Wstręt

Carol razem z siostrą Helen mieszkają w Londynie. Pierwsza pracuje jako manicurzystka, druga zaś romansuje z żonatym facetem. Kiedy Helen wyjeżdża, pozostawiona sama sobie kobieta coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością.

wstret1

Po opuszczeniu Polski na skutek „Noża w wodzie”, Roman Polański przyjechał do Londynu i tam stworzył film, który całkiem nieźle się trzyma do dzisiejszego dnia. Reżyser bardzo wnikliwie obserwuje obłęd kobiety, redukując dialogi do minimum i stawiając przede wszystkim na warstwę wizualną. Świetne czarno-białe zdjęcia, w których opanowano oświetlenie i różne odcienie szarości budują klimat alienacji i osaczenia, okraszając to wszystko sporą dawką surrealizmu (pękające ściany w mieszkaniu, dotykające ją zza ścian męskie dłonie czy zbliżające się ściany). Choć od początku podejrzewamy, że coś z Carol jest nie tak, to dopiero finał ostatecznie rozwiewa nasze wątpliwości. Dodatkowo jeszcze bardzo jazzująca muzyka oraz warstwa dźwiękowa potęgują tą szaloną atmosferę. Choć „Wstręt” może wydawać się odrobinę przerysowany i przesadzony, zaś podobną tematykę prezentowano jeszcze parokrotnie, to jednak pozostaje dobrym filmem potwierdzającym talent Polańskiego. Cóż, takie są losy pionierów.

wstret2

Trudno jednak zignorować tutaj Catherine Deneuve, grającą obłąkaną Carol. Na początku sprawia wrażenie zgaszonej, skrytej kobiety. Ale im dalej w las, tym bardziej zaczyna zachowywać się dziwaczniej (prasowanie żelazkiem nie podłączonym do gniazdka), doprowadzając do tragicznego finału. Aktorka wybroniła się i dobrze się ją ogląda.

„Wstręt” nadal pozostaje ciekawym i interesującym portretem schizofrenii, co potwierdzili sami psychiatrzy. A jak oni uważają film za wiarygodny, to chyba coś w tym jest.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Nóż w wodzie

Andrzej i Krystyna są małżeństwem. Poznajemy ich, gdy jadą samochodem do przystani, by wypłynąć łódką na jeziorze. Po drodze zabierają młodego autostopowicza i we trójkę wypływają. Między mężczyznami dochodzi do rywalizacji.

noz_w_wodzie1

Każdy reżyser chciał zacząć swoją karierę od wysokiego C. Roman Polański w 1961 roku dostał taką szansę i nakręcił swój pełnometrażowy debiut. „Nóż w wodzie” to psychologiczny dramat pokazujący grę między starszym, statecznym Andrzej a młodym zbuntowanym chłopakiem. Obaj powoli będą zdejmować swoje maski, próbując dowieść kto jest lepszy, wobec kobiety będącej świadkiem i obserwatorem. Doprowadza to do tragedii (przynajmniej tak się nam wydaje) i kończy się upokorzeniem. Polański tutaj krytykuje konsumpcyjny styl życia, polegający na pozerstwie i posiadaniu. Całość toczy się w jednym miejscu (łódka), dialogi są bardzo oszczędne, ale i nie pozbawione odrobiny ironicznego humoru (to zasługa Jerzego Skolimowskiego), co pomaga w budowie dość specyficznego klimatu. Świetne zdjęcia i jazzująca muzyka Krzysztofa Komedy współtworzą klimat tej gry.

noz_w_wodzie2

Drugą mocną stroną są role Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza, mówiącego głosem Polańskiego. Obaj panowie to w zasadzie jedna i ta sama postać. Andrzej jest cynicznym kabotynem, który upokarza chłopaka i wykorzystuje go. Młodzian jest najpierw zafascynowany Andrzejem, ale gdy jest przez niego upokarzany, zaczyna się buntować, próbuje walczyć. Podchody tych panów są obserwowane przez atrakcyjną Jolantę Umycką, która pozostaje lekko w cieniu obu panów.

