Serce Jamajki

Jamajka – wyspa, która zawsze kojarzy się z muzyką reggae. Tyko, że to jedno z oblicz muzycznych tego kraju, które poznajemy dzięki temu filmowi dokumentalnemu. Pretekstem tej historii jest koncert, w którym zagrali ze sobą weterani nurtu, co zaczęli swoją drogę w latach 70. razem z młodszym pokoleniem. Zagrają na nim swoje największe przeboje w wersjach akustycznych, najpierw nagrywając płytę, by następnie ruszyć w trasę koncertową (tutaj twórcy skupiają się na występie w Paryżu, co pewnie wynika z faktu, że Francuzi wyłożyli pieniądze na film).

serce jamajki16

Reżyser Peter Webber nakręcił ten film w niemal klasyczny sposób, czyli mamy gadające głowy, archiwalne nagrania, zdjęcia oraz ilustracje. Brakuje tylko narracji z offu, ale uznano ją chyba za zbędną. Rozmowy są przeplatane zarówno fragmentami koncertu, jak i nagrywaniem materiału. Co ciekawe, muzycy są na werandzie, zaś wokaliści w środku domu. I jest to dość ciekawie wytłumaczone, o czym się sami przekonacie. A całe to spotkanie muzyków jest pretekstem do pokazania historii muzyki na Jamajce. Bo cała odmiana reggae – jak blues w Ameryce – wziął się z pieśni niewolników na tamtejszych plantacjach. Ale jak każda muzyka, przechodziła ewolucję: od piosenek miłosnych i tanecznych do zaangażowanych społeczno-politycznie. Przy okazji poznajemy historię Jamajki, która obecnie jest krajem biedoty, strzelanin oraz ludzi, którzy za pomocą muzyki opisują swój świat. A jednocześnie chcą nieść światło, pokazać tą jasną stronę.

serce jamajki7

Każdy tutaj z muzyków ma tutaj swoją szansę na opowiedzenie o sobie, swojej karierze oraz tego, czym ta muzyka dla nich była i jest. Formą bardzo przypomina kultowe „Buena Vista Social Club”, co akurat jest sporą zaletą. Żaden z tych artystów nie mieszka w żadnych pałacach, nie jest materialnie bogaty, lecz nie oznacza to, że nie są ważnymi osobami w swojej kulturze. Różnie im się układało: jednemu karierę złamały narkotyki (Ken Boothe, który miał wielką szansę na międzynarodową karierę), drugi ma czasami niewyparzoną gębę oraz czasem cięty charakter (Kiddus I i rozbrajająca opowieść o rzucaniu płyt oraz ojcem z batem), a czasem w ich życiu pojawia się śmierć (Winston McAffie, który stracił nastoletniego syna wskutek bójki czy młody Derajah po utracie siostry). Nie ma tutaj żadnego pozerstwa, gwiazdorstwa, pachnie szczerością oraz pasją. Tego nie da się udawać.

serce jamajki9

No i najważniejszy, największy plus, czyli fenomenalna muzyka. A ponieważ jeśli chodzi o jamajskie brzmienia jestem chwilowym ignorantem, więc oczarowały mnie te dźwięki oraz głowy naszych bohaterów. „Everything I Own”, „Row Fisherman”, „Black Woman” czy „Malcolm X” brzmią fenomenalnie, budując klimat całej historii, tak jak miejscami pięknie pokazana przyroda w tym kraju.

Jeśli będziecie mieli szansę obejrzeć „Inna de Yard”, nie wahajcie się. To piękna historia kraju, opowiedziana za pomocą jej największego skarbu – muzyki. Nawet jeśli nie jesteście fanami reggae i jej podobnych, jest spora szansa, że po spotkaniu z tymi gośćmi zakochacie się.

8/10

Radosław Ostrowski

PS. Chcę podziękować pani Dagmarze Moldze z filmy 9th Plan za możliwość obejrzenia tego tytułu.

