Dobry dinozaur

Poznajcie Alro – to mały dinozaur (w porównaniu do reszty rodziny), który jest strasznie strachliwy w porównaniu z resztą rodzeństwa. Próbuje jak może pomóc swojej rodzinie, dbającej o swoje pole, jedzenie i siebie. Dinuś próbuje zrobić wszystko, by przełamać swój strach, dlatego dostaje zadanie wytropienia szkodnika kradnącego ich jedzenie. Okazuje się nim być mały człowiek, któremu udaje się uciec z pułapki. Arlo razem z ojcem ruszają w pogoń, ale młodzik skręca nogę, a podczas burzy ojciec ginie od przypływu wody. W końcu nasz dinuś zostaje sam, razem z Bąblem i musi wrócić do domu.

dobry_dinozaur1

Pixar w tym samym roku wydał dwa filmy, z czego „W głowie się nie mieści” podbiło kina i jednocześnie starało się wejść w umysł młodego człowieka. Dlatego niejako w jego cieniu wszedł do kin „Dobry dinozaur” – skromne, niemal klasyczne kino inicjacyjne opowiadające o wchodzeniu w dorosłość i radzeniu sobie z demonami. Arlo będzie musiał zmierzyć się ze swoim strachem oraz ciężkim brzemieniem jakim była śmierć ojca (na jego oczach) oraz duża wrogość wobec Bąbla, którego obwinia za tragedię. Problem z tą historią jest dla mnie w tym, ze jest to kompletnie przewidywalne i prowadzone po sznurku. Ta opowieść po prostu jest skierowana dla najmłodszego odbiorcy, zaczynającego swoją przygodę z kinem. Morał bardzo ładnie i prosto jest opowiedziany, a przygoda dinozaura oraz „wytresowanego” przez niego dzieciaka.

dobry_dinozaur2

Widać, ze to Pixar, bo animacja wygląda zachwycająco. Nie mogłem pozbyć się wrażenia jak pięknie wyglądała przyroda. Zupełnie jakby to było fotografowane, filmowane przez dokumentalistów, a nie animatorów – woda jest tak naturalna, a chmury wręcz olśniewająco. Trudno oderwać od tego oczy i brakuje do szczęścia tylko znaczka National Geographic. Same stworzenia już nie robią tak wielkiego wrażenia – mało szczegółów, uproszczony wygląd, prosta kreska. Nawet w przypadku tyranozaurów pilnujących swojego stada czy paskudnych pterodaktyli nie robią dużego wrażenia. Całość okraszona jest przypominającą western muzyką, która dziwnie pasuje do całości.

dobry_dinozaur3

Polski dubbing do animacji przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu. I potwierdza się tutaj dobre rzemiosło oraz odpowiedni dobór głosów. Tylko problem w tym, że – tak jak cały film – skierowany jest do zdecydowanie młodego (nawet bardzo) widza. Nie mniej trudno nie zapomnieć zwłaszcza postaci drugoplanowych jak paskudny pterodaktyl Gromowładek (Jerzy Kryszak), wystraszonego nosorożca Wawrzyńca (Artur Andrus) czy przywódcy stada bydła, Buźki (Marian Dziędziel). Także wcielający się w Arlo Olaf Marchwicki radzi sobie bardzo przyzwoicie, przekonująco oddając jego zagubienie, bezradność, strach i wolę walki.

dobry_dinozaur4

Największym problemem „Dobrego dinozaura” jest taki, że to po prostu nie jest filmem skierowanym dla mnie. Młodzi widzowie powinni bawić się przednio, ale dla dorosłych nie proponuje tak naprawdę niczego. Niby jest dobrze, ale za stary już jestem na takie mało oryginalne kino.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Marnie. Przyjaciółka ze snów

Anna jest młodą, ale bardzo skrytą dziewczyną z astmą, która ma problemy z akceptacją siebie oraz otoczenia. Ma swoje humory, potrafi bez powodu się wkurzyć i trudno jest nawiązać relacje z kimkolwiek. Jej opiekunowie (rodzice nie żyją) decydują się zaprowadzić dziewczynę do wujostwa na wieś, by się polepszyło. Pewnego dnia trafia na opuszczone domostwo, które ja intryguje i zaczyna je rysować. Wieczorem trafia na młodą, blondwłosą dziewczynkę o imieniu Marnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że mieszka w opuszczonym domku. Anna zaczyna się z nią przyjaźnić, ale zaczyna mieć wątpliwości, czy nowo poznana koleżanka istnieje naprawdę.