Choć ta tematyka była wykorzystywana w kinie wielokrotnie (m.in. „American Beauty”), debiut Polańskiego nadal jest interesującą propozycją. Wymaga on odrobiny skupienia i wnikliwszej obserwacji, ale odpłaca to z nawiązką.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Oczy szeroko zamknięte

Bill i Alice Harfordowie są małżeństwem z 9-letnim stażem. Jednak w ich związek wkrada się rutyna. Podczas przyjęcia u Victora Zieglera, on zostaje poproszony o pomoc z narkomanką (przedawkowanie narkotyków), ona spotyka uwodziciela, z którym rozmawia o seksie i miłości. Po imprezie dochodzi między małżonkami do spięcia, podczas którego Alice wyznaje o swojej niewierności. Wtedy Bill dostaje wezwany do pacjenta. Po wyjściu jest świadkiem dość dziwnych sytuacji.

oczy_szeroko_zamkniete1

Ostatni film nakręcony przez Stanleya Kubricka i zmontowany już po jego śmierci. Tym razem reżyser postanowił opowiedzieć o różnych obliczach miłości, pożądania i seksu. Ale żeby nie było tak nudno, jest pewna drobna intryga kryminalna związana z tajemniczą sektą (scena orgii w pałacu), która zaczyna „obserwować” Billa i dochodzi to tajemniczych wydarzeń. Od strony formalnej to Kubrick jakiego znamy – dopieszczony wizualnie, umiejętnie posługujący się kolorami, z płynnie poruszającą się kamerą, świetnym montażem oraz perfekcyjnym zgraniem muzyki z obrazem, choć wszystko to już widzieliśmy i nie ma tu elementu zaskoczenia. Niemniej film wciąga, a psychologiczna gra zmusza do myślenia i doprowadza do zaskakującego finału – nie, więcej nic nie zdradzę. Bo w tym tkwi też sekret tego filmu.

oczy_szeroko_zamkniete2

Ale co najważniejsze – od strony aktorskiej jest wiele do pokazania. Najbardziej zaskakuje tutaj Tom Cruise, który obsadzony wbrew swojemu wizerunkowi buduje bardzo ciekawą rolę pewnego siebie faceta wierzącego w wierność swojej żony. Jednak jego wędrówka po Nowym Jorku powoduje wątpliwości, wahania i strachu. Oszczędność gry Cruise’a kontrastuje z bardziej ekspresyjną Nicole Kidman – nie akceptującą ograniczenia swobody seksualnej mąci, sprawia ból i prowokuje negatywne emocje. Choć pod koniec filmu dochodzi do pogodzenia się małżonków (czy aby na pewno?). Poza tym duetem, drugi plan jest wręcz przepełniony ciekawymi postaciami, które nawet pojawiając się na kilka minut zapadają w pamięć jak Sydney Pollack (Victor Ziegler), Sky Du Mont (Sandor Szavost), Todd Field (pianista Nick Nightingale) czy Alan Cumming (recepcjonista). Jest tego dużo więcej, ale nie wystarczyło by mi czasu ani miejsca na wymienienie wszystkich.

oczy_szeroko_zamkniete3

Sam film może wydawać się lekko powolny i ospały, zaś dla fanów Kubricka mało zaskakujący i pozbawiony pewnej nutki szaleństwa i brawury. Nie zmienia to faktu, że jest to film udany i intrygujący. Godne pożegnanie reżysera z kinem.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Lśnienie

Jack Torrance był nauczycielem, jednak decyduje się podjąć prace jako stróż w hotelu Overlock umieszczonym wysoko w górach. Przybywa tutaj razem z żoną i synem, który ma wyimaginowanego przyjaciela. Na miejscu dowiaduje się, że jego poprzednik zamordował swoją żonę i dwie córki, po czym popełnił samobójstwo. Poza tym w hotelu, zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Stanley Kubrick – ten reżyser ma reputację twórcy realizującego filmy na najwyższym poziomie. Po kasowej porażce „Barry’ego Lyndona” tym razem postanowił nakręcić adaptację horroru Stephena Kinga – bardzo popularnego pisarza grozy. Efekt – jeden z ciekawszych i dość nietypowych horrorów w historii kina. Reżyser stawia przede wszystkim na klimat (opuszczony hotel z mroczną tajemnicą, imponującą scenografią) i atmosferę wyalienowania doprowadzającą do obłędu i szaleństwa, zaś umieszczenie akcji zimą tylko potęguje ten klimat. W dodatku jak to u Kubricka całość jest zrealizowana na najwyższym poziomie – w dodatku po raz pierwszy wykorzystano Steadicam (stabilna praca kamery), zaś montaż jest tutaj bardzo rytmiczny (wplatane w scenach „lśnienia” sceny wylewającego się z windy morza krwi czy morderstwa sióstr) i elementy metafizyczne gmatwają całą sytuację, bo być może są efektem nadużycia alkoholu, może jednak nie. Więcej nie powiem, bo zakończenie mocno namiesza w głowie. W dobie dzisiejszych horrorów „Lśnienie” to perła.

