Ludzie miasta

Kevin Calhoun jest asystentem nowojorskiego burmistrza Johna Pappasa – człowieka z dużą reputacją i niemal nieskazitelną opinią. Pewnego dnia dochodzi do tragicznej sytuacji – na skutek strzelaniny zginął policjant, siostrzeniec mafioza i 6-letni chłopiec, który był przypadkową ofiarą. Poruszony tragedią Kevin próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę i trafia na dużą aferę.

ludzie_miasta2

Kino polityczne nie jest łatwym gatunkiem, bo wymaga od widza większego skupienia, ma wolniejsze tempo i jest pozbawione klasycznie rozumianej akcji. Pozornie film Harolda Beckera jest kolejną tego typu opowieścią, jednak potrafi on wciągnąć i zmusić do przemyśleń, choć wnioski są dość oczywiste: układy między policją, władzą, sądami i mafią są bardzo silne, oparte na znajomościach i lojalności. Doprowadzają one do czegoś, co fachowo nazywa się skażeniem i psuciem systemu. Owszem, film jest bardzo gadany (jednak dialogi są naprawdę dobre), scenariusz przykuwa uwagę jak w rasowym kryminale, co nie dziwi jeśli wśród autorów mamy m.in. Nicolasa Pileggi („Chłopcy z ferajny”) i Paula Schradera („Taksówkarz”). Drugą rzeczą istotną jest sposób realizacji – wszystko zrobione w sposób bardzo oszczędny, pozbawiony patosu i łopotu amerykańskiej flagi, co samo w sobie jest dużym plusem. Nawet finał jest zrobiony bez podniosłości i werbli.

ludzie_miasta1

No i jak to jest zagrane. Al Pacino jako burmistrz jest po prostu wyborny – to silna i charyzmatyczna osobowość (mowa na pogrzebie chłopca), która magnetyzuje i przykuwa uwagę. Także John Cusack w roli jego asystenta prezentuje się bardzo dobrze. To idealista, który jest uczciwy – przypomina trochę bohatera „Id marcowych”. Wzbudza sympatię i poznaje reguły polityki. Poza tym duetem obsada jest bardzo imponująca: od Danny’ego Aiello (powiązany z mafią Frank Anselmo), Brigdet Fondy (Marybeth Cogan – adwokat policjantów) i Martina Landau (sędzia Stern) do Davida Paymera (Abe Goodman – przyjaciel Calhourna) i Anthony’ego Francioza (Paul Zapatti – gangster).

To naprawdę dobry film, który jest zrealizowany w prosty sposób, bez żadnego kombinowania i udziwniania. Owszem, niektórych może to wynudzić, ale sprawna realizacja i świetne aktorstwo powinno wynagrodzić wszelkie słabostki.

7/10

Radosław Ostrowski

Strach na wróble

Max siedział w więzieniu, zaś Lionel wrócił znad morza. Celem pierwszego jest Pittburgh, gdzie chce założyć myjnię samochodową, zaś drugi zostawił w Detroit ma żonę i dziecko, którego nigdy nie widział. Obaj panowie zaprzyjaźniają i decydują się wspólnie podróżować.

strach_na_wroble1

Jerry Schatzberg po raz kolejny opowiada o zwykłych ludziach, którzy mają plany, cele i marzenia, choć realizacja nie będzie zbyt łatwa. Cala konstrukcja filmu to zbiór różnych scenek z naszymi bohaterami, którzy wędrują od miasta do miasta, spotykają różnych ludzi, a nawet trafiają do więzienia. Owszem, zdarzają się pewne dłużyzny i spowolnienia akcji, zaś zakończenie pozostaje otwarte, ale mimo to ogląda się to naprawdę nieźle. Po części jest to zasługa zdjęć Vilmosa Zsigmonda, które z jednej strony pokazują piękne plenery, z drugiej surowe pomieszczenia, pełnie biedy i nędzy. Nie zabrakło też odrobiny humoru oraz ciekawych obserwacji.

strach_na_wroble2

Sytuację ratują za to grający główne role Al Pacino i Gene Hackman. Obaj pozornie różnią się wszystkim. Max to z jednej strony solidnie przygotowany i planujący facet, który bywa i porywczy, ale niepozbawiony empatii. Zaś Lionel sprawia wrażenie niepoważnego wesołka, pełnego pogody ducha, ale ma pewną tajemnicę. Obaj panowie się świetnie uzupełniają i tworzą dość skomplikowane postacie, choć może tego nie widać na pierwszy rzut oka.