marnie_11

Rzadko zdarza mi się odwiedzać kino azjatyckie, jednak animację to skośnoocy potrafią zrobić. W końcu to owiane legendą studio Ghibli, z którym nie miałem zbyt wiele do czynienia. I pierwsza, co rzuca się w oczy to piękna, ręcznie rysowana animacja z zachwycającymi krajobrazami. Dom na mokradłach, których woda podnosi się i opada wygląda prześlicznie, twórcy skupiają uwagę na pełnej szczegółach scenografii, wprowadzając na w pociągający i tajemniczy świat. Do tego bardzo delikatna, liryczna muzyka, wpadająca mocno w ucho, tworząca niezwykły klimat całości.

marnie_13

A cała historia skupia się wokół tajemniczej Marnie – twórcy długo wodzą za nos, co do jej tożsamości. Jej obecność w życiu zahukanej i strachliwej Anny działa bardzo pozytywnie. Dziewczyna bardzo stopniowo zaczyna się zmieniać, dostrzegać inaczej świat i mierzyć się z własnymi demonami. Kluczowa wydaje się wspólna wyprawa do podniszczonego silosu podczas burzy – wtedy robi się naprawdę mroczniej i to Anna (ta wyciszona) staje się wsparciem dla wystraszonej Marnie. Stopniowo odkrywamy kolejne elementy układanki, tworząc bardzo spójną, logiczną oraz poruszającą historię z wieloma ślicznymi fragmentami (wspólny taniec dziewczynek, retrospekcje z życia Anny), które dają wiele do myślenia, a także pokazują zagubienie oraz lęk bohaterki przed otworzeniem się.

marnie_14

Przyznam się wam do czegoś: po raz pierwszy odkąd pamiętam, rozkleiłem się w trakcie oglądania filmu, co nie zdarzyło mi się nigdy. Końcówka to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który doprowadzi do łez nawet największego twardziela i poznajemy prawdziwą historię Marnie. To bardzo mocne emocjonalnie, choć bardzo klasycznie zrealizowane kino.

marnie_12

Tym większa szkoda, że ta nominowana do Oscara produkcja nie trafiła do kin, tylko od razu na DVD. I chyba skuszę się, by posmakować japońszczyzny, bo jest bardzo dobra. Takie filmy powinno się pokazywać dzieciom, a następnie porozmawiać z nimi o pewnych sprawach. To już wiecie, co macie robić, prawda?

8/10

Radosław Ostrowski

Mały Książę

Kto z nas nie czytał choćby raz „Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupery’ego? Historia chłopca z asteroidy B-612 poruszała (i moim skromnym zdaniem) ciągle będzie poruszać kolejne pokolenia. Także filmowcy mierzyli się z tym tematem, a ostatnia wersja (francuska) poszła o krok dalej i dodali do tego coś w rodzaju tła.

may_ksi2

Sama historia Małego Księcia jest tylko fragmentem większej całości, gdyż główną bohaterką jest dziewczynka. Mieszka z matką-pracoholiczką, a jej plan na życie został precyzyjnie zaplanowany, co do minuty. Celem jest dostanie się do prestiżowej uczelni, zajmującej się matematyką. A obok niej w nowym mieszkaniu jej sąsiadem jest pewien bardzo starszy pan. Jak się okazuje jest Pilotem – tym pilotem. Tylko, że w tej zapracowanej wersji naszego świata nikt historii Małego Księcia nie zna. Dziewczynka, mimo początkowych oporów, zaczyna przyjaźnić się z mężczyzną i poznaje historię Małego Księcia.

may_ksi1

Pilotujący całość Mark Osborne (twórca pierwszej „Kung Fu Pandy”) miesza konwencję oraz style animacji. Historia współczesna opowiedziana jest zgodnie z obowiązującymi dzisiejszymi trendami kina animowanego, czyli bardzo wyrazista kreska, trójwymiarowe otoczenie, jak Pixar z DreamWorks przykazał. Sama wizja świata naszej bohaterki przypomina współczesną galop, gdzie tak naprawdę trzeba jak najszybciej dorosnąć. Co to znaczy? Być konkretnym, stojącym mocno na ziemi i pozbawionym wyobraźni automatem. Mocno przypomina o tym (też dodana przez twórców) wizyta w korpoplanecie, która przypomina świat z „Brazil” Terry’ego Gilliama – zapieprzające niczym mrówki ludzie, niczym w zegarku, a dzieci po prostu nie istnieją (mają przyspieszony kurs dojrzewania – bardzo mroczny i nieprzyjemny). To bardzo przygnębiająca wizja świata, który bezwzględnie zmierza w tym kierunku.