lsnienie1

Jeśli zaś chodzi o aktorów, to już tak idealnie nie jest. Owszem, Jack Nicholson jest po prostu wspaniały, zaś sceny z jego obłędem lub moment, gdy siekierą chce się dobić do łazienki wywołują naprawdę ciarki na plecach. Choć były momenty, gdy miałem wrażenie szarżowania (zamknięcie w chłodziarce), to jednak nie popada on w groteskę czy przesadę, czego niestety nie da się powiedzieć o Shelley Duvall w roli Wendy, żony Jacka. Strach i przerażenie w jej wykonaniu (od momentu odkrycia prawdy o obłędzie Jacka) wydają się przeszarżowane i mocno przerysowane. Może i miało to pokazać przerażenie, ale wyszła z tego karykatura (niepewne trzymanie noża w ręku) – można to było lepiej rozegrać. Za to warto wyróżnić trzech aktorów: Scatmana Crothersa (kucharz Dick Halloran), debiutującego Danny’ego Lloyda (Danny, obdarzony „lśnieniem” syn Jacka) i Phillipa Stone’a (kelner Delbert Grady).

lsnienie2

Chciałbym powiedzieć, że Kubrick nakręcił arcydzieło, ale nie tym razem. Technicznie to perfekcja, aktorstwo też jest dość wysoki poziom, jednak jedna osoba mocno położyła ten film. Mogło być fantastycznie, a wyszło nieco ponad poziom dobry. Poza tym było kilka momentów nużących (m.in. dość długa ekspozycja). Niemniej warto obejrzeć „Lśnienie” ze względu na realizację i poziom, który i tak dla wielu jest nieosiągalny nawet do dnia dzisiejszego.

7/10

Radosław Ostrowski

Barry Lyndon

Druga połowa XVIII wieku. Raymond Barry jest młodym irlandzkim chłopakiem samotnie wychowywanym przez matkę. Jego ojciec zginął w pojedynku, więc młodzieniec sam utrzymywał dom. Zaś cała jego historia zaczyna się w momencie, gdy Barry zakochuje się w swojej kuzynce, która ma wyjść za brytyjskiego oficera. Dochodzi do pojedynku i Barry zabija oficera, co zmusza go do ucieczki. Dzięki zbiegowi okoliczności trafia do brytyjskiej i potem pruskiej armii. Z pomocą swojego krajana, kawalera de Balibari, udaje się uciec z wojska. W końcu Barry poznaję hrabinę Lyndon, którą uwodzi, a potem poślubia.

barry_lyndon1

Stanley Kubrick tym razem postanowił wykorzystać powieść Williama Mackepeace’a Thakeraya, by przedstawić historię człowieka, próbującego przebić się do wyższych sfer i jego ostatecznego upadku. Poza tym jest to wielki freski historyczny, pokazujący zarówno konwenanse obowiązujące socjetę, jak i jej hipokryzję oraz moralne zepsucie. Wszystko jest teatrem (scena ataku wojsk brytyjskich, które bardziej przypomina paradę niż atak), a prawdziwe emocje są bardzo mocno tłumione. Co się liczy? Reputacja, stan posiadania, pieniądz – wszystko inne jest nieważne. Nasz bohater ma nie tylko odrobinę sprytu (ucieczka w mundurze kuriera), dużo szczęścia i determinację, by odmienić swój cel. Ale to wszystko jest z góry skazane na przegraną, co przypomina nam narrator, który w obojętnym, wręcz kronikarskim tonie opowiada całą historię. Wszystko to okraszone zarówno naprawdę dobrymi dialogami, świetną reżyserią (3-godzinny film, który przykuwa uwagę do ostatniej sceny – to naprawdę wyczyn), pięknie dobraną muzyką z epoki (z nieśmiertelną „Sarabandą” Haendla), bardzo eleganckimi kostiumami z epoki oraz przepięknymi zdjęciami (nie tylko plenery, ale też sceny nocne, gdzie oświetleniem były tylko świece). Imponuje też zarówno precyzja w realizacji ujęć, jak i jednocześnie skupienie uwagi na detalu, co potrafi naprawdę niewielu. Jest kilka genialnych scen jak pojedynek Barry’ego z lordem Bullingtonem (to bardziej konfrontacja na charaktery niż pistolety) czy atak na wojska pruskie, potwierdzające fakt, że film jakoś nie chce się zestarzeć.