Sam film jest całkiem interesująca propozycją, którą odrobinę pokrył kurz. Może nie jest do końca idealny, ale jako świadectwo epoki jest ciekawą ofertą.

6/10

Radosław Ostrowski

Narkomani

Helen jest młodą dziewczyną mieszkającą w Nowym Jorku i próbującą swoich sił w malarstwie. Interesuje się nią Bobby, który zajmuje się handlem narkotykami. Zakochują się w sobie, ale oboje zaczynają popadać w uzależnienie.

Debiutujący w roli reżysera Jerry Schatzberg tym razem schodzi mocno na ziemię i pokazuje Nowy Jork, któremu bliżej jest do miasta z filmów Martina Scorsese niż Woody’ego Allena. Widzimy tutaj ludzi uzależnionych, dla których najważniejsze jest dostać forsę, by mieć na działkę. Żeby to zdobyć zrobią wiele – ukradną, prostytuują się, oszukają lekarza. Dlatego jesteśmy przez większość czasu na ulicy, w zaniedbanych i poniszczonych domach, spelunach. Pytanie tylko, czy taki film po „Requiem dla snu” może jeszcze zrobić wrażenie? O dziwo, tak. Dawanie w żyłę, zawsze będzie wyglądało obrzydliwie, tutaj nie ma żadnych ozdobników, happy endu czy moralizatorskiego tonu. Paradokumentalne zdjęcia i obsadzenie wtedy mało znanych aktorów spotęgowało poczucie autentyzmu, a takie sceny jak przedawkowanie Bobby’ego i próba ratowania go, robią wrażenie. To nadal mocne kino, które potrafi trzymać za gardło i przekonująco pokazać drogę upadku człowieka uzależnionego.

narkomani1

Uwiarygodniają to grający główne role Al Pacino i Kitty Winn (nagrodzona w Cannes) jako młodzi, zagubieni, uzależnieni i zdani na siebie. Widzimy ich szczęścia, chwile radości, by potem skakali sobie do gardeł, walczą ze sobą i przegrywają z nałogiem. Poza nimi warto też wyróżnić Alana Vinta jako bezwzględnego gliniarza Hotcha.

Film Schatzberga nadal pozostaje mocnym i poruszającym filmem z narkotykami w tle. Naprawdę godny uwagi film.

7/10

Radosław Ostrowski

Bobby Deerfield

Bobby Deerfield jest kierowcą rajdowym Formuły 1. Podczas jednego z wyścigów dochodzi do tragedii – kolega Bobby’ego ze stajni ginie w zderzeniu dwóch pojazdów, dochodzi do eksplozji. Drugi kierowca trafia do szpitala, gdzie Bobby go odwiedza. Tam poznaje niejaką Lillian Morelli – Włoszkę, która go intryguje. Później okazuje się, że kobieta jest ciężko chora.

bobby_deerfield1

Melodramat jest gatunkiem bardzo trudnym, jednak to nie zniechęca filmowców. Jednym z takich dość nietypowych love story jest film Sydneya Pollacka „Bobby Deerfield”. Z jednej strony nie brakuje tu ładnych zdjęć wielu plenerów (Francja, Włochy), nieźle zrobionych scen wyścigów oraz dobrych dialogów. Z drugiej jednak tempo jest dość spokojne, wręcz usypiające, co może zniechęcić, bo ten romans niby jest, a tak naprawdę go nie ma. Może inaczej – rozwija się bardzo powoli, wręcz niezauważalnie, więc wymaga to skupienia. Dla mnie trochę było za mało tej rajdowej otoczki (wiem, że nie był to najważniejszy wątek), bo to historia o budzeniu się z emocjonalnego letargu i znużenia. Jednak na mnie miejscami wywoływał znużenie zamiast ciekawości. A chyba nie o to tu chodziło.

bobby_deerfield2

Częściowo sytuację ratuje niejaki Al Pacino, który świetnie wciela się w znużonego rajdowca. Kroku dorównuje mu urocza Martha Keller, która mimo świadomości swojego krótkiego życia, próbuje czerpać z życia garściami i prowokuje Bobby’ego. Oboje tworzą dość ciekawą parę.

