Drzazgi

Filmy nowelowe czy skupione na losach kilku postaci zawsze dają duże pole do popisu dla twórców kina. Choć dzisiaj może wydawać się to archaiczne, jednak wszystko zależy od sposobu realizacji. Nie inaczej było z pełnometrażowym debiutem Macieja Pieprzycy, czyli „Drzazgami”. Reżyser wcześniej zrobił dwie produkcje telewizyjne, który wywołały pewne zainteresowanie. O nich może kiedyś opowiem.

drzazgi2

Bohaterami „Drzazg” jest trójka młodych ludzi z Zabrza. Robert jest byłym piłkarzem, a obecnie kibolem Górnika. Marta to córka bogatego biznesmena i ma wziąć ślub z synem jego wspólnika. Jest jeszcze Bartek – magister biologii, który dostaje szansę na stypendium w Bostonie. Każde z nich ma swoje własne problemy i zderzają się z rzeczywistością. Nie jest ona ani zbyt szara, ani brudna, ani pesymistyczna czy optymistyczna. Niby krążymy po znanych familokach, zamykanych kopalniach czy biedaszybach (te ostatnie okazują się… planem filmowym), ale to wszystko potrafi poruszyć. Nie jest to też mocno poważne, zaś parę akcentów komediowych (sceny z Elvisem czy fakirowie ćwiczący swoją sztuczkę w mieszkaniu) dodaje pewnej lekkości.

drzazgi1

Każdy z tych wątków składa się z kilku pozornie mniej powiązanych scen. Cała trójka szuka miłości, szczęścia różnymi ścieżkami. Dla Roberta wielką pasją jest sport, ale nie ma żadnej pracy, troszkę miga się przed odpowiedzialnością i umawia się z mężatką. Marta ma wziąć ślub z facetem, którego nie kocha, jest niedojrzały i myśli głównie o kasie. Z kolei Bartek chce się wyrwać ze swojego miasta, skupia się na karierze. Ale pojawia się ciąża jego dziewczyny, co zmusza do zweryfikowania planów. Wszystkie ich problemy zarysowane są w drobnych scenkach, skupiając się na detalach czy spojrzeniach. Kulminacją jest montażowa zbitka, gdzie przeskakujemy z postaci na postać, doprowadzając do przewartościowania swojego życia.

drzazgi3

I chociaż nie wszystkie wątki były dla mnie interesujące, to jednak aktorzy potrafią uczynić je wiarygodnym. Bardzo pozytywnie zaskakuje Antoni Pawlicki, czyli kibol Robert, który bywa szorstkim facetem, niepozbawionym jednak swoich zasad. Niemniej budzi on wiele sympatii swoim oddaniem oraz lojalnością. Odkryciem dla mnie jest Karolina Piechota, czyli Marta. Bardzo urocza dziewczyna, troszkę za bardzo skupiona na siebie, w niezbyt szczęśliwym związku. Jej kibicowałem najbardziej, zaś jej wątek ma zaskakującą puentę. Solidnie poradził sobie Marcin Hycnar, czyli Bartek, choć jego historia najmniej interesowała. W tle mamy kilka ciekawych epizodów z Tomaszem „Elvisem” Karolakiem na czele, co jest ciekawym smaczkiem.

Powiem szczerze, że „Drzazgi” to kawał solidnego kina, choć Pieprzyca później rozwinął mocniej swój warsztat. Mieszanka komedii z dramatem nie zawsze trafia w punkt, ale ma kilka cudnych momentów i jest bardzo dobrze zagrana. Nie boli, ale i nie zawsze powala.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Proceder

Ja fanem hip-hopu jestem bardzo umiarkowanym. Kojarzę pewnych wykonawców oraz utwory, ale nie siedzę w tym głęboko. Gdzieś się o uszy obijało nazwisko Tomka Chady, czyli syna Bogdana. Wykonywał tzw. rap uliczny, gdzie opowiadał o nędzy, bandyterce, dilerce, odsiadkach oraz czerpaniu z życia mimo niesprzyjającego środowiska. Tam walutą miała być lojalność, przyjaźń i dotrzymywanie słowa. I jak w tym wszystkim znaleźć czas na nagrywanie płyt oraz koncertowanie?

proceder1

Miałem spore obawy co do filmu z powodu twórców. Bracia Węgrzyn (reżyser Michał oraz autor zdjęć Wojciech) raczej tworzą kino niezależne, które mocno odstaje poziomem od produkcji z USA. Były albo chaotyczne, albo przegadane w negatywnym znaczeniu tego słowa. Pod tym względem „Proceder” jest sporym skokiem jakościowym. Twórcy chcą opowiedzieć niemal całe dorosłe życie Chady od końcówki lat 90. aż do tragicznej śmierci. Materiału jest tutaj bardzo dużo, tylko że tutaj zabrakło selekcji. Twórcy z jednej strony chcą pokazać bardzo nieprzyjemne życie rapera, gdzie był wychowywany przez matkę-pielęgniarkę w brudnej kamienicy. Wypłata jest skromna, ledwo starcza na życie, więc trzeba znaleźć dodatkowe źródło. I pojawia się szansa w postaci Łysej – dawnej kumpeli