3,2,1… Frankie w sieci

Frankie to przeciętny facet, który mieszka w camperze otoczony pustynią Doliny Śmierci. Wszystko z powodu brata Bruce’a, który od dziecka kręcił filmiki z bratem, robiąc mu głupie kawały. Ostatni filmik ze ślubu Frankiego doprowadził do wyprowadzki. Ale kiedy Bruce wraca z odwyku, braciszek zostaje zmuszony do powrotu. I wtedy wpada na niego (dosłownie) Lassie na swoim rowerze. Dochodzi do zbliżenia (nie do końca udanego), ale… braciszek wszystko sfilmował. I wszelkie kłopoty zaczną się na nowo.

frankie1

Ta komedia (chyba) to kolejna z opowieści o rodzinie, z którą lepiej wychodzi się na zdjęciu, bo wprowadza w różne tarapaty. I parę razy wychodzi to zabawnie, zwłaszcza wszelkie próby usunięcia filmu z sieci. Jednak tempo jest dość spokojne (co jak na komedię może wydawać się słabe), a poziom humoru jest dość różnorodny i co najwyżej średni. Nie jest to tak kloaczne, ale uśmiejemy się co najwyżej parę razy. Jednak najciekawiej się robi, gdy pojawia się Ron Pelrman w nietypowej roli… kobiety po zmianie płci. Szok i niedowierzanie, a kilka sytuacji jest mocno dziwacznych (włamanie do domu, gdzie bohater zostaje zatrzymany przez… niewidomego), ale jest to co najwyżej średnie love story. I nie pomaga tutaj ani postrzelony Chris O’Dowd (niespełniony reżyser Bruce), ani przyzwoicie radzący sobie Charlie Hunnam jako Frankie.

frankie2

Obejrzeć w zasadzie można, jeśli nie mamy niczego lepszego pod ręką. W innym przypadku, omijajcie szeroką drogą.

5/10

Radosław Ostrowski

Bardzo poszukiwany człowiek

Hamburg – kiedyś to było przyjazne miasto, ale kiedy tutaj zaplanowano ataki 11 września, wywiad z całego świata zachodniego zaczął baczniej obserwować to miasto. Dziesięć lat później do miasta przybywa tajemniczy Czeczen Issa Karpov. Poszukuje on bankiera Tommy’ego Blue, w którego banku zdeponowano pieniądze należące do zmarłego ojca Issy. Na co pójdą te pieniądze? Próbuje to ustalić szef niemieckiej komórki antyterrorystycznej, Gunther Bachmann.

poszukiwany1

Jeśli na ekran przenoszona jest powieść Johna le Carre, to nie należy się spodziewać dynamicznej akcji, popisów kaskaderów i pirotechników czy szybkich pościgów. Twórca stawia raczej na psychologiczną grę, wnikliwą obserwację. Adaptacji tym razem podjął się Anton Corbijn i nakręcił film w bardzo swoim stylu – formalnie chłodny, pełen stonowanej zieleni i czerni, w wielu miejscach wręcz bardzo sterylnej. Sama intryga jest tak skomplikowana, że wszystko wydaje się pewnego rodzaju grą – międzywywiadowczą, gdzie nie zawsze można każdemu ufać, zwłaszcza Amerykanom, dążącym do siłowego rozwiązania, a w zależności od okoliczności zmieniają się reguły. Ale mimo dość spokojnego tempa, udaje się skupić uwagę i wciągnąć aż do przewrotnego i bardzo gorzkiego finału. A w tle ciągle padają pytania o to, jak walczyć z terroryzmem i etycznymi działaniami wywiadu, trochę przypominając mi serial „Homeland”.

poszukiwany2

Klimat budowany jest też w trafnym miejscu – Hamburg to miast pełne sprzeczności. Od wysokich wieżowców i eleganckich banków po czynszówki zamieszkiwane przez biedotę i imigrantów po techno-dyskoteki, gdzie zagrożenie może pochodzić z każdej strony. Tutaj nie ma jednoznacznych i prostych podziałów na dobrych, złych, co znacznie utrudnia poszukiwania prawdziwych zbrodniarzy.

