Ostatnie kuszenie Chrystusa

Wszyscy wiemy kim był Jezus Chrystus. Taki facet, co sprawiał cuda, uważał się za Syna Bożego, umarł na krzyżu i potem zmartwychwstał, co było fundamentem religii zwanej chrześcijaństwem. Ale w 1988 roku powstał film, który wywołał burzę i poruszył wszystkich wierzących na świecie. I nie jest to „Pasja”.

chrystus

Twórcą tej prowokacji był Martin Scorsese, który przeniósł na ekran powieść Nikosa Kazantsakisa „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, za którą autor został wyklęty ze swojego Kościoła. Czyli nie jest to wierne pokazanie wydarzeń z Ewangelii. Cały pomysł reżysera i scenarzysty Paula Schradera („Taksówkarz”, „Wściekły byk”) polegał na tym, by pokazać Jezusa jako człowieka. Owszem, czynił cuda, był wolny od grzechu, ale nie od pokus, miał wątpliwości i gdyby mógł, nie umierałby na krzyżu, ale prowadziłby życie normalnego człowieka, żeniąc się z Marią Magdaleną. Poza tym słyszy głosy, robi krzyże dla Rzymian – innymi słowy zdrajca i chory psychicznie. Już słyszę ten wrzask, że to skandal i prowokacja. Wiecie na czym polega cały dowcip? Że Scorsese pozostaje wierny Ewangelii (kuszenie na pustyni, Niedziela Palmowa, zdemolowanie świątyni), ale jednocześnie rzuca inne światło na znanych bohaterów, zwłaszcza Judasza. Scorsese stworzył bardzo interesujące widowisko, zachowując atmosferę i rekonstruując zwyczaje Żydów (wesele w Kanie Galilejskiej czy handel w świątyni) za pomocą genialnych zdjęć Michaela Balhausa z wyraźnie zaznaczonymi czerwienią oraz bielą oraz bardzo klimatyczną muzyką Petera Gabriela, zaś sam reżyser naprawdę przyciąga uwagę i bardzo pewnie prowadzi tą historię.

chrystus2

A jak to jeszcze zostało zagrane!! Największe brawa należą się Willemowi Dafoe, który wciela się tu w bardziej ludzkiego Jezusa, który targany wątpliwościami oraz kuszony na wszelkie możliwe sposoby (tytułowe ostatnie kuszenie dzieje się w momencie ukrzyżowania), stawia trudne pytania, ale na końcu… a nie tego wam nie zdradzę. Drugą istotną postacią jest Judasz, w którego wciela się Harvey Keitel. Jednak nie jest to ten zdrajca, ale człowiek silnie wierzący w niego i najwierniejszy oraz najlojalniejszy uczeń, który nawet jest w stanie dla niego zdradzić. Bardzo zaskakująca i intrygująca postać. Za to na drugim planie jest masa istotnych kreacji, że wspomnę Barbarę Hershey (Maria Magdalena), ale też warto zauważyć Harry’ego Deana Stantona (Szaweł), Davida Bowie (Piłat) i Juliette Caron (anioł). I każde z nich stworzyło bardzo ciekawą postać, która odgrywa dość istotną rolę.

chrystus3

Scorsese tym filmem wywołał spore kontrowersje, które dopiero „Pasja” Mela Gibsona była w stanie wywołać. Ale przy okazji udowodnił, że jest jednym z najlepszych reżyserów swoich czasów. Amen.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Królowa

Rok 1997. Królową brytyjską Elżbietę II poznajemy w chwili, gdy przyjmuje nowego premiera Tony’ego Blaira. Parę miesięcy później w wypadku samochodowym zginęła księżna Diana. Rodzina królewska decyduje się nie eksponować swojej żałoby i oddziela się od opinii publicznej. Jednak premier Blair ma na ten temat inne zdanie.

Stephen Frears to brytyjski reżyser, któremu zdarzały się przebłyski nieprzeciętnego talentu („Niebezpieczne związki”) oraz serwował solidne komedie niepozbawione lekkości i głębi („Przeboje i podboje”, „Przypadkowy bohater”), ale tym razem opowiada o wydarzeniach i miejscu, gdzie kamera do tej pory nie zaglądała – do pałacu Buckingham. Reżyser pokazuje nam dwie sprzeczne postawy i pokazuje jak niewiele zabrakło, by doszło do obalenia tego ustroju. Frears opowiada wszystko z wyczuciem (brak zarówno sceny wypadku jak i drastycznych ujęć Diany po wypadku), odrobiną humoru oraz dobrym montażem (zwłaszcza w scenach, gdy pojawiają się sceny z księżną Dianą).

krolowa1

Jednak największą siła tego filmu jest znakomita Helen Mirren w roli Elżbiety II – chłodnej, zdystansowanej monarchini, która zawsze wygląda dostojnie. Wierzy w swoje przekonania, że sprawa z żałobą po Dianie przycichnie i że nie musi pokazywać tego na zewnątrz. Przeciwieństwem jest grany przez Michaela Sheena premier Blair, który zna siłę mediów i próbuje pomóc monarchii przed nienawiścią i upadkiem. Patrzenie na sceny z ich udziałem należy do wielkich przyjemności (może poza scenami z jeleniem, które trącą banałem), a poza nimi zdecydowanie należy wyróżnić Rogera Allema (Robin Jarvain, doradca królowej) oraz Helen McCrory (żona Blaira, antyrojalistka).

krolowa2

Kolejny przykład dobrego kina bazującego na wybornym aktorstwie. Zobaczyć trzeba, bo i monarchia brytyjska to dość ciekawa instytucja.

7/10

Radosław Ostrowski


Wożąc panią Daisy

Rok 1948. Pani Daisy jest starszą kobietą, która ma już swoje lata i nie bardzo radzi sobie z obsługą samochodu. Ostatnim razem wpadła prosto do działki sąsiada. Syn, nie chcąc zostawić mamy samej, wynajmuje jej czarnoskórego szofera Hoke’a. Początkowo dość niechętnie go przyjmuje, ale z czasem zaczyna się między nimi tworzyć nić porozumienia.

daisy1

W zasadzie ta historia jest bardzo prostą opowieścią opartą na dość prostych schematach: przełamywaniu barier społecznych, ale przede wszystkim swoich własnych lęków i przekonań. Było to już w kinie wielokrotnie wałkowanie i niestety, film Bruce’a Beresforda nie przetrwał próby czasu, bazując na sentymentalnych wzruszeniach, a także brakuje mu delikatnie mówiąc ikry. Wszystko jest lekkie, ogląda się to dość łatwo, ale czegoś głębszego zabrakło w tym wszystkim, już w połowie czując mocno znużenie. A potencjał w tej opowieści o niezwykłej przyjaźni był ogromny. Od strony technicznej trudno się tu przyczepić: zdjęcia, montaż, scenografia i muzyka są na porządnym poziomie, co nie powinno dziwić, to przecież USA.

daisy2

Tym większy żal aktorów, którzy robią co mogą, by ożywić swoje postacie. Zarówno Morgan Freeman jak i Jessica Tandy stanęli na wysokości zadania, tworząc postacie sympatycznego i żwawego szofera oraz zrzędliwej starszej pani, która z wyższością patrzy na innych i nie lubi pokazywać swojego dobytku, ale powoli między tą parą tworzy się przyjaźń. Na drugim planie jest za to niezrównany Dan Aycroyd grający absolutnie poważnie i robi to z wdziękiem.

daisy3

„Wożąc panią Daisy” jest filmem zaledwie niezłym, z którym czas nie obszedł się zbyt łaskawie. Jest trochę pusty w środku, choć stara się być ciepły i bezpretensjonalny. Tym większa szkoda.

6/10

Radosław Ostrowski

Sprzedawcy

Dante i Randall pracują w supermarkecie oraz wypożyczalni video, które mieszczą się w tym samym budynku. I patrzymy na ich jeden dzień z życia, w którym Dante lawiruje między dwiema dziewczynami (Caitlin i Veronica), mecz gry w hokeja na dachu oraz wizytę w domu pogrzebowym.

sprzedawcy1

Ten czarno-biały debiut Kevina Smitha jest dziś uznawany za produkcję kultową, która w USA do tej pory jest najbardziej piraconym filmem ever. Największą jego siłą są mocne dialogi, w których głębokie przemyślenia idą ręka w rękę z bluzgami i rzucaniem mięsem. A jednocześnie jest to tak pokręcone, że aż głowa mała. Życie, Gwiezdne wojny, seks i cała reszta – o tym opowiadają bohaterowie, którzy próbują jakoś przetrwać w tej szarej rzeczywistości. Dante (ten rozsądny z dwiema laskami) i Randall (kompletnie olewający klientów i nienawidzący ich) tworzą dość ciekawy duet, zaś na drugim planie jest drugi dość pokręcony duet dealerów – Jay i Cichy Bob, który pojawi się później w wielu kolejnych filmach Smitha się pojawi.

sprzedawcy2

Zagrane jest to świetnie, a ogląda się to z zaskakująca przyjemnością, bo poza nawijką o budowie Gwiazdy Śmierci w „Powrocie Jedi”, pokazana jest sytuacja Dantego, który nienawidzi swojej pracy, ale nie potrafi z niej zrezygnować, bo nie widzi dla siebie żadnej perspektywy. Z kolei Randall może i prostak, ale przynajmniej nie oszukuje siebie. Ta gorzka refleksja lekko psuje nam nastrój i powoduje, że ten film bardziej zapada w pamięć. Choć wielu humor może się wydawać niesmaczny, to nie zmienia faktu, że jest to dobry film.

sprzedawcy3

7/10

Radosław Ostrowski

Adwokat

Boston, lata 80. Jan Schlichtmann jest bardzo skutecznym adwokatem zajmującym się procesami dotyczącymi ofiar wypadków i innych tragicznych wydarzeń. W końcu dostaje sprawę, której nikt nie chce się podjąć – osiem rodzin z Woburn chce oskarżyć i znaleźć winnych śmierci swoich dzieci z powodu zatrucia wody. Początkowo prawnik chce zrezygnować, ale będąc na miejscu zmienia zdanie, pozywając dwie firmy. Jednak nawet on nie jest w stanie przewidzieć skutków tego procesu.

Dramat sądowy w USA to gatunek dość ważny i to nie tylko dlatego, że nie są one filmowane ani nagrywane, ale dlatego, że bardziej liczy się akcja, zaś sam przebieg procesów, ma w sobie coś z teatralnego spektaklu. Najbardziej znanym twórcą tego gatunku był Sidney Lumet („12 gniewnych ludzi”, „Wredykt”), teraz zadania podjął się Steven Zaillian, znany amerykański scenarzysta („Lista Schindlera”, „American Gangster”, „Dziewczyna z tatuażem”), jednak na krześle z napisem DIRECTOR radzi sobie nie gorzej. Opierając się na prawdziwej historii reżyser opowiada nie tylko o samym przebiegu procesu (w zasadzie rozprawy) i  stworzyć kolejny antykorporacyjny film, stawia też ważne pytania dotyczące etyki i sensu tej profesji, gdzie proces to batalia i walka, gdzie masz szansę na sprawiedliwość, co słychać w monologach z offu, gdzie Schlichtmann wyjaśnia mechanizmy dotyczące procesów, opierając się m.in. na statystykach. Pytanie co jest ważniejsze – prawda, sprawiedliwość czy kariera i forsa. Każdy prawnik powinien sobie zadać to pytanie.

adwokat1

Ale nie wszystko toczy się w sądzie, część wydarzeń rozgrywa się w miasteczku (piękne zdjęcia utrzymane w lekko szarej, jesiennej kolorystyce), gdzie stopniowo poznajemy całą prawdę dotyczącą tych wydarzeń, kibicując naszemu bohaterowi. Technicznie niby ten film jakoś specjalnie się nie wyróżnia, ale to nie jest film akcji – jest bardzo statyczny, oparty na dialogach (niektórzy mogą pomyśleć, że przegadany), ale też trudno się do czegoś specjalnie przyczepić. Nawet rzadko pojawiająca się muzyka, która jest tylko tłem, radzi sobie dobrze.

Ale ten film bez aktorów by nie istniał (a czy jakikolwiek film bez aktorów mógłby powstać, poza dokumentalnymi?). Pierwsze skrzypce gra tutaj John Travolta i wypada on bardzo dobrze. jego bohater jest cynicznym i doświadczonym prawnikiem, dla którego ta sprawa zmusza go do przemyślenia. Początkowo dostrzega tylko szansę na zarobienie kasy, ale potem tak naprawdę zaczyna walczyć. Jego determinacja i upór jest naprawdę godna pozazdroszczenia, ale ta sprawa pakuje go w duże długi, doprowadzając ostatecznie do upadku jego kancelarii. Może dlatego, że jest zbyt dumny i uparty, braku pójścia na kompromis? Jego godnym przeciwnikiem jest znakomity Robert Duvall w roli Jerome’a Fachera – bardziej spokojnego prawnika, którego wielkie doświadczenie i opanowanie jest naprawdę godne podziwu. Drugi plan też jest naprawdę interesujący, choć niektórzy aktorzy pojawiają się czasem przez kilka albo kilkanaście minut. Nie sposób pochwalić Williama H. Macy’ego, Tony’ego Shalhouba i Željko Ivanek jako partnerów Schlichtmanna, którzy początkowo wspierając kolegę, nie potrafią zaakceptować jego walki. Poza nimi trudno nie zapamiętać Jamesa Gandolfiniego (Al Lowe, pracownik, który jako pierwszy decyduje się powiedzieć prawdę), Kathleen Quinlan (Anne Anderson – matki walczącej o przeprosiny) czy będących w epizodach Stephena Fry’a (geolog Pinder), Johna Lightgowa (sędzia Skinner) czy Sidneya Pollacka (wiceprezes Al Eustice).

adwokat2

„Adwokat” może nie dorównuje filmom Sidneya Lumeta, ale jest to jednak udany film opowiadający o determinacji. Zaś przewrotne zakończenie sprawy pokazuje, że o pewne rzeczy zwyczajnie warto walczyć. Nawet jeśli się to nie opłaca – wszystko bez nachalności i patosu.

7/10

Radosław Ostrowski

Sin City – Miasto grzechu

Basin City – tak się kiedyś nazywała ta mieścina, ale odkąd w Starym Mieście sprowadzono prostytutki, nazywano je Miastem Grzechu. To tutaj w tym zgniłem mieście, gdzie nieuczciwość, korupcja i morderstwa są powszechne, toczą się trzy historie. Każda z nich ma swojego bohatera, w każdym pojawia się kobieta, która odgrywa kluczową rolę i w każdej będzie masa krwi.

Bohaterem pierwszej jest Marv – brzydki, twardy syn ulicy, który zostaje wrobiony w morderstwo prostytutki, dzięki której znalazł sens życia. By odnaleźć zabójców, będzie musiał zadrzeć z najbardziej wpływową familią Roarków. W drugiej Dwight McCarthy – mężczyzna po przejściach zostaje wplątany w intrygę mającą na cel zniszczenie kruchego rozejmu panującego w Starym Mieście – dzielnicy prostytutek. Zaś trzecia (podzielona na dwa) to historia Johna Hartigana, który dzień przed pójściem na emeryturę powstrzymuje syna senatora Roarka przed gwałtem na 11-letniej dziewczynie, ale tatuś nie zamierza odpuścić.

