, kapłanów, że jest się bogiem? Nie brakuje wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności, które podtrzymują zainteresowanie. Mimo dłużyzn oraz dość szorstkiego poczucia humoru, „Człowiek” robi wrażenie. Przede wszystkim pod względem scenografii oraz kostiumów, także same krajobrazy (te góry zimą!!!) wyglądają wręcz majestatycznie. Zderzenie wręcz prymitywnych zwyczajów ze ówczesną, nowoczesną bronią oraz cywilizacyjną mentalnością daje wiele trafnych obserwacji. Ale jest też ostrzeżeniem przed zaślepieniem chciwością oraz pychą.

czlowiek krol3

Wszystko to fantastycznie sprzedaje duet Connery/Caine, między którymi czuć silną chemię. Daniel i Peachy to wręcz idealna mieszanka sprytu, siły oraz wnikliwego talentu obserwacji. Ale tak naprawdę ten drugi wydaje się zachowywać zdrowy rozsądek, przez co budzi sympatię do końca. Zaś Daniel coraz bardziej wczuwa się w rolę boga i ma coraz bardziej ambitne plany, co Connery pokazuje coraz większą pewnością siebie. Obydwaj spychają cała resztę na drugi plan, co świadczy o ich wielkiej klasie.

„Człowiek, który stał się królem” jest uznawany za najlepszy film Hustona lat 70., który troszkę idzie w innym kierunku. Jest bardziej kameralny, spokojny, gdzie akcja ma bardziej służyć zbudowaniu portretu ludzkiego umysłu. Może nie ma tej mocy, co „Skarb Sierra Madre”, jednak nie zabrakło tutaj zbyt wiele.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Człowiek Mackintosha

Wszystko zaczyna się, gdy do Londynu przebywa Joseph Rearden. Jego przełożony, Mackintosh razem z panią Smith (sekretarka) przygotowują dla niego zadanie: kradzież diamentów przewożonych przez pocztę. Cała akcja przebiega sprawnie, ale mężczyzna zostaje aresztowany i skazany na 20 lat więzienia. W więzieniu przebywa także pracujący dla Sowietów brytyjski szpieg, Slade. Wtedy do Reardena przychodzi jeden ze skazańców, proponując ucieczkę w zamian za procent z ostatniej roboty.

czlowiek mackintosha1

John Huston początki lat 70. nie miał zbyt udane, zaś jego filmy wydawały się (z dzisiejszej perspektywy) mocno przekombinowane. Do tego grona, niestety, dołączył też thriller „Człowiek Mackintosha”. Oparty na powieści Desmonda Bagleya scenariusz autorstwa Waltera Hilla to mieszanka kryminału z dreszczowcem szpiegowskim. Bo mamy grę wywiadów oraz wmieszany do tego syndykat zbrodni, gdzie nie do końca wiadomo kto jest kim (niczym w „Liście na Kreml”), same informacje są podawane oszczędnie, a większość kluczowych scen toczy się poza ekranem. Dla mnie jednak problem w tym, że cała ta intryga brzmi troszkę niepoważnie. Dlaczego? bo cała ta starannie przygotowana operacja przez Mackintosha wydaje się brzmieć bardzo amatorsko, bez żadnego planu B, C, D czy nawet Ż. Jakby zakładano, że wszystko pójdzie gładko, zaś nasz protagonista wydaje się działać pod wpływem instynktu, wręcz improwizując jak podczas ucieczki z kryjówki po akcji z więzienia. Jakby tego było mało, całość zwyczajnie nuży, mimo pościgu czy finałowego rozwiązania.

czlowiek mackintosha2

Pewnym drobnym plusikiem są zdjęcia oraz bardzo stylowa muzyka Jarre’a, kojarząca mi się z… „Sherlockiem Holmesem” Hansa Zimmera. Temat podobny brzmi bardzo znajomo, ale nie jest to wada. Także Paul Newman, którego grą aktorską Huston był zauroczony przy poprzednim filmie, także wypada dobrze jako opanowany, spokojny Rearden. Jednak aktorsko film kradnie pociągająca Dominique Sanda (pani Smith) oraz zawsze trzymający poziom James Mason (sir Wheeler), tworząc bardzo wyraziste postacie.

czlowiek mackintosha3

Niby jest to próba mariażu dwóch gatunków, tylko że Huston ma spore problemy ze sklejeniem tego w jedną całość. Heist movie przebiega dość szybko, zaś wątek szpiegowski kompletnie nie angażuje, co jest sporym problemem. Wstyd, panie Huston.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Szkarłatne godło odwagi

Powieść Stephena Crane’a z 1892 roku jest ważnym dziełem dla amerykańskiej kultury. Jej bohaterem jest młody chłopak, uczestniczący w wojnie secesyjnej po stronie Północy, gdzie ma wkrótce dojść do wielkiej bitwy. Pierwszej w jego życiu i chce pokazać, że nie jest cykorem. Problem w tym, że tchórzy i ucieka. Jednak budzi się w nim sumienie, wraca, zostaje ranny (tytułowe szkarłatne godło) oraz wraca na decydujące starcie. Powieść ta przyniosła autorowi rozgłos, kasę oraz uznanie, a w końcu musiała zostać zekranizowana. I w 1951 roku zadania tego podjął się uznany oraz znany John Huston.

szkarlatne godlo odwagi1

Sam reżyser uważał, że to mógł być jego najlepszy film w karierze. Problem jednak w tym, że producenci z MGM mocno wtrącali się w pracę reżysera, przez co film trwa nieco ponad godzinę. Twórca później próbował wykupić film i przemontować zgodnie ze swoją wizją, ale nic z tego nie wyszło. Poza tym w 1965 roku spłonął magazyn MGM i wszystko poszło z dymem. Czy oznacza to, że „Szkarłatne godło odwagi” to absolutny niewypał?

szkarlatne godlo odwagi2

Nie do końca, ale nie można też mówić w pełni o udanym dziele. Bohaterem jest Henry Fleming, ale nie jest jedynym żołnierzem. Choć jesteśmy na samym froncie, to scen batalistycznych jest niewiele, za to reżyser skupia się na odczuciach naszych żołnierzy. Zarówno tych głośno deklarujących swoją gotowość do walki, jak i takich bardziej wyciszonych. Wszyscy chcą udowodnić swoją wartość, ale każdego z nich dosięga strach oraz lęk. Słowa padają tu częściej niż kule Granica między heroizmem a tchórzostwem jest bardzo cienka i przekroczyć ją jest bardzo łatwo. Nie trzeba zbyt wiele, tak samo jak szansy na rehabilitację. Wcześniej trzeba jednak przełamać wstyd i usłyszeć od doświadczonego wojaka o podobnej sytuacji.

szkarlatne godlo odwagi3

Huston dobrze postąpił stawiając na mniej znane twarze, co pomaga w budowaniu wiarygodnego portretu zmęczonych żołnierzy, jak i dopiero zaczynających nabierać swoje doświadczenie podczas walk. Może na początku wypowiadane dialogi wydają się troszkę pachnące dydaktyzmem (do tego wplecione fragmenty powieści), zaś pewne powtarzane frazy mogą drażnić, ale i tak wiele można z tego wynieść.

Ostatecznie wychodzi bardzo przyzwoity dramat pokazujący konflikt między poczuciem obowiązku a swoimi lękami, pytając o granicę odwagi. I czy można się zrehabilitować po czynie niegodnym żołnierza. Aż chciałoby się zobaczyć te wycięte sceny oraz rozmach godny kina wojennego.

6,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307