Mimo lat film jest całkiem przyzwoitą opowieścią, pozbawioną sentymentalizmu, wpadania w klisze. Ale czegoś mi tu zabrakło.

6/10

Radosław Ostrowski

…I sprawiedliwość dla wszystkich

Arthur Kirkland jest młodym prawnikiem z 12-letnim stażem, który wierzy w prawo i jest naprawdę dobry w tym co robi. Nie robi tego ani sławy, władzy czy pieniędzy, ale dlatego, że tak trzeba. Próbuje pomóc młodemu chłopakowi, który dostał wyrok, choć sędzia miał pójść na układ. Zastąpił go jednak sędzia Fleming, który kurczowo trzyma się litery prawa. Jednak Fleming wkrótce zostaje aresztowany i oskarżony o gwałt i pobicie. Chce, żeby Kirkland był jego obrońcą.

sprawiedliwosc1

Dramatów sądowych na ekranie było wiele i każdy bardziej lub mniej poruszał temat sprawiedliwości. Jednak Norman Jewison przy okazji pokazał wady systemu sądowniczego. Wiem, nie był on pierwszym reżyserem, który się tego podjął, ale zrobił to bardzo sugestywnie. Sam film jest tak naprawdę zapisem kilku dni (tygodni) z dnia Kirklanda, gdzie przy okazji poznajemy drobniejsze sprawy dnia codziennego (m.in. niesłusznie skazany Jeff czy transwestyta oskarżony na obnażanie się). Te sprawy pozornie błahe służą napiętnowaniu systemu sprawiedliwości, gdzie prawda nikogo nie obchodzi, a liczy się tylko wygranie sprawy. Gdy jeszcze dodamy do tego korupcję i nieuczciwość sędziów (jeden jest seksualnym maniakiem, drugi żyje na krawędzi i kocha adrenalinę), widok nie jest wesoły, zaś komisja d/s etyki okazuje się kolejną ściemą. Wszystko to zrobione więcej niż dobrze – klimatyczne zdjęcia, funkowo-jazzowa muzyka Dave’a Grusina, mocne dialogi oraz świetny montaż i zaskakujący finał.

sprawiedliwosc2

No i udało się też zebrać świetną obsadę. Bryluje tutaj niezawodny Al Pacino, który bardzo wiarygodnie zagrał młodego idealistę, który wbrew swojej woli zostaje wplątany w brudną sprawę. Jego wątpliwości, a jednocześnie oddanie sprawom małych ludzi są świetnie pokazane i kibicujemy temu bohaterowi do samego końca. Poza nim mamy bardzo mocny drugi plan ze świetnymi rolami Jacka Wardena (sędzia Rayford, który…  parę razy próbował się zabić), Johna Forsythe (śliski sędzia Fleming), Christine Lahti (Gail Packer z komisji d/s etyki) i Lee Strasberg (dziadek Arthura, chorujący na Alzheimera).

Film Jewisona nie zestarzał się, mimo ponad 30 lat na karku. Mocna tematyka, dobra realizacja, świetna konstrukcja. Jeśli nadal chcecie zostać prawnikami, zobaczcie byście wiedzieli co was czeka.