hartigan
John Hartigan – ostatni sprawiedliwy

Robert Rodriguez tak zazdrościł Quentinowi Tarantino, że postanowił nakręcić własne „Pulp Ficton”. I rzeczywiście, oba te filmy mają ze sobą wiele wspólnego – trzy opowieści, czarny humor, gwiazdorska obsada. Adaptacja komiksu Franka Millera (także współreżysera filmu) wygląda jak komiks – jest czarno-białą opowieścią (rzadko pojawia się kolor- czerwony, żółty), gdzie żywi aktorzy grają w komputerowo stworzonym świecie Miasta Grzechu – pełnego brudu, smrodu, korupcji, a uczciwość odeszła w zapomnienie. Jednak poza świetną stylizacją, każda opowieść ma wciągającą intrygę, klimat czarnego kryminału oraz bardzo wyrazistych bohaterów, nawet w epizodach.  Poza tym „Sin City” jest brutalnym filmem – krzesło elektryczne, odrąbane głowy, rozerwane i odstrzelane członki, więc osoby o słabszych nerwach, nawet nie zbliżają się do niego.

marv
Marv – wielki powrót Mickeya Rourke’a

Co do obsady, to tak jak we wspomnianym „Pulp Fiction”, natężenie gwiazd na cm taśmy filmowej przekracza dopuszczalne, ale co najciekawsze, żaden aktor nie dominuje, nie jest najważniejszy. Główne role – trzech twardzieli, którzy są zmęczeni i cyniczni, ale jednak kierują się własnym kodeksem moralnym – zagrali wracający do wielkiej formy Mickey Rourke (Marv), bardzo dobry Clive Owen (Dwight) oraz konsekwentnie grający wizerunkiem tough guya Bruce Willis (Hartigan). Ale nie tylko oni błyszczą i przykuwają uwagę na dłużej. Jessica Alba (Nancy), Brittany Murphy, Benicio Del Toro, Rosario Dawson, a w epizodach, m.in.  Elijah Wood, Rutger Hauer i Michael Clarke Duncan. Mógłbym tak dalej wymieniać, ale wszyscy wypadli przekonująco i nawet grając małe rólki stworzyli intrygujących bohaterów.

dwight
Dwight – troszkę narwany

Pierwszy raz „Sin City” obejrzałem pięć lat temu, a że wkrótce ma powstać druga część, postanowiłem odświeżyć sobie ten tytuł. I nic się nie zestarzał, to znakomite kino serwujące rozrywkę na najwyższym poziomie. Najlepszy film Rodrigueza od czasów „Desperado”. Amen.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

The Doors

Biografii filmowych to było wiele, zwłaszcza muzyków. W 1991 roku na wszedł film „The Doors” o Jimie Morrisonie, nakręcony przez Olivera Stone’a. Zafascynowany Morrisonem reżyser tworzy nie tylko portret muzyka, ale jednocześnie dokumentuje czas hipisów (przełom lat 60/70), gdzie dominowały narkotyki (miały poszerzyć świadomość), alkohol, ostre imprezy, przypadkowy seks.

doors

Barwny okres amerykańskiej muzyki, w dodatku od strony technicznej rewelacyjny. Nie brakuje scen idących w stronę psychodelii (obecność Indianina wokół Morrisona) i świetnej muzyki The Doors, co tylko potęguje klimat filmu.

Jedna rzecz, która najbardziej przykuwa uwagę to genialna kreacja Vala Kilmera w roli Morrisona. Stone skupił się na jego ciemnej stronie życia, gdzie balansuje na granicy życia i śmierci, a jednocześnie jest to artysta nie radzący sobie ze sławą. Mimo, że zachowuje się jak szalony, nadużywa alkoholu i narkotyków, trudno od niego odciągnąć uwagę, magnetyzuje i czuć jego charyzmę. To naprawdę niesamowite, ze Kilmerowi udało się stworzyć taką kreację. Jednak poza Kilmerem, wybijają się świetny drugi plan, z Kylem MacLachlanem, Frankiem Whaleyem i Kevinem Dillonem w rolach muzyków The Doors, a także partnerujących pań Meg Ryan (Pamela, żona Jima) oraz Kathleen Quinlan (Patricia, kochanka).

doors2

Po tym filmie czułem się jak na haju. Mocna i bardzo ciekawy portret jednego z najważniejszych rockmanów świata. Bardzo wysokiej klasy robota.

