Na cały głos

Ostatnio o Rogerze Ailesie (a dokładniej o aferze związanej z molestowaniem seksualnym pracownic) powstał film „Gorący temat”. Ale parę miesięcy wcześniej stacja Showtime postanowił zrobić serial o karierze tego kontrowersyjnego człowieka mediów. Wszystko zaczyna się w momencie, gdy ten bogobojny konserwatysta dostaje propozycję pracy dla Ruperta Murdocha, szefa News Corporations. Jest rok 1995 i powstaje Fox News – tuba bardziej prawicowej strony Ameryki, wierzących w Boga, rodzinę oraz prawo do bycia równiejszych od równych.

na caly glos1

Ekipa pod wodzą scenarzystów Alexa Metcalfa i Thomasa McCarthy’ego w ciągu siedmiu odcinków próbuje opisać tą 20-letnią pracę Ailesa w Fox News. Jeśli spodziewacie się uczciwego, obiektywne spojrzenie na USA, tego człowieka – bardzo świadomego jaką moc mają media – to nie interesuje. Zamiast informacji, slogany i wrażenia, rzucane hasła, ostre i bezpardonowe ataki na bardziej lewą stronę. Bo rację mamy my, którzy dzięki swoim wartościom tworzymy prawdziwą Amerykę. I dzięki temu udaje się dotrzeć do ludzi spoza establishmentu, uważający się za wykluczonych, odrzuconych, zapomnianych. Są to prości ludzie, do których trzeba dotrzeć nieskomplikowanym językiem oraz przekazem, stąd ten sposób formy. Dlatego oglądalność śrubuje wysoki poziom, ludzie są zadowoleni, zaś Ailes staje się coraz potężniejszy. I udaje się pokazać jak większą kontrolę zaczyna mieć ten człowiek, coraz bardziej pozbawiony kontroli oraz jakiejkolwiek smyczy.

na caly glos2

I to wszystko pokazane jest w sposób przystępny, mimo masy nazwisk oraz postaci. Jednocześnie pokazuje się to bardziej prywatne życie, gdzie bohatera cały czas wspiera żona. Co troszkę mnie dziwi, bo mąż bardzo mocno ją ogranicza. Kiedy ma szansę pracy w dawnej firmie, decyduje się i… zostaje potem zwolniona. Ostatecznie staje się wręcz zaślepioną fanką, wspierającą jego działania w pracy. Ale jednocześnie do samego końca pozostaje nieświadoma relacji męża z innymi kobietami. Bo wątku molestowania oraz zmuszania kobiet do seksu nie da się uniknąć. Choć początkowo wydaje się ledwo naznaczonym tłem (oprócz wątku Laurie Luhn), to nawet w tych momentach czuć obrzydzenie, wstręt wobec tego zachowania. I dopiero ten wątek pod koniec uderza ze zdwojoną siłą, nadal potrafiąc uderzyć mocnymi scenami (rozmowy z kobietami przeprowadzane przez prawników najpierw w firmie, a potem w biurze).

na caly glos3

Nie ma tutaj jakichś formalnych zabaw – może poza krótkimi przebitkami montażowymi – niemniej ta historia fascynuje i angażuje. Akcja skupia się na przełomowych wydarzeniach: od odpalenia Fox News przez 11 września i kadencje Baraka Husseina Obamy (to drugie imię oczywiści przypisał mu Ailes) aż do upadku oraz odejścia Ailesa z Fox News. Mimo tych paroletnich skoków, udaje się twórcom zachować spójną narrację, bez poczucia dezorientacji czy przeoczenia czegokolwiek. A to nie jest takie proste. Niemniej mam pewne poczucie niedosytu, jakbym troszkę za mało czasu spędził z Ailesem. Albo inaczej: nie poznałem go zbyt dobrze i nie znalazłem odpowiedzi na pytanie, co go uczyniło takim, jakim był. Nie, żebyśmy nie poznali przeszłości, bo nasz bohater troszkę o niej opowiada, niemniej było to dla mnie za mało.

na caly glos4

Choć udało się zebrać świetnych aktorów, powiedzmy to sobie wprost: „Na cały głos” to wielki show Russella Crowe’a. Aktor postanowił pójść drogą Christiana Bale’a i mocno przybrał na wadzę, by wcielić się w Ailesa, będącego tutaj niemal niepowstrzymaną siłą. Z jednej strony człowiek świadomy wielkiej siły mediów oraz dotarcia do innych ludzi. Nie można mu odmówić charyzmy oraz determinacji w przekazywaniu swojej wizji Ameryki, ale z drugiej jest bigotem, egotykiem, przekonanym o swojej nieomylności. Kiedy wybucha, balansuje na granicy groteski, ale nigdy nie przekracza granicy przerysowania. Drugi plan też ma wiele do zaoferowania, choć największe pole do popisu dostaje zaskakująca Sienna Miller (bardzo wyciszona, ale równie konserwatywna żona Elizabeth), dawno nie widziana przeze mnie Naomi Watts (dziennikarka Gretchen Carlson), poruszająca Annabelle Wallis (Laurie Luhn) oraz ostry jak brzytwa Seth MacFarlane (bezwzględny Peter Lewis).

Wydawałoby się, że już po „Newsroom” czy fragmentach „House of Cards” nie da się już niczego powiedzieć o mediach. Ale „Na cały głos” pokazuje, że nawet ograny temat można przedstawić w ciekawy, fascynujący sposób. A siłę tych mediów pokazały wyniki wyborów prezydenckich z 2016 roku, stanowiąc gorzki finał tego dzieła.