may_ksi5

Ale historia Małego Księcia (z ciekawie dopisanym zakończeniem – to sami zobaczcie) jest zrealizowana w klasyczny sposób. Animacja wygląda na ręczną, nie ma zbyt wiele detalów, a niektóre postacie jak Lis wyglądają niczym zrobione z wycinanki. I to wygląda po prostu pięknie, bardziej niż współczesne trendy (czyżby film o sile wyobraźni, gdyż ona czyni nas dziećmi, miała sugerować jaka forma animacji jest odpowiednia? A może tylko ja sobie to dopowiadam). Problem w tym, że ten współczesny wątek jest troszkę na siłę dopowiedziany, przez co większą siłę rażenia będzie miał dla młodego odbiorcy. Nadal ogląda się to nieźle, a kilka scen (ucieczka z korpoplanety) potrafią wziąć za serducho.

may_ksi3

Także polski dubbing zasługuje na pochwałę, co jest zasługą świetnego doboru głosów. Tutaj najbardziej wybija się Włodzimierz Press (lekko postrzelony, ale sympatyczny Pilot) oraz Aleksandra Kowalicka (czarująca, zafascynowana, ale nie przyjmująca bezkrytycznie opowieści Dziewczynka), miedzy którymi zaczyna rozwijać się silna więź. Twórcy postanowili zaangażować też bardziej rozpoznawalnych aktorów jak Andrzej Seweryn (Król), Piotr Adamczyk (Próżny), Adam Ferency (Księgowy) czy Robert Więckiewicz (Wąż), którzy w pełni wykorzystują dany im krótki czas ekranowy, tworząc wyraziste postacie.

may_ksi4

Mimo pewnej łopatologii w wątku współczesnym, „Mały Książę” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był zrobiony z sercem, a twórcy chcieli ugryźć go z zupełnie innej strony, za co doceniam wysiłek. Kawał ładnego kina dziecięcego.

7/10

Radosław Ostrowski

Ostatni smok świata

Po przyglądaniu się animacjom zza Wielkiej Wody, tym razem pora na produkcję z Europy. Ukraińska animacja opowiada o małym chłopaku Nika, syn krawca, co wiele lat temu wybił ostatniego smoka. Chłopak nie chce się uczyć fachu, tylko marzy o byciu bohaterem. I będzie miał okazję się wykazać gdyż smok opętał ciało pewnej kobiety, zamierzając swój powrót. Chłopak wplątuje się w walkę, przez gadającego nietoperza Edka, próbującego zostać wielkim czarnoksiężnikiem.

ostatni_wladca_swiata1

Sama historia nie jest może sama w sobie oryginalna, ale przez pewien czas potrafi wciągnąć. Wygląda to całkiem nieźle, co jest zasługą wtopienia do całości elementów kultury słowiańskiej (stroje, wygląd chat, fryzury). Problem jednak w tym, że twórcy pokazują wzorce absolutnie nie do naśladowania. Nasi bohaterowie są zwyczajnie, bezczelni, nieodpowiedzialni i nie wywiązujący się z danego słowa. Zwłaszcza Edek wydaje się bardzo śliskim, nieufnym partnerem, jakiego nie życzyłbym sobie nikomu. Czyżby to miał być przewrotny morał – rób jak chcesz i pewnością siebie podbijesz świat, osiągając swój cel? Wątpliwe moralnie, w dodatku opowiedziane w tak nudny sposób, gdyż z góry wiadomo jak się skończy cała historia. Bohaterowie trafiają do innego świata, trafiają na dziewczynę znającą ten rejon (Rebeka zwana Peszkiem), zaczyna rodzić się przyjaźń (bardziej to przypomina syndrom sztokholmski), po drodze jakieś żarty (niskich lotów).