poszukiwany3

Sama historia prowadzona dość spokojnie przez Corbijna nie miałaby takiej mocy, gdyby nie znakomity Philip Seymour Hoffmann w roli tropiącego Bachmanna. To doświadczony wyga, choć wygląda niepozornie – misiowaty blondyn z nieodłącznym papierosem w dłoni oraz bardzo wyraźnym akcentem. Mimo to przykuwa uwagę na ekranie, choć działa bardzo spokojnie i cierpliwie, niczym wędkarz. Cała reszta obsady, mimo solidności i pewnej ręki, pozostaje w tyle za nieżyjącym już Amerykaninem. Nie zawodzi ani Willem Dafoe (bankier Tommy Blue) jak i Robin Wright (Martha Sullivan z CIA, mocno naciskająca na szybkie zakończenie sprawy). Tytułowy bohater grany przez Grigorija Dobrygina radzi sobie naprawdę przyzwoicie w roli człowieka próbującego zacząć nowe życie, odcinając się od przeszłości swojego ojca. Natomiast rozczarowała Rachel McAdams jako prawniczka Annabel Richter, będąc kompletnie nieprzekonującą w roli idealistki, wywołując jedynie irytację. Na szczęście to jedyny słaby punkt tego dobrego filmu.

Corbijn jest bardzo stonowany i sterylny jak zawsze, ale trzyma w napięciu i skupia uwagę do samego końca, mimo dość ospałego tempa. Innymi słowy, jest to rozrywka dla koneserów, szukających czegoś dla swoich szarych komórek.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Kongres

Robin Wright jest aktorką w średnim wieku, która swoje najlepsze lata ma już dawno za sobą. Nikt już nie chce ją zatrudniać ze względu na nerwy oraz charakter panikary. W końcu dostaje bardzo nietypową propozycję, skomputeryzowania swojej twarzy ze wszystkimi swoimi emocjami. Dwadzieścia lat po tym wydarzeniu przybywa na kongres futurystyczny do animowanego miasteczka Abrahama, gdzie dochodzi do ataku terrorystycznego.

kongres1

Stanisław Lem nigdy nie należał do „filmowych” pisarzy, gdyż jego książki stanowiły dla filmowców materiał tak bogaty, ze trudno byłoby wybrać istotne elementy. Tym razem z „Kongresem futurologicznym” postanowił się zmierzyć izraelski reżyser Ari Folman. I stworzył mieszankę „żywego” filmu z animacją, nie do końca trzymając się literackiego pierwowzoru. Niby futurystyczny, ale bardzo dzisiejszy i opowiadający o świecie tak złudnym, że aż prawdziwym. Zaczyna się od świata, gdzie aktor jest zastąpiony przez awatara, imitującego jego ruchy, emocje, a prawdziwi aktorzy mają zakaz pojawiania się publicznie. Inaczej nie przetrwasz, ale to dopiero początek: wszelka chemizacja, gdzie możesz być każdym po zażyciu pigułki (nawet jedząc jogurt) – wszelki konsumpcjonizm i ekshibicjonizm w zamian za „wolny wybór”.

kongres2

Po 40 minutach żywych aktorów zastępuje animacja i to bardzo surrealistyczna, a wszelkie wizję wyglądają jak po zażyciu używek. A zaczynało się jak satyra na Hollywood, gdzie rządzi kult młodości, kończąc na krytyce konsumpcjonizmu i egoizmu, co bywa mocno powiedziane wprost. Moralizatorstwo zabija trochę ten film, a rzeczywistość wolna od halucynogenów wygląda znacznie gorzej. Jak wszyscy wiemy, prawda jest brzydka i Folman dosłownie to pokazuje. Kolejne dziwne halucynacje po drodze (zamach na korporację, atak halucynogenicznym gazem, odmrożenie) wywołują rozgardiasz, ale końcówka jest tak mocna, że trudno przejść obojętnie.

kongres3

Najmocniejszym punktem jest tutaj znakomita Robin Wright w roli samej siebie, podstarzałą gwiazdę „sprzedającą się” za święty spokój i możliwość spędzenia większego czasu z dziećmi. Jej naturalizm jest wielkim atutem, a wszelkie emocje (zagubienie, smutek, bezradność) wygrywa całkowicie. Wydaje się jedynym głosem sumienia ludzkiego w tym szalonym świecie. Poza nią są jeszcze niezawodny Harvey Keitel (agent Al – scena opowiadania o początkach w fachu – naprawdę mocna), wszechwładny Danny Houston (producent Jack) oraz mocny Kodi Smith-McPhee (syn Aaron).