8/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 2

Pierwszy sezon netflixowej „Castlevanii” był bardziej obietnicą czegoś intrygującego i ciekawego w kwestii adaptacji gier komputerowych. Cztery nieco ponad 20-minutowe odcinki stanowiły fundament do tego, na co czekali fani gier: konfrontacji Trevora Belmonta – ostatniego z rodu łowców wampirów – z hrabią Draculą. Naszemu lekko podpitemu młodziakowi towarzyszy syn hrabiego, Alucard oraz posiadająca tajemną wiedzę Sypha, przedstawicielka Mówców. By nasze trio mogło powstrzymać hrabiego ze swoim poruszającym się zamkiem, wyruszają do zniszczonego domostwa Belmontów.

castlevania2-1

Drugi sezon jest dwa razy dłuższy i sama historia zostaje rozbita na dwa wątki. Pierwszy dotyczy naszego zawadiackiego tria, które zaczyna coraz bardziej się zgrywać. Po drodze rzucając wiele złośliwych tekstów, docinków oraz przeglądania zbiorów. Przez co można odnieść wrażenie, że jest troszkę monotonnie i nudno. Ale jest jeszcze drugi wątek, czyli prowadzenie wojennej rzezi przez wampiry. I tutaj pojawia się kilka niespodzianek. W obozie hrabiego pojawia się dwóch przedstawicieli ludzi, odcinając się od swoich pobratymców. I to ten duet (Hector i Isaak) ma podjąć rolę głównych strategów, co wywołuje spięcia. Każdy z nich ma inne podejście, dziwaczną i pokręconą przeszłość, przez co ich losy toczą się zupełnie inaczej. Prostoduszny, pragnący wskrzeszać istoty Hector oraz naznaczony religijnym fanatyzmem Izaak zgrabnie się uzupełniają, a ich dalsze losy będą rozwijane w kolejnej serii (mam nadzieję).

castlevania2-2

Na tym dworze prowadzone są kłótnie, intrygi oraz rywalizacje o koncepcje walki. Tutaj też pojawiają się dwie bardzo wyraziste postaci: żądny krwi Godbrand i próbująca przejąć władzę o tron Carmilla. A nad tym wszystkim znajduje się coraz bardziej zmęczony cała sytuacją Dracula. To jeszcze dodatkowo pomaga w budowaniu napięcia oraz świata przedstawionego. Wszystko doprowadzone jest do finałowej, bardzo intensywnej konfrontacji, pełnej dzikiej bijatyki, krwi oraz dynamicznej choreografii. Same sceny akcji są tutaj brutalne, pełne oderwanych kończyn, posoki oraz okrucieństwa. To zdecydowanie produkcja dla dorosłych, zaś sama kreska bardzo przypomina japońskie anime. Ręcznie rysowana kreska, z dynamicznymi ruchami postaci i kamery (podczas scen akcji), dodając własnego charakteru.

castlevania2-3

I to jest nadal kapitalnie zagrane głosowo. Szorstki Trevor Belmont (Richard Armitage), opanowany oraz charyzmatyczny Dracula (Graham McTavish) nadal brzmią idealnie. Ale swoje zrobili nowi bohaterowie jak arogancki, pewny siebie Godbrand (cudowny Peter Stormare), planująca swoją intrygę oraz manipulująca Carmilla (niemal uwodząca Jaime Murray), a także bardzo oddany hrabiemu Isaac (charyzmatyczny Adetokumboh M’Cormack). Nowe postacie dodają jeszcze więcej kolorów do tego mrocznego, brutalnego świata.

castlevania2-4

Powiem krótko: drugi sezon „Castlevanii” bije pierwszy na głowę. Jest lepiej napisany, równie krwawy i brutalny, tylko pozornie zamykający całą historię. Bo może i główny antagonista zginął, ale nie wyparowało całe zło na Wołoszczyźnie. Może tylko humor wydaje się troszkę nie na miejscu, lecz poza tym całość rozwija się fenomenalnie. Kto wybiera się na 3. serię?

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

After Life – seria 1

Ricky Gervais to postać rozpoznawalna przez fanów brytyjskiego poczucia humoru. Bardzo specyficznego, czasami opartego na obrażaniu innych. Ja kojarzyłem go tylko z roli gospodarza ceremonii wręczenia Złotych Globów. Podczas ostatniej ceremonii komik wspominał o swoim serialu „After Life”, że dostarcza więcej rozrywki niż cała transmisja gali. Postanowiłem zaryzykować i sprawdzić z czym się je tą produkcję Netflixa.

after life1-1

Bohaterem tego serialu jest Tony – dziennikarz lokalnej gazety, któremu niedawno zmarła żona. Mieszka z psem, chory na Alzheimera ojciec przebywa w domu opieki, a on sam nie radzi sobie z tą pustką. Ciągle wypowiada na głos chęć popełnienia samobójstwa, jest opryskliwy, cyniczny, wręcz negatywnie nastawiony do wszystkiego. Ale czy ten stan wściekłości, gniewu i wkurwienia będzie trwał cały czas?

after life1-2

Trudno nazwać „After Life” serialem komediowym, bo i humor wynika tutaj ze złośliwości czy sarkazmu. Tony – grany przez samego Gervaisa – jest bardzo trudny do polubienia, nie tylko z powodu odczuwalnego bólu, ale bardzo dużego dystansu do całego otoczenia, odrzucając każdą formę pomocy. Zupełnie tak jakby po śmierci swojej żony wszystko przestało mieć jakikolwiek sens. Stąd takie a nie inne nastawienie. Coś, co on sam nazywa szczerością, inny traktują jako niekontrolowany gniew, furię, głęboką depresję. Kiedy poznajemy Tony’ego, jest w niej od dłuższego czasu, co widać po pustym, niesprzątanym mieszkaniu oraz samym spojrzeniu bohatera: jego zgaszonych oczach, niemal kompletnej obojętności na wszystko (włącznie z próbą okradzenia go przez dwóch gnojów) i wszystkich. Nieważne, czy mówimy o ojcu z Alzheimerem i opiekującej się nim pielęgniarce, szwagrze będącym także jego szefem czy koledze-fotografowi.

after life1-3

Każdy odcinek przypomina kolejny, normalny dzień: obejrzenie filmiku od żony na tablecie, śniadanie, wyprowadzenie psa, wizyta na cmentarzu, praca, odwiedziny ojca, wieczór. I wszystko jest tutaj odhaczane jakbyśmy oglądali sitcom. Nawet zestaw gagów wydaje się utrzymany w podobnym tonie (rozmowy z ojcem, interakcje z listonoszem o wdzięcznym imieniu… Pat), ale wszystko jest tu poprowadzone w miejscami delikatny sposób i podaje dość prostą receptę na wyjście z tego doła. I tym rozwiązaniem jest… drugi człowiek. I to niekoniecznie z najbliższego otoczenia, bo to może być roznosiciel gazet, który jest uzależniony od narkotyków, prostytutka, zatrudniona przez Tony’ego jako… sprzątaczka czy poznana na cmentarzu kobieta, co odwiedza grób swojego męża. I to podczas spotkań oraz rozmów z nimi zaczyna dostrzegać prostą, choć nie zawsze zauważalną prawdę. Że każdy człowiek mierzy się ze stratą bliskich na swój sposób i nie wszyscy ludzie są źli. Nie każdego należy traktować w sposób opryskliwy, agresywny.

after life1-4

Wielu może przeszkadzać ostatni odcinek, który bywa bardzo przesłodzony, a jego przesłanie jest powiedziane zbyt wprost. Niemniej ta droga oraz przemiana do niej prowadząca brzmi szczerze. I przez to bardziej poznajemy bohatera, granego znakomicie przez samego Gervaisa.