barry_lyndon2

Także od strony aktorskiej film prezentuje wysoki poziom, choć jest to bardziej dramat psychologiczny niż stricte kostiumowe kino. Główną rolę świetnie zagrał Ryan O’Neil, który dał życie temu oportuniście, tracącym złudzenia i starającym się żyć dostatnie. Jednocześnie stara się dostosować do reguł tego świata, ale zdarza mu się ponieść emocjom, choć zgrzebnie je ukrywa. Poza nim warto też wyróżnić absolutnie cudownych: Marisę Berenson (lady Lyndon, czarująca, opanowana, potem przeżywająca załamanie nerwowe), Leona Vitali (upokarzany i pogardzany lord Bullington, syn lorda Lydona), Patricka Magee (sprytny kawaler de Balibari) oraz Hardy’ego Krugera (kapitan Potzdorf).

barry_lyndon3

Nie starczyło by mi czasu na opisanie „Barry’ego Lyndona”, ale to kolejny dowód perfekcji Kubricka, która imponuje nawet do dnia dzisiejszego. Poraża, intryguje, przykuwa uwagę i nadal fascynuje.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Roman Polański. Ścigany i pożądany

Nie ma chyba człowieka na świecie, który nie wiedziałby kim jest Roman Polański. Ten reżyser jest jedną z najważniejszych postaci światowego kina. Ale w 1977 roku jego kariera w Stanach Zjednoczonych zawisła na włosku. Zostaje on aresztowany i oskarżony o gwałt 13-letniej dziewczyny, Samanthy Gailey. W dniu ogłoszenia wyroku, reżyser ucieka ze Stanów.

Polanski1

Tyle wiadomo, jednak reżyserka Marina Zenovich postanowiła przyjrzeć się sprawie bliżej w swoim filmie dokumentalnym zrobionym dla HBO w 2008 roku. O sprawie Polańskiego zrobiło się znów głośno, kiedy półtorej roku później, kiedy reżyser został aresztowany w Szwajcarii i wtedy film trafił do polskich kin. Więc jak to było z tym procesem? Reżyserka zachowuje dystans wobec sprawy i rozmawia z wieloma osobami – przyjaciółmi reżysera (m.in. Genem Gutowskim, Anatheą Sylbert, Hansem Mollingerem czy Mią Farrow), ale też z policjantem, prokuratorem i obrońcą (Douglas Dalton), ale też i z samą „ofiarą” – Samanthą. Jednocześnie podejmuje się próby zrekonstruowania przebiegu procesu i okazuje się, że nie przebiegał on do końca uczciwie.

Polanski2

Choć film jest o Polańskim, tak naprawdę ma dwóch bohaterów – media i sędziego Rittenberga. Ci pierwsi, podkręcali wobec Polańskiego atmosferę skandalisty i kontrowersyjnego twórcy, skupiając się na ciemnej stronie jego życia (zabójstwo jego żony Sharon Tate, w które miał być zamieszany). Jednocześnie filmowiec traktowany był jako ktoś obcy, któremu udało się odnieść sukces, choć konserwatyści uważali go za enfent terrible (kobieciarz, po „Dziecku Rosemary” podejrzewany o satanizm). Ten drugi zaś był sędzią-celebrytą, który kochał medialny blichtr i zależało mu bardziej na rozgłosie i sławie niż dobrej sprawie. Jednocześnie Rittenberg pokazany jest jako manipulator (plan mający na celu deportację Polańskiego), stawiający prawników po kątach i kochający życie nie bardziej niż Polański.