To my

Patrzymy na zwykłą rodzinę z przedmieść, reprezentującą typową klasę średnią. Państwo Wilson, czyli ojciec, matka oraz dwójka dzieci, wydają się żyć w prospericie. Choć ich znajomi wydają się bardziej dziani, co dla ojca rodziny jest pewną solą w oku. To życie trwałoby bardzo spokojnie, gdyby nie jeden mały szczegół – przed ich domem pojawia się tajemnicza grupka ludzi. Wszyscy ubrani na czarno, ze skórzanymi rękawiczkami, nożyczkami. I co gorsza, wyglądają tak samo jak nasi bohaterowie.

to my2

Po sukcesie „Uciekaj!” Jordan Peele stał się nową twarzą amerykańskiego kina grozy. Mieszanka horroru z komedią i satyrycznym spojrzeniem na społeczeństwo zaowocowało czymś intrygującym. W „To my” wydaje się iść podobną ścieżką, gdzie mamy zderzoną rodzinę z bardzo niejasną, irracjonalną sytuacją. Kim są tajemniczy oni? Czego chcą? Dlaczego robią to, co robią? Skąd się wzięli? Początek, gdzie bardziej widzimy obyczajową otoczkę oraz poznajemy naszych bohaterów jest całkiem niezły. Wraz z pojawieniem się tajemniczej rodziny atmosfera robi się gęstsza, poczucie zagrożenia jest silne, a reżyser parokrotnie pokazuje jak świetnie buduje napięcie. I nieważne, czy mówimy o pierwszym pojawieniu się rodzinki, całej akcji z płonącym samochodem albo finałowej konfrontacji między matką a jej doppelgangerem. A w tle gra świetna muzyka, budująca ten niepokojący klimat.

to my1

To czemu daję dość niską ocenę „To my”? Dla mnie największym problemem jest to, jak reżyser wyjaśnia całą tajemnicę. Tak samo jak w „Uciekaj” wytłumaczenie dla mnie było nielogiczne, pozbawione sensu oraz wzięte z zupełnie innego świata. To jest troszkę tak, jakby do realistycznego świata nagle wprowadzić smoki czy kosmitów. Zgrzyt jest tutaj bardzo silny, przez co nie mogłem za bardzo zaangażować. Za to bardzo zaskoczyło mnie zakończenie, nie mogąc się domyślić.

to my3

Aktorsko nadal produkcja trzyma poziom i kolejny raz widać, jak bardzo utalentowane są dzieci. Ale tak naprawdę błyszczy absolutnie niesamowita Lupita Nyong’o w roli matki. Pozornie bardzo powściągliwa oraz przezroczysta, ale w tych oczach oraz mowie ciała maluje się cała paleta emocji: od strachu i przerażenia aż po determinację oraz walkę. Bardzo magnetyzująca kreacja, warta wszelkich wyróżnień.

Peele tym razem próbuje straszyć na poważnie, co częściowo się udaje. Próbuje opowiedzieć głębszą historię, ale przez co czasem ma problem ze straszeniem oraz budowaniem napięcia. Doceniam oryginalność, lecz mnie nie porwało.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Zła siła

Na początku XXI wieku powstał trend zwany hiszpańską szkołą horroru. „Kręgosłup diabła”, „Labirynt fauna”, „Rec”, „Sierociniec” – to kilka przykładów, choć ostatnio ten trend bardzo mocno wygasł. Czy nowe dzieło od Netflixa jest w stanie przełamać ten kierunek?

zla sila3

Punkt wyjścia jest bardzo prosty, czyli do starego domu wraca kobieta ze swoją rodziną. Tam mieszka jej siostra oraz bardzo schorowana matka, z którą nie utrzymuje żadnego kontaktu. To właśnie ona prosi siostrę o pomoc w opiece nad starszą panią, która jest podłączona do respiratora i nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Babcią bardzo zainteresowana jest wnuczka, Nora. A od momentu przybycia zaczynają dziać się dość dziwne rzeczy.

zla sila1

Reżyser van Boekholt idzie tutaj w dość oczywistym kierunku, czyli nawiedzonego domu. Zaczyna się jak bardziej film obyczajowy o traumatycznych zdarzeniach, o których nie chcemy pamiętać. Mroczna tajemnica, odkrywana stopniowo potrafi wzbudzić niepokój. Tylko, że cała ta intryga zaczyna się wydawać coraz bardziej wariacka oraz sztampowa jak diabli. Bo mamy tutaj żądzę życia wiecznego, tajemniczą koleżankę Nora, a także jakieś demoniczne przedmioty zebrane w domu. A jednocześnie jest tutaj chęć zemsty babci na swoich dzieciach, co wywołuje pewne przerażenie. Problem w tym, że jest to wszystko poprowadzone od sztampy. Brakuje tutaj czegoś świeżego, a makabryczne momenty to troszkę za mało.