Pierwszy sezon „After Life” pokazuje drogą jaką bohater przechodzi od mroku i smutku do odnajdywania radości. Pytanie tylko, na jak długo Tony będzie w stanie zachować tą równowagę i czy znowu nie dostanie nagle depresji. Na to pytanie odpowiedź dostaniemy w drugiej serii już w kwietniu.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Tuca i Bertie

Ptaszyskowo to typowe miasto gdzieś w USA, gdzie żyją głównie antropomorfizowane ptaki. Wśród tych mieszkańców są dwie kumpele, które znają się od kilku lat i mają po 30 lat. Tukanica Tuca jest bardzo imprezową dziewczyną, która od niedawna rzuciła alkohol, nie ma pracy, chłopaka, męża, z rodziną kontaktów nie utrzymuje. Bertie jest drozdem, pracuje w korporacji jako informatyk, a jej pasją jest robienie deserów i innych smakołyków. Mieszkały panie razem sześć lat, ale Bertie znalazła sobie chłopaka o zacnym imieniu Ćwiek i tukan musi się wyprowadzić.

tuca i bertie1

Kolejna animacja od Netflixa skierowana dla dorosłego widza. „Tuca i Bertie” jest stworzona przez Lisę Hanewalt, czyli rysowniczkę kultowego „BoJacka Horsemana”. Wizualnie to nowe dziełko jest dość blisko opowieści o człowieku z końską twarzą, ale inaczej rozkłada akcenty. Tutaj serialowi (niestety, skasowanemu po pierwszej serii) bliżej jest do klasycznego sitcomu, gdzie każdy odcinek stanowi osobną, niekoniecznie powiązaną ze sobą historię. Każda z naszych ptaszyc próbuje rozwiązać swoje problemy i zmierzyć ze swoimi demonami, których jest tu sporo. Trudna przyjaźń, seksizm, samotność, relacje damsko-męskie, odpowiedzialność, podążanie za pasją  – dzieje się tutaj bardzo dużo, chociaż każdy odcinek trwa niecałe pół godziny. Jednocześnie cała tematyka podana jest w bardzo komediowym sosie. Nie oznacza to jednak, że nie ma momentów poważnych czy poruszających. Dla mnie taką sceną było wyznanie Bertie z przedostatniego odcinka, gdzie opowiada o tym, dlaczego rzuciła pływanie. To bardzo mocny moment, dodatkowo cała retrospekcja towarzysząca tej scenie pokazana jest w zupełnie innym stylu.

tuca i bertie2

Właśnie. Twórcy mieszają tutaj różne style animacji, co bardzo uatrakcyjnia seans, nie wprowadzając chaosu i zamieszania. To wszystko jeszcze bardziej podkreśla charaktery naszych pokręconych przyjaciółek. Zwłaszcza w scenach wszelkich retrospekcji dodaje jeszcze bardziej do tego absurdalnego homoru. Dowcip tutaj jest oparty m.in. na wpleceniu napisów w trakcie dialogów (świetny moment kiedy podczas jakiegoś kawału pojawia się… tytuł sitcomu oraz pora jego nadawania!!!) czy pojawiających się znikąd wstawek musicalowych (śpiewająca Bertie). Wszystko tutaj oparte jest na absurdzie i zderzeniu charakterów. Bo jak traktować sytuację, kiedy Tuca kupuje sobie… jaguara czy wizytę Tuki u lekarza z gadającym ultrasonografem. To jeszcze bardziej podkręca ten zakręcony, kolorowy świat, dodając lekkości całego przedsięwzięcia.

tuca i bertie3

Ale to wszystko nie zadziałałoby, gdyby nie kapitalny dubbing. Absolutnie tutaj błyszczy skontrastowany duet Tiffany Haddish/Ali Wong w rolach głównych. To one dodają tego charakteru, jaki potrzebują te postaci: nakręcona, wygadana i głównie wyluzowana Tuca oraz wycofana, spokojna, ciepła Bertie. Dla mnie najlepsze momenty były związane z przełamaniem ich charakterów (zakochana Tuca na randce jest bardzo niepewna i przerażona czy jak Bertie puszczają nerwy) czy kiedy wspierają siebie nawzajem. Chemia między tymi dziewczynami jest bardzo naturalna, wiarygodna do samego końca. Trzecim do pary jest Ćwiek z głosem Stevena Yeuna, próbującego zachować spokój i zadowolić swoją kobietę. Ma swoje momenty komediowe jak kiedy ma sztywną pozę oraz puszczają mu nerwy, co też pozwala mu zabłysnąć.

tuca i bertie4

Żałuję, że Netflix skasował ten serial po raptem 10 odcinkach, bo „Tuca i Bertie” miała potencjał na bardzo rozluźniającą, sympatyczną rozrywkę z bohaterkami, których nie da się nie polubić. Bardzo przyjemnie spędzony czas i chciałoby się zostać w Ptaszyskowie na dłużej.