8/10

Radosław Ostrowski

Śniadanie na Plutonie

Lata 60., Irlandia. Patrick Braden jest młodym chłopakiem, który bardzo lubi ubierać się w damskie ciuszki. Gdy był niemowlęciem, matka zostawiła go pod drzwiami plebanii. Kiedy dorasta, a mieszkańcy nie akceptują jego sposobu bycia, wyjeżdża do Londynu, by odnaleźć swoją matkę.

pluton

Film Neila Jordana to kolejna opowieść o bohaterze, który jest odmieńcem i nawet tego nie ukrywa. Z jednej strony udaje się odtworzyć atmosferę lat 70-tych, gdzie konflikt irlandzko-brytyjski nasila się (choć ten temat jest muśniety), w tle leci świetna muzyka, zdjęcia też są dobrze zrealizowane, nie brakuje odrobiny humoru (rudziki, aresztowanie Kici i jego opowieść o likwidacji terrorystów). Więc w czym problem? Główny bohater, którego losy były obojętne. Kicia jest transwestytą, nie kryje się z tym, ale sprawia wrażenie osoby nie rozumiejącej rzeczywistości i zachowujący się jak kompletny idiota (pozbycie się broni z kryjówki IRA czy konflikt z policją), a jego naiwność jest zaskakująca. I zawsze lecą na niego faceci, z czego czasem korzysta. Cilian Murphy robi, co może, by uwiarygodnić tego bohatera, ale po prostu nie dał rady. Jest to kompletnie niepoważny koleś.

Poza nim jest jednak parę epizodów, które zapadają w pamięć. Moją uwagę najbardziej przykuł Liam Neeson w roli księdza, który jest ojcem Kici oraz Stephen Rea jako iluzjonista Bertie. Ale nie zmienia faktu, że jest to co najwyżej średni film. Szkoda, Mr Jordan.

5/10

Radosław Ostrowski

Niebiańskie istoty

Nowa Zelandia, rok 1953. Do szkoły w Christhurch pojawia się nowa uczennica Juliet Hulme, która zaprzyjaźnia się z Pauline Rieper, która trzyma się z daleka od innych. Jednak ta przyjaźń wywołuje niepokój u rodziców obu dziewczyn, którzy próbują je rozdzielić, obie tworzą własne światy. Jednak finał jest tragiczny…

Peter Jackson to facet, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardziej znany dzięki „Władcy Pierścieni”, wcześniej kręcił horrory i po nich stworzył bardzo dziwny film. Bo tak naprawdę jest to prawdziwa historia toksycznej przyjaźni, której finałem było morderstwo. Jednak reżyser nie szafuje i pokazuje wszystko w sposób bardzo subtelny i delikatny. Bazując na pamiętnikach Pauline, pokazuje bardzo niejednoznaczną relację łączącą obie dziewczyny, którą trudno tak naprawdę określić – przyjaźń, miłość? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, jednak ta silna relacja była bardzo toksyczna i obie panie były od siebie uzależnione.  Nie chciały się pogodzić z tym, że nie będą razem.

istoty

Jackson sięga po dość klasyczne środki (narracja z offu, gdzie słyszymy autentyczne zapiski z pamiętnika), a jednocześnie wszystko jest pokazane w dwóch światach – rzeczywistym i tym wykreowanym przez Pauline oraz Juliet. Jest on bardzo wysmakowany plastycznie, gdzie pojawiają się zarówno ożywione postacie z plasteliny, jak i ich Czwarty Świat. W dodatku okraszone to piękną muzyką i świetnym montażem (zwłaszcza prolog, w którym dwie biegnące dziewczyny w lesie przeplatają się z czarno-białymi ujęciami ich na statku idącymi do rodziców Juliet). Resztę i wnioski wyciągnijcie sami.