„Kongres” to dziwna mieszanka, która jest miejscami zbyt moralizatorska, poważna i nie do końca udana. Jednak potrafi zaintrygować, zmusić do refleksji i zastanowić się nad sobą samym. Mimo wszystko – całkiem interesująca propozycja.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Babadook

Amelia mieszka sama z 7-letnim synem Samuelem. Jej mąż, a ojciec Samuela zginął w wypadku w drodze do szpitala. Chłopiec jednak zaczyna wariować na punkcie potworów i duchów. Obsesja nasila się po przeczytaniu książki o Babadooku, który prześladuje w nocy. Od tej pory chłopak staje się naprawdę nieznośny. Niewinne szaleństwo dziecka czy naprawdę pojawił się Babadook?

babadook1

To w Australii robi się horrory? Debiut niejakiej Jennifer Kent (częściowo sfinansowany przez Kickstartera) pokazuje, że tak. Pozornie jest to opowieść jakich tysiące – jest mroczno, strach jest budowany klasycznie (czyli jeszcze ciemniejsze pomieszczenia, zwidy, latający ludzie, porywani ludzie, noże w ręku, niewidoczny Babadook – tak niewidoczny, ze nie wiadomo czy w ogóle istnieje). Niby nie ma niespodzianek, stawia się tu bardziej na nastrój i klimat (taki jaki w horrorze być powinien), zabawę dziwnymi dźwiękami (pukanie do drzwi, a za drzwiami nikt czy rzucanie fakami, by odstraszyć potwora), ale tak naprawdę ostatnie 20 minut wywołuje prawdziwą grozę i przerażenie, reszta filmu to stopniowe obserwowanie tego, co się dzieje z dwójką bohaterów. A dzieją się naprawdę fajne rzeczy. Więcej wam nie powiem, to musicie zobaczyć, bo w krainie grozy (biednej i mniej strasznej ostatnio, chyba że jesteście fanami makabrycznych mordowni pokroju „Piły”) coraz mniej ciekawych rzeczy się dzieje, a „Babadook” jest świeżynką w krainie wtórności.

babadook2

Tak naprawdę ten film wygrywa dwójka aktorów, znakomitych zresztą: Essie Davis i Noah Wiseman. Ona, niepogodzona ze stratą męża kobieta, która nie do końca radzi sobie z wychowaniem dziecka. On, dziwaczny, wierzący w potwory i bardzo agresywny wobec otoczenia. Tych dwoje walczy czasem ze sobą, ale i bardzo mocno stara się wspierać, ta relacja rozkręca całą opowieść. Reszta aktorów to tło dla tej dwójki.

Mamusie, pamiętajcie, że zawsze należy walczyć z duchami, nawet jeśli w nie nie wierzymy. I jeszcze jedno: jak się pokaże, to zagroźcie mu, że go kurwa zabijecie i da wam spokój. Poza tym zaskakująco ciekawy horror to jest.

7/10

Radosław Ostrowski

The Homesman

Dziki Zachód nie jest łatwym miejscem dla słabeuszy, zwłaszcza dla kobiet samotnych. Jedną z nich jest Mary Bee Cuddy, lat 31, kochająca muzykę i mieszkająca na farmie, szukając męża. Ale to właśnie ona podejmuje się bardzo trudnego zadania – dostarczenie do kościoła baptystów w Iowa trzech chorych psychicznie kobiet. Po drodze spotyka wisielca George’a Briggsa, który – za pieniądze i pod przysięgą – zgadza się pomóc kobiecie.

homesman1

Western wydaje się być gatunkiem tak skostniałym, że wymyślenie jakiejś nowej opowieści wydaje się misją niemożliwą. Ale Tommy Lee Jones postanowił zaryzykować i inspirując się powieścią Glendona Swarhurta, opowiada o kobietach. A są to czasy, gdy kobieta była podporządkowana mężczyźnie całkowicie, ale jednocześnie bardzo przekonująco przedstawia świat Dzikiego Zachodu. A nie jest to świat przyjazny, gdzie dominuje przemoc, panosza się Indianie, a ludzie są zapatrzeni w samych siebie oraz swoje własne potrzeby traktując innych jak przedmioty. Nawet właściciele hoteli nie są zbyt przyjaźni obcym, za co czeka ich piekielna kara. Połączenie tego świata z ludźmi obłąkanymi tworzy interesującą i świeżą mieszankę. Jest to tak naprawdę opowieść o odkupieniu, przemianie oraz normalności. Treściowo jest rewizjonistycznie, ale formalnie pozostaje klasykiem z pięknymi zdjęciami (zwłaszcza ujęcia krajobrazów są urzekające), powolnym tempem (które wciąga), realistycznym brudem i przemocą, dając też odrobinę refleksji oraz ironicznego humoru.

homesman2

Tommy Lee jednak nie przynudza, a w dodatku dobrał świetną obsadę. Sam obsadził się w roli Briggsa – tajemniczego, małomównego kowboja, znającego trudy ówczesnego świata. Nie boi się sięgać po podstęp (scena z Indianami), argumenty siły (porwanie przez kolejarza), ale jednocześnie sprawia wrażenie wypalonego faceta. Tak naprawdę główną role gra tutaj Hilary Swank – dawno przeze mnie nie widziana. Jej Mary Bee to kobieta z jednej strony twarda i niezależna, z drugiej bardzo krucha, wrażliwa i desperacko szukająca partnera, świadoma swojego już niemłodego wieku. Niestety, dla niej ta wyprawa będzie trudniejsza niż mogłaby się spodziewać. Ich relacja oraz jej dynamika nakręcają tą opowieść pozostawiając w tle pozostałych aktorów na czele z grającymi „wariatki” Grace Gummer, Mirandę Otto i Sonję Richter.

Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony tym naprawdę udanym westernem, choć nie ma tutaj dynamicznych strzelanin, pojedynków czy wielkiej rozpierduchy. Spokojne, ale bardzo klimatyczne i inteligentne kino. Brawo.

8/10

Radosław Ostrowski

Szkoła życia

Guy Thirlby jest 40-letnim mężczyzną, który wykorzystując lukę w przepisach, startuje w konkursie literowania dla dzieci. Mimo ostrego oburzenia, spowodowanego swoim zachowaniem, Guy’owi udaje się dojść daleko, ale motywy jego działania pozostają niejasne, nawet dla wspierającej go dziennikarce. Zaprzyjaźnia się z Hindusem Chaitainya.

bad_words1

Jason Bateman to jeden z dość charakterystycznych aktorów komediowych, popularnego w USA. Tym razem postanowił spróbował swoich sił jako reżyser, serwując przy okazji niepoprawne polityczne żarty, próbując grać na tych samych tonach, co „Zły Mikołaj”. Czyli mamy cynicznego losera, relację z dzieckiem, która ma poważny wpływ na niego oraz dość gorzką historię człowieka nie radzącego sobie z życiem. Humor mocno balansuje na granicy poprawności politycznej, bluzgi lecą w dość sporej ilości, a różnice między dzieckiem a dorosłym są dość niewielkie. Można ten film tez potraktować jako kpinę z konkursu, gdzie zawodnicy traktują siebie z szacunkiem, kulturą, bo nasz Guy nie boi się nieczystych zagrywek i manipulacji („wywołanie” okresu czy straszenie rozwodem), jednak pod sam koniec wytłumaczone są powody tej całej błazenady, a są one naprawdę poważne. Owszem, film jest dość mocno przewidywalny, a niektóre numery są na granicy smaku (homar w kiblu czy wyzywanie jednej z matek), ale całość wypada całkiem nieźle, a realizacja jest naprawdę przyzwoita.

bad_words2

Sam Bateman radzi sobie nieźle w roli zgorzkniałego cynika, a chemia między nim a Rohanem Chandem (Chaitainya) jest bardzo silna i to ona nakręca ten cały film. Młodzieniec to trochę zagubiony, nie mający przyjaciół chłopak, żyjący pod presją wygrywania znajduje w Guyu bratnią duszę, choć metody są dość kontrowersyjne (scena z prostytutką czy w sklepie). Reszta aktorów radzi sobie nieźle, choć najbardziej wybija się Allison Janney (antypatyczna dyrektorka Bernice Bergan) oraz Philip Baker Hall (dr Bowman, szef konkursu).

bad_words3

Przewidywalne, trochę pieprzne, ale naprawdę zabawne dzieło. Może nie ma takiego ognia jak „Zły Mikołaj”, ale kierunek jest dość podobny.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Instrukcji nie załączono

Valentin jest największym cykorem i lovelasem, jak to na Meksykanina przystało. Życie jest dla niego wieczną beztroską. Aż tu jednego dnia pojawia się jedna z jego dawnych dziewczyn i zostawia mu dziecko. Poszukując matki, razem z dziewczynką (znaczy się niemowlakiem) trafia do Los Angeles, gdzie dzięki zbiegowi okoliczności zostaje zatrudniony jako kaskader. I tak przez sześc lat, aż pojawia się mamusia, by zabrać córeczkę do siebie.

instrukcja1

Nakręcona głównie dla Latynosów tragikomedia zaczyna się dość średnimi żartami i wydaje się kolejną głupawą komedią. Jednak im dalej, tym jest to dramat z drobnymi akcentami humorystycznymi. Opowieść o człowieku mierzącym się z życiem i walczącym ze swoimi lękami. Może i sprawia wrażenie nieodpowiedzialnego (przynajmniej na początku), ale nadrabia to dziecięca wrażliwością oraz dbaniem o szczęście dziecka. Może się to wydawać trochę (melo)dramatyczne, ale całość ogląda się całkiem nieźle, bez przesadnych skrętów w telenowelową kiczowatość. Nie brakuje tutaj  śmiechu i nie wynika to tylko z nieznajomości języka angielskiego (praca kaskaderska, właściciel ciągle narzekający na niepłacenie czy „listy” od matki). Może i to wydaje się trochę wyciskaczem łez, ale seans jest zaskakująco przyjemny, a Eugenio Derbez (także grający główną rolę) trzyma rękę na pulsie i nie przesadza (może poza zakończeniem – ocierającym się o kicz).

instrukcja2

Jednak nie tylko gra Derbeza (naprawdę dobra) broni ten tytuł, ale także partnerująca mu Lorata Peralta jako córeczka Maggie. Jest przeurocza i niepozbawiona odrobiny sprytu, co wykorzystuje podczas negocjacji  stawki tatusia. I ta chemia między nimi jest mocno odczuwalna. Reszta obsady robi za tło (najbardziej wybija się Daniel Raymond jako ekscentryczny producent Frank) i jest po prostu solidna.

instrukcja3

„Instrukcja” może i jest czasem banalna i mówi o dość oczywistych prawdach, ale potrafi wzruszyć i poruszyć. Pogodne i subtelne kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Pojmani

Matthew jest przeciętnym facetem, któremu nie układa się z żoną. Podczas powrotu z treningu łyżwiarskiego zatrzymują się na chwile, by coś zjeść. Jego córka zostaje porwana przez pedofila, a policja prowadzi dość żmudne śledztwo. I po ośmiu latach pojawia się zdjęcie dziewczyny o wyglądzie zaginionej, którą pedofil wykorzystuje do werbowania kolejnych ofiar.

pojmani1

Atom Egoyan ostatnio zapuszcza się w kryminalne opowieści. Tym razem postanowił opowiedzieć coś w stylu „Labiryntu”, ale nic tutaj do siebie nie pasuje. Intryga jest grubymi nićmi szyta, napięcia praktycznie tu nie ma, a tematyka pedofilska to trochę za mało. Jakby tego było mało, cała historia jest poszatkowana chronologicznie, że można się bardzo łatwo pogubić w jakim momencie teraz jesteśmy. Jakieś porwanie, kamery, sieć pedofilska – nic tu do siebie nie pasuje, intrygi nie jesteśmy nawet zauważyć. Logika praktycznie nie istnieje, zwroty są dziwaczne (wspólniczka podszywająca się pod dziennikarkę śledzona przez Matthew), porwania wydają się przypadkowe. W ogóle tu nic do siebie nie pasuje, nawet aktorzy są tak nudni i sztuczni, że w zasadzie nie mają co grać. I nie szkoda mi żadnego z nich (m.in. Ryan Reynolds, Scott Speedman, Rosario Dawson czy Kevin Derand).

pojmani2

Jeśli chcecie zmarnować dwie godziny ze swojego życia, to musicie koniecznie zobaczyć ten film. Pozostali mogą w zamian za to w coś pograć na komputerze.

2/10

Radosław Ostrowski

Na skraju jutra

W niedalekiej przyszłości Ziemia zostanie zaatakowana przez paskudnych obcych zwanych Mimikami. Paskudne monstra przez pięć lat opanowały niemal całą nasza planetę, ale wkrótce ma dojść do ostatecznej konfrontacji – lądowanie na plaże Normandii. I tak trafia zdegradowany major Bill Cage, specjalista od PR-u. Ale niestety ma pecha, bo podczas walki… ginie spalony przez zwłoki Mimika. W zasadzie mógł to być koniec filmu, gdyby nie fakt, że po śmierci Cage… budzi się dzień przed inwazją.

