Primetime

Czy potrzebujemy kolejnych filmów o telewizji? Dzisiaj mało kto ogląda to duże pudełko (chyba że filmy i seriale z platform streamingowych czy podpiętych komputerów/konsol, by grać), zaś wiele krytycznych portretów mediów powstało na tyle dużo, że temat wydaje się maksymalnie wyeksploatowany. Ale czy aby na pewno? Na to próbuje odpowiedzieć nowe dzieło ze studia A24, czyli „Primetime”.

Historia skupia się wokół Chrisa Hansena (Robert Pattinson), dziennikarza stacji NBC. Razem z producentką Andie Bender (Merritt Wever) tworzy program „To Catch a Predator”, gdzie zastawia pułapkę na pedofilów. W czym pomaga mu komputerowiec Xavier von Erich (Matthew Maher) oraz pełniąca rolę przynęty Del (piosenkarka Phoebe Bridgers). Stacja chce umieścić program podczas prime time’u (czyli podczas najwyższej oglądalności), by konkurować z serialem „Zagubieni”. Jednak aby to zrobić trzeba znaleźć prawdziwego „wieloryba”, czyli oprawcę z wyższych sfer. W tym samym czasie do programu dołącza aspirujący młody aktor Dan Plum (Skyler Gisondo), który zostaje nowym „wabikiem”.

Za kamerą stanął uznany dokumentalista Lance Oppenheim, dla którego jest to debiut fabularny. Film próbuje być trochę biografią, trochę thrillerem, trochę dramatem, ale nie sprawdza się w żadnym z tych. Twórcy bardziej skupiają się na pokazaniu realizacji tego programu, zaś wizualnie mocno przypomina telewizję z początku lat 2000. (ziarno na ekranie, mocne kolory, sceny z kilku kamer). Jak przygotowywane są podwaliny pod potencjalnych zboczeńców – choć czy naprawdę nimi byli to sprawa dyskusyjna – oraz współpracy z policją. Żeby było jasne: pedofile nie są tutaj pokazywani jako ofiary, ale wobec nich stosowana jest prowokacja. A z każdym kolejnym celem jest coraz większa presja, by zdobyć większą oglądalność.

I tutaj zaczynają się schody, bo reżyser sugeruje pewne potencjalne motywy. Jak media w imię sprawiedliwości oraz walki ze złem eksploatują je, jak obsesja Hansena odbija się na jego życiu prywatnym (zaniedbanie żony i dzieci), jak praca w tym programie może wywołać traumę (pierwsze wejście Pluma jako „wabika”, gdzie zwyrol pokazuje swojego wacka) czy to jak taka program staje się stygmatem. Ale Oppenheim tylko podrzuca pojedyncze scenki i ledwo sygnalizuje te wątki, bardziej skupiając się na samym program oraz (w trzecim akcie) polowaniu, które kończy się tragedią. Nawet wątek producentki, która zaczyna być coraz bardziej ignorowana i spychana przez Hansena zostaje w zasadzie szybko rozwiązany. Aczkolwiek ten finał daje pewną satysfakcję, tylko troszkę za późno.

Wszystko działa tylko dzięki aktorstwu, ze szczególnym wskazaniem na dwóch facetów. Absolutnie fantastyczny jest Robert Pattinson (jak on to robi?) w roli Hansena. Aspirujący dziennikarz, przekonany o słuszności swoich działań, ale jednocześnie to manipulator i narcyz (momenty, gdy powtarza fragmenty czatów przed wejściem). Jego życie prywatne jest bałaganem – zaniedbywanie synów i żony, a także ma kochankę – zaś obsesja na punkcie oglądalności doprowadza do katastrofy. Jednak największą niespodzianką był Skylar Golindo w roli młodego aktora Pluma. Naiwny oraz aspirujący chłopak, który ma „grać” 13-latka posiada sporą dawkę uroku (scena przesłuchania), jednak coraz bardziej ta praca zaczyna się na nim naznaczać. Aktor nie odstaje poziomem od Pattinsona czy równie świetnej Merritt Wever, co jest pozytywną niespodzianką.

Tym bardziej szkoda, że „Primetime” jest zmarnowanym potencjałem na film w stylu „Wolnego strzelca”. Oppenheimer zbyt dużo czasu skupia na odtworzeniu atmosfery lat 2000. oraz procesie realizacji programu niż na tym, jakie konsekwencje miał program „To Catch a Predator” na wszystkich ludziach – od widzów po realizatorów.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj