Ennio

To już dwa lata odkąd wśród nas nie ma Ennio Morricone. Dla kinomanów oraz fanów muzyki filmowej był to synonim tego, co w niej najlepsze, najoryginalniejsze oraz angażujące emocjonalnie. Autor muzyki do ponad 500 (!!!) filmów, znany z nieprawdopodobnej energii, pracowitości oraz skromności. Czy można wybrać lepszego bohatera do filmu dokumentalnego? Tak uznał reżyser Giuseppe Tornatore, który współpracował z kompozytorem przy swoich wszystkich filmach. Spodziewacie się laurki oraz wazeliny na cześć mistrza? Ja też się tego obawiałem, ale reżyser jest chyba zbyt inteligentny, by karmić tylko banalnymi tekstami, że „Morricone wielkim kompozytorem jest i basta”.

ennio2

Jeśli chodzi o samą formułę, „Ennio” jest zrobionym po bożemu dokumentem ze sprawdzonymi chwytami: masą archiwaliów, gadającymi głowami oraz przede wszystkim samego Morricone. Jak to możliwe? Udało się reżyserowi przeprowadzić rozmowę z mistrzem i… jest tu czego słuchać. To sam Ennio jest w centrum wydarzeń oraz jego opowieść stanowi kręgosłup dokumentu. Od razu jednak mówię, że twórcy nie skupiają się na prywatnym życiu kompozytora (chyba że sam o tym wspomni), lecz działalności artystycznej. Od czasu, gdy ojciec niejako zdecydował o jego przyszłości (zamiast lekarzem, został trębaczem) przez naukę w konserwatorium i tworzenie najpierw aranżacji do piosenek dla wytwórni RCA po pisanie do filmów.

ennio1

Poza samym zainteresowanym wypowiadają się zarówno współpracujący z Morricone muzycy (m.in. Alessandro Alessandroni), ale też inni kompozytorzy (Hans Zimmer, Mychael Danna), reżyserzy (Quentin Tarantino, Bernardo Bertolucci, Dario Argento czy sam Tornatore), muzycy popularni (Bruce Springsteen, Pat Metheny) czy koledzy z branży. Początkowo może się wydawać, że zbyt wielu jest tutaj twórców z Włoch, jednak dla mnie nie był to żaden problem. Film płynnie przechodzi do kolejnych etapów kariery maestro, nie tylko skupiając się na muzyce filmowej, lecz na aranżacjach do piosenek w latach 60. (jak wspomina jeden z wokalistów: „Wcześniej piosenki nie miały aranżacji, tylko akompaniament”), działalności w awangardowej grupie improwizacyjnej Nouva Constnza aż po muzykę symfoniczną. W każdym z tych aspektów Morricone zawsze starał się dodawać coś nowego, sięgając po nieoczywiste dźwięki i szukając inspiracji w najmniej oczekiwanych miejscach (uderzenia bębnów podczas manifestacji przed domem kompozytora czy dźwięk towarzyszący przenoszeniu drabiny).

ennio3

Wszystko to miało jednak miejsce w czasach (lata 60.), gdy klasycznie wykształceni muzycy – jak mentor Morricone, Giuseppe Petrassi – uważali pisanie muzyki filmowej czy aranżowanie piosenek za pewien rodzaj prostytuowania się. Że jest to poniżej godności, a sam zainteresowany dopiero z czasem zaczął doceniać ten aspekt swojej twórczości. Nie brakuje też momentów, gdzie Ennio opowiada o stosowanych technikach (tworzenie kontrapunktów i mieszanie ze sobą dwóch tematów) oraz momentach spięć z reżyserami. Morricone niejako narzuca swój sposób myślenia i niejako to on jest jedyną osobą decydującą nad brzmieniem muzyki. Bez kopiowania samego siebie czy aranżowaniu już napisanych utworów z innych filmów. Jednak samo znalezienie muzyki i stylu, który będzie pasował idealnie do sceny jest karkołomnym zadaniem, wymagającym przede wszystkim intuicji.

ennio4

Ale najbardziej w „Ennio” zapadają w pamięć nie tylko sama opowieść Ennio, lecz fantastycznie zmontowane chwile symbiozy muzyki z kadrami filmów zmieszane z fragmentami koncertów Morricone. To pokazuje jej wielką siłę oddziaływania, chwytliwość oraz jak potrafi sięgnąć głębiej emocjonalnie. Dzięki temu też ten seans (film trwa dwie i pół godziny) mija jak z bicza strzelił.

Sam „Ennio” jest jednocześnie spotkaniem z przyjacielem oraz koncertem z niezapomnianymi melodiami, której popularność dawno przekroczyła salę kinową. Dla kino- i melomanów jest to propozycja nie do odrzucenia, która jest hołdem dla twórczości Morricone, bez tworzenia marmurowego pomnika.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s