ostatni_wladca_swiata2

Sytuację próbuje ratować polski dubbing i do aktorów nie mam zastrzeżeń. Udało się zatrudnić takich weteranów jak Piotr Fronczewski, Jarosław Domin, Miłogost Reczek, Adam Baumann i Anna Sroka. Jednak materiał był tak kiepski, że wszelkie próby i starania nie są w stanie wnieść całości na wyższy poziom. Daje się tego słuchać, ale całość jest strasznie wymęczona, nudna i obrzydliwa. Takie filmy, choć nie kopiujące na siłę zachodnich wzorców, wywołują poczucie żenady i wstydu. Absolutnie nie warto.

ostatni_wladca_swiata3

3/10

Radosław Ostrowski

Fistaszki – wersja kinowa

„Fistaszki” to jedna z najpopularniejszych serii komiksowych w historii tego gatunku, zrealizowana przez Charlesa M. Schulza. Bohaterami serii były bardzo wcześnie dojrzałe dzieci, trafnie i celnie komentujące zastaną rzeczywistość, ale najważniejszy był on – Charlie Brown. Chłopiec w żółtym sweterku z czarnymi paskami był klasycznym, szkolnym looserem. Czegokolwiek próbował się podjąć, zawsze kończyło się to porażką. Nieważne czy chodziło o puszczanie latawców, grę w baseball czy kopnięcie piłki futballowej. Charlie opiekujący się psem Snoopym wchodzi w trudny okres i nie dlatego, że chce się wybić, ale zakochał się w nowej koleżance – rudowłosej dziewczynie. Tylko jak zwrócić swoją uwagę? Tymczasem Snoopy znajduje maszynę i zaczyna pisać powieść, w której jest pilotem myśliwca walczącym z Czerwonym Baronem.

fistaszki1

Jak widać z opisu, historia nie jest skomplikowania i jest pretekstem do pokazania gagów, pokazujących determinację naszego chłopca, by zdobyć uwagę Rudej. I trudno nie powstrzymać się od śmiechu, gdy wszelkie próby Charliego kończą się porażką. Ale dlaczego tak się dzieje? Czyżby los był tak podły i złośliwy, że jakakolwiek próba musi skończyć się porażką? Bo zawsze latawiec zahaczy o drzewo, próba tańca na balu kończy się włączeniem zraszacza (mimo, że nasz bohater przeszedł trening), a literackie próby Snoopy’ego są traktowane szyderczo. Niemniej twórcy nie drwią i nie szydzą ze swoich bohaterów, tylko pokazują nieporadność Charliego z życzliwością, a bohater ma wsparcie kilku osób (w tym kujona Linusa). Do tego naprawdę pokręcona wyobraźnia pieska (jego historia to popis animatorów, szalonej wyobraźni i dobrych gagów) i otrzymujemy rozczulającą, czułą komedię.

fistaszki2

Widać, ze twórcy lubią pierwowzór Schulza, więc sama animacja mocno trzyma się pierwowzoru i oddana jest z szacunkiem oraz sercem. Postacie (choć trójwymiarowe) wyglądają niemal żywcem wzięte z komiksu, mimo bardzo niewielu detali w sylwetkach oraz twarzy. To jednak jest najmocniejszy atut filmu, a dowcipne gagi (Snoopy przebijający się do obozu czy taniec Charliego Browna) wywołują uśmiech na twarzy. A polski dubbing wypada całkiem przyzwoicie, choć dzieciaki u nas jakoś na ekranie niespecjalnie sobie radziły.

fistaszki3

Produkcja pozornie skierowana do najmłodszego grona odbiorców jest ciepłym, serdecznym, sympatycznym filmem. Starsi mogą poczuć nutkę nostalgii wobec ferajny: Linusa, Lucy, Patty, Schroedera i nie będzie w tym nic złego, bo przypomną sobie początki znajomości z Charlie Brownem.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Ratchet i Clank

Zdarzały się już wcześniej próby przenoszenia na duży ekran bohaterów gier komputerowych, ale o żadnej z nich nie można powiedzieć wiele ciepłych słów. Teraz postanowiono dokonać transferu Ratcheta i Clanka – bohaterów serii gier na konsolę. Jednak filmowa ekranizacja jest prequelem przeznaczonym głównie dla osób nieznających tej marki.

