Ile to już lat minęło, kiedy widzieliśmy Waldka znanego jako Waldi Pierwszy Mocarny? Nie spodziewałem się, że dostaniemy aż trzy części. A wszystko zaczęło się od powieści Agnieszki Dąbrowskiej, która została zaadaptowana przez Kristoffera Rusa w 2019 roku. A jak teraz radzi sobie (nie do końca) Mocarny Waldek?
No niezbyt dobrze. Pojawiła się młodsza siostra, co czyni dom niemal otchłanią z piekła dla niego, jego mamy oraz obecnego partnera Piotra, zaś tworzona przez niego drużyna (współtworzona przez Staszka i Delfinę) zaczyna się rozpadać. Zważywszy na to, że ostatnio trio nie jest w najwyższej formie e-sportowej, zaś Staszek więcej czasu spędza z grupą taneczną, a Delfina po porażce postanawia odejść. Pada o jedno słowo za dużo, a wtedy Waldek ze złości pisze hejterski komentarz w Internecie. A to uruchamia całą spiralę, którą ciężko będzie zatrzymać.

Połączenie kina familijnego z poważną kwestią hejtu brzmi jak karkołomny miks. Niczym jazda jedną nogą na deskorolce, a drugą na rowerze. Brzmi niedorzecznie? I niestety, ten film taki właśnie jest. Próbuje jednocześnie bardzo poważnie podejść do kwestii hejterstwa – jak potrafi namącić w głowie, jeśli nie ma się wsparcia nikogo bliskiego (świetna scena, kiedy dziewczyna w kapturze przechodzi przez rynek i „słyszy” szydercze śmiechy, które się nie wydarzają) oraz jak bardzo pełni kompleksów są autorzy tych komentarzy. Innymi słowy, mocno są tylko w gębie. Ale z drugiej całość jeszcze bardziej próbuje uczyć (co w sobie nie jest niczym złym) i robi to w dość nachalny sposób. Młodszemu widzowi może się to spodobać, ale dla mnie to aż za bardzo było wprost. Plus jeszcze kilka pobocznych wątków, które nie do końca są rozwinięte: domowe życie Delfiny, Piotr wracający na studia oraz prywatne śledztwo w celu namierzenia hejtera.

Z drugiej strony nie brakuje tu obecnego od początku humoru (każde wejście ciotki Marioli, która prowadzi auto niczym doświadczony kaskader lub członek „Szybkich i wściekłych”, drobny epizodzik Borysa Szyca czy przerażająco-groteskowej Doroty Pomykały), całkiem nieźle balansującego ton. Plus jak zawsze niezawodna obsada, z której najbardziej wybija się Amelia Fijałkowska (Delfina). Ale między naszą trójką (poza wspomnianą dziewczyną jeszcze jest Maciej Karaś i Patryk Siemek) nie ma aż tak mocnej chemii, co może wynikać ze zbyt małego czasu ekranowego razem.

Nie będę ukrywał, że trzecia część „Za dużego na bajki” wypada najsłabiej z całej serii. Gdzieś brakuje tego balansu między lekkością a mądrością, całość jest zbyt dydaktyczna oraz miejscami dialogi nie brzmią za dobrze. Porządnie wykonana, ale pozbawiona pewnego błysku część z finałem, który dla mnie dobrze zamyka tą historię. Kolejnego sequela raczej się nie spodziewam.
6/10 (ale takie na szynach)
Radosław Ostrowski





