W dodatku wszystko to jest świetnie zagrane. Najtrudniejsze zadanie miały debiutujące na dużym ekranie Kate Winslet i Melanie Lynskey. I obie bardzo przekonująco pokazały dwie, trochę zwariowane dziewczyny, trochę żyjące na granicy szaleństwa. Obie po pewnym czasie tracą kontakt z rzeczywistością i obie nie potrafią żyć bez siebie. Ale poza nimi trudno nie zwrócić uwagi na grających rodziców Juliet Dianę Kent oraz Clive’a Merrisona.

istoty1

Film ogląda się to z pewną fascynacją, ale i obawą. Trudny do zaszufladkowania i jednoznacznych osądów, jest bardzo ciekawą i intrygującą propozycją.

8/10

Radosław Ostrowski

Chaplin

Film biograficzny to gatunek bardzo trudny i niełatwy do opowiedzenia. Bo jak opowiedzieć o człowieku, zwłaszcza uznanym za geniusza i to w taki sposób, żeby to nie była tylko notatka z encyklopedii? Wielu twórców próbuje i to nawet z sukcesami. ‚Ray”, „Capote” czy „Marzyciel” były takimi ciekawymi i niezwykłymi filmami w tym gatunku. Do tego miana aspirował też Richard Attenborough, kręcąc biografię Charliego Chaplina. Czy mu się to udało?

chaplin1_300x300

Tu mam pewien mały problem, choć reżyser dość nieźle z tego wybronił. Punktem wyjścia filmu jest rozmowa z wydawcą Georgem Haydenem na temat ostatecznego wyglądu autobiografii Chaplina. Wydawca zadaje mu pytania na tematy, których brakuje lub są dość mętne, czyli jego trudnego dzieciństwa, początków jego kariery oraz jego życiu osobistemu, choć Chaplin dość niechętnie o tym mówi. To wyjaśnia pewną skrótowość w pokazaniu życiorysu jednego z najważniejszych twórców filmowych XX wieku, choć nakręcono to z dużym rozmachem (prawie 2,5 godziny) i wiernie odwzorowując atmosferę początków Hollywood. Z drugiej strony o samym Chaplinie dowiadujemy się bardzo niewiele, choć nie brakuje ciekawych wątków – romanse z nieletnimi aktorkami, deportacja z kraju czy jego trudne relacje z matką. Tutaj miałem wrażenie pewnego powierzchownego dotykania. Jest jednak parę pomysłowych ujęć (w ogóle zdjęcia są bardzo dobre) jak początek filmu, gdy Chaplin zdejmuje cały strój oraz charakteryzację włóczęgi (całe ujęcie jest czarno-białe) czy zmontowanie filmu „Brzdąc” w Salt Lake City i cała scena próby namierzenia ich przez policję nakręcona w przyśpieszeniu przypominająca jeden z filmów Chaplina. Małe perełki po prostu. Także piękna muzyka Barry’ego zasługuje na uznanie.

chaplin3_300x300

Zaś jeśli chodzi o aktorów to mamy gwiazdozbiór, którym można było obdzielić niejeden film, zaś większość z nich gra tutaj epizody jak James Woods (adwokat Joseph Scott), Kevin Dunn (J. Edgar Hoover), Dan Aycroyd (Mack Sennett, reżyser filmowy) czy Milla Jovovich (Mildred Harris). Trochę więcej czasu dostali, m. in. Kevin Kline (Douglas Fairbanks, gwiazdor kina akcji), Anthony Hopkins (George Hayden) czy Moira Kelly (tancerka Hetty Kelly oraz Oona O’Neill, ostatnia żona Chaplina). Jednak i tak wszystkim ukradł film jeden człowiek. Jeśli ktoś kiedykolwiek wątpił w talent Roberta Downeya Jra pseudonim Ajron Men, to po tym filmie powinien zmienić zdanie. Tutaj ten aktor tworzy swoja życiową rolę i jest po prostu GENIALNY. Nie gra Chaplina, tylko nim jest, a takie kreacje tworzą wielcy.

chaplin2_300x300

Attenborough może i nie namieszał, ale stworzył solidną biografię w starym stylu. Niby niewiele, ale jedna obserwacja jest ważna – Jeśli chcesz mnie zrozumieć, obejrzyj moje filmy.

7/10

Radosław Ostrowski