Był taki czas, kiedy studio DreamWorks było trzecim (po Disneyu i Pixarze) liczącym się studiem filmów animowanych w XXI wieku. Choć nadal zdarzają się absolutnie fantastyczne produkcje jak dwie części „Pana Wilka i spółki” czy „Dziki robot”, to jednak bardziej czują oddech konkurencji. Ze szczególnym wskazaniem na Sony Pictures Animation oraz (w mniejszym stopniu) Illumination. Teraz studio wraca ze swoim filmem, czyli „Zapomnianą wyspą”.

Opowieść przenosi nas do Filipin lat 90., gdzie poznajemy dwie uczennice. Jo mieszka razem z babcią, która miała kiedyś trafić do niezwykłej wyspy Nakali, znajdującej się w innym wymiarze, co pobudza wyobraźnię dziewczyny. Raissa to drugi biegun, czyli diablo inteligentna nerdka, twardo stąpająca po ziemi. I jakimś cudem zaprzyjaźniają się, co zaczęło się podczas czekania przed biurem dyrektora. Wspólnie zaczęły spędzać czas: od oglądania filmów przez śpiewanie karaoke i balowanie. Każde ważne wspomnienie jest symbolizowane wisiorkiem dodawanym do bransoletki, a ich celem jest dotarcie do Nakali. To – ku zaskoczeniu pań – następuje już w wieku młodo-dorosłym, kiedy Raissa ma wyjechać na studia do USA, zaś Jo pracuje w sieci handlowej. Na miejscu jednak dziewuchy kompletnie nic nie pamiętają, zaś klucz otwierający portal gdzieś się zawieruszył.

Reżyserski duet Joel Crawford/Januel Mercado (odpowiedzialni choćby za ostatniego „Kota w butach”) mocno czerpie z kultury filipińskiej przy tworzeniu świata, nawet jeśli pojawiają się znajome postacie jak wilkopies Raww, syren Mermahn czy demoniczna wampirzyca Manang. Ale są też choćby takie cudaczności jak przechowująca wspomnienia Batiwa, gnomowate Duwende oraz – dosłownie – połączony pępowiną demon-niemowlak Bungi. A sama historia to mieszanka „Kac Vegas” zmieszana z elementami przygody/fantasy. Powoli odkrywana zagadka okraszona jest masą humoru sklejonych z akcją, zaś wszystkie wejścia wampirzycy niemal skręcają w kierunku horroru. Sama animacja korzysta z podobnych tricków, co „Kot w butach” czy – kompletnie przełomowy – „Spider-Man: Uniwersum”. Od spowolnienia klatkażu podczas scen bieganych przez wyłupiaste oczy z przerażenia aż po bardzo efektywne slow-motion. Postacie też wyglądają bardzo szczegółowo, zaś efekty specjalne (portal pozwalający wejść czy usuwane wspomnienia) olśniewają.

Jednak najważniejsza tutaj jest kwestia przyjaźni między dwójką kontrastowych bohaterek. Bardzo żywiołowa, energiczna, niepasująca do świata Jo oraz bardziej przyziemna, niemal podchodząca w naukowy sposób Raissa – pozornie tak odległe od siebie jak tylko się da. A jednak obie się uzupełniają, nawet jeśli sporadycznie ocierają się o irytację. A także o sile wspomnień, które kształtują każdego z nas. Pomaga w tym też bardzo solidny polski dubbing, gdzie głosy udzielali głównie mniej znani aktorzy.

Czy „Zapomniana wyspa” to najlepsza animacja tego roku? Absolutnie nie. I nawet nie jest to najlepsza produkcja studia DreamWorks w ostatnich latach. Niemniej pozostaje przyjemną rozrywką dla młodego widza z niegłupim morałem. Tej wyspy lepiej nie zapomnieć.
7,5/10
Radosław Ostrowski