Polanski3

Wydaje mi się, że Zenovich w sposób dość wyważany pokazuje racje obu stron – nie zaprzecza, że Polański dokonał przestępstwa (fragmenty zeznań Samanthy), ale jednocześnie pokazuje siłę mediów jako niebezpieczną instytucję żerującą na prywatnym życiu sławnych osób. A jednocześnie mamy multum archiwalnych materiałów. Druga istotna sprawa to fakt, że sam Polański nie wypowiada się w tej sprawie. Dlaczego nie broni się? Może uznał, że fakty będą mówiły same za siebie? A może nie jest jeszcze na to gotowy? Tego chyba się nigdy nie dowiemy, pozostaje jednak mieć nadzieję, że reżyserowi uda się zamknąć ten mroczny rozdział z jego życia. Jak będzie? Czas pokażę. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo interesujący dokument, który rzuca na tę głośną sprawę nowe światło.

8/10

Radosław Ostrowski

Dr Strangelove, czyli jak przestalem się martwić i pokochalem bombę

Trwa zimna wojna. W jednej z amerykańskich baz lotniczych rozlegają się syreny alarmowe. Dowódca bazy generał Jack Ripper wydał rozkaz nuklearnego ataku lotniczego na Związek Radziecki, wyłączył wszystkie linie telefoniczne i nie ma z nim kontaktu. Podczas gdy jego zastępca, kapitan Lionel Mandrake z RAF-u próbuje go nakłonić do podania kodu odwołującego (nikt poza nim go nie zna), w Pentagonie zbiera się sztab kryzysowy, próbujący nie dopuścić do atomowej zagłady ludzkości.

dr_strangelove1

Stanley Kubrick po „Ścieżkach chwały” wraca do armii i absurdu wojennego, ale tym razem nie jesteśmy we francuskiej armii czasów I wojny światowej, lecz w czasach napięcia między Waszyngtonem i Moskwą. Czasach, kiedy toczył się między tymi krajami militarny i technologiczny wyścig zbrojeń, a obie strony nie ufały sobie za bardzo (ale to ostatnie podobno się zmieniły i razem dobrze ze sobą współpracują). Ta psychoza strachu i wrogość najbardziej widoczna jest w wywodach wojskowych, którzy wierzą, że wszelkie problemy ludzkości rozwiązuje się 40 megatonami. Ta wizja zagłady może się wydawać dzisiaj bardzo archaiczna, ale dzisiaj wywołuje to jeszcze większe przerażenie. Obierając to w strój czarnej komedii, pełnej groteski i absurdalności, choć dla mnie humor jest zbyt absurdalny. Zdarzają się jednak małe perełki (np. ekwipunek dla żołnierzy, zawierający m.in. środki nasenne, zminiaturyzowany słownik z Biblią oraz… szminkę, prezerwatywę i rajstopy – po co to? Nie pytajcie czy zrzucenie bomby atomowej z dowódcą samolotu, który bawi się w rodeo), ale to tylko potęguje strach. Niemniej nie trafił do mnie za bardzo ten humor.

dr_strangelove2

Ale za to doceniam obsadę, która robi wszystko, by wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności. Tutaj bezdyskusyjnie bryluje jeden człowiek – Peter Sellers, który tutaj gra aż trzy różna postacie, a każda jest tak inna jak to tylko możliwe. Kapitan Mandrake jest jedynym rozsądnym człowiekiem zdającym sobie sprawę z czym mamy tu do czynienia, prezydent Muffley zachowuje do samego końca spokój, zaś dr Strangelove to ekscentryczny naukowiec, były doradca Hitlera. W każdym z wcieleń Sellers wypada wiarygodnie, m.in. dzięki świetnemu posługiwaniu się głosem. Poza nim wyróżniają się będący w wysokiej formie George C. Scott (generał Buck Turgidson – szarżujący ostro i dążący do konfrontacji), Sterling Hayden (generał Ripper – mający obsesję na punkcie Ruskich) oraz Slim Pickers (major „King” Kong – dowódca bombowca, typowy redneck).

dr_strangelove3

„Dr Strangelove” bardziej przeraża niż śmieszy i pozostaje ostrzeżeniem przed zastosowaniem broni nuklearnej, gdyż jej skutkiem mogło być życie w kopalni przez najbliższe… 100 lat. Nie wesoła perspektywa.

6/10

Radosław Ostrowski

Ich noce

Ellie Andrews jest zbuntowaną córką milionera, która wbrew jego woli wyszła za mąż za Kinga Weasleya. Ojciec próbuje unieważnić ślub i nawet siłą przetrzymują ją na jachcie, jednak udaje się jej uciec. Chce dotrzeć do Nowego Jorku, jednak bez pieniędzy może być to problemem. Po drodze poznaje cynicznego dziennikarza Petera Warne’a, które chce całą jej historię opisać.

ich_noce1

Frank Capra był jednym z tych reżyserów, którzy pokazywali i chwalili prostotę życia, życzliwość nad bogactwo i dostatek. Ten film w zasadzie można określić jako matkę wszelkich komedii romantycznych, wzorzec będący inspiracją dla wielu. Zderzenie dwóch różnych charakterów i miłość, która pojawia się nieproszona i jak widać lubi przeciwieństwa. Nie brakuje tutaj ironicznego humoru, pełnych ciętych dialogów i złośliwości, ale całość jest zaskakująco urocza, lekka, inteligentna oraz naprawdę zabawna. Może i wydaje się to trochę naiwne i staroświeckie, jednak paradoksalnie „Ich noce” się nie zestarzały, nadal potrafią poruszyć i bawić (próba złapania stopa, „Mury Jerycha” czy kłótnia w celu zmylenia detektywów), to ma swój urok, mimo cenzury (a może dzięki temu).

ich_noce2

Poza dialogami i humorem, siłą napędową jest duet Clark Gable-Claudette Corbert. Oboje w pewnym sensie grają przed sobą swoje role – cynika, ukrywającego swoją wrażliwość dziennikarza oraz rozpieszczoną i trochę nieporadną kobietę żyjącą w dostatku. Jednak tak naprawdę to osoby szukające swojego miejsca na ziemi. Bez nich ten film nie byłby tak udany (i nie jest to przesada). W zasadzie drugi plan też jest dość interesujący, ze szczególnym wskazaniem na Waltera Connolly’ego (Alexander, ojciec Ellie) oraz Roscoe Carnsa (gadatliwy Shapeley).

Może i ten film ma 80 lat, ale urok i czar nie uległ osłabnięciu. Nadal potrafi rozśmieszyć, bawić i poruszyć, a to sztuka, która udaje się naprawdę wielkim. Zachęcam gorąco do obejrzenia tego filmu.

8/10

Radosław Ostrowski

Lolita

Profesor Humbert Humbert jest wykładowcą akademickim, który szuka lokum w USA. Trafia w końcu do domu niejakiej Charlotte Haze, mieszkającą razem z 14-letnią córką Lolitą. Mężczyzna wplątuje się w romans z Lolitą i chcąc być bliżej jej, żeni się z Charlotte. Ale kiedy kobieta odkrywa prawdę, rozkręca to spiralę dramatycznych wydarzeń.

lolita2

Stanley Kubrick po nakręceniu „Spartakusa” wyjechał do Wielkiej Brytanii, by przenieść na ekran skandalizującą (wtedy) powieść Vladimira Nabokova, który także napisał scenariusz. Ponieważ wtedy obowiązywała obyczajowa cenzura (kodeks Haysa), historia o toksycznej miłości doprowadzającej do szaleństwa i upadku, musiała być pokazana w sposób bardzo subtelny i niejednoznaczny, co moim zdaniem jest sporym plusem. Kubrick świetnie buduje atmosferę obsesji i erotyzmu, wyprzedzając epokę rewolucji seksualnej. Nie brakuje tutaj też ironicznego humoru, perfekcyjnej realizacji (znakomite zdjęcia, bardzo przyjemna muzyka ze wskazaniem na miły temat przewodni i montaż) oraz bardzo przewrotnego finału. Zachowano narrację Humberta (mówi z offu), co pozwala jeszcze bardziej zaangażować się w ten toksyczny romans i moralny upadek człowieka w ogóle.

lolita1

Także aktorzy wspinają się tu na wyżyny możliwości. Najważniejsze są w zasadzie dwie postacie, a tak naprawdę trzy. James Mason bardzo dobrze wypadł jako profesor zakochany w dziewczynce. Na początku sprawia wrażenie sympatycznego, eleganckiego dżentelmena, ale relacja z Lolitą doprowadza go do obłędu, chce ją mieć tylko dla siebie, zawłaszcza ją. Ta sprzeczność jest pokazana w każdym spojrzeniu i geście. Zjawiskiem jest tutaj debiutująca Sue Lyon – mieszanka niewinności z pewnością siebie. To mistrzyni manipulacji, wodzi profesora za nos i próbuje potem dojrzeć, ustabilizować. Za to drugą niespodzianką był Peter Sellers jako pozornie śmieszny pisarz Quilty, który jest śliskim facetem. Tych troje ciągnie ten film, choć cała reszta też trzyma wysoki poziom jak choćby Shelley Winters (matka Lolity).