zla sila2

Reżyser próbuje tutaj coś ugrać zdjęciami oraz wykorzystaniem oświetlenia. I to nawet działa, zwłaszcza w scenach w szkole czy w pokoju matki. Nachalna jest za to muzyka, typowa dla tego gatunku oraz udźwiękowienie. Aktorstwo jest przyzwoite, zaś zakończenie w pełni satysfakcjonuje. To jednak jest za mało, by uznać „La influencia” za godne uwagi dzieło.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Oculus

Wszystko zaczęło się 11 lat temu, kiedy w domu należącym do rodziny Russellów dochodzi do morderstwa. Zginęli ojciec oraz matka, zaś za tą zbrodnię został oskarżony syn, lat 10. Po 11 latach chłopak wychodzi ze szpitala psychiatrycznego, a siostra pilnuje wylicytowanego lustra Lassera. Lustra, które było w ich domu i było odpowiedzialne za całe zamieszanie. Kobieta ma plan i chce udowodnić, że to zwierciadło posiada nadnaturalne siły w sobie.

oculus1

Horror – jak każdy zresztą gatunek – tylko w teorii wydaje się bardzo prosty do zrobienia. Nie potrzeba dużego budżetu, efektów specjalnych (zbyt widowiskowych), tylko dobrego pomysłu oraz konsekwentnej realizacji. Nakręcony w 2013 film Mike’a Flanagana wydaje się iść tym kierunkiem, ale ile było już opowieści z „opętanymi” przedmiotami. Lalki, lustra, gry – do wyboru, do koloru. A po drodze pewnie będzie atak jump-scare’ów, podprogową muzykę oraz ciągłego walenia dźwiękami? Właśnie nie. Reżyser korzysta ze znajomych elementów, czyli tajemniczego, nawiedzonego przedmiotu, ciągłego poczucia zagrożenia oraz ciągłego mącenia we łbie. Demonów, duchów czy zombie brak, chociaż są zjawy. Nie brakuje ciemnych przestrzeni, akcja ogranicza się do jednego miejsca, konsekwentnie budując atmosferę niepokoju. Nie wiadomo, skąd pochodzi to lustro oraz dlaczego ma takie moce, ale to tylko podkręca tajemnicę.

oculus2

I jest tutaj jedna rzecz, która pomaga w tej historii – dwutorowa narracja. Wspomnienia z dzieciństwa oraz obecne zderzenia czynią tą całość atrakcyjniejszą, zaś przetasowania pokazują jak demoniczną siłą tego lustra. A im bliżej końca, te przebitki są coraz bardziej intensywne, wręcz działają jak powtórki. Coraz bardziej zaczyna nasilać się obłęd rodziny, do której wchodzi nieufność, ziarno wątpliwości oraz szczucie na siebie nawzajem. Bardziej przerażająca jest sytuacja, kiedy mąż skuwa żonę na łańcuchu do ściany czy rodzic próbuje udusić swoje dziecko niż jakakolwiek obecność zjawisk nadprzyrodzonych. Nie ma tutaj zbyt znanych twarzy (może poza Karen Gillan), co pomaga wejść w tą historię gładko. Samo zakończenie też potrafi uderzyć, choć ostatnio parę takich już widziałem.

oculus3

„Oculus” był dla mnie sporym powiewem świeżości w kinie grozy. Pozornie wygląda jak jeden z takich tanich filmów, jednak Flanagan podchodzi do sprawy w bardzo świeży sposób i potrafi przerazić. W czasach chodzenia na łatwiznę oraz taśmowego produkowania, jest to dobry kierunek.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Halloween

Czy pamiętacie Michaela Myersa? Pierwszy zabójca, który rozpoczął trend filmów z mordercą zarzynających napalonych (na siebie, nie po ziole) nastolatków stał się protoplastą dla tego typu postaci w podgatunku horroru zwanym slasherem. A wszystko w 1978 roku wykonał John Carpenter. I nawet on nie był w stanie przewidzieć sukcesu swojego dzieła. Potem powstała masa sequeli, remake mordując niejako całą markę. I wydawałoby się, że już więcej o Myersie nie usłyszę, a seria zostanie ostatecznie pogrzebana. Aż tu postanowił interweniować sam Carpenter jako producent i postanowił zrealizować film, który będzie bezpośrednią kontynuacją części pierwszej. Cała reszta jest uznana za nieważną. Tylko, czy w ogóle taki film jest nam w ogóle potrzebny?

