Bar dobrych ludzi

Filmy oparte na wspomnieniach to jedno z takich zadań nie należących do łatwych. Wszystko zależy od samego materiału, ale też od podejścia reżysera – czy trafi z emocjami, czy może za bardzo złagodzi całą opowieść. Jak ze wspomnieniami J.R. Moehringera poradził sobie znany reżyser George Clooney?

Akcja toczy się na przedmieściach Nowego Jorku lat 70. i 80., kiedy młody J.R. razem z matką trafiają do domu dziadków. Zawsze tam trafiają, gdy jej cokolwiek nie wychodzi – z facetem, pracą itd. Ojciec chłopaka pracuje jako radiowy DJ, lecz rodziną przestał się interesować. W samym domu jest od groma kuzynów, kanalizacja nie działa, zaś chłopak w zasadzie nie ma planu na przyszłość. O braku kogoś, kto mógłby być substytutem ojca nawet nie wspominam. Ale od czego jest wujek Charlie – właściciel miejscowego baru Dickens. Mężczyzna próbuje stać się dla chłopaka mentorem i dokonuje jeszcze jednej rzeczy. Mianowicie zaraża go miłością do literatury, co mocno naznaczy jego dalszą drogę.

Brzmi jak potencjalnie interesujący coming-of-age o chłopaku szukającym swojego miejsca na ziemi. Niby widzieliśmy takich historii tysiące, więc trudno oczekiwać jakiegoś zaskoczenia. Ale chciałoby się więcej z tej historii wycisnąć. Bo ile tu jest motywów do złapania: nagła choroba matki, budowana relacja J.R. z wujkiem, próby znalezienia ojca, odkrycie swojej tożsamości, pierwsza (nieudana) miłość, próba znalezienia pracy, kumple ze studiów. Jeszcze jest sam bar i jego bywalcy z barwnymi życiorysami, których chciałoby się lepiej poznać. Aż się prosi o soczystą opowieść, gdzie „barowe” mądrości o życiu w USA zostałyby skonfrontowane z rzeczywistością.

Niestety, to wszystko sprawia wrażenie historii z ledwo liźniętymi wątkami i nie angażuje tak jak mógłby. Brakuje tu kompletnie emocji, choć jest parę zabawnych momentów oraz dialogów. W tle jeszcze gra muzyka z lat 70., co pomaga w budowaniu klimatu. Ale to wszystko za mało, by w pełni zaangażować. Wyjątkiem są tak naprawdę wszystkie sceny z grającym wujka Benem Affleckiem. Aktor fantastycznie tworzy postać żyjącego według własnych zasad i trzymający się swoich mądrości. Równie przekonujący jest sam J.R., będący także narratorem (głos z offu to Ron Livingston), grany przez Daniela Ranieriego oraz Tye’a Sheridana. Parę minut ma też Lily Rabe (matka) oraz – zawsze mile widziany przeze mnie – Christopher Lloyd (dziadek).

Coś mam ostatnio pecha do filmów, bo „Bar dobrych ludzi” jest produkcją niedogotowaną. Z jednej strony bardzo sympatyczną, przy której miło się spędza czas. Z drugiej zaś czuć, że najciekawsze rzeczy są głębiej zakopane, bez szansy na coś głębszego, mocniejszego, interesującego. Innymi słowy, zmarnowany potencjał.

6/10

Radosław Ostrowski

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s