ratchet1

Pierwszy z nich jest lombaxem mieszkającym w małym wygwizdowie, gdzie pracuje jak mechanik. Mierzy jednak znacznie wyżej, gdyż chciałby być kosmicznym strażnikiem (nie mylić ze Strażnikami Galaktyki). Drugi jest niskim robotem, który miał dołączyć do armii paskudnego Draxa, który zaczął niszczyć planety i wybierać pojedyncze fragmenty. Ale podczas budowy coś poszło nie tak (znaczy piorun strzelił w fabrykę produkującą) i zamiast niszczyć oraz siać zamęt, staje po stronie dobra. Duet zaczyna się powoli zgrywać i dzięki obronie miasta bohaterów. Wystarczy teraz tylko pokonać Draxa i wszystko będzie dobrze.

ratchet2

Innymi słowy jest to klasyczne kino przygodowe w otoczce SF. Znamy takich opowieści setki, więc nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek zaskoczeniu. Sama kreska przypomina tą z gier, tylko zrobioną dzięki obecnej technologii. Czyli jest całkiem nieźle, kreska wygląda miło, chociaż troszkę koślawo. Tak jednak miało być, twórcom udaje się podrzucić kilka żartów (to akurat zasługa tłumaczenia), a całość jest bardzo lightową i lekką zabawą. Można było troszkę podkręcić gazu, ale to skierowana dla młodego odbiorcy oraz dorosłych zachowujących w sobie dziecko. Efekciarskie, bajeranckie i mocno przewidywalna opowieść o odpowiedzialności i stworzeniu w pełni zgranego kolektywu.

ratchet3

Z kolei polska wersja językowa jest dość nierówna. Tłumaczenie pełne jest żartów i drobnych aluzji do naszego podwórka (afera podsłuchowa), a obecność lektora (Tomasz Knapik) w przeskokach z miejsca na miejsce ma wiele uroku. Co do głosów postaci, to zostało tylko kilkoro aktorów powtarzających swoje role z gier. Mowa tu o dobrym Jerzym Kryszaku (robot Clank), świetnym Mirosławie Wieprzewskim (demoniczny naukowiec, dr Nefarius) oraz wspierających nasz duet Karolinie Kalinie (twardej Elaris) i Annie Sroce (jajogłowa Cora). Zmiany dotknęły Ratcheta oraz szefa strażników, kapitana Quarka. O ile w drugim przypadku, czyli nierozgarniętym i posiadającym wielkie ego kapitanie zmiana ta wyszła na plus (kapitalny Łukasz Nowicki godnie zastąpił Roberta Tonderę), o tyle nasz antagonista w wykonaniu Macieja Musiała jest zaledwie poprawny. Nie mogłem pozbyć się wrażenie bycia na siłę cool oraz wyluzowania. Zdecydowanie warto też pochwalić Waldemara Barwińskiego jako głównego antagonisty.

ratchet4

O ogólnym rozrachunku wychodzi z tego całkiem niezła zabawa, chociaż mało odkrywcza i zaskakująca. Gdyby nie bohaterowie oraz zderzenie ich charakterów, byłoby bardziej nudno niż zwykle. A tak jest fajna i niezobowiązująca rozrywka, głównie dla młodego kinomana.

6/10

Radosław Ostrowski

Kung Fu Panda 3

Wydaje się, że Po już osiągnął najwyższy stopień wtajemniczenia jaki może mieć mistrz kung fu. Ale dostaje kolejne trudne zadanie – Po ma zostać mentorem oraz nauczycielem przyszłych adeptów kung fu. Początki są dość trudne, ale sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdyż z Krainy Duchów uciekł niebezpieczny wojownik Kai, marzący o przejęciu chi (duchowej energii) wszystkich mistrzów sztuk walki. By go powstrzymać, Po musi wrócić do korzeni, w czym ma pomóc jego… biologiczny ojciec, panda Li.

kung_fu_panda_31

Kontynuacja z liczbą trzy zazwyczaj jest przejawem dużego zmęczenia materiału oraz tymi samymi odgrzewanymi pomysłami. Schemat w zasadzie pozostaje niezmieniony – Po musi znowu wnieść się na wyższy stopień wtajemniczenia, po drodze osiągając kolejny stopień równowagi. Znowu pojawia się przeszłość Po i wszystkiego jest więcej. Więcej akcji, więcej pand (w końcu cała wioska – ale nadal są rozczulająco słodkie) oraz ciągle balansowanie między mrokiem a luzem. Nawet jeśli pewne gagi wydają się powtarzalne i związane z nieporadnością Po, to i tak ogląda się całkiem nieźle. Dla mnie najciekawsze sceny dotyczyły pobytu w wiosce pand, gdzie nasz Po poznaje dawne zwyczaje pand. Jest sporo śmiechu, a sam pandowaty wojownik znajduje w sobie potencjał na mentora. I musi dojść do finałowej konfrontacji, dziejącej się w Krainie Duchów – ręcznie rysowanej, prześlicznie wyglądającej, niczym z klasycznej animacji.