8/10

Radosław Ostrowski

Co nas kręci, co nas podnieca

Borys Jelnikow jest podstarzałym geniuszem fizyki, który mieszka sam w Nowym Jorku, odkąd próbował popełnić samobójstwo. Jego pesymistyczne nastawienie do życia ulega zmianie, kiedy poznaje 21-letnią Melody, która uciekła z Nowego Orleanu od rodziny. I mimo oporów… zostaje jej mężem. Kiedy rok później pojawia się jej matka, życie wszystkich zostaje wywrócone do góry nogami.

kreci_podnieca1

Woody Allen po kilku latach pobytu w Europie, postanowił wrócić do Nowego Jorku. Czy wrócił także do formy? Moim skromnym zdaniem tak. Mamy znowu ironiczne dialogi, pełne szyderstwa i bon motów, które na pewno przejdą do historii. Bóg, związki, idioci nie dorównujący Borysowi, dzieciaki nieumiejące grać w szachy oraz nieobliczalność ludzkiego losu – parę z tych tematów było już u Allena, ale już od dawno nie było to takie zabawne i… wciągające. No i jest inteligentny neurotyk, który mógłby być alter ego Allena. Elegancka, jazzowa muzyka zmieszana z muzyką klasyczną, Nowy Jork w ciągu roku wygląda pięknie, a całość jest naprawdę smakowita i czuć ducha starego Allena. Jest dobrze.

I jak to jest zagrane. Główną rolę brawurowo zagrał Larry David, który może i nie wygląda poważnie w krótkich spodenkach i długiej koszuli, jednak jest neurotyczny i błyskotliwy hipochondryk. Ujmę to tak: wyobraźcie sobie dra House starszego o 20-30 lat, bez laski i w okularach, a macie Jelnikowa, który jako jedyny wie… że gra w filmie. Poza nim mamy kilka ciekawych postaci, z których najbardziej wybija się Melody (urocza Evan Rachel Wood) i jej rodzice (świetni Patricia Clarkson i Ed Begley Jr.), którzy są bogobojni, a wizyta w Nowym Jorku poważnie ich zmieni, czyniąc ich szczęśliwymi ludźmi.

kreci_podnieca2

Refleksja Allena jest bardzo prosta – trzeba przyjąć życie takie jakim jest, nawet jeśli jesteśmy świadomi przemijania. Przecież na to nie zaradzimy, że wszechświat się skraca, prawda? Powrót do Nowego Jorku okazał się powrotem do wielkiej formy.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Vicky Cristina Barcelona

Vicky i Cristina to przyjaciółki, które przyjechały na wakacje do Barcelony. Obie panie różni wszystko – Vicky to rozważna brunetka, która ma wkrótce wyjść za mąż, Cristina jest romantyczną blondynką, nie potrafiącą odnaleźć miejsca na ziemi. Ich życia zostaną wywrócone do góry nogami. A wszystko przez przypadkowo poznanego malarza, Juana Antonio Gonzalo.

Woody Allen po londyńskich eskapadach postanowił kontynuować tournee po Europie, tym razem odwiedzając Hiszpanię. I kolejny opowiada o miłości, związkach, trójkątach, a nawet czworokątach. Problem polega na tym, że po pierwsze mało zabawnie (jak na Allena), po drugie za mało wnikliwie (jak na Allena), bo historia jest mało wciągająca i nieciekawa. Owszem, jest piękna hiszpańska muzyka, plenery też są pięknie namalowane, wręcz kipi to jasnymi kolorami. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z ładną otoczką i niczym więcej. Jeszcze ten narrator, który dopowiada to, czego powinniśmy się domyślić (jeszcze nigdy wcześniej reżyser nie stosował typowego narzędzia reżyserskiego, czyli łopaty). Znacznie ciekawiej Allen tą tematykę opowiedział w „Hannah i jej siostrach” czy „Mężach i żonach”. Zabrakło chyba ciekawej opowieści tutaj.

Obsadowo jest naprawdę dobrze. Rebecca Hall i Scarlett Johansson jako rozważna oraz romantyczna radzą sobie naprawdę dobrze. Jednak całe szoł ukradli im świetny Javier Bardem (pogubiony Juan Antonio) oraz kapitalna Penelope Cruz, która pojawia się dopiero w połowie filmu i tworzy zapadającą w pamięć rolę kobiety zmierzającej w stronę autodestrukcji.

Cóż, Allen chyba nie radzi sobie zbyt dobrze poza Nowym Jorkiem, co niestety tym filmem potwierdził to. Czy jest szansa na to, że Nowojorczyk wróci do dobrej formy? Następny film wam to wyjaśni.

6/10

Radosław Ostrowski

Sen Kasandry

Ian i Terry są braćmi pochodzącymi z nizin społecznych, zaś ich rodzinę od lat wspiera wuj Howard. Pierwszy pomaga ojcu przy restauracji, choć marzy o prowadzeniu hoteli, drugi zaś pracuje w warsztacie samochodowym i jest nałogowym hazardzistą, wpędza się w długi. Kiedy przyjeżdża wuj Howard, bracia chcą pomocy, ale to Howard potrzebuje pomocy od nich – trzeba usunąć pewnego człowieka, przez którego wuj może pójść do więzienia.

sen_kasandry1

Woody Allen znów w Londynie i znów o zbrodni, ale tym razem bez wygłupów. To poważny dreszczowiec, w którym słychać echa „Wszystko gra” oraz Dostojewskiego. Jednak jeśli oglądaliście „Wszystko gra” ten film was rozczaruje. Mamy podobną intrygę, mamy bohaterów walczących z wyrzutami sumienia i ponury, wręcz antyczny dramat mogący skończyć się tylko w jeden sposób. Ponura atmosfera jest budowana zarówno przez oszczędne zdjęcia Vilmosa Zsigmonda, jak i zapętlającą się muzyką Philipa Glassa. I co z tego, skoro cały film jest dość wtórny. Allen opowiada tą samą historię, ale wchodzenie drugi raz do tej samej rzeki nie wychodzi najlepiej, zwłaszcza w przypadku poważniejszych filmów Allena. Technicznie i realizacyjnie trudno się do czegoś przyczepić.

sen_kasandry2

Aktorsko też jest więcej niż dobrze. Ewan McGregor i Colin Farrell jako dwaj bracia są po prostu świetni oraz ich przemianę jaką zachodzą w trakcie opowieści. Także Tom Wilkinson potwierdza klasę jako pozbawiony skrupułów wuj. Poza tym triem mamy jeszcze apetyczną Hayley Atwell (Angela) i ciepłą Sally Hawkins (Kate).

sen_kasandry3

Cóż, ten Allen nie jest tak udany jak „Wszystko gra” i chyba Londyn przestał służyć temu reżyserowi. Dlatego zmienił klimat, ale to temat na inny wpis.

6/10

Radosław Ostrowski

Scoop – Gorący temat

Sondra Lonsky jest młodą, amerykańską studentką dziennikarstwa, która marzy o wielkim tekście, dzięki któremu mogłaby wypłynąć. Podczas występu u iluzjonisty Splendiniego, widzi ducha zmarłego dziennikarza Joe Stromble’a. Prowadził prywatne śledztwo w sprawie „Tarotowego Zabójcy” i ma dowody, ze zabójcą jest syn lorda Lymana. Prosi Sondrę o pomoc w rozwiązaniu sprawy i napisanie artykułu, jednak kobieta zakochuje się w podejrzanym.

scoop1

Woody Allen drugi raz wybrał się do Londynu i znów opowiada o morderstwie wśród wyższych sfer. Ale robi z tego komedię, dla której wątek kryminalny jest pretekstem do żartów i obserwacji wyższych sfer. Niestety, tym razem reżyser się potknął, bo jest strasznie wtórny. Ani Londyn nie intryguje jak we „Wszystko gra”, ani łamigłówka nie jest specjalnie skomplikowana (znacznie ciekawsza była w „Tajemnicy morderstwa na Manhattanie”), a błyskotliwego humoru nie ma tu zbyt wiele. Owszem, są niezłe zdjęcia, w tle leci Czajkowski, ale to trochę przy mało, by przykuć uwagę na dłużej. Jest zwyczajnie nudno, co zdarza się mu bardzo rzadko, a w kryminale (nawet na wesoło) jest to wada niewybaczalna.

scoop2

Aktorzy robią co mogą, ale nie są w stanie uratować tego filmu. Allen jako iluzjonista nadal jest znerwicowanym, pełnym fobii facetem, jednak nawet to zaczyna drażnić (dlatego Allen pojawił się po drugiej stronie kamery dopiero po sześciu latach). Lepiej wypada Scarlett Johansson jako Sondra, która pakuje się w niezłe tarapaty i jest znacznie ciekawsza niż we „Wszystko gra”. Poza tą dwójką reszta nie ma zbyt wiele do pokazania. Ian McShane jest tu dociekliwym dziennikarzem, Hugh Jackman przystojny i czarujący, jedynie epizod Charlesa Dance’a (pan Malcolm – wydawca gazety) przykuł uwagę na dłużej.

scoop3

„Scoop” to pierwsza od bardzo dawna wtopa w dorobku Allena. Za mało Allena w Allenie, za mało tego błyskotliwego humoru, intryga nuży, aktorstwo takie sobie. Szkoda, ale chyba Londyn przestał służyć Allenowi.

5/10

Radosław Ostrowski

Wszystko gra

Chris Wilton jest młodym tenisistą, który przerwał swoją karierę i został instruktorem. Tak poznał Toma Hewitta – młodego faceta, syna milionera. Obaj panowie lubią operę i szybko zaprzyjaźniają się, aż w końcu Chris żeni się z siostrą Toma i zostaje członkiem rodziny. Jednak jego spokój zostaje zakłócony przez Nolę Rice – byłą narzeczoną Toma i kochankę Chrisa, która stawia mu warunki.

wszystko_gra1

Woody Allen mimo 70 lat na karku w momencie kręcenia tego filmu kolejny raz zaskoczył. Po pierwsze, nie pojawia się na ekranie, po drugie zamiast jazzowej muzyki mamy operę w ścieżce dźwiękowej, po trzecie przeniósł akcję z Nowego Jorku do Londynu, po czwarte „Wszystko gra” nie jest komedią, tylko thrillerem. Zdziwieni? Ja też, bo reżyser wraca do wątków i konwencji w stylu „Zbrodni i wykroczeń”, a jednocześnie przypomina dwie stare prawdy: forsa rządzi światem, a pragnienia zawsze są takie same i jak wiele zależy od zwykłego szczęścia. Symbolicznie pokazuje to sam początek filmu, gdy widzimy piłkę tenisową, która odbija się od siatki i… obraz zostaje zatrzymany. Choć tempo jest powolne i pozornie niewiele się dzieje, obraz potrafi zatrzymać w napięciu (scena morderstwa zrealizowana z niesamowitą precyzją) i wielokrotnie zaskakuje, zwłaszcza dość przewrotnym finałem, gdzie (spojler) zbrodnia nie zostaje ukarana, a wszystko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności (/spoiler). Zdjęcia i montaż plus scenariusz i reżyseria to najmocniejsze atuty filmu.

wszystko_gra2

Za to zagrane jest to naprawdę świetnie. Najbardziej wybija się Jonathan Rhys Meyers, którego bohater jest zafascynowany światem bogatych i świetnie się do niego wpasowuje, zaś by chronić swoją pozycję jest w stanie pozbyć się kręgosłupa moralnego. Trochę mi przypomina Nikodema Dyzmę, tylko jest bardziej brytyjski. Trudno też nie zauważyć Scarlett Johansson, która wypada naprawdę dobrze jako Nola – jest atrakcyjna, kusząca, ale stara się zachować dystans, jednak trudno powstrzymać chuć. Poza tą dwójką, która nakręca ten film należy koniecznie wspomnieć o Emily Mortimer (prostoduszna Chloe), Brianie Coxie (Alec, ojciec Toma) i Matthew Goode (Tom).

Allen poważny też potrafi być ciekawy i równie wyborny jak w błyskotliwych komediach. Obok „Klątwy skorpiona” to najlepszy Allen w XXI wieku.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski