Oliver Twist

Tytułowy Oliver Twist to kilkuletni chłopiec, któremu matka zmarła. Wychowany w sierocińcu, trafia do domu grabarza Sowerberry’ego. Stamtąd ucieka, bo obrażano jego matkę i trafia do Londynu, gdzie zostaje przygarnięty przez Fagina, który zatrudnia dzieciaków do kradzieży. Jednak podczas pierwszej akcji, Oliver zostaje schwytany, jednak trafia pod opiekę księgarza. Ale nie jest mu dany spokój.

oliver_twist1

Kiedy wydaje ci się, że reżyser mający wyrobiony styl i posiadający kilka znaków rozpoznawczych nie jest w stanie cię niczym zaskoczyć, nagle robi film wywracający twoje przekonania do góry nogami. Tak zrobił Roman Polański, gdy nakręcił „Pianistę”. Zamiast skupiać się na ciemniej stronie człowieczeństwa, udało mu się pokazać „dobro” siedzące w człowieku, nawet w czasie wojny. Tym większe było zaskoczenie, gdy reżyser postanowił przenieść na ekran powieść Karola Dickensa. Ale Polański znalazł tam odrobinę mroku, bo nie jest to stricte familijne kino, jak mogło się wydawać. Przemoc, słabość dzieci pozbawionych wsparcia dorosłych i życzliwych ludzi. Zdani tylko na siebie takie sieroty jak Oliver, trochę naiwni wpadają w tarapaty i złe towarzystwo, co może się dla nich źle skończyć. Tło społeczno-obyczajowe oraz warstwa wizualna jest najmocniejszą stroną filmu Polańskiego. „Brudny” klimat zaułków Londynu, imponująca scenografia oraz pewna praca kamery Edelmana, potwierdzają zręczność realizacji. Problem polega na tym, że sama historia nie angażuje za bardzo, zaś dla dzieci ten film byłby zbyt mroczny i przerażający. Zaś dla mnie historia Olivera była zbyt przewidywalna.

oliver_twist2

Zaś od strony aktorskiej film prezentuje się całkiem przyzwoicie. Nieźle wypadł Barney Clark w roli zagubionego, samotnego Olivera. W dodatku jego anielska wręcz twarz, pasuje do tej postaci. Z innych dziecięcych aktorów należy wyróżnić Harry’ego Eden (sprytny Dodger) oraz Leanne Rowe (delikatna Nancy). Zaś dorośli wypadli naprawdę świetnie. Najlepszy jest Ben Kingsley w roli Fagina. Na początku sprawia wrażenie miłego staruszka, który potrafi być ostrym i bezwzględnym hersztem bandy. Jednak dla Olivera zawsze pozostaje serdecznym człowiekiem, który potrafi wywołać bardziej współczucie, bo złość i gniew tworzy jego wspólnik Bill Sykes (odpychający Jamie Foreman). Poza tym mrocznym duetem zwracają uwagę jeszcze dwie postacie: ciepły pan Brownlow (Edward Hardwicke) oraz wprowadzający odrobinę humoru Toby Cracket (mocno ucharakteryzowany Mark Strong).

oliver_twist3

Polański zrobił film, którego mało kto się spodziewał. I wyszedł z tej konfrontacji całkiem nieźle. Może nie ma tutaj tego szaleństwa, co w najgłośniejszych dziełach, ale potwierdza on solidność warsztatu reżysera.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Gorzkie gody

Nigel i Fiona są młodym małżeństwem. Razem od 7 lat, ale już są sobą znużeni i razem płyną statkiem do Indii. Tam poznają przykutego do wózka pisarza Oscara i jego bardzo apetyczną żonę Mimi. Sparaliżowany mężczyzna opowiada zafascynowanemu swojej żonie Nigelowi historię swojego burzliwego związku.

gorzkie_gody1

Roman Polański zawsze interesował się ciemną stroną człowieka. Tym razem skupia się na mroczniejszej stronie miłości, opartej na egoizmie, perwersji i upokarzaniu obu stron. Obie historie (Nigela i Fiony) oraz retrospekcje Oscara, na których bazuje większa część tego filmu trzymają w zainteresowaniu doprowadzając do mocnego finału. Reżyser mógłby się skupić tylko na seksie i scenach erotycznych, bo sama historia może się wydawać mało zaskakująca, jednak Polański nie jest taki głupi jakby się to mogło wydawać i potrafi wycisnąć z tego maksimum. Tak ponurej i gorzkiej historii nie słyszałem od dłuższego czasu. Okraszone to pulsującą muzyką Vangelisa oraz interesującymi zdjęciami (zwłaszcza sceny paryskie – realistyczne). Może wnioski i refleksje nie są zbyt zaskakujące (w każdym z nas siedzi sadysta, a miłość każda ulega rutynie i osłabieniu), ale napięcia i atmosfery pozazdrościłby każdy reżyser. A żeby ją stworzyć nie trzeba sięgać po dosłowne pokazanie seksu, jednak trzeba być Polańskim po prostu.

gorzkie_gody2

Dramat rozpisany na cztery osoby, z których dwie naprawdę mocno przyciągają uwagę, zaś pozostałe dwie nie wypadły najgorzej. Hugh Grant i Kristin Scott Thomas jako młodzi małżonkowie są bardzo… brytyjski. Raczej spokojni, trochę znudzeni, wyruszają w drogę, by naprawić swoje relacje. Jednak on byłby w stanie zdradzić swoją żonę, oboje są atrakcyjni, ale nie sypiają ze sobą. Jednak najbardziej uwagę zwraca para nazwałbym ją morderczą, czyli Peter Coyote (zgorzkniały, sparaliżowany Oscar) i kipiąca seksapilem Emmanuelle Seigner (Mimi przykuwa uwagę, bez względu na to, co robi). Oboje nie potrafią żyć bez siebie, a jednocześnie zadają sobie ból (najpierw on jej, a potem role się odwracają) – pożądanie miedzy nimi oparte jest na perwersji i sadyzmie, naznaczona tragizmem.

Takiego Polańskiego pokochał świat – mrocznego, przerażającego i fascynującego jednocześnie. To jeden z najlepszych filmów tego reżysera.

8/10

Radosław Ostrowski

Piraci

XVII w. Kapitan Red i jego pomocnik Żaba płyną na zniszczonej łajbie przez ocean. Obaj są piratami, ale ostatnio nie mają zbyt wiele szczęścia. Ale los zaczyna się uśmiechać, bo zauważają okręt hiszpański. W końcu wchodzą do „Neptuna” i zostają schwytani. Przypadkowo Red odkrywa, że na statku znajduje się złoty tron Azteków. Decyduje się doprowadzić do buntu i przejęcia „Neptuna”.

piraci1

Roman Polański po ciężkich i poważnych filmach postanowił zrobić „Nieustraszonych pogromców wampirów” tylko w wersji awanturniczo-przygodowego kina pod piracką banderą. I jest to, co w tego typu produkcjach być powinno – Piraci? Są. Skarb? Jeden, ale za to duży. Miłość? Nieszczęśliwa i nieoczywista. Okręty? Jest jeden, ale bardzo duży. Humor? Głównie slapstikowe gagi, ale też lekka drwina z konwencji (początek i finał filmu). Oprócz tego mamy też takie atrakcje jak zjadanie szczura (ugotowanego), abordaż, „konik truposza”, pojedynki, piękne plenery (uwiecznione kamerą Witolda Sobocińskiego) oraz bardzo lekką i epicką muzykę Philippe’a Sarde’a. Chociaż w połowie można poczuć znużenie, to jednak potem reżyser zauważa ten błąd i wraca wszystko na odpowiednie tory, przyśpieszając, a także bawiąc.

Ale ten film nie byłby tak bardzo zabawny, gdyby nie wspinający się na wyżyny swoich umiejętności komediowych Walter Matthau. Jego kapitan Red to facet-chorągiewka – dopasowuje się do sytuacji, co pozwala mu wykaraskać się z najtrudniejszej opresji. Niepozbawiony sprytu, ogłady (gdy to konieczne), ale to jednak prymityw liczący tylko na skarb i złoto, czyli to, co w tej profesji było najważniejsze. Partnerujący mu Cris Campion w roli Żaby stanowi odpowiednie przeciwieństwo – młody, niedoświadczony, zakochany, ale też trochę ciapowaty. Czegoś wam to nie przypomina? Poza tym komicznym duetem mamy tu bezwzględnego kapitana don de la Torre (mocny Damien Thomas), czarnoskórego Boomako (Olu Jacobs) czy wielkoluda Jesusa (nasz kulomiot Władysław Komar). Jest jeszcze parę innych ciekawych postaci, ale nie starczyłoby mi miejsca na wszystkich.

piraci2

„Piraci” polegli jednak w kinach, a na kolejną opowieść z piratami trzeba było czekać do 2003 roku, gdy wypłynęli „Piraci z Karaibów”. Czy znaczy to, że słusznie zostali zapomniani? Moim zdaniem nie. Nadal potrafią dobrze bawić. Jeśli tylko to kupicie.

7/10

Radosław Ostrowski

Dziewczyna na moście

Zaczyna się dość banalnie, by nie rzec prosto. Młoda dziewczyna Adele, która ma problemy z facetami (zawsze trafia na tych „złych”) chce popełnić samobójstwo. Jest tyle wariantów przeniesienia się na tamten świat, więc dlaczego skok z mostu? Bo może pojawić się osoba, która będzie chciała zniechęcić lub co gorsza uratować. Tak jak Gabor – cyrkowiec, który rzuca nożami. Zatrudnia ją jako asystentkę i ruszają w trasę. Oboje zaczyna przynosić sobie szczęście.

most1

Brzmi jak bajka? Trochę taki jest film Patrice’a Leconte. To jest mieszanka realizmu, bajki i melodramatu, okraszonego lekko ironicznym humorem oraz niedopowiedzeniami. Takie rzeczy to tylko we Francji. I jeszcze to działa. Trudno zakwalifikować ten film, ale jedno jest bezdyskusyjne – robi on piorunujące wrażenie. Sama historia może i nie jest zbyt oryginalna, jednak sposób realizacji powoduje, że ogląda się to wybornie. Nakręcony czarno-białą taśmą tworzy wyjątkową aurę, której nie byłoby w kolorze. Druga rzecz to dialogi – mimo metafor nie przynudzają, czasem przemycany jest humor (lekko ironiczny, trochę subtelny), a trzecia to sceny występów z rzutami nożem – świetnie zmontowane, z bardzo poruszającą piosenką „Who Will Take My Dreams Away” Marianne Faithful. Widziałem wiele pięknych scen, ale ta bije wszystko – napięcie jest wręcz namacalne tak jak strach i wiara, żeby wszystko poszło dobrze.

most2

Ale nawet te wszystkie zabiegi spaliłyby na panewce, gdyby nie grający główne role genialny duet Vanessa Paradis-Daniel Auteuil. Ona – nimfomanka, która nie panuje nad swoimi żądzami, a jednocześnie delikatna i piękna, szukająca miłości. On – tajemniczy, piękny jak noc listopadowa, jedno spojrzenie mówi czasem za wszystko. Razem tworzą piorunującą mieszankę, która wręcz rozsadza ekran („telepatyczne” rozmowy czy występy). Reszta obsady tak naprawdę robi tu tylko za tło.

Francuzi mają coś takiego, że tworzą bardzo zaskakujące filmy, które potrafią dotknąć różnych strun i emocji, których nie potrafię wyrazić czy opisać. Trochę mało znany tytuł, ale ci, którzy go odkryją nie powinni narzekać.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Tess

Tess Durbeyfield jest córką woźnicy, który odkrywa (dzięki pastorowi), że jego rodzina pochodzi ze szlachetnego rodu. Rodzice zmuszają ją, by poprosiła o pomoc swoich bogatszych krewnych. Dziewczyna robi wrażenie na swoim kuzynie, Alecu d’Urberville’u, który ją uwodzi. Zajście w ciążę i śmierć dziecka mocno zmienią jej los.

tess2

Roman Polański pozornie zaskoczył wszystkich biorąc na warsztat powieść Thomasa Hardy’ego, która jest melodramatem. Ale to tylko pozory, bo reżyser nadal obraca się wokół swoich tematów – zło, fatalizm ludzkiego losu czy samotność. Losy bohaterki, która dryfuje ze swoim życiem i nie decyduje o sobie sama poruszają, zmuszając do przemyśleń. XIX-wieczna Anglia to czasy konwenansów oraz podziałów społecznych, gdzie niedostosowanie do społeczeństwa groziło odrzuceniem i alienacją. Jednocześnie „Tess” zaskakuje wyrafinowaniem wizualnym, pełnym jasnych kolorów i pięknych plenerów. Druga dość istotna rzecz to nie tyle niedopowiedzenia, co nie pokazywanie wszystkiego wprost (chrzest i śmierć dziecka Tess, zabicie Aleca czy śmierć ojca), a widzimy jedynie skutki tych wydarzeń, co jest pewnym plusem. Choć czas trwania może się wydawać przerażający (ponad dwie i pół godziny), słowo nuda nie istnieje, choć nie wszystkim się to spodoba. Wymaga ten film skupienia (jak każdy film Polańskiego).

tess1

Jednak jego najmocniejszym atutem – poza tak banalnymi rzeczami jak scenariusz, reżyseria i warstwa wizualna – są aktorzy, ale to u Polańskiego też jest pewną normą. Debiutująca na ekranie Nastassja Kinski (córka TEGO Kinskiego) wypada bardzo naturalnie i bardzo dobrze jako młoda dziewczyna, tracąca niewinność i zawsze mająca pod górkę. Stara się zachować godność i przez chwilę wziąć kontrolę nad swoim losem, co doprowadza do tragicznego finału. Poza nią najbardziej należy wyróżnić dwóch panów: Leigha Lawsona (śliski, rozpuszczony Alec d’Urberville) i Petera Firtha (dobroduszny Angel Clare, który nie zachowuje się do końca fair wobec Tess). Obaj panowie są świetni i przykuwają uwagę nie gorzej niż Kinski.

tess3

Polański tym filmem potwierdza swoją wszechstronność w realizacji kina gatunkowego, jednocześnie obracając się wokół tej samej tematyki. Znakomite kino po prostu.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Lokator

Trelkovsky jest polskim imigrantem, który przebywa we Francji. Udaje mu się odnaleźć lokum w kamienicy, gdzie mieszkańcy dbają o porządek. Coraz bardziej zwracają uwagę Trelkovskiemu, który ich zdaniem zachowuje się zbyt głośno. Coraz bardziej zaczyna być przekonany, że sąsiedzi chcą go zabić.

lokator1

Roman Polański znowu balansuje między światem realnym a urojonym. Opierając się na powieści Rolanda Topora, reżyser próbuje znów zagrać tak, jak zrobił to w przypadku „Dziecka Rosemary”, chociaż nie wydaje mi się, że udało się to tak perfekcyjnie jak w tamtym filmie. Widać, że mieszkańcy wobec Trelkovskiego zachowują się dość nieufnie i wręcz wrogo, co nie do końca wydaje się naturalne. Z drugiej strony (druga połowa filmu) widać, że Trelkovski ma zwidy (wchodzi do kibla, gdzie ma widok na swoje lokum i w oknie widzi… siebie) i szuka spisku tam gdzie, go nie ma (samobójstwo Trelkovskiego, gdzie mieszkańcy niczym w operze obserwują całe zajście). Jedynie zakończenie wywraca cały film do góry nogami (nie, nie powiem wam), jednak senna atmosfera i zbytnia groteskowość działa wręcz usypiająco.

lokator2

Owszem, technicznie trudno się przyczepić (świetne zdjęcia Svena Nykvista, zgrabny montaż oraz dość ciekawa scenografia), aktorsko też – sam Polański (Trelkovsky), a także Isabelle Adjani (Stella), Melvyn Douglas (pan Zy) i Shelley Winters (dozorczyni) wypadają przynajmniej dobrze. Ale sam film niespecjalnie mnie zaangażował, co nie świadczy zbyt dobrze. Niby wszystko jest jak być powinno, ale nie zagrało.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Tragedia Makbeta

Ta sztuka Williama Szekspira była na ekran przenoszona wielokrotnie. Historia tan szkockiego, który na skutek przeznaczenia i swojej żony popełnia zbrodnie, by zdobyć władzę jest powszechnie znana i streszczanie jej nie ma żadnego sensu. Tej adaptacji dokonał w 1971 roku Roman Polański za pieniądze m.in. Hugh Hefnera.

makbet1

Jednak jeśli ktoś spodziewał się artystycznego pornosa, z góry uprzedzam – nic z tego. Ta historia o władzy, szaleństwie i odpowiedzialności pełna jest przemocy i okrucieństwa (zabójstwo króla, próby eliminacji politycznych wrogów) oraz kilku efektów specjalnych, lekkiej groteski (wiedźmy i oniryczna wizja obalenia Makbeta) oraz pięknych plenerów. Całość jest świetna od strony technicznej, choć odczuwalna jest pewna teatralność. Sama historia dla mnie też nie była zaskakująca, w dodatku mimo dobrej gry aktorskiej, czuć było pewną sztuczność. Nie wciągnęła mnie ta opowieść. Zbyt dobrze ją znałem, poza tym dla wielu styl Szekspira (kwiecisty, pełen metafor) może być dodatkowym źródłem zniechęcenia. Mimo to jest to całkiem nieźle zrobiony film.

6/10

Radosław Ostrowski

Dziecko Rosemary

Rosemary i Guy Woodhouse są młodym małżeństwem, które chce mieć dziecko. Parę dni później poznają sąsiadów zza ściany, państwa Castavetów. Pary się zaprzyjaźniają, zaś Guy jest wręcz nimi zafascynowany. Podczas jednej z wizyt, pani Castlevet daje deser dla nich. Po jego zjedzeniu Rosemary zaczyna się czuć gorzej i ma koszmary. Potem kobieta odkrywa, że jest w ciąży, co daje początek tajemniczym sytuacjom.

Pierwszy w historii kina horror satanistyczny – tak zwykło mówić się o pierwszym amerykańskim filmie Romana Polańskiego. Nie nazwałbym go stricte horrorem, zwłaszcza jeśli za horror uznajecie takie filmy jak „Piła”, „Egzorcysta” czy „Hostel”. Tutaj nie ma krwawych scen, makabreski czy elementów nadprzyrodzonych (poza pociętą sceną koszmaru, gdy Rosemary spółkuje z Diabłem), chociaż zachowania pewnych postaci wydają się dość dziwaczne (zwłaszcza nadopiekuńczy sąsiedzi). To spokojne tempo jest środkiem usypiającym, który ma odwrócić naszą uwagę. Całość jest naprawdę świetnie zrealizowane – zdjęcia imponują naturalnością, aktorzy wyglądają naturalnie i jeśli ktoś mówi, że ktoś wygląda blado, to tak wygląda.

dziecko_rosemary2

Polański nie stawia tutaj jednoznacznych odpowiedzi, buduje atmosferę niejednoznaczności i myli tropy, m.in. dzięki mrocznej muzyce Krzysztofa Komedy czy bardzo delikatnemu montażowi, zaś nawet przewrotny finał nie jest w stanie dać odpowiedzi na pytanie: czy Rosemary naprawdę urodziła dziecko szatana (czarna kołyska, nad nią odwrócony krzyż), a może to wszystko jest wyłącznie urojeniem (nie widzimy dziecka). Także aktorzy, choć grają świetnie, też nie rozwiązują tej sprawy. Mia Farrow znakomicie kreuje postać delikatnej kobiety przekonanej o spisku, ale jest ona ignorowana i jest wiarygodna od początku do końca. Tak samo doskonały John Cassavetes jako mąż-aktor, który próbuje zrobić karierę i nagle mu się to udaje czy grający sąsiadów Ruth Gordon (nadopiekuńcza Minnie) i Sidney Blackmer (czarujący Roman).

dziecko_rosemary1

To jest pierwszy film Polańskiego, o którym z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest czymś, co można nazwać arcydziełem. Świetnie zrealizowany, niejednoznaczny, na więcej niż tylko jeden raz. A co wy o tym sądzicie?

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Nieustraszeni pogromcy wampirów

Profesor Abronsius jest ekscentrycznym naukowcem badającym nietoperze. Razem ze swoim asystentem Alfredem wyruszają zimą do Transylwanii, gdzie zamieszkują w pobliskiej gospodzie. Na miejscu Alfred zakochuje się w córce gospodarza, Sarze. Kiedy ona zostaje uprowadzona przez wampira, poszukiwacze wyruszają do pobliskiego zamku.

wampiry1

Roman Polański tym razem postanowił pobawić się konwencją horroru, jednocześnie parodiując ją. Jest tu wszystko, co w tego typu produkcji być powinno: ciemna noc, ponura atmosfera, potęgowana przez zimę, wampiry, czosnek, kołki, trumny, pogryzienia itp. Jednocześnie całość jest podana w zaskakująco lekkiej konwencji i tak naszpikowana humorem (głównie slapstickowym, ale i słownym), że nie wywołuje może to takiego przerażenia jak wtedy, ale gwarantuje świetną zabawę. Żeby jednak nie było wątpliwości, że mamy do czynienia z horrorem, przypominają nam o tym zdjęcia, świetna muzyka i atmosfera tajemnicy. W dodatku same wampiry też trochę odbiegają od typowego wizerunku, bo nawet u nich jest podział klasowy (wampir-arystokrata może spać w krypcie – wampir-Żyd już nie), a całość poprowadzona jest do przewrotnego finału.

wampiry2

Jednak najwięcej radości i zabawy sprawiają główni bohaterowie. Profesor Abronsius (brawurowy Jack MacGowran) sprawia wrażenie pokręconego freaka-intelektualisty, zaś jego asystent (sam Polański) to małomówny, nieśmiały młodzieniec. Obaj są tak naprawdę trochę nieudacznikami, którzy nie doceniają swojego przeciwnika, jednak mają sporo szczęścia. Panowie nakręcają ten film i dzięki nim nadal się go tak świetnie ogląda. Poza tym duetem mamy jeszcze urodziwą Sharon Tate (Sara) i demonicznego hrabiego von Krolocka (Fred Mayne).

wampiry3

Dzięki temu filmowi Polański otrzymał szansę kręcenia w Hollywood, którą wykorzystał. Sam film może nie jest taki przerażający jak w dniu premiery, niemniej humor pozostał i nadal działa. Przedni pastisz gatunku.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Matnia

George i Teresa są małżeństwem z krótkim stażem. On rzucił pracę w firmie i maluje, ona hoduje kurczaki i zdradza męża. Oboje mieszkają w zamku na odludnej wyspie. Ich dość spokojne i stabilne życie ulega zmianie, gdy do ich domu wpadają postrzeleni gangsterzy (Richard i Albert), którzy czekają na swojego szefa – Katelbacha.

matnia1

Już po tym opisie widać, że ten film mógł nakręcić tylko jeden człowiek – Roman Polański. Można powiedzieć, że w pewnym sensie to inna wersja „Noża w wodzie”. Psychologiczna gra ubrana tym razem w konwencję thrillera, jednocześnie łamiąc jego reguły, bo bohaterowie nie do końca pasują do swoich ról – oprawca ma postrzeloną rękę, zaś „zakładnicy” to ludzie niedopasowani do siebie,w dodatku to kobieta tutaj przejmuje inicjatywę i jej zachowanie napędza sporą część akcji (pozwala sobie nawet wypić wódkę z gangsterem). Brzmi dość absurdalnie? Pachnie to Beckettem („Matnia” miała być adaptacją „Czekając na Godota”), w dodatku okraszone jest to sporą dawką czarnego humoru, zaś napięcie w wielu miejscach jest namacalne, jednocześnie serwując dość szerokie pole do interpretacji i będące świetnie zrealizowane (zdjęcia, montaż).

matnia2

Także od strony aktorskiej film prezentuje się na wysokim poziomie. Wszystko jest tutaj rozpisane na 3 postacie: agresywnego i twardego Richarda (Lionel Stander), uległego, stonowanego George’a (Donald Pleasence) oraz prowokującą Teresę (Francoise Dorleac), która próbuje zmusić panów do działania. Ich relacje są clou tego filmu, zaś oni sami okazują się dość złożonymi postaciami.

Polański po raz kolejny potwierdza swój talent oraz sprawność realizacyjną. Mroczne kino, które wymaga wiele, dając równie dużo.

7/10

Radosław Ostrowski