kung_fu_panda_32

Strona wizualna konsekwentnie kroczy ścieżką wyznaczoną przez poprzednie części, gdzie jest pełen odniesień do chińskiej mitologii. Stąd cała architektura (Jadeitowy Pałac, proste chatki), jak i zwierzęta pełniące role mistrzów wschodnich sztuk walki. Może i to wszystko jest przewidywalne, a przesłanie czytelne, ale jakimś cudem DreamWorks potrafi kolejny raz oczarować swoją plastycznością. I ciągle to kupuje.

kung_fu_panda_33

Także aktorom dubbingującym, nadal udaje się zachować świeżość i energię. Ciągle podoba mi się Marcin Hycnar w roli Po – czyli misia, który znowu staje przed trudnym zadaniem. Zawsze jednak jest w stanie wyjść cało z każdej opresji. Kolejny raz wybija się czarny charakter, czyli mocarny Kai (mocny Andrzej Blumenfeld z przerażającym głosem) z niezaspokojoną żądzą władzy i kontroli, a z nowych postaci trzeba wyróżnić Li (Szymon Kuśmider) – misiu z ciężarem, próbujący za wszelką cenę utrzymać dawno niewidzianego syna.

kung_fu_panda_34

Trzecia część „Kung Fu Pandy” nadal intryguje i daje sporo frajdy, głównie dla młodego odbiorcy. Dzieje się wiele, ale ciągle ważne są postacie, szukającego swojego miejsca oraz pieczętując przyjaźń między bohaterami. Dla mnie historia Po w tym miejscu dochodzi do końca. Mam nadzieję, że nie będzie ciągu dalszego.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Asterix i Obelix: Osiedle bogów

Dawno, dawno temu była sobie mała galijska wioska, która stawiała dzielny opór rzymskiemu najeźdźcy. To było w czasach, gdy Rzymem rządził Juliusz Cezar. Genialny wódz próbował wielu sztuczek, ale wszystko kończyło się klęską. I kiedy wydawałoby się, że sprawa jest już stracona, Cezar wpadł na genialny pomysł – zbudować przy wiosce Galów osiedle dla Rzymian, by za pomocą cywilizacyjnego podstępu „zromanizować” Galów i zniszczyć wioskę.

asterix_i_obelix_1

Ile ja razy oglądałem te stare animacje o Asterixie i Obelixie? Mnóstwo i za każdym razem czułem tą niesamowitą frajdę. Potem powstały filmy o galijskim duecie z Gerardem Depardieu w roli Obelixa, a teraz Galowie wrócili do animacji. Czy Galowie się zmienili? Absolutnie nie, Asterix z Obelixem nadal się przekomarzają i lubią spuszczać łomot Rzymianom, w wiosce nadal się kłócą o świeżość ryb, a druid Panoramix ciągle dzieli się swoją mądrością oraz radami. I tak jak zawsze, Galowie muszą pokonać Rzymian, by na końcu zjeść wielką ucztę. Czyli jakby główne clou całej imprezy pozostało bez zmian. Ale jest jeden drobny myk, czyli interakcję między rzymskimi turystami (w zasadzie nowymi mieszkańcami) a Galami. Powoli zaczyna się budzić w Galach chęć zarobku oraz powolne wykorzenianie. Dochodzi nawet do przyjaźni między Galami a rzymską familią Miniminusa, co jest dodatkowym smaczkiem.

asterix_i_obelix_2

Twórcy pozwalają sobie na żarty oraz aluzje do popkultury (jak to zawsze w tej serii było), ale i tak esencją pozostaje finałowa naparzanka między Galami i Rzymianami (kolejny żelazny gwóźdź repertuaru). Przy okazji panowie szydzą z praw związkowych (strajki legionistów i robotników), obnażają brudną politykę, a walki gladiatorów przypominają zawody wrestlerów. I ta sprawdzona formuła ze zmieszanymi nowymi składnikami nadal smakuje (a może to nostalgia za mną przemawia).