8/10

Radosław Ostrowski

Bosch – seria 3

Miałem dość długą przerwę związaną z oglądaniem „Boscha”. I kiedy wydawało się, że nasz glina z LA ma odrobinę świętego spokoju, bardziej nie można się mylić. Mężczyzna sam zajmuje się nastoletnią córką i jedną z obsesji pokonaną (sprawa zabójstwa jego matki), ale to jedyny problem. Zostaje zamordowany mężczyzna podejrzany o zabójstwo dwóch kobiet, których detektywowi nie udało się rozwiązać. Jakby tego było mało, detektyw przygotowuje się do sądowej sprawy reżysera filmowego oskarżonego o morderstwo kobiety oraz razem z Jerrym Edgarem prowadzą sprawę zabójstwa bezdomnego. Jak się okazuje, to były wojskowy.

bosch3-1

Jeden z flagowych seriali Amazon Prime Video nadal trzyma się dobrze, chociaż jest to niemal klasyczny procedural. Z tą różnicą, że fabuła skupia się na jednym dochodzeniu, czasami wprowadzając poboczne wątki dla ubarwienia. Tytuł, tak jak poprzednia seria, nie jest skupiony tylko na jednym wątku, co zdecydowanie uatrakcyjnia oglądanie serialu. Nawet jeśli takich historii widzieliśmy już wiele: mylenie tropów, coraz bardziej nawarstwiające się problemy, wątki obyczajowe zmieszane ze śledztwami, polityczno-sądowe gry. Innymi słowy: nic nowego w Los Angeles. Ale miasto nie jest tutaj – co jest bardzo konsekwentne – pokazane w sposób pocztówkowy. Bywamy na ulicy, barach, schroniskach dla młodzieży czy posterunku. No i dość poważnie przygląda się niedoskonałości wymiaru sprawiedliwości, gdzie prawda nie ma znaczenia dla jego reprezentantów. Kiedy ważniejsza od prawdy jest statystyka i kalkulacja, mająca pomoc w wyborach na prokuratora czy w karierze. Kontrastem dla tej postawy jest Bosch, choć trzeba przyznać, że coraz bardziej granica odcieni szarości prawa zaczyna się przesuwać. Czyżby nasz bohater zaczął stawać się bandytą z tą różnicą, że nosi mundur? Zakończenie nie daje jednoznacznej odpowiedzi, przez co nie mogę doczekać się kolejnej serii.

bosch3-2

Realizacyjnie „Bosch” przypomina bardziej klasyczne kryminały czy policyjne dramaty sprzed kilkunastu lat. Klisz tutaj nie brakuje (detektyw z przeszłością, komediowy duet Baryła/Krata, umiarkowanie pobłażliwy szef), jednak nie działają na niekorzyść, co jest bardzo sporym zaskoczeniem. Same śledztwa też potrafią wciągnąć, zwłaszcza zabójstwo Gunna, które ma drugie dno. Nie brakuje paru zaskoczeń i wolt, ale dochodzą też konflikty między policjantami (zwłaszcza Boscha z prowadzącym sprawę Gunna Robertsonem), co jeszcze bardziej buduje suspens. Jedynym problemem był dla mnie wątek p.o. szefa Irvinga i politycznej walki o urząd komendanta policji, który mnie akurat nie zaangażował. Sprawiał wrażenie dość oderwanego od reszty (oprócz tajemniczego zabójcy z Koreatown, którego nie udaje się schwytać), mimo udziału niezawodnego Lance’a Reddicka. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt, że pewna sprawa dla Harry’ego wraca i tylko pozornie wydawała się zamknięta. Jestem strasznie ciekawy, jak zostanie to rozwiązane.

bosch3-3

Aktorsko nadal całość w ryzach trzyma Titus Welliver, ożywiając bardzo schematyczną postać detektywa z mroczną przeszłością, nieidącego na kompromisy twardziela.  Starzy znajomi nadal prezentują się świetnie (ze wskazaniem na Jamiego Hectora oraz duetu Evans/Cummins), jednak to nowe postacie dodają sporo od siebie. Najbardziej wybija się Paul Calderon jako doświadczony detektyw Santiago „Jimmy” Robertson, który ma zatarg z Boschem i początkowo podejrzewa go o udział w morderstwie Gunna. Dobrze też wypada John Ales (reżyser Andrew Holland), tworząc dość ekscentrycznego łotra, korzystającego z usług śliskiego adwokata (cudny Spencer Garrett) oraz śliskiego ex-gliniarza (zaskakujący Arnold Vosloo), choć pojawia się bardzo rzadko.

bosch3-4

Jeśli szukacie klasycznego w stylu serialu kryminalnego, to „Bosch” jest absolutnie pozycją obowiązkową. Ma świetny klimat, wyrazistych bohaterów oraz na tyle interesującą intrygę, że można serię obejrzeć w jeden/dwa dni. Dobrze, że do tej serii wróciłem, bo tego mi brakowało.

8/10

Radosław Ostrowski

The Mandalorian – seria 1

„Gwiezdne wojny” – ile emocji wywołuje nadal ta marka, pozostaje dla mnie rzeczą niepojętą. Ostatnimi czasy dominują jednak emocje negatywne wokół tego cyklu. Mocno podzielił wszystkich „Ostatni Jedi”, a i ostatnia część sagi okazała się dla wielu sporym rozczarowaniem. Czyżby Disney nie miał kompletnie pomysłu na franczyzę, mając sobie za cel jak największe wyciśnięcie kasy z fanów? Oraz ciągłe obracanie się wokół znanych z poprzednich części wydarzeń, postaci oraz nostalgii? Przełamaniem tego wizerunku miał być zrealizowany dla (niestety, nieobecnej w Polsce) platformy Disney+. Stworzony i napisany (w sporej części) przez Jona Favreau „The Mandalorian” miał iść w zupełnie innym kierunku, z nowymi postaci oraz klimatem bardziej przypominać westerny czy filmy o samurajach. Czy udało się spełnić założenia?

mandalorian1-1

Akcja serialu toczy się między 6 a 7 częścią „Gwiezdnych wojen” i osadzona jest w bardziej odległych częściach galaktyki. Bohaterem zaś jest tytułowy Mandalorianin – noszący się w pełnym rynsztunku łowca nagród pracujący dla Gildii. Innymi słowy, klasyczny twardziel, co poluje na różnych bandziorów i z tego się utrzymuje. Jednak w obecnych czasach przedstawicieli tej grupy nie ma zbyt wielu, a i zleceń coraz mniej. Innymi słowy, obalenie Imperium nie przyniosło wszystkim wiele korzyści. Jednak nowe zlecenie może zmienić wiele, ale sprawa jest bardzo tajemnicza. Zlecenie jest ustne, klient jest bardzo tajemniczy, a o celu wiadomo tylko, gdzie przebywał ostatnio oraz ile ma lat.

mandalorian1-2

I muszę szczerze przyznać, że „Mandalorian” ma rozmach godny produkcji kinowej. Można odnieść wrażenie, że ktoś podzielił film na odcinki, a następnie wrzucił na mały ekran. Nie brakuje wręcz batalistycznych scen (finał 7 odcinka oraz cały 8), pościgów (Mando na tropie Javów) czy bardzo zaskakujących intryg (odbicie więźnia z kosmicznego statku). I kiedy wydaje nam się, że najważniejsza będzie nitka główna (tajemnicze zlecenie oraz postać, nazwana przez widzów Baby Yodą), twórcy zaczynają nas przenosić po różnych częściach kosmosu, a konstrukcja fabuły staje się epizodyczna. Te fragmenty wydają się dość nierówne (zwłaszcza odcinek 4 i 5), przez co odczuwa się znużenie, mimo krótkiego trwania odcinków (maksymalnie 45 minut). W tym miejscach albo historia jest średnio angażująca (wątek zlecenia na Tattoine), albo kompletnie nudna i po łebkach (obrona wioski przed bandytami jak w „7 wspaniałych”). Z tego grona najbardziej wybija się odcinek z odbiciem więźnia, serwując woltę oraz świetnie trzymając w napięciu aż do samego końca.

mandalorian1-3

Mimo tej nierówności tempa oraz narracji (co może wynikać z udziału kilku reżyserów, m.in. mocno odstającej od reszty Bryce Dallas Howard i Dave’a Filoni), czuć lekko westernowy vibe. Małomówny, tajemniczy protagonista (znakomity Pedro Pascal), którego przeszłość powoli odkrywamy w retrospekcjach, ogromne i różnorodne krajobrazy (od pustyni po wioskę koło wód i lasu). Jest nawet bójka w barze (pierwszy odcinek), zaś otwarty finał sugeruje znacznie ciekawszy drugi sezon.

mandalorian1-4

Równie dobre wrażenie robi aktorstwo, mimo faktu, że o postaciach nie dowiadujemy się zbyt wiele. Pedro Pascal jest absolutnie kapitalny w roli małomównego twardziela, cały czas obecnego w zbroi i masce, przez co emocje były wyczuwalne tylko za pomocą mowy ciała oraz samego głosu. Robi to bez zarzutu, a jego relacja z Baby Yodą to najmocniejszy punkt. Serial samą obecnością kradnie Werner Herzog w roli tajemniczego klienta z bardzo opanowanym, wręcz kojącym głosem oraz pewnością siebie, a także Taika Waititi jako droid IG-88 (momenty, gdy grozi autodestrukcją – perełki). Swoje trzy grosze dorzuca zadziorna Gina Carano (Cara Dune), twardy Carl Weathers (szef Gildii, Greef Carga) oraz świetny Nick Nolte (trzymający się z dala Kuill) czy budzący grozę swoją determinacją Giancarlo Esposito (Moff Gideon).

mandalorian1-5

Pierwszy sezon „Mandaloriana” to obietnica wielkiej przygody. Może jeszcze nie do końca spełniona, zostawia wiele zagadek, ale wygląda bardzo imponująco i okazale. Robi też jedną, istotną rzecz: przywraca nadzieję na odwiedzenie bogatszego świata Gwiezdnych wojen. Moc chyba wracać do Galaktyki.

8/10

Radosław Ostrowski

Żmijowisko

Tytułowe Żmijowisko to ośrodek agroturystyczny gdzieś na mazurskiej głuszy. Las, jezioro, ognisko – innymi słowy oaza spokoju. Ale to właśnie tutaj doszło do tragedii. Zaginęła 15-letnia Ada, córka Arka i Kamili, którzy spędzali tam wypoczynek razem ze znajomymi matki dziewczyny z czasów studiów. Mimo intensywnych poszukiwań, Ady nie udaje się znaleźć. Rok później ojciec wraca na miejsce zbrodni, by dotrzeć do prawdy.

zmijowisko1

Łukasz Palkowski wręcz zaczyna taśmowo robić seriale dla telewizji. Po „Belfrze”, „Pułapce” i „Chyłce” tym razem zmierzył się z powieścią Wojciecha Chmielarza. Książki oczywiście nie czytałem, więc nie mogę jej w żaden sposób porównać. Niemniej jest wiele znajomych motywów dla historii opartych na tajemnicy: mroczna okolica, bardzo dziany biznesmen, rodzinne niesnaski, nieprzyjemna przeszłość, tajemnice i kłamstwa. A w to wszystko zostaje wciągnięty zwykły, szary człowiek ze zniszczoną reputacją. Reżyser jednak decyduje się na zabawę chronologią, stosując aż trzy linie czasowe: chwile do dnia zaginięcia, rok po całej sytuacji oraz czas pomiędzy. Wszystko to zaznaczone innymi kolorami, przez co nie ma szansy na dezorientację ani zagubienie. I ta przeplatanka jest czymś bardzo odświeżającym, zaś osadzenie całości na Mazurach budziło klimat kryminałów… skandynawskich.

zmijowisko2

Niemniej muszę przyznać, że „Żmijowisko” bardzo mnie rozczarowało. O ile klimat potrafi uwieść, zdjęcia odpowiednio eksplorują tamtejszą faunę, to jednak problem mam z samą konstrukcją opowieści. Sama kryminalna intryga z czasem zaczyna schodzi na bardzo daleki plan, a najważniejsze zaczynają być dwa wątki. Pierwszy dotyczy fascynacji syna właścicieli ośrodka z nową koleżanką ze szkoły. Sabina ma w sobie dużo mroku, jest zafascynowana zbrodnią, a relacja staje się coraz bardziej toksyczna, niepokojąca i budząca grozę. Natomiast drugi wątek dotyczy coraz bardziej psującego się związku Arka i Kamili, który są ze sobą z powodu… nieplanowanej ciąży. Więcej jest tutaj kłótni, ciętych i ostrych słów, których kumulacją jest incydent na ognisku.  Te momenty odpowiednio podkręcają całą atmosferę, gdzie można ją kroić nożem.

zmijowisko3

Muszę też przyznać, że reżyser wie jak mylić tropy oraz potrafi zaciekawić, mimo dość nierównego środka serialu. Niemniej muszę przyznać, że bardzo zaskoczył mnie finał oraz rozwiązanie całej intrygi, którego się nie spodziewałem. Nie zdradzę wam o co chodzi, ale byłem w bardzo wielkim szoku i zostałem wpuszczony w maliny. To jest dla mnie największy atut, który jest w stanie zrekompensować słabsze momenty.

Aktorsko jest tutaj bardzo porządnie i jest kilka niespodzianek. Zaskakuje tutaj Paweł Domagała, który próbuje mocno zerwać z emploi charakterystycznego aktora z komedii romantycznych. Tutaj wciela się w bardzo wycofanego everymena, zderzonego z bardzo niezrozumiałą tajemnicą, pełen frustracji oraz lęków. To mocna i nietypowa kreacja, pokazująca dość spory potencjał tego aktora, zwłaszcza w momentach utraty temperamentu, kłótni czy oskarżeń. Dlatego tak dobrze wypada w duecie zarówno z Agnieszką Żulewską (Kamila), jak i debiutującą Daviną Reeves-Ciarą (Adaoma), choć ta druga pełni rolę partnera w śledztwie. Dla mnie jednak najlepiej z obsady wypada Cezary Pazura w roli biznesmena Rybaka oraz Kamila Urzędowska jako jego córka, Sabina. Pierwszy jest odpowiednio twardym biznesmenem, bezwzględnie dążącym do realizacji swoich celów, zaś druga jest coraz bardziej niepokojącym materiałem na manipulującą socjopatkę, zafascynowaną przemocą, krwią oraz zabijaniem. Bardzo niepokojący duet, choć nie mają ze sobą wiele scen. Z drugiego planu warto wspomnieć mocną rolę Piotra Stramowskiego (bardzo śliski Robert) oraz Wojciecha Zielińskiego (Krzysztof Trypa).

zmijowisko4

Nie wiem co tu się wydarzyło, ale „Żmijowisko” pokazuje pewne drobne wypalenie Palkowskiego. Punkt wyjścia brzmi bardzo znajomo, intryga miejscami rozłazi się, a aktorstwo i klimat nie zawsze są w stanie przyciągnąć wszystkich do samego końca. To się jeszcze dobrze ogląda, ale na miejscu reżysera uważniej dobierałbym materiał do pracy.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Detektyw – seria 3

Pierwszy sezon „Detektywa” był fenomenem oraz wielkim powrotem HBO do produkcji seriali ocierających się o wybitność. Bardzo mroczny klimat, wciągająca intryga, fantastyczne aktorstwo z gwiazdami na pokładzie oraz niesamowita realizacja – tak się przechodzi do historii. Druga seria (forma antologii) od Nica Pizzolatto spotkała się z chłodnym odbiorem, co spowodowało bardzo długą przerwę. „Detektyw” z nową serią wrócił dopiero po 4 latach z kompletnie nową historią. Czy to wystarczyło na złapanie świeżości oraz powrotu do dobrej formy.

Cała historia skupia się na śledztwie z 1980 roku. Wtedy właśnie w małym miasteczku na terenie Ozark zaginęło dwoje dzieci. Ich rodzice nie byli zbyt udanym małżeństwem, ani specjalnie zamożni. Śledztwo prowadził czarnoskóry detektyw Warren Hays, weteran wojny w Wietnamie oraz Roland West, jednak sprawa pozostała nierozwiązana. Gdzie popełniono błąd? Jakie były naciski i kto stał za tym wszystkim?

Pierwsze, co się rzuca w oczy znajomego, to konstrukcja opowieści. Akcja toczy się na trzech liniach czasowych: w 1980 (prowadzone śledztwo), w 1990 (wznowienie dochodzenia) oraz w 2015 (sprawą zajmuje się dziennikarka telewizyjna, prowadząca rozmowę z Hayesem). Wszystkie te linie przeplatają się ze sobą, zmuszając do większego skupienia podczas seansu. Tak samo osadzenie fabuły gdzieś poza wielką metropolią (tak samo jak w 1 serii), gdzie nie brakuje powiązań między policją, polityką a biznesem. Ale bardziej niż w poprzednich seriach, większy nacisk skupiony jest na wątkach obyczajowych niż samej kryminalnej intrydze. Śledztwo jest prowadzone tak jak w klasycznym kryminale, gdzie jest masa poszlak, problemów, podejrzanych i nacisków, głównie ze strony prokuratury. Bardziej jednak twórców interesuje jak ta niewyjaśniona sprawa naznaczyła piętnem osoby powiązane z nią. Nie tylko rodziców, podejrzanych, ale i samych śledczych, dla których stało się obsesją oraz/lub dziurą coraz bardziej niszczącą ich od środka. Czy w końcu uda się ją wyjaśnić, by mieć już spokój oraz móc spokojnie ruszyć naprzód?

Realizacyjnie to jest poziom pierwszej serii, czyli pokazywaniu długich ujęć oraz krajobrazów prowincjonalnego miasteczka. Same plenery też potrafią zbudować atmosferę tajemnicy, niepokoju oraz mroku (jaskinia, lasy), co budzi bardzo pozytywne skojarzenia. Ale sporo czasu spędzamy też w miejscach publicznych jak fabryka (biuro), bar, komisariat czy mieszkanie Haysa. Montażowe przejścia między liniami czasowymi są poprowadzone świetnie, w tle gra bardzo niepokojąca, wręcz ambientowa muzyka. Problemem dla mnie okazało się wyjaśnienie całego dochodzenia, które okazało się mniej satysfakcjonujące i… zaskakująco banalne. Tak banalne, że nie przeszło mi do głowy, bo wydawało się za proste. Lecz ku mojemu zdumieniu, nie zniszczyło ono tej serii jak w przypadku „Rojstu”.