lolita3

Kubrick tym filmem tylko potwierdził to, co już było widać w „Spartakusie” czy „Ścieżkach chwały”. To indywidualista tworzący pasjonujące opowieści o ludziach. Ale najlepsze jeszcze przed nami.

8/10

Radosław Ostrowski

Miłość Larsa

Lars Lindstrom jest samotnikiem mieszkającym w garażu obok domu swojego brata Gusa z jego żoną Karen. Nie ma dziewczyny, choć jest przystojny, pracuje w firmie. Parę tygodni później mówi Gusowi i Karen, że ma dziewczynę – Biankę. Jak wielkim zdziwieniem będzie dla nich fakt, że Bianka jest… plastikową lalką. Nie wiedząc jak się zachować, proszą o pomoc dr Dagmar. Ta podejmuje się poprowadzenia sesji z Larsem i Bianką.

lars1

Kino niezależne w USA znane jest z tego, że dotyka ono tematów trudnych i niewygodnych. Craig Gillespie tym razem opowiada dość nietypowe love story, które może na początku wydaje się dość dziwaczne. Jednak jest to bardzo szczere, wrażliwe kino o outsiderze – sprawiającym wrażenie „walniętego” faceta. Przez połowę filmu próbowałem rozgryźć dlaczego Lars zrobił to, co zrobił. Oszalał? Samotność doprowadziła go do załamania nerwowego? A może tak bardzo boi się innych ludzi, że uznał, iż z lalką będzie mu łatwiej? Reżyser nie popada ani w absurd/groteskę, osadzając historię w małym miasteczku, gdzie wszyscy znają wszystkich i lalka tam nie wywołuje jakiegoś oburzenia czy szyderstwa i traktowana jest jako coś normalnego („praca” Bianki jako manekin czy czytająca książki w przedszkolu). Jednocześnie jest to film pełen lirycznych scen (spacery w parku, wspólna przejażdżka czy Lars czytający Biance „Don Kichota”), ale też chwytających za gardło i pełnych silnych emocji („umieranie” Bianki i jej pogrzeb), co jest zasługą nie tylko pewnej wrażliwości reżysera i scenariusza, ale też bardzo solidnej realizacji – oszczędnych zdjęć, montażu oraz bardzo delikatnej muzyki.

Największym jednak atutem tego filmu pozostaje Ryan Gosling, który wspina się tu na wyżyny swoich umiejętności. Lars początkowo jest odbierany jako dziwak, ale jego miłość do Bianki jest szczera i autentyczna (nie jest jednak ona wyidealizowana i piękna). On czyni wiarygodnym całą tą historię, zaś jego grymas naśladujący uśmiech i zamykanie oczu zostają w pamięci. Jednak ten facet skrywa swoje lęki i demony, co widać w scenach sesji z dr Dagmar (empatyczna Patricia Clarkson). Jednak nie tylko Gosling tutaj błyszczy. Poza nim i Bianką (zagraną przez… Biankę) należy koniecznie wspomnieć o Emily Mortimer i Paulu Schneiderze (Karen i Gus), którzy próbują pomóc Larsowi, choć nie bardzo wiedzą jak. I jest jeszcze ktoś – urocza Kelli Garner, która jako Margo skrycie podkochującą się w Larsie – sympatyczna, wyrozumiała – chyba będzie coś z tego więcej, choć nie ma tu postawionej kropki nad i.

lars2

Początkowo nastawiałem się na komedię, a dostałem bardzo delikatny dramat pokazujący zagubionego faceta, który próbuje się oswoić z ludźmi. O takich filmach zwykło się mawiać „małe wielkie kino” – niby wygląda niepozornie, ale kipi od emocji i zapada w pamięć. A jeśli uważacie, że Ryan Gosling jest tylko ładnie wyglądającym facetem nie posiadającym talentu, zobaczcie ten film.

7,5/10

Radosław Ostrowski