asterix_i_obelix_3

Sama animacja i kreska jest typowo europejska, a jednocześnie wierna komiksowemu pierwowzorowi. Postacie są trójwymiarowe, ale mają swój szorstki urok (Galowie). Przyjemnie się to ogląda i okraszone jest bardzo podniosłą, wręcz epicką muzyką. No i dubbing nie zawodzi, choć łatwo nie było. Bo nie byłem w stanie zapomnieć genialnych interpretacji głównych bohaterów (Asterixa i Obelixa) zarówno w wykonaniu duetu Ryszard Nawrocki/Jan Prochyra, jak i Mieczysław Morański/Wiktor Zborowski. Tym razem w sprytnego Asterixa oraz silnego Obelixa wcielili się Wojciech Mecwaldowski i Arkadiusz Jakubik. Powiem krótko – panowie dali radę. Mocno zaskoczył ten drugi mówiąc bardzo niskim głosem (niższym niż zazwyczaj), ale charakter postaci zachowano. Klasę potwierdzili też Piotr Fronczewski (Julek Cezar) i Miłogost Reczek (wódz Asparanoiks).

asterix_i_obelix_4

Muszę przyznać, że Asterix z Obelixem wrócili do dobrej formy (a czy byli kiedyś w słabszej?) i mimo lat dość zaawansowanego wieku, zachowują młodość i świeżość. A już pojawiły się plany kontynuacji, więc czekam z niecierpliwością. Bo będzie dobrze, prawda?

7/10

Radosław Ostrowski

Klopsiki kontratakują

Na pewno pamiętacie Flinta Lockwooda (nie mylić z Clintem Eastwoodem) – ekscentrycznego naukowca, który zbudował maszynę zmieniającą wodę w jedzenie. 8 minut po wydarzeniach z poprzedniej części (szybko streszczonej w prologu) pojawia się nagle jego idol z dzieciństwa – wynalazca oraz szef korporacji Live Corp., Chester V. mężczyzna proponuje Flintowi pracę w swojej firmie, w zamian uporządkowując Morskie Zdroje ze zmutowanego jedzenia. Ale Chester tak naprawdę ma własny plan. Okazuje się, że wynalazek Flinta działa i mózgowiec chce wykorzystać młodzieńca do znalezienia cacka. Ten zabiera przyjaciół (bo oni nie chcą się odczepić) i wyrusza na stare śmieci.

klopsiki_21

Czyli innymi słowy „Klopsiki kontratakują” to nie klasyczny sequel według zasady: więcej, mocniej, bardziej. Całość bardziej przypomina coś w stylu kina przygodowego, w którym trafiamy do kompletnie zmienionego miejsca, opanowanego przez genetyczną mieszankę jedzenia i zwierząt. I wyobraźnia jest jeszcze bardziej dzika niż w oryginale: pianki zmieszane z myszą, zmutowane poziomki, pająki-chesseburgery czy tacozaury, nie mówiąc o ogórkach. Dzieje się tu dużo – może intryga nie jest specjalnie skomplikowana i toczy się przewidywalnym torem, ale i tak ogląda się z przyjemnością. Twórcy stawiają tutaj na interakcję miedzy starymi znajomymi i korpoświatem – gdzie jak powszechnie wiadomo, zysk jest najważniejszy. I rozgrywa się ciągle konflikt w naszym bohaterze – kariera i uznanie mentora czy przyjaźń? Oto jest pytanie, a odpowiedź podana jest w bardzo nienachalny sposób.

klopsiki_22

Oczywiście, nie brakuje kompletnie szalonych pomysłów jak nauka łowienia dla… ogórków, odzyskiwanie sprzętu do stworzenia lokalizatora, w czym pomagają bardzo elastyczne gacie czy obowiązkowa finałowa konfrontacja w dużej maszynerii (rozegrana z fantazją niczym w grze komputerowej), przez co nie można odczuć chwili znużenia. Polubiłem tą ferajną i może chciałbym zobaczyć ich jeszcze raz, chociaż może lepiej nie. Jest bardziej słodko (wizualnie) niż poprzednik, jednak nie jest to mocna wada.

