Teściowie

Ile to już na ekranie było wesel z Polski? Aż za dużo i ile można jeszcze nowego opowiedzieć w tym temacie, gdzie w tle przewijał się Polaków portret własny. Od czasu Smarzowskiego w 2004 żadne polskie wesele nie zrobiło na mnie wrażenia. Aż tu wchodzi debiutant Jakub Michalczuk i zaprasza na kolejną imprezę z gośćmi, których widzi się raz od wielkiego dzwonu. Różnica jednak jest taka, że na tym weselu… nie ma państwa młodych. Co z tego, bo wszystko jest opłacone, goście przyszli, nie przerwiemy tej imprezy.

tesciowie2

Wszystko widzimy z perspektywy przyszłych teściów, których dzieli wszystko – pozycja społeczna, stan majątkowy, pochodzenie, wykształcenie. Ale niejako protagonistami (że się tak wyrażę) są nowobogaccy, co sponsorowali całą imprezę: Andrzej i Małgorzata (fantastyczny duet Marcin Dorociński/Maja Ostaszewska). Na początku dowiadujemy się, że ich syn porzucił pannę młodą przed ołtarzem i ma wyłączony telefon, zaś panna młoda jest w swoim domu zapłakana. Dlaczego do tego doszło? Ustalić ciężko, a żeby było jeszcze ciężej na wesele przyjeżdżają rodzice panny młodej (równie mocny duet Iza Kuna/Adam Woronowicz). Też są skonfundowani, choć Wanda sprawia wrażenie podminowanej, twardej zołzy. Zaczyna się szukanie winnego, a potem zaczyna się słowna wojenka.

tesciowie3

Sama koncepcja bardzo przypominała mi „Rzeź” Romana Polańskiego, gdzie też dorośli chcieli wyjaśnić sytuację związaną z ich dziećmi. I także jest oparta na sztuce teatralnej, co widać choćby w tym, że dialogi są prowadzone głównie przez maksymalnie czterech bohaterów. Czyli naszych teściów, gdzie emocje biorą górę nad opanowaniem i wyłażą kompleksy, frustracje, zawiść oraz cała ta reszta. Niby nic nowego, jednak sporo jest ironii oraz bardzo złośliwego humoru. I te zderzenie dwóch mentalności (kapitalistyczne mieszczuchy vs wieśniacy, co niczego nie odpuszczą) wywołuje iskry, a kolejne tajemnice pokazują, że każda strona jest bardziej lub mniej podła. Każdy ma swoje za uszy, co prędzej czy później obróci się przeciw nim.

tesciowie1

By jednak zdynamizować całą akcję przenosimy się dość często na sale weselną, gdzie impreza idzie na całego albo do innych pomieszczeń. Pod tym względem najbardziej wybija się otwierający film mastershot, trwający ponad 15 minut przenosząc się z miejsca na miejsce w najbardziej płynny sposób, jaki możecie sobie wyobrazić. Jest to obłędne, a sam film zagęszcza atmosferę z minuty na minutę. Aż ciężko jest złapać chwilę na odsapnięcie, co może być problemem. Wszystko jednak rekompensuje iście wybuchowy, choć lekko absurdalny finał oraz wręcz brawurowe aktorstwo. Tutaj wybija się duet Dorociński/Ostaszewska – on wydaje się podchodzi do sprawy z głową i spokojem, choć tak naprawdę ledwo trzyma nerwy na wodzy, ona jest wręcz nadwrażliwa oraz porywcza. To połączenie jest wręcz wybuchowe, a po drugiej stronie bardzo zawzięta, wręcz dumna Kuna i troszkę naiwny, choć sympatyczny Woronowicz. Ten ostatni balansuje na granicy przerysowania oraz groteski, ale nigdy jej nie przekracza. Mocarna kombinacja, dająca wiele świeżości w ogranym schemacie.

Więc „Teściowie” mnie bardzo zaskoczyli, serwując sprawną mieszankę komedii i tragedii bez pokazywania patologii w stylu Smarzowskiego czy Wyspiańskiego. Michalczuk debiutuje w dobrym stylu, a czy kolejne jego filmy będą równie interesujące? Czas pokaże, ale na tym weselu będziecie się bawić lepiej niż się spodziewacie. Chyba, że już jesteście strasznie zmęczeni kolejną imprezą rodzinną.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s