detektyw3-7

Zawsze mocnym punktem tej było aktorstwo i nie inaczej jest tutaj. Ale czy może być inaczej jak główną rolę dostaje Mahershala Ali? W roli Hayesa jest absolutnie fantastyczny, pokazując jego pewność siebie, determinację oraz walkę o wyjaśnienie sprawy do końca. Nawet jeśli trzeba nagiąć troszkę granicę prawa. Na mnie jednak największe wrażenie aktor robi w scenach z 2015 roku, gdy jego postać ma problemy z demencją. Momenty zagubienia, zawieszania oraz wycofania pozwalają inaczej spojrzeć na tą postać, co jest dużą zaletą. Drugim mocnym punktem jest wracający po latach niebytu Stephen Dorff w roli partnera Haysa. Jest o wiele bardziej elastyczny w kwestii układania się, jednak nie oznacza to, że nie jest zdeterminowany w wyjaśnieniu sprawy. Bardzo dobrze się uzupełnia z wycofanym, zbyt skupionym na sprawie detektywie, nawet w chwilach z 2015 roku. Oprócz tego duetu najbardziej wybija się z tego grona Carmen Ejogo, czyli nauczycielka Amelia oraz Scoot McNairy. Twarda, silna oraz ambitna kobieta, która też włącza się w śledztwo (nawet pisze na ten temat książkę), co mocno odbija się na relacji z Haysem. Cała relacja ze swoim przyszłym mężem pozwala aktorce pokazać pełne spektrum emocji. Z kolei Scoot jako ojciec pokazuje całą swoją bezradność, zmęczenie oraz niemal autodestrukcyjne zapędy. Bardzo mocna, zagubiona postać.

detektyw3-8

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że trzecia seria „Detektywa” próbuje być powrotem do korzeni. I jest to powrót na pewno udany, gdzie czuć klimat znany z pierwszych odcinków. Sama zagadka może nie daje satysfakcji i nie ma tak charyzmatycznej postaci jak Rust Cohle (takie osoby pojawiają się raz na dekadę), niemniej jest to właściwy kierunek dla całości. Nie wiem, czy powstanie seria czwarta, ale będę na nią czekał.

8/10

Radosław Ostrowski

Chyłka – Zaginięcie

Mecenas Joanna Chyłka jest jednym z najbardziej cenionych adwokatów warszawskiej kancelarii Żelazny/McKay. Ostra, szorstka i zawsze wygrywająca każdą sprawę. Ale najbliższe dni mocno wywrócą jej życie do góry nogami. Po pierwsze, zostaje patronem aplikanta Kordiana Oryńskiego, a po drugie dzwoni z prośbą o pomoc dawna znajoma Angelika Szlezyngier. Kobieta razem z mężem są podejrzewani w sprawie zaginięcia swojej córki, a śledztwo coraz bardziej skupia się na nich.

chylka1-1

TVN zdecydował się przenieść na ekran cykl powieści Remigiusza Mroza o mecenas Chyłki. Jednak dlaczego zaczęli od drugiego tomu? Pozostaje to zagadką, niemniej „Zaginięcie” lawiruje między kryminalną intrygą a dramatem sądowym. Bo choć mamy tutaj dochodzenie, nasi bohaterowie nie uczestniczą w nim bezpośrednio. W końcu obrońcy mają przede wszystkim bronić swoich klientów, a nie bawić się w detektywa oraz dotrzeć do prawdy. Być może dlatego mamy tutaj sporo scen w sądzie, gdzie każdy dowód, każda poszlaka jest rozpatrywana ze wszelkich możliwych perspektyw. A czy prawda jest tak naprawdę ważna, istotna czy liczy się tylko wygrana za wszelką cenę? Te pytania będą krążyć w trakcie oglądania, a sprawa zaczyna mieć drugie dno.

chylka1-2

Reżyser Łukasz Palkowski ma wprawę w prowadzeniu kryminalnych opowieści (kto oglądał pierwszy sezon „Belfra”, ten wie) i tutaj tylko to potwierdza. „Zaginięcie” jest pozornie spokojnie poprowadzone i bez jakichś formalnych fajerwerków. Pozornie stonowany kolorystycznie, gdzie mamy zderzenie sterylnych budynków Warszawy z Augustowem i okolicami – niepozbawione brudu, szarzyzny oraz będąca bardziej przyziemna. I pojawiają się zakręty, cliffhangery, kolejne wolty zmuszające do weryfikacji tego, co już wiemy o bronionych klientach. Kto tu tak naprawdę kłamie, manipuluje i komu możemy zaufać? Tajemnica tutaj naprawdę wciąga, tylko szkoda, że ostatni odcinek troszkę wykłada wszystko kawę na ławę (w jednym monologu, ale za to z retrospekcjami) i jednocześnie jest podbudowa pod drugą serię.

chylka1-3

Na mnie największe wrażenie robiły utarczki w sądzie oraz relacja między Chyłką a Oryńskim. Dialogi nie są pozbawione ciętych ripost, bluzgów oraz wszystkich meandrów prawniczych. Pozornie jeszcze mamy parę pobocznych wątków, jednak nie psują one dobrego wrażenia i nie ma ich tutaj aż tak wiele, by stanowiło obciążenie. Cała historia o dziwo ma ręce i nogi, intryga nie wydaje się naciągana czy absurdalna, zaś bohaterowie potrafią zaciekawić.

chylka1-5

Aktorsko serial całkowicie dominuje Magdalena Cielecka, wracająca do wielkiej formy. Aktorka miała dość trudną rolę prawniczki, z ciętymi ripostami, bardzo niedostępną, kompetentną i nie bojącą się stosować nieczystych zagrywek. Bywa cyniczna i nieufna wobec klientów, a jednocześnie walczy jak lwica. Choć nie przyzna się do tego wprost. Zderzona zostaje z idealistycznym oraz zaczynającym swoją karierę Ordyńskiego, który dostaje ksywę „Zordon” i aparycję Filipa Pławiaka. Aktor radzi sobie dobrze, ma wiele uroku i tworzy dość zgrany duet. Najtrudniejsze zadanie mieli wcielający się w role podejrzanych Katarzyna Warnke i Michał Żurawski. Ona sprawia wrażenie dziwnie spokojnej, a on jest bardzo wyciszony, wręcz przybity, zaś oboje skrywają wiele tajemnic. Z drugiego planu warto wyróżnić Mirosława Haniszewskiego (sprytny, choć lekko „dresiarski” cwaniak Wito), Piotra Głowackiego (prokurator Aronowicz z włosami a’la Jezus) oraz Piotra Żurawskiego (informatyk Kormak).