klopsiki_23

Animacja śliczna, muzyka pachnąca troszkę starymi grami komputerowymi zmieszana z orkiestrą, sporo humoru (bardziej slapstickowego, ale sprytnie ogranego – maszyna do robienia imprez). No i polski dubbing, gdzie wracają stare głosy. Nadal klasę potwierdza Jacek Bończyk jako pogubiony i ekscentryczny Flint i Monika Pikuła jako Sam, tym razem próbująca być wsparciem oraz sumieniem dla naszego naukowca. Wraca też ojciec (Piotr Bąk), twardy gliniarz Earl (Robert Tondera) i chłodny emocjonalnie operator Manny (Przemysław Nikiel). Z nowych postaci ważne są dwie, czyli korporacyjny szef Chester (bardzo dobry Tomasz Borkowski) oraz humanoidalna małpa Barb (Anna Sztejner), będąca jego prawą ręką. Ale i ona zostanie zmuszona do poważnego wyboru.

klopsiki_24

„Klopsiki” są w pełni udaną kontynuacją, pokazującą jeszcze bardziej pokręcony świat niż poprzednik. Może i łatwo domyślić się całej intrygi, niemniej realizacja imponuje, a przesłanie pokazane jest z głową i bez wbijania do łba. No i znowu w napisach końcowych popisali się twórcy.

7/10

Radosław Ostrowski

Gdzie jest Dory

Pamiętacie Dory? Taka niebieska rybka, co ciągle zapominała wszystkiego. Ale pomogła Marlinowi odnaleźć jego syna Nemo. Jednak ciągle dręczy się tym, że nie pamięta swoich rodziców i nie wie, co się z nimi stało. Powoli zaczynają dochodzić pewne przebłyski wspomnień i zaczyna razem z Marlinem oraz Nemo wyruszyć na poszukiwania do Kalifornii.

dory1

Brzmi znajomo? Jeśli myślicie o „Gdzie jest Nemo II”, to jest to skojarzenie jak najbardziej słuszne. Bo samo zawiązanie intrygi mocno przypomina poprzednika, gdzie musimy przenieść się z miejsca na miejsce, przeżywając szalone przygody, wspierani przez inne zwierzęta. Tylko, że tym razem zamiast akwarium jest taki ośrodek medyczny dla zwierząt morskich połączony z oceanarium, gdzie można zwierzątek dotykać. Całość jest zaskakująco bardziej poważna i mroczna, ale wszystko i tak jest rozładowywane humorem. Dowcip oparty na „zapominaniu” Dory jest tutaj niejako główną atrakcją, przez co powtarzany kilka(naście) razy powoli przestaje robić wrażenie. Na szczęście, jest kilka pomysłowych scen (przebitki z przeszłości, Krystyna Czubówna czy upadek Dory widziany z jej oczu), troszkę barwnych postaci (waleń Nadzieja, cwana ośmiornica Hank oraz bojący się użyć echolokacji wieloryb Bailey), jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia powtórki z rozrywki. Wszystko to widziałem w innej konfiguracji („ucieczka” przed rękoma dzieci czy finałowa gonitwa ciężarówką) i brakowało elementu zaskoczenia.

dory2

Jednak muszę wam się do czegoś przyznać: ruszyła mnie ta historia i było mi Dory zwyczajnie żal, a scena jak odzyskuje szczątki pamięci (wspomnienia z okresu bardzo młodego) potrafią zwyczajnie wzruszyć. A scena spotkania z familią chwyciła mnie za serce, więc chyba seans nie był stracony. Nie muszę mówić, że to pięknie wygląda, bo w końcu to Pixar, a oni czarują swoją wyobraźnią. Morze wygląda ślicznie (zwłaszcza głębiny) i muzyka odpowiednio buduje napięcie.

dory3

A o polskim dubbingu nie trzeba mówić, że jest dobry, bo jest. Tym razem Dory (Joanna Trzepiecińska) skupia na siebie światła reflektorów i trudno przejść wobec niej obojętnie. Jednych wkurzy, innych poruszy, a u innych zrobi jedno i drugie (tak było ze mną). Drugą wyrazistą postacią jest cyniczny Hank (Andrzej Grabowski), zamierzający wykorzystać rybkę do realizacji własnego planu. Ale i on powoli się zmienia, a więź między nim a Dory staje się silna. Cała reszta postaci (duet lwów morskich czy Nadzieja z Baileyem) to tylko siła rozbawiająca lub delikatne tło dla historii.

dory4

Czy był sens kręcenia „Gdzie jest Dory?”. I tak, i nie. Nie, bo czuć zmęczenie materiałem oraz to, że to pewien skok na kasę. Jednak twórcy potrafią zagrać na odpowiednich strunach, co nie wywołało znużenia. I dlatego troszkę podwyższam ocenę.

7/10

Radosław Ostrowski