halloween(2018)3

40 lat minęło jak jeden dzień i Haddonfield wydaje się być o wiele spokojniejszym miasteczkiem. Zaś nasza Laurie Strode (świetna Jamie Lee Curtis) w niczym nie przypomina swojej młodszej wersji. Spotkanie z Michaelem mocno odbiło się na jej psychice, zmieniając ją w paranoiczkę trenującą strzelanie, zaś jej dom to prawdziwa forteca. Myers od lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym, zaś władze decydują się go… przenieść. No co może pójść nie tak? Choćby próba ucieczki i wypadek autobusu. Polowanie czas zacząć na nowo, więc fani slasherów, przybywajcie!

halloween(2018)1

Reżyser David Gordon Green do spółki ze współscenarzystą Dannym McBride’m (ten duet wydaje się makabrycznym żartem) oddają hołd klasycznemu dziełu Carpentera. Tylko, czy szablony sprzed 40 lat nadal może działać, przerażać oraz interesować? Mam co do tego bardzo mieszane uczucia. Punktem wyjścia jest próba przeprowadzenia rozmowy z Myersem przez dwójkę podcasterów, którzy są zainteresowani sprawą milczącego zabijaki z maską Williama Shatnera na twarzy. tylko, że to jest tylko pretekst. Dla mnie najciekawsze były momenty związane z Laurie oraz czekanie na finałową konfrontację. Problem w tym, że środkowe części, kiedy Michael zaczyna robić to, co umie najlepiej nie wywoływały we mnie żadnego napięcia. Choć muszę przyznać, że są całkiem nieźle zainscenizowane (atak na podcasterów w toalecie czy naćpany kolega wnuczki Strode). Nie brakuje makabrycznych trupów, tylko że to wszystko jest zalane typowymi głupotami tego gatunku.

halloween(2018)2

Gdyby to jeszcze zostało potraktowane z przymrużeniem oka czy samoświadomością, byłoby to dla mnie o wiele strawniejsze. Są pewne przebłyski (rozmowa, gdzie ironiczne są potraktowane sequele czy cytowane sceny z oryginału, gdzie zamiast Myersa jest nasza protagonistka), jednak jest to całkowicie na serio. Napięcie dla mnie wróciło dopiero w momentach ataku na dom, gdzie wróciło poczucie zagrożenia. Nasz zły pozostaje milczącym, pozbawionym jakichkolwiek tropów, czystym złem, wręcz niepowstrzymaną siłą.

Powiem wprost: nie oczekiwałem zbyt wiele po nowym „Halloween” i dostałem solidnego slashera. Problem dla mnie jest taki, że ja już z takich filmów po prostu wyrosłem. Przestało to na mnie robić wrażenie. Jeśli powstaną sequele, nie będę ich oglądał.

6/10

Radosław Ostrowski

Ścigane

Naszą bohaterką jest Sam – kobieta zajmująca się ochroną ludzi. Po kolejnej akcji dostaje kolejne zadanie. Osobą, która ma ochraniać jest córka właściciela dużej firmy zajmującej się wydobywaniem surowców. Po jego śmierci dziewczyna dziedziczy spore udziały, co bardzo zaskakuje jej macochę. Już pierwszego dnia, gdy trafia do domu ochranianego komputerowym systemem, dochodzi do ataku. Tylko Sam i dziewczynie udaje się uciec, stając się zdanymi tylko dla siebie.

scigane2

Na pierwszy rzut oka film Vicky Jewsen to thriller akcji, gdzie mamy kwestie braku zaufania oraz obcą bohaterkę w obcym świecie. Takie założenie na początku potrafi trzymać w napięciu, a poczucie podejrzliwości wywołuje poczucie zagrożenia. A że w sporej części jesteśmy osadzeni na terytorium północnej Afryki. Sterylne pomieszczenia domu-twierdzy skontrastowane są z portem, ciasnymi uliczkami oraz brudnymi budynkami motelu. Sceny akcji tutaj nie ma zbyt wiele, a i czasem montaż bywa nieczytelny (walka związanej Sam w motelowym pokoju), ale samo wykonanie jest na poziomie solidnym. Nie jest to zbyt widowiskowe, lecz nie jest to dla mnie aż tak dużą wadą. Dla mnie największym problemem jest przewidywalność (choć twist pod koniec mnie zaskoczył) oraz mniej pociągająca druga część. Niby próbuje się tutaj stworzyć relację między Zoe a Sam, sugerując jakąś głębszą więź, tylko zbyt wycofana Sam nie pozwala za bardzo nam uwierzyć. A i po drodze pojawia się kilka bzdur jak choćby dobranie się do komputera domu (z czego druga osoba wychodzi, zaś pierwsza zapomina jak brzmiało hasło – idiotyzm) czy logicznych dziur. Można było to lepiej wykonać, ale ogólnie i tak jest naprawdę nieźle.

scigane1

Jeśli jest osoba, która wnosi całość na wyższy poziom jest to Noomi Rapace w roli Sam. Twarda kobieta, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda, potrafi spuścić łomot i pod tym spokojnym wyrazem twarzy kryje się coś więcej. Nawet jeśli mamy poczucie pewnego deja vu (podobna rola była w „Tożsamości zdrajcy”), jest to najmocniejszy punkt filmu. Z drugiej strony mamy Sophie Nelisse jako bardzo zagubioną Zoe, która pierwszy raz zostaje zderzona z brutalnym światem, dlatego początkowo może irytować swoim zachowaniem. Nie popada ona jednak w fałsz czy przesadę o co było łatwo.

scigane3

Mam wrażenie, że nie mam za bardzo ręki do produkcji Netflixa. „Ścigane” wydaje się niezłą rozrywką, która mogłaby zostać o wiele bardziej podrasowana. Rapace ma tyle charyzmy, że można dla niej obejrzeć.

6/10

Radosław Ostrowski

Śmierć nadejdzie dziś 2

Kiedy usłyszałem o planie kontynuacji „Śmierć nadejdzie dziś” byłem więcej niż sceptyczny. No bo pętla wobec Tree została przerwana, morderca zabity, więc co należałoby wymyślić do stworzenia tej kontynuacji? I pozornie reżyser Christopher Landon znajduje wyjście, choć pierwsze paręnaście minut wydaje się prostym pomysłem przeniesienia pętli na kogoś innego. Ale jednak po kolei.

smierc nadejdzie dzis 2-2

Na początku bohaterem jest jeden ze studentów, Azjata Ryan. Razem z kumplami stworzył maszynę zwaną Suzi – reaktor kwantowy. Po samoczynnym wystrzeleniu wynalazku, który doprowadza do paru zniszczeń dziekan zamyka projekt. A potem chłopak zostaje zamordowany przez gościa z maską bobasa. I budzi się tego samego dnia, czyli 19 września. Ryan opowiada Carterowi i Tree, co się stało, a dziewczyna (co sama przeżyła czasową pętlę) decydują się mu pomóc. Udaje się schwytać mordercę, którym jest… Ryan z innego wymiaru. Ten mówi, że trzeba zabić swojego dublera, bo inaczej pętla się nie zamknie. Przestraszony oryginał odpala Suzi, co doprowadza do sytuacji, że Tree… budzi się 18 września. Czyli wraca do sytuacji z pierwszej części, tylko że… w innym wymiarze.

smierc nadejdzie dzis 2-1

Jeśli oczekujecie więcej horroru (a dokładnie slasherowej wersji „Dnia świstaka” 2.0), to nie macie czego szukać. Nadal jest to samoświadoma czarna komedia, gdzie widzimy dość zaskakujące i rozbrajające momenty zgonów Tree. Tylko, że nadbudowa przypomina jeden odcinek „Teorii wielkiego podrywu”, gdzie grupka nerdów próbuje naszej bohaterce wrócić do swojego wymiaru. Czyli taki uwspółcześniony „Powrót do przyszłości 2”. Niby jesteśmy u siebie, lecz pewne elementy są tutaj inaczej poprowadzone. Wracają stare elementy (morderca w masce, zbrodniarz w szpitalu i starzy znajomi), jednak klocki są tutaj inaczej poukładane, co daje pewnej świeżości. Nadal mamy tutaj fajnie poprowadzone napięcie (wariacje scen w szpitalu czy pulsujący), nie brakuje paru niespodzianek oraz wolt.

