Wendeta

Dziki Zachód nie jest krajem dla kobiet, które są potrzebne do tego, by spełniać zachcianki i pragnienia mężczyzn. Nie inaczej było z Liz – tajemniczą kobietą, pozbawioną głosu oraz pełniącą rolę akuszerki. Żyje z mężem, córką i pasierbem w małym miasteczku gdzieś daleko stąd. Jej spokój jednak zostaje zmącony z powodu nowego wielebnego. Mężczyzna zna kobietę i chce z jakiegoś powodu uprzykrzyć jej życie. Kobieta podejmuje trudną walkę.

wendeta1

Holenderski reżyser Martin Koolhaven tym razem połączył mocny dramat z mrocznym thrillerem, pokazując jak beznadziejnie miały kobiety w XIX wieku, kiedy jeszcze feminizm nie był nikomu znany. Ale nie jest to w żadnym wypadku kino łatwe, lekkie i przyjemne. To bardzo mroczny, depresyjny, krwawy dramat bezsilności świata, gdzie kobieta nie jest w stanie samodzielnie kierować swoim losem. Będziemy mieli zderzenie z religijną hipokryzją oraz symboliką, a po drodze czekają takie fajne rzeczy jak zabijanie zwierząt, obcinanie języków, wychodzące flaki, gwałty, kazirodztwo i pedofilię. Nadal czujecie się świetnie? Surowy krajobraz tylko bardziej potęguje poczucie niepokoju, ciągłego zagrożenia, choć zdjęcia wyglądają przepięknie. Jest coraz bardziej krwawo, makabryczne, chociaż najostrzejsze elementy zostały nam pominięte. Całą historię poznajemy z retrospekcji w środkowej partii filmu, przez co wiele razy będziecie odwracali wzrok oraz kibicowali głównej bohaterce. Bo przecież ona zasługuje na lepszy los, prawda?

wendeta2

Reżyser jednak niczym samo życie nie zamierza być łaskawy. I zakończenie niby daję nadzieję, że następna z rodu wyjdzie na prosto, tylko szkoda, że cena za to była tak wysoka. To naprawdę bolało, doprowadziło do przygnębienia, co w kinie ostatnio zdarza się bardzo rzadko. I za to Koolhavena zwyczajnie szanuję, chociaż nie polubicie tego filmu.

wendeta3

Do tego jestem pod wrażeniem, jak prowadzi aktorów. Najtrudniejsze zadanie miała Dakota Fanning w roli naszej protagonistki, pozbawionej mowy. Mając do dyspozycji jedynie oczy oraz dłonie, buduje postać pełną tajemnicy, ale jednocześnie balansującej między delikatnością a siłą. Pojawiający się w retrospekcjach Kit Harrington daje radę jako tajemniczy rewolwerowiec, chociaż dość szybko odchodzi. Tak naprawdę liczy się tutaj Guy Pierce w roli największego skurwysyna, jakiego nie widziałem od bardzo dawna. Wielebny w jego interpretacji to człowiek nie potrafiący walczyć z własną chucią, hipokryta cytujący i interpretujący Biblię wedle własnego upodobania oraz niebezpieczny psychopata, zdolny praktycznie do wszystkiego. Na pierwszy rzut oka wydaje się przerysowany i komiksowy, ale ta postać budzi prawdziwe przerażenie, bo to czysta, niepowstrzymana siła.

wendeta4

„Wendeta” nie jest filmem dla każdego widza, nawet przyzwyczajonego do okrucieństwa. Brutalne, krwawe, niepokojące kino pokazujące jak wiele trzeba siły, by walczyć o swoją wolność. Zwłaszcza, gdy twój los wydaje się od początku przypieczętowany. I będziecie chcieli, by jak najszybciej się skończył.

7/10

Radosław Ostrowski

Morgan

Czym jest tytułowa Morgan? To stworzona przez zespół naukowców sztuczna inteligencja w ciele dziecka. Choć ma zaledwie 5 lat, jest bardzo świadoma i rozwinięta. Jednak dochodzi do pewnego incydentu, czyli Morgan rzuca się na jedną z naukowców. Wtedy korporacja odpowiedzialna za projekt wysyła specjalistkę od zarządzania – Lee Weathers. Co może wyjść z tej konfrontacji?

morgan1

Debiutujący na polu reżyserskim Luke Scott (syn Ridleya Scotta) próbuje wejść w konwencję, w której jego ojciec jest uznawany za klasyka. Początek jest mocny, krwawy i tajemniczy. Jest zagadka, nakręcająca pierwsze 45 minut. Klimat niepokoju potęguje też bardzo oszczędna scenografia. Pokój, gdzie znajduje się Morgan troszkę przypomina „Ex Machinę”, co jest skojarzeniem na plus. Oczami oschłej Lee widzimy interakcję Morgan z resztą ekipy, która traktuje ją jak własne dziecko, przez co są w stanie zachować dystans do sprawy. Kwestia etyczno-moralnych dylematów związanych z „zabawą w Pana Boga” nie wydaje się niczym nowym, jednak ciągle zmusza to do myślenia.

morgan2

I wtedy młody Scott postanowił od momentu „badania” dokonuje kompletnej wolty. Zaczyna się zabawa w polowania, gdzie nasza tytułowa bohaterka niczym legendarny Obcy, morduje wszystko, co staje na drodze. Nie rozumiem sensu działania tej wolty, chociaż wtedy robi się jeszcze bardziej interesująco. Kamera zaczyna przyspieszać, wszelkie bijatyki są dynamicznie zrobione niczym współczesne filmy akcji, jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że te dwie stylistyki gryzą się ze sobą. Przez co czułem ogromne zmarnowanie potencjału na coś więcej, chociaż technicznie nie mam nic do zarzucenia.

morgan3

Z kolei aktorsko jest bardzo nierówno, a kilkoro członków obsady jak Jennifer Jason Leigh czy jak zawsze solidny Toby Jones nie mają zbyt wiele do zaoferowania. Najbardziej intryguje Anya Taylor-Joy w roli tytułowej. Ogolona na zero, bardzo skryta i mówiąca pozornie obojętnym głosem, ma w sobie coś niewinnego, z dziecka. Ale przyciśnięte zmienia się w prawdziwe monstrum, co potrafi budzić grozę. Nieźle się sprawdza Kate Mara, choć na początku trudno mi było przekonać się do chłodnej, zdystansowanej korpo-suki. Ale ostatnia scena kompletnie zmienia interpretację tej kobiety. Szoł jednak kradnie Paul Giamatti jako dr Shapiro, mający przeprowadzić test na Morgan, pozwalając sobie na kompletny dystans.

morgan4

„Morgan” miała być rozrywkowym kinem z ambicjami, tylko że Scott nie był do końca pewien w jakim kierunku ma pójść cała historia. Ani jako filozoficzno-etyczny konflikt, ani jako thriller nie do końca wykorzystuje swoje możliwości. Taka bardziej podrasowana „Ex Machina”, tylko czy warta naszego czasu?

6/10

Radosław Ostrowski

Na pokuszenie

Jest rok 1864, ciągle trwa wojna secesyjna. Gdzieś w Luizjanie znajduje się pensja dla młodych dziewczyn, kierowana przez pannę Marthę. Dziewuchy uczą się szycia, muzyki, języka francuskiego, gotowania – czyli wszystkiego, co potrzebuje młoda kobieta, by prowadzić szczęśliwe i dostanie życie u boku mężczyzny. Wtedy w okolicach pensji jedna z dziewczyn znajduje rannego żołnierza. Bez zastanowienia postanawia przyjąć go do domu, by mógł się wykurować.

na_pokuszenie1

Nowe dzieło Sofii Coppoli dawało spore pole do popisu, by zrobić dzieło między dramatem a thrillerem. On jeden, a panien jest kilkoro, co musi doprowadzić do zgęstnienia atmosfery. Zwłaszcza, że kobiety są tutaj same, większość (poza właścicielką oraz młodą nauczycielką, Edwiną) nie miały jeszcze styczności z mężczyzną. Wydawałoby się, że facet trafił do raju, a każdą z dziewczyn na swój sposób przyciąga. Kusi je niczym wąż Ewę, budząc w nich kobiety, ich seksualność. Jest niczym lustro, w którym można się przejrzeć. Przynajmniej w teorii, bo emocji tutaj jest jak na lekarstwo. Wszystko toczy się bardzo powoli, spokojnie, lecz to wszystko nie angażuje, nie prowokuje i niejako jest przyjmowane na wiarę. Może końcówka troszkę robi robotę, ale dla tego dzieła jest już za późno. Postacie są ledwo liźnięte (najbardziej wybijają się panna Martha, nauczycielka Edwina oraz pannica Jane), nie do końca zarysowane i brakuje im charakteru.

na_pokuszenie2

Jednego, czego nie mogę odmówić temu dziełu to przepiękne zdjęcia, bardzo plastyczne. I nie chodzi tu tylko o krajobraz, lecz także o oświetlenie, dodające lekko mrocznego klimatu. Coppola próbuje iść w poważniejsze rewiry, ale ta taktyka się nie sprawdza. Choć całość trwa około półtorej godziny, strasznie się ten seans dłuży.

na_pokuszenie3

Nawet aktorzy nie są w stanie uratować tego dzieła. Colin Farrell daje sobie radę jako ranny wojak, bardziej powściągliwy i spokojniejszy niż zwykle (chociaż, gdy puszczają mu nerwy robi się ciekawiej), ale najwięcej do pokazania mają Nicole Kidman oraz Kirsten Dunst, wykorzystując spore pole do popisu. Zwłaszcza Dunst jako przytłumiona, wyciszona kobieta, na nowo odkrywająca pożądanie.

na_pokuszenie4

Sofia Coppola próbuje kusić i stworzyć takie bardziej feministyczne kino, próbujące pokazać kolejny przykład zderzenia kobiet z mężczyzną. Próbuje pokazać kuszenie, ale tak naprawdę nie ma niczego do zaoferowania. I za co ta Złota Palma? Za bycie ładną wydmuszką?

5/10

Radosław Ostrowski

Beasts of No Nation

Afryka to bardzo dziwny, intrygujący kontynent, gdzie dochodzi do wojen, głodu, biedy, nędzy, a jednocześnie bogactwa i splendoru. W tym paradoksie znajduje się Agu – młody chłopiec, wychowywany przez rodziców w kraju ogarniętym wojną domową. Dlatego nie chodzi do szkoły i przebywa w domu. Ale któregoś dnia wojna w jego życie, bez pytania, bez zgody. Matka z najmłodszym dzieckiem zostaje wywieziona, ojciec z bratem zamordowani, a chłopiec ucieka w busz. Tam trafia pod ręce partyzantów, kierowanych przez charyzmatycznego komendanta. Agu wkrótce zostaje żołnierzem.

bestie_bez_narodu1

„Beasts of No Nation”  to pierwszy film zrealizowany przez Netflixa, a realizujący dzieło Cary Fukunaga potwierdza nieprzeciętny talent. Pozornie takich brutalnych filmów inicjacyjnych było wiele, pokazujących zderzenie niewinności dziecka z okrucieństwem, zabijaniem oraz bezwzględnym posłuszeństwem. A jednak dzieło Fukunagi potrafi chwycić i parę razy wstrząsnąć. Nie tylko pierwszym zabójstwem, monologami kierowanymi do Boga, ale pokazującymi ogromną siłę indoktrynacji. Tego, jak bardzo łatwo można zmanipulować młodym, niewykształconym dzieciom, zmieniając je w posłuszne i bezwzględne maszyny do zabijania, wykorzystując też dziwaczne rytuały. Im dalej w las, tym bardziej ta pięknie sfilmowana przyroda zmienia się w cmentarz, doprowadzając czasem wszystkich na skraj wyczerpania. Aby przetrwać, trzeba pozbyć się wrażliwości oraz traktować widziane trupy, tańczącą dookoła śmierć za coś normalnego, tylko co dalej? Ile jeszcze można zabijać? I czy po wojnie można dalej funkcjonować?

bestie_bez_narodu2

Podobnie pytania i wnioski krążyły w mojej głowie po seansie „Wiedźmy wojny” – opowiadającego podobną historię filmu z perspektywy młodej dziewczyny. I tak samo tutaj widzimy chory świat pełen nienawiści, zabijania, niekończącej się wojny, w której by przetrwać, musisz obudzić w sobie bestię. Nie wiemy jaki to kraj w Afryce, ale to nie ma znaczenia. Tak samo nie poznajemy przyczyn tego okrucieństwa oraz tygla, a jedynie same skutki tych działań. Jak można powstrzymać tą sytuację? Na to trzeba samemu znaleźć odpowiedź.

bestie_bez_narodu3

Całość dźwigają aktorzy, w sporej części naturszczycy i debiutanci jak Abraham Attah jako Agu. Ten młody chłopak skromnymi środkami buduje postać pogubionego, manipulowanego chłopca wchodzącego w krwawą i brutalną dorosłość. Jednak największą uwagę skupia na siebie charyzmatyczny Idris Elba. Jego komendant to pozornie szablonowa postać wojskowego, co nie zna litości i wymaga posłuszeństwa. Jednocześnie próbuje być jak ojciec dla tych dzieciaków, co pokazuje w dość nieoczywisty sposób, ale to sami zobaczycie.

bestie_bez_narodu4

W pewnych okolicznościach, budzi się w człowieku bestia, nad którą nie można panować – niby brzmi to jak banał, ale „Beasts of No Nation” bardzo brutalnie o tym przypominają. Niby finał daje pewną nadzieję na wyjście i pogodzenie się ze sobą, ale demony wojny długo nie dadzą o sobie zapomnieć. Bardzo poruszające oraz przygnębiające kino.

8/10

Radosław Ostrowski

Jak dogryźć mafii

Venice – nie mylić z Wenecją to kurort gdzieś w Kalifornii, pełen plaż, fajnych lasek oraz surferów, skejterów itp. Właśnie na tym rewirze pracuje Steve Ford – prywatny detektyw, znający miasto jak własną kieszeń. Nasz bohater ma ręce pełne roboty: chce odzyskać rodzinny dom, musi wytropić graficiarza robiącego obrzydliwe murale, odnaleźć siostrę-seksoholiczkę dla Samoańczyków, w końcu odzyskać wóz właściciela pizzerii przejęty przez handlarza narkotyków Spydera. I to ostatnie pakuje Forda w dodatkowo kłopoty, gdyż gangster kradnie jego psa. By go jednak odzyskać, musi wykonać pewną przysługę.

jak_dogryzc_mafii1

Bracia Cullen w swoim kolejnym dziele (poprzednio zrobili scenariusz do „Fujar na tropie”) robią bardzo niebezpieczny miks kryminału i komedii. Jest to raczej zbiór scenek niż spójna, sensowna fabuła, chodząca z punktu A do B. Wszystko to opowiada wspólnik naszego protagonisty, John, dodając odrobinę swoich docinków. Ale największym problemem, poza rozbitym na mniejsze epizody scenariuszem, jest bardzo mocno balansujące na granicy smaku poczucie humoru. Czego tu nie ma: jazda na desce bez ciuchów, kradzież psa, bzykanie się w aucie, atak na transwestytów. I ten dziwaczny koktajl nie wywołuje irytacji, lecz też niespecjalnie wywołuje śmiechu. Dopiero pod koniec zaczyna to wszystko nabierać rumieńców oraz bigla, lecz wtedy jest już za późno na satysfakcję. Logika nie jest mocną stroną, bohaterowie nie grzeszą inteligencją (co też ma być śmieszne), tylko że zestaw gagów jest tak wyświechtany (problem ze schwytanie graficiarza, gdyż czujka albo zasnęła albo… była zajęta czymś innym), że aż robi się to nudne.

jak_dogryzc_mafii2

Podobać się za to może miejsce, czyli Venice. Ładnie jest sfotografowane, pełne słońca, plaż i roznegliżowanych ciał, a w tle gra bardzo lekka, przyjemna muzyczka. Wygląda to bardzo przyzwoicie, bez poczucia wstydu oraz biedoty, co patrząc na wytwórnię (Voltage Pictures) jest pozytywnym zaskoczeniem.

jak_dogryzc_mafii3

Sytuację próbują ratować aktorzy, tylko że twórcy ciągle podcinają im skrzydła. Najmocniej to czuć w postaci balansującego na granicy zgrywy i powagi Forda w wykonaniu Bruce’a Willisa. Aktor robi, co może, by uczynić swoją postać wiarygodną i nadal ma ten łobuzerski uśmiech, przez co efekt końcowy jest niezły. Dobrze sobie też radzi Thomas Middleditch ze swoim rozgadaniem oraz nieporadnością (scena w barze – rewelacja), podobnie jak niemal zblazowany John Goodman (Dave), rozkręcający się w ostatniej partii filmu. Ale najwięcej luzu ma Jason Momoa w roli niezbyt kumatego Spydera, nadrabiającego swoją fizycznością, a swoją obecnością sprawia wiele frajdy.

jak_dogryzc_mafii4

Film mógł być powrotem Willisa z otchłani tanich i tandetnych filmów do pierwszej ligi, ale realizacja mocno zawiodła. Cullenowie mocno balansują na granicy smaku, wrzucając różne pomysły i mieszają, by liczyć na to, że jakoś to zagra. Ale się bardzo mocno przeliczyli, a ja mam nadzieję, że nic więcej już nie stworzą.

5/10

Radosław Ostrowski

Klient

Emad i Rana są młodym małżeństwem z Iranu. Oboje pracują jako aktorzy teatralni, chociaż on jeszcze dorabia jako nauczyciel. Właśnie wystawiają „Śmierć komiwojażera” Arthura Millera, a także zmieniają lokum, gdyż obecne zaczyna się rozpadać wskutek trzęsień. Kolega z pracy oferuje im nowe mieszkanie, którego lokatorka nie wyniosła rzeczy. Ale pewnego wieczora, kiedy kobieta zostawia otwarte drzwi, dochodzi do tragedii. Kobieta została pobita, a mąż próbuje rozgryźć, co się stało oraz ukarać sprawcę.

klient1

Kolejne dzieło z Iranu od Ashgara Farhadiego, czyli kino bardzo hermetyczne, oparte na niedopowiedzeniach, tajemnicy i ich kulturze. Tajemnice, skrywane pragnienia, kolejne nitki kłamstw, odkrywamy kolejne warstwy. Uderza mnie coś jeszcze: zemsta. Tutaj jest ona zdominowana i wykonywana przez mężczyzn, a kobiety i ich ból zostaje zepchnięty. To mężczyzna czuje się tutaj bardziej upokorzony od kobiety, chociaż sam nie czuje takiego bólu jak kobieta. Ona chce żyć dalej, w miarę normalnie funkcjonować, ale to nie jest takie łatwe. Pierwsze sceny po zdarzeniu pokazują to rozedrganie, poczucie niepokoju i widać, że zaczyna to działać destrukcyjnie na życie naszych bohaterów.

klient2

Tylko, że miałem ten sam problem, jak z „Rozstaniem” – rozumiałem motywacje oraz pewne działania naszych protagonistów, ale oglądałem to bez zaangażowania. Wszystko toczy się bardzo spokojnie, powoli, do tego jeszcze wplecione fragmenty pokazywanej w teatrze sztuki Millera, co może wybijać mocno z rytmu. Niby miało być podskórne napięcie, ale im bardziej to oglądałem, tym bardziej czułem znużenie. Jest poważnie, czasem aż za poważnie i zbyt duszno, wszystko rozrasta się wręcz do antycznego dramatu. Dodatkowo to prywatne śledztwo prowadzone tak przy okazji i wyrywkowo, też nie angażując za bardzo. Może z wyjątkiem wyjaśnienia oraz rozmowy ze sprawcą w dawnym mieszkaniu.

klient3

Przez co od „Klienta” odbijałem się od ściany, czując jedynie bardzo silny chłód. Rozumiem, o co chodziło, tylko nie byłem w stanie całkowicie wejść w ten film, co strasznie bolało. A może po prostu nie dojrzałem do tak specyficznego kina spoza swojego kręgu kultury. Musicie sami zmierzyć się z „Klientem”.

6/10

Radosław Ostrowski

alibi.com

Czym jest tytułowe alibi.com? To serwis internetowy pomagający wcisnąć kit osobom w tarapatach. Masz kochankę? Chcesz pójść na mecz zamiast spędzić czas z żoną? Załatwią ci bardzo dobre alibi, przez co będziesz miał spokój i wszystko się ułoży. Tak działa ekipa Gregorey’ego Van Huffela. Ale wszystko się skomplikuje, gdy na drodze pojawi się pewna kobieta o imieniu Flo. Kiedy poznaje jej rodziców okazuje się, że przyszły teść jest jednym z klientów firmy. A to oznacza masę komplikacji, gdyż Greg nie tylko musi zachować w tajemnicy swoją profesję, ale też ukryć romans swojego przyszłego teścia.

alibi.com1

Kolejny przykład komedii znad Sekwany, która miesza różne style żartów: od prostej komedii pomyłek przez cytowanie innych dzieł („Krwawy sport”, „Assassin’s Creed” czy… „Gwiezdne wojny”) aż do kawałów na granicy dobrego smaku (tutaj ofiarami padają zwierzęta). Efektem jest bardzo śmieszna, rozbrajająca i lekka produkcja. Pilotujący całość Philippe Lacheau (także współscenarzysta i odtwórca głównej roli) robi wszystko, by mieć w pełni naszą uwagę. Dlatego jest tutaj masa zbiegów okoliczności (prawie wszyscy trafiają do tego samego hotelu), galeria pokręconych postaci jak Cyganie niemal żywcem wzięci z „Przekrętu” oraz masa komplikacji, doprowadzających do kompletnego wywrócenia życia. Morał jest jasny i czytelny: kłamstwo ma krótkie nogi oraz się nie opłaca, ale nie jest to wrzucone w sposób łopatologiczny. I za to plus, co nie jest wcale takie proste. Jeśli dodamy to tego piękne plenery Cannes, ładnie dobraną muzykę plus zgrabnie poprowadzoną intrygę, dostaniemy jedną z lepszych komedii francuskich.

alibi.com2

Lacheau w roli głównej jest po prostu cudowny, gdzie musi kombinować, pilnować zgrania z planem, a jednocześnie ciągle improwizuje i widać, że podoba mu się ta Flo (śliczna Elodie Fontan). Tylko, jak wyjść z twarzą, skoro ona nie lubi kłamców. Z kolei drugi plan rozkręca Didier Bourdon (Gerard), który powoli zaczyna się zmieniać: od niewiernego faceta po bardzo ciepłego, uroczego męża, co jest także zasługą wspierającej go Nathalie Baye.

alibi.com3

„alibi.com” jest przykładem jak można zrobić komedię z głową, bez nadmiernego moralizatorstwa, ale jednocześnie autentycznie zabawną. Zdarza się jazda po bandzie (pies rzucony jako kula w kręglach czy kot atakujący… genitalia), jednak granica smaku nigdy nie zostaje przekroczona. Do sympatii wobec tego dzieła nie potrzeba żadnego alibi.

7/10

Radosław Ostrowski

Spider-Man: Homecoming

Każdy kojarzy lub słyszał o Spider-Manie, czyli najmłodszym superbohaterze w historii Marvela. Młody, nieśmiały nastolatek, samotnie wychowywany przez ciotkę May. Pierwszy raz w MCU pojawił się w małym epizodzie w „Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”. Chłopak jest podopiecznym Tony’ego Starka i już się rwie, by się wykazać. Bardzo chce być Avengersem, choć jest dopiero małoletnim smarkaczem. Zamiast tego zajmuje się drobnymi zbrodniami na osiedlu, chociaż rwie go do czegoś większego. Wreszcie trafia na bardzo duża sprawę związaną z niebezpieczną, wręcz kosmiczną bronią. Niby zwykła kradzież bankomatu, ale to początek grubszej sprawy.

spiderman_20171

„Homecoming” to próba nowego spojrzenia na Pajączka, chociaż wszystko to już znamy. Problemy typowe dla nastolatków, czyli przyjaźń, dojrzewanie do odpowiedzialności oraz kontakty z zupełnie innym gatunkiem zwanym dziewczynami. Ten mariaż kina młodzieżowego z superbohaterskim stylem Marvela daje wiele świeżości oraz frajdy dla małolatów. I muszę przyznać, że bawiłem się świetnie. Powoli nakręca się konfrontacja między Parkerem a tajemniczym Vulturem. Zaskoczeniem dla mnie była motywacja głównego łotra, która jest bardzo przyziemna, jak zresztą cały ten film.Nie ma tutaj mocnego przeładowania efektami specjalnymi, skupieniu na robieniu rozpierduchy, która świetnie wygląda (ratowanie uczniów przy pomniku Waszyngtona czy akcja na okręcie), ma swoje tempo oraz adrenalinę, do jakiej Marvel zwyczajnie nas przyzwyczaił. A kiedy dodamy jeszcze teksty Spajdka podczas swojej roboty, to mamy bardzo fajną komedię. Wygrywana jest zarówno przyjaźń z nerdowskim Nedem (straszny gaduła z niego), pierwsze próby podrywu z Liz oraz mentorskie podejście Tony’ego Starka do Petera. Niby nic nowego w świecie Marvela, jednak nie wywołuje to znudzenia.

spiderman_20172

I jeszcze jak to jest zagrane. Tom Holland wydaje się idealny do nowej interpretacji Parkera. Owszem, nadal jest nieśmiały wobec dziewczyn, ale poza tym jest zajarany i nakręcony na wszelkie akcje, niczym dziecko na każdą nową zabawkę. W końcu powoli zaczyna dojrzewać do działania, widząc konsekwencje swoich czynów. Nie zawodzi Robert Downey Jr., kradnąc każdą scenę i wnoszą sporo ironii. Ale najlepszy jest czarny charakter – nie tylko dlatego, że gra go Michael Keaton, ale ponieważ ma prostą motywację. Żadnego podbijania świata, zniszczenia ludzkości, lecz zapewnienie bytu swojej rodzinie. I to działa, a poprowadzone jest bez przerysowania i fałszu, nawet było mi żal tej postaci (czuję, że wróci). Troszkę nie do końca wykorzystano ciotkę May (niesamowicie pociągająca Marisa Tomei), a dziewczyny są gdzieś na dalszym planie (chociaż Liz Harrier, jak i Zendaya mocno się wybijają), a uwagę skupia kostium Spajdka z głosem Jennifer Connelly.

spiderman_20173

Muszę przyznać, że Spider-Man powrócił do domu Marvela w bardzo ładnym stylu oraz z hukiem. Mimo pracy wielu scenarzystów powstało spójne, lekkie (dla wielu zbyt lekkie) oraz nowe podejście do tej postaci. Czekam na kolejne spotkanie z tym najmłodszym herosem komiksu.

8/10

Radosław Ostrowski

Notatnik śmierci

Light to młody, zahukany, ale inteligentny licealista, zakochany w cheerleaderce (jak to każdy amerykański nastolatek). Wychowuje go ojciec, matka zginęła w wypadku. I wtedy dostaje prezent z nieba. Dosłownie. Jest to Notatnik Śmierci – nałożony czarną obwolutą księga, której mechanizm działania jest bardzo prosty. Wpisujesz imię i nazwisko oraz sposób spotkania ze Stwórcą. W pakiecie dostajesz jeszcze pewną mendę zwaną Ryuk – paskudnego boga śmierci. Wiecie jakie to daje możliwości? Light korzysta z tego tworząc mitycznego Kirę – tajemniczego zabijakę, dzięki któremu postanawia wyplenić zło. To jednak przykuwa uwagę detektywa L.

notatnik_smierci1

Kiedy pojawiły się wieści, że Amerykanie przeniosą na ekran japońską mangę, zawrzało. Fani „Notatnika” byli absolutnie wkurzeni, że zostanie to wszystko przemielone na jakiegoś hamburgera, wykładając wszystko wprost za pomocą łopaty. I że to będzie kompletna szmira, absolutnie nie warta uwagi. Do gry włączył się jednak Netflix oraz reżyser Adam Wingard. Co z tego wyszło? Ponieważ nie znam pierwowzoru, stwierdzam, że punkt wyjścia jest mocno odjechany i oryginalny. Taka moc jest bardzo ogromna, ale i niebezpieczna, przykuwająca uwagę. Walka z przestępczością nagle staje się łatwiejsza, policja ma mniej do roboty i jest porządek. Problem w tym, że tytułowy notatnik posiada pewne reguły, a sam Ryuk nie jest istotą posłuszną komukolwiek. Później cała intryga skupia się na śledztwie L, próbującego za wszelką cenę schwytać Kirę. A wtedy między nasza parką zaczyna zgrzytać i wtedy film nabiera rozpędu.

notatnik_smierci2

Wingard polewa wszystko w swoim charakterystycznym stylu, czerpiąc garściami z estetyki lat 80. Słychać to głównie w synthpopowej, klimatycznej muzyce, świetnym początku z rytmicznym montażem, obowiązkowym slow motion czy czasami kiczowatą kolorystyką (bal zimowy). Jednocześnie jest mrocznie i bardzo brutalnie, reżyser nie oszczędza pokazywania krwi oraz dosadnej przemocy. Podświadomie, chociaż to pewnie nieliczni wychwycą, „Notatnik śmierci” mocno pokazuje jak wielka władza działa bardzo destrukcyjnie, jest w stanie zniszczyć każde uczucie. I ta pycha, władza nad życiem oraz śmiercią jest bardziej przerażająca niż jakieś wampiry, zombie czy inne stwory nie z tego świata.

notatnik_smierci3

Czasami film spowalnia, a finał wielu może rozczarować (że pozostaje taki otwarty), skupiając się bardziej na psychice Lighta (świetny Nat Wolff) oraz pokazujące coraz bardziej bezwzględne oblicze Mii (nieoczywista Margaret Qualley), obnażając jej socjopatyczny charakter. Ale film kradną demoniczny Ryuk (fantastyczny Willem Dafoe swoim głosem robi robotę) oraz genialny detektyw L (kapitalny Lakeith Stanfield) – neurotyczny, dziwny, troszkę arogancki, ale inteligentny i pewny siebie. Rzadko zdarza się taka kombinacja, która nie idzie w strony parodii, lecz czyni antagonistę (chyba) ciekawym i ludzkim.

notatnik_smierci4

Dla osób nieznających pierwowzoru „Notatnik śmierci” może być początkiem z tą serią oraz jej innymi wersjami (anime, gry video, film aktorski z Japonii). Może nie zawsze skupia swoją uwagę, ale jest intrygujący, miejscami piękny wizualnie i bardzo w stylu Wingarda. Oby powstał sequel.

7/10

Radosław Ostrowski

Nie oddychaj

Kiedyś Detroit to było miasto – potęga motoryzacji, obecnie jest dziurą, od której wszyscy uciekają. I tutaj przyszło żyć trójce młodych ludzi, okradających domy. Alex, Rocky i Money mają pewne swoje zasady (nie bierzemy gotówki, mała wartość łupu), dzięki którym działają dobrze. Ale dostają szansę na większy szmal, by móc wyrwać się z miasta. Cel jest prosty: chata starego, ślepego wojaka. Facet jest ślepy, mieszka sam (znaczy się z psem), zaś łupem jest duża kasa z odszkodowania. Co może pójść nie tak?

nie_oddychaj1

Film Fede’a Alvareza to niemal klasyczny thriller, gdzie pozornie znamy proste reguły. Tylko, że im dalej w las, tym bardziej to wszystko nie jest takie proste ani oczywiste. Bo ofiara to nie jest taka bezbronna i nieporadna istota, ani trójka gnojków nie jest taka bez grzechu. Dom zmienia się w prawdziwą twierdzę, skąd w każdej chwili może przyjść Staruch albo jego rottweiler, nie bojąc się zabić. W końcu w razie napadu, właściciel może bronić swojej fortecy. Kamera w tym filmie wręcz biegnie (wejście do pokoju ślepca), muzyka nerwowo buduje napięcie, a my czekamy na dalszy rozwój wypadków. Odkrywamy kolejne tajemnice starucha, będącego prawdziwym bydlakiem, kierowanym jedynie wolą przetrwania oraz swoją siłą – niezłomną, niezniszczalną, niewzruszoną. Czekamy na kolejne sztuczki (gaszenie światła, sceny obecności dwójki antagonistów obok siebie, fizyczna konfrontacja, próby ucieczki, barykadowanie drzwi), podskórnie budując poczucie niepokoju oraz lęku, a scena z pipetą naprawdę potrafi przerazić. Owszem, zdarzają się głupoty i nielogiczności, ślepiec jest wręcz nieśmiertelny, jednak – paradoksalnie – film potrafi utrzymać w napięciu do samego końca, co wydaje się kompletnie nieprawdopodobne. Gra oświetleniem, montaż, powoli pojawiający się dźwięk – to wszystko wnosi ten dreszczowiec na wyższy poziom.

nie_oddychaj2

No i jest Stephen Lang – w krótkim podkoszulku, z siwa brodą oraz wyostrzonymi zmysłami. Dawna przeszłość wybudziła z niego potwora, którego nie jest w stanie nic zatrzymać. Pozornie rozedrgany, małomówny, ale bezwzględny bydlak, pozbawiony wiary i będący ponad jakimkolwiek prawem. Pozostała trójka aktorów (ze szczególnym uwzględnieniem Jane Levy) radzi sobie dobrze, stanowiąc tło dla mocnego Langa, chociaż możemy współczuć tym młodym ludziom.

nie_oddychaj3

„Nie oddychaj” jest mrocznym i potrafiącym mocno budować napięcie dreszczowiec z elementami grozy. Kolejny przykład pokazania mrocznej strony człowieka, będącego zdolnym do wszystkiego. Jeszcze nigdy Zło nie było tak lepkie i bezwzględne. W trakcie seansu będzie próbowali nie oddychać z napięcia.

7/10

Radosław Ostrowski