na_skraju_jutra1

Dziwne prawda? Nowy film Douga Limana, czyli twórcy nowej wersji „Tożsamości Bourne’a” to adaptacja powieści japońskiego autora, którego nazwiska nie jestem w stanie wymówić. To wyjaśnia obecność egzoszkieletów oraz wyglądu paskudników, a sam pomysł zapętlenia czasowego budzi skojarzenia z „Dniem świstaka”, tylko że tutaj to inaczej uzasadniono. Efekt? Dynamiczne kino akcji, które wykorzystuje zapętlenie (świetnie zmontowane) wywołując na początku sporo humoru. Oglądając można mieć wrażenie patrzenia na grę komputerową (giniesz, powtórka, znowu, giniesz, znowu powtórka) przechodzoną na najwyższym poziomie trudności. Po śmierci poznajesz ruchy przeciwnika, zapamiętujesz to, w ten sposób udoskonalając się. Jest sporo rozwałki, lądowanie pokazano w sposób wręcz kameralny (sporo piachu, brudu i paskud) i nie jest to wcale takie głupie, jeśli chodzi o fabułę, która trzyma się kupy. W zasadzie zastrzeżenia są dwa. Po pierwsze, słaba muzyka a’la Hans Zimmer, która wypada przeciętnie na ekranie. Po drugie, zakończenie nie do końca logiczne. Więcej nie powiem, ale to się zaskakująco dobrze ogląda, m.in. dzięki humorowi.

na_skraju_jutra2

Zaskakuje też całkiem dobre aktorstwo. Nie jestem fanem Toma Cruise’a, któremu wydaje się, że jest twardziele i nadal może sobie biegać, zabijać itd. Ale tutaj jest takim cwaniaczkiem, który na początku chce się wymigać od walki. Im dalej jednak w las, tym bardziej staje się superherosem i prawdziwym badassem. I tą przemianę naprawdę dobrze ogrywa. A czy mogło być inaczej, jeśli nauczycielką jest Metalowa Suka Rita (fantastyczna Emily Blunt), która jest ostrą zawodniczką, bardzo skrytą i nie do końca ufną. Ten duet rozkręca cała imprezę, ale o wątku miłosnym możecie zapomnieć – na wojnie nie ma miejsca na takie pierdoły jak miłość. Poza tym killerskim duetem jest jeszcze na drugim planie wyrazisty Bill Paxton (starszy sierżant Farrel) oraz kościsty Brendan Gleeson (generał Brigham).

na_skraju_jutra3

Film zawiera mniejsze i większe bzdury, widać kupę kasy zainwestowaną – to prostu rozrywkowe kino zrobione na solidnym poziomie. Fajny pomysł, solidna realizacja, dobre aktorstwo i tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Dotyk grzechu

Chińskie kino to rzecz, do której nie trafiam za często, nawet w kino gatunkowe, pełne symboliki zrozumiałej tylko dla nich. Tym razem dostałem historię czwórki ludzi, których dzieli wiele, ale łączy śmierć. A dokładnie zabijanie. Każda z opowieści trwa mniej więcej pół godziny i nie są w żaden silny sposób ze sobą powiązane.

W pierwszej górnik nie jest pogodzony ze sprzedaniem kopalni oraz braku pieniędzy do zapłaty. Jako jedyny próbuje zawalczyć o swoje, ale zostaje pobity. W końcu bierze za strzelbę zabijając miejscowego wataszkę oraz właściciela. W drugiej młody chłopak na motorze utrzymuje się z zabijania i poznajemy go wracającego do rodzinnego domu. Trzecia to opowieść kobiety – recepcjonistki sauny, która żyje z innym, żonatym mężczyzną. Ona też popełni zbrodnie, gdy zostaje potraktowana jak dziwka, a sam koniec to opowieść młodego chłopaka z długami, pracującego jako kelner w domu publicznym. W końcu popełnia samobójstwo.

W zasadzie streściłem cały film, w którym reżyser Zhanghe Jia pokazuje bezwzględność kapitalizmu oraz okrucieństwo ludzi w świecie znieczulicy. Owszem, ogląda się to dobrze, choć tempo jest powolne, a przemoc gwałtowna. Znamy ten obraz choćby z amerykańskiego „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy rosyjskiego „Ładunku 200” i pod tym względem nie ma tutaj niczego nowego. Zagrane jest to świetnie, chęć zemsty oraz świat pełen znieczulicy, gdzie gonią ludzie za zyskiem i zabijają, by w ten sposób ocalić resztki godności.

Gorzkie, ciężkie, wręcz depresyjne kino skierowane głównie dla koneserów. Reszta raczej się wynudzi.

7/10

Radosław Ostrowski