Jednocześnie mamy przebijające się pytanie o możliwość wyboru między przeszłością a teraźniejszością. Czy chcielibyście jeszcze raz spotkać osoby zmarłe w wersji żywej, ale w nie swoim życiu, czy może jednak żyć tak jak jest? Ale to jest przede wszystkim dobra rozrywka i takie refleksje są niejako mimo woli rzucane.

smierc nadejdzie dzis 2-3

Dawno się nie uśmiałem na horrorze i to w sposób zamierzony. Bohaterowie nadal są sympatyczni i fajnie zagrani ze świetną Jessicą Rothe na czele, zaś finałowa scena po napisach sugeruje ciąg dalszy. Ten sequel idzie w zupełnie innym kierunku niż można się było spodziewać i to dla mnie plus. Jest lepiej poprowadzony, śmieszy oraz sama historia jest ciekawsza.

7/10

Radosław Ostrowski

Rebelia

Było już wiele filmów o inwazji kosmitów na Ziemię. Jednak tym razem cała akcja została poprowadzona w sposób pokojowy, czyli politycy postanowili skapitulować i oddać świat (przynajmniej tak zrobili Amerykanie) w pakowanie istot zwanych złośliwie karaluchami. Wszystkie miasta zostały otoczone murem, kosmici zneutralizowani system komputerowy (zagłuszanie sieci), panuje permanentna inwigilacja, a za wiele zbrodni grozi deportacja na obcą planetę. Dziewięć lat po pierwszym kontakcie w Chicago planowany jest zamach terrorystyczny przez ruch oporu zwany Feniksem. Już wcześniej próbowano dokonać zamachu, który zakończył się klęską oraz kompletnym zniszczeniem w pył powierzchni Wicker Park. Organizację próbuje wytropić oficer policji William Mulligan, a do tego celu chce wykorzystać brata zmarłego członka grupy. Tylko, że Gabriel chce uciec z tego miasta.

captive state1

Film Ruperta Wyatta, mimo skromnych środków, poległ w kinach nie zwracając nawet połowy budżetu. Czyżby to był aż tak słaby film, czy może marketing był tak słaby, że nie wiadomo było czym tak naprawdę jest „Rebelia”. Nie jest to klasycznie rozumiane SF, bo technologia jest tutaj praktycznie niewykorzystywana, zaś sami Obcy pojawiają się bardzo rzadko. Bardziej to przypomina kryminał, gdzie mamy tutaj śledzenie, tropienie oraz infiltrację. Dlatego nie ma tutaj efektownej akcji, popisów efektów specjalnych, a wszystko wydaje się bardzo dziwnie znajome. Wszystko utrzymane jest w klimacie kina noir, pełnym szarości, brudu oraz pewnej beznadziei. Sama intryga jest prowadzona w sposób bardzo spokojny i wyważony, ale wymaga bardzo uważnego skupienia, bo można się pogubić w tym wszystkim. Przez większość filmu obserwujemy przygotowania do realizacji zamachu, obserwując całą mechanikę funkcjonowania ruchu oporu: od sposobu komunikacji przez oszukiwanie systemu inwigilacji (wszczepione implanty).

captive state3

Ta konspiracja naprawdę działa, zaś sam przebieg oraz konsekwencje całego zamachu potrafią zaangażować, mimo faktu, że główni bohaterowie zostają zepchnięci na daleki plan. I to mnie bardzo bolało, jakby twórcy sobie o tych postaciach przypominają pod koniec (znaczy przez ostatnie 40 minut). Mam też wrażenie, że cały ten społeczny podział mógł zostać o wiele bardziej zarysowany, bo przez większość czasu jestem w dzielnicach biedoty. Praktycznie nie jesteśmy w prywatnych mieszkaniach osób u władzy. Sama scenografia pomaga w budowaniu klimatu, rzadko wykorzystując technologiczne cuda wianki (może poza dronami oraz dziwacznymi statkami w kształcie kamieni). A w tle gra bardzo pulsująca elektronika, co pomaga w budowie niepokojącego klimatu. Tak samo jak bardzo zaskakujący finał.

captive state4

Aktorsko dominują tutaj mniej znane przeze mnie twarze, przez co dodają tego klimatu. Ale prawdę mówiąc najważniejsze są dwie postacie: gliniarza Mulligana oraz Gabriela Drummonda. Pierwszego gra niezawodny John Goodman, który wydaje się bardzo zblazowany, wręcz emanujący spokojem (co słychać w głosie), ale jednocześnie wydaje się bardzo śliskim stróżem prawa. Niemniej pod tą postacią skrywa się coś więcej, jednak to wymaga obejrzenia całości do samego końca. Drugim bohaterem jest Gabriel w wykonaniu Ashtona Sandersa, który jest bardzo wycofanym bohaterem i niejako wbrew sobie zostaje wplątany w całą intrygę. I ta postać potrafi wzbudzić sympatię, mimo niewielkiego czasu na ekranie. Poza nimi na drugim planie mamy tak rozpoznawalne twarze jak Vera Farmiga (prostytutka Jane Doe), Jamesa Ransome’a (Patrick Ellison) czy rapera MGK’a (drobny epizod Jurgisa).

captive state2

Warto dać szansę „Rebelii”, bo widać bardzo inne podejście w kwestii opowieści o inwazji kosmitów oraz ich pobycie na Ziemi. Bardziej stonowany wizualnie, z bardzo brudnym klimatem oraz nieoczywistym zakończeniem. Kawał bardzo porządnego kina.

7/10

Radosław Ostrowski

Pełzająca śmierć

Tutaj historia jest bardzo prosta i skupia się na relacji ojca z córką. Dziewczyna jest pływaczką, wcześniej trenowaną przez ojca, z którym nie utrzymuje zbyt dobrego kontaktu. Szansę na naprawę tej relacji jest wyprawa dziewczyny do ojca, kiedy do jego miejsca zamieszkania zbliża się huragan. A że odbiera telefonu i nie ma z nim kontaktu sprawa staje się poważna. Na miejscu okazuje się, iż mężczyzna znajduje się w piwnicy starego domu ranny, zaś oprócz niego znajduje się… aligator.

pelzajaca smierc1

Alejandre Aja specjalizuje się w kinie grozy, co pokazał choćby w „Bladym strachu” czy lekko komediowej „Piranii”. Sama intryga brzmi jak coś tandetnego, zrealizowanego przez Asylum czy inną firmę ze śmieciowym stylem. Bo pewnie te aligatory to jakieś mutanty, żądne krwi, bezwzględne bestie, a i sam tytuł brzmiał jak badziewie. Ale najbardziej zaskakujące jest to, że twórcy tego filmu są bardzo świadomi tego, co kręcą. Czyli film klasy B (pod względem treści czy intrygi), zrobiony za małe pieniądze, choć absolutnie nie widać tego. Punkt wyjścia może i jest prosty, ale ile w tym wszystkim napięcia oraz poczucia zagrożenia. No bo nie tylko mamy aligatora (a nawet więcej), opady są coraz intensywniejsze, przez co szansa na wyjście z tego cało wydaje się mało prawdopodobne. Aja w budowaniu napięcia jest konsekwentny, w czym na pewno pomaga świetna praca kamery (zwłaszcza zdjęcia podwodne) oraz bardzo płynny montaż. I kiedy wydaje się, że pojawia się jakaś nadzieja czy cień szansy wyjścia z sytuacji, zostaje ona brutalnie ucięta (pojawienie się policji czy szabrowników okradających sklep), co pomaga budować poczucie desperacji oraz beznadziei.

pelzajaca smierc3

Zaskakuje także to, że nasi bohaterowie nie są tępymi nastolatkami czy ludźmi nie potrafiącymi racjonalnie myśleć w ekstremalnej sytuacji. I jeżeli im coś nie wychodzi, to tylko z braku szczęścia, a nie sprytu czy logicznego myślenia. A to w kinie grozy (choć tutaj bardziej to survivalowy thriller) jest bardzo rzadkim doświadczeniem. Drugą niespodzianką jest to, że twórcy bardzo łatwo pozwalają odnaleźć się w terenie. Jesteśmy w stanie odnaleźć się oraz powiedzieć gdzie nasi bohaterowie się znajdują. Same sceny ataków gadów są niepozbawione krwi oraz paskudnych ran (to wygląda ohydnie oraz bardzo realistycznie) i budzi pewne skojarzenie ze „Szczękami”.

pelzajaca smierc2

Jedyny problem jaki mam to wplecione sceny retrospekcji, mające pomóc w budowaniu relacji między dwójką bohaterów. Także dialogi miejscami są zbyt powtarzalne, jakby łopatą wbijano kim są dla siebie oraz jakie mają między sobą problemy. I to można było zrobić lepiej, ale jest znośnie. Świetnie wypadają w swoich rolach Kaya Scodelario oraz Barry Pepper, chociaż więcej wymaga się od nich pod względem fizycznym. Ale i tak się im kibicuje do samego końca.

Nie spodziewałem się zbyt wiele, a dostałem naprawdę trzymający w napięciu dreszczowiec z groźnymi gadami na pierwszym planie. Poczucie zagrożenia jest namacalne, aktorstwo się sprawdza, a realizacja jest absolutnie bez zarzutu. Pozytywne zaskoczenie oraz rozrywka na dobrym poziomie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Grzeczny grzesznik

Anders jest zwykłym, szarym gościem w wieku średnim. Mieszka w małym miasteczku, gdzie ma dość duży dom, spłaca hipotekę, ma żonę oraz dorosłego syna. Jednak pewnego dnia przed świętami Bożego Narodzenia decyduje się przejść na emeryturę, zostawia żonę oraz dom, próbując zacząć wszystko od nowa. Tylko, czy w ten sposób uda się odnaleźć szczęście?

grzeczny grzesznik1

Reżyserka Nicole Holofcener znana jest z tworzenia komediodramatów opisujących szarych ludzi oraz ich problemów. Nie inaczej jest z „Grzesznym grzesznikiem”, który pokazuje historię człowieka tak naprawdę zagubionego. Człowieka żyjącego w małym miasteczku, gdzie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich (choć nikt ich o to nie prosił), ukrywają swoje tajemnice i udają, że wszystko jest ok. Zdrady, samotność, nałogi, frustracje, pustka – to wszystko widzimy w samym Andersie oraz ich bliskich. Taki jest grający w pokera syn Andersa, który nie chce pracować w firmie mamy, tak jak uzależniony od narkotyków Charlie, zbuntowany chłopak z talentem plastycznym. Sama narracja czy realizacja wydaje się bardzo przezroczysta, w zasadzie skupiona na rozmowach. Miejscami wydaje się chaotyczna i początkowo zmierza donikąd, a humor pojawia się w ilościach śladowych (Andres z dzieciakami ćpa czy lekko podchmielony wraca do dawnego domu). Więcej jest tutaj bolesnych momentów jak znalezienie martwego Charliego czy wigilijny obiad zakończony awanturą.

grzeczny grzesznik2

Dla wielu jednak ten film może znużyć, bo ciężko wejść w tą historię i zaangażować się w tak poszatkowanej opowieści. Także samo przesłanie nie do końca wydaje mi się jasne oraz czytelne. Film sobie płynie, płynie i płynie, choć parę razy potrafi czymś zaskoczyć. A i samo zakończenie wydaje się bardzo otwarte, co jest pewnym małym plusem.

Jeśli jest coś, co przyciągnęło moją uwagę na dłużej to świetny Ben Mendelsohn. Tutaj jest on bardzo wycofany, czasami się zacina i nie potrafi wypowiedzieć swoich myśli wprost, jest nieporadny, ale nie wywołuje ta postać poczucia zażenowania czy kpiny z niej. Aktor bardzo przekonująco pokazuje jego zagubienie, bezradność w poszukiwaniu swojego własnego szczęścia, nawet w sposób nieudolny. Oprócz niego najbardziej wybija się Charlie Tahan w roli narkomana Charliego, który traktuje Andersa troszkę jako wzór do naśladowania. I ta interakcja potrafi zaciekawić swoją dynamiką.

grzeczny grzesznik3

Średnio-niezły film Netflixa, który próbuje tutaj być bardziej przyziemny i przyjrzeć się nam samym. Miewa ciekawe momenty, ale nie zawsze daje satysfakcję.

6/10

Radosław Ostrowski