chylka1-4

Powiem szczerze, że „Zaginięcie” jest bardzo sprawnie wykonanym serialem kryminalnym. Historia wciąga, dialogi są mocne (chociaż za dużo klną), zaś prawnicze meandry potrafią zaangażować. I jestem strasznie ciekawy, co będzie dalej z mecenas Chyłką oraz nową, bardziej skomplikowaną sprawą. A że druga seria już w piątek, to zgadnijcie, co będę robił.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Nawiedzony dom na wzgórzu – seria 1

Hill House – jak sama nazwa wskazuje, znajduje się na wzgórzu. I kiedyś tam mieszkała rodzina Crane’ów, która planowała wyremontować budynek oraz sprzedać go z zyskiem. Problem w tym, że doszło do tragedii (matka popełniła samobójstwo) i cała ocalała rodzina (ojciec + 5 dzieci) oddali się od tego miejsca jak najdalej się da. Tylko, że pozostawił on na nich niezmazalne piętno i po 26 latach bardziej przypominają wychłodzone, pozbawione emocji istoty. Demony mają to do siebie, że lubią powracać. Kiedy najmłodsza siostra popełnia samobójstwo, reszta rodziny musi się skonfrontować z przeszłością.

nawiedzony dom na wzgorzu1-1

Netflix i horror? To połączenie nie miało prawa wypalić pod żadnym pozorem. Jednak za kamerą stanął Mike Flanagan, który idzie mniej oczywistymi kierunkami niż standardowi rzemieślnicy kina grozy. Na ekran przeniósł powieść Shirley Jackson opowiadającym o nawiedzonym domu i już pewnie sobie wyobrażacie jak to będzie wyglądać: nachalne jump-scare’y z równie nachalną muzyką, duchy w SiDżiAj, ciemnie, niewyraźne ujęcia, błaha fabuła, podprogowy montaż. Bo mroczny oraz niepokojący klimat można osiągnąć na kilka różnych sposobów. Reżysera bardziej interesuje pokazanie trudnych relacji zbudowanych na kłamstwach, niewyleczonych traumach oraz nieufności. Wypadkowa masek, cynizmu, wrogości, egoizmu, skrywającego traumę, samotność i potrzebę bliskości. I każdy z tych bohaterów przeszedł swoją drogę: pisarz, zarabiający na pisaniu o nawiedzonych domach, właścicielka domu pogrzebowego, dziecięcy psycholog, narkoman nie potrafiący pokonać swojego nałogu oraz jego bliźniaczka, z bardzo zwichrowanym umysłem. Niemal każda z postaci dostaje swój odcinek (pierwsza połowa serialu), dzięki czemu możemy bliżej je poznać: ich tajemnicę, pracę, leki oraz zagubienie. By jednak uatrakcyjnić całość, stonowana jest (niczym w „Oculusie”) dwutorowa narracja: przeszłość (pobyt w Hill House oraz zdarzenia sprzed kilku lat) przeplata się z dniem dzisiejszym, stanowiąc bardzo płynną całość.

nawiedzony dom na wzgorzu1-2

„Nawiedzony dom..” bardziej przypomina psychologiczny dramat, gdzie groza oraz elementy nadnaturalne są tylko dodatkiem. Elementy strachu pojawiają się albo nagle i gwałtownie, albo przewijają się gdzieś w tle, przez co można je całkowicie przeoczyć. Nie oznacza to jednak, że nie ma tutaj napięcia czy poczucia zagrożenia, co pokazuje odcinek szósty, gdzie mamy to samo zdarzenia (burza) w dwóch różnych miejscach. A że całość została nakręcona za pomocą kilku mastershotów, eksplozja wydaje się nieunikniona i działa to wręcz perfekcyjnie. Choć całość może wydawać się bardzo spokojna (sama konfrontacja z przeszłością to w sumie dwa odcinki), nie miałem poczucia znużenia. Dla mnie troszkę zaskakujący może być finał opowieści, jednak nie popada w banał i wyjaśnia kilka rzeczy. Ta przeplatana narracja służy jeszcze jednej rzeczy – pokazaniu oraz zderzeniu tego, co widzieli bohaterowie z tym, co się działo naprawdę. I pewne rzeczy potrafi nam podsunąć nieujarzmiona wyobraźnia.

nawiedzony dom na wzgorzu1-3

Za to jestem pod ogromnym wrażeniem aktorstwa. Zarówno dzieci (młodsze odpowiedniki rodzeństwa), jak i dorośli wypadają co najmniej bardzo dobrze. Co bardzo zaskakuje nie ma tutaj zbyt rozpoznawalnych – przeze mnie twarzy (wyjątkiem od tej reguły jest Carla Gucino w roli matki oraz Timothy Hutton jako starsze wcielenie ojca), będąc dla mnie dodatkowym atutem. Na mniej największe wrażenie zrobił absolutnie kapitalny Henry Thomas (młodsze wcielenie ojca), który próbuje pokazać zarówno racjonalność oraz opanowanie zmieszane z poczuciem bezradności wobec sił zła. Poza nim warto wspomnieć kradnącą ekran Kate Siegel (bardzo zdystansowana od reszty Theo) oraz wyciszonego Olivera Jacksona-Cohena (narkoman Luke) i balansującą na granicy przerysowania Victorię Pendretti (rozedrgana Nelly). I nie czuć tutaj fałszu między żadną z tych postaci, co jest bardzo trudne do opanowania.

nawiedzony dom na wzgorzu1-4

„Nawiedzony dom…” to jeden z najciekawszych oraz najbardziej intrygujących seriali grozy od czasu „American Horror Story”. Spójna fabuła, bardzo pewna reżyseria, bardzo dobre aktorstwo, a także konsekwentne budowanie atmosfery potwierdzają talent Flanagana. Wielu mocno podzieliło zakończenie, będące słodko-gorzkim happy endem, ale do mnie w pełni trafia. Dajcie szansę temu niepozornemu domostwu, a poczujecie ciarki na plecach.

8/10

Radosław Ostrowski