Mądrość krwi

Czy znacie Hazela Motesa? To młody chłopak z Południa, który wrócił z wojny. Nie wiadomo, co się tam stało, ale mężczyzna stracił wiarę we wszystko, zaś jego rodzinna farma jest kompletnie pusta. Biedny, samotny i zagubiony wyrusza do miasta, gdzie postanawia dokonać jednej rzeczy. Czyli zbudować swój Kościół Chrystusa bez Chrystusa.

madrosc krwi1

John Huston wcześniej dotykał kwestii wiary czy religii, jednak w 1979 roku zaskoczył wszystkich. Adaptując powieść Flannery O’Connor pokazuje równie nieprzyjemny świat jak w „Zachłannym mieście”. Świat ludzi biednych, zagubionych i poszukujących autorytetów, wiary. Czegokolwiek, co dałoby sens ich życiu. Tylko jak się odnaleźć w świecie, gdzie niemal sami fałszywi prorocy walczą o dusze naiwniaków (przy okazji zarabiając forsę). Gdzie wszystko jest iluzją, kłamstwem, oszustwem. Gdzie każdy karmi się fałszywą wiarą niczym hipokryci. Wiara staje się łatwym sposobem na zarobek, więc czy jest miejsce na szczerość? Reżyser nie daje tutaj łatwej odpowiedzi na to pytanie, zaś każdy bohater wydaje się niczym nie różnić od siebie. Akcji czy fabuły jako takiej tu nie ma, co może wielu odstraszyć. Niemniej reżyserowi udaje się zbudować bardzo unikatowy klimat prowincji oraz coraz bardziej opuszczonego miasta. Jesteśmy albo na ulicy, wynajmowanych domach czy przed kluczowymi budynkami. Nie mniej pytania o tym, do czego wiara może doprowadzić potrafią zmrozić krew, co pokazują pozornie oderwane od całości retrospekcje. I jeszcze ten finał, którego nie da się wymazać.

madrosc krwi2

Reżyser jednak nie ocenia, nie krytykuje, nie osądza. Jakby posiadanie wolnej woli było jedynym kryterium. A wolna wola jest fundamentem każdej życiowej postawy. Robię coś, bo mogę. Pozbawiam się wzroku, bo mogę. Nie wierzę w Chrystusa, bo mogę. Nic mi nie jest narzucone, więc mogę robić co chcę. Do tego jeszcze mamy w tle takie bluesowe czy bluegrassowe dźwięki z Południa, pomagające zbudować klimat.

madrosc krwi3

Najbardziej mnie tutaj zaskoczyło aktorstwo w wykonaniu troszkę mniej znanych twarzy. Wyjątkiem jest tutaj sam reżyser jako dziadek (tylko w retrospekcjach) oraz świetny Harry Dean Stanton w roli „ślepego” proroka. Na mniej jednak największe wrażenie zrobił Brad Dourif w roli Hazela. Zagubiony, bardzo groźny, silnie dążący do głoszenia swojej prawdy. Jednocześnie posiada takie wręcz demoniczne spojrzenie, które przerazi każdego. Aktorowi udaje się znakomicie pokazać sprzeczności oraz wewnętrzne konflikty swojego bohatera. Podobnie rozbrajająca jest Amy Wright, czyli córka „ślepego”: niby wygląda niewinnie, ale jest w niej coś uwodzicielskiego, wyrachowanego i… delikatnego.

To jeden z dziwniejszych filmów Hustona, przez co pozostaje bardzo intrygujący. Nie popada w banał czy kicz, chociaż bardzo ciężko polubić postacie. Szorstkie, brudne, a jednocześnie z dość pokręconym humorem, bez pójścia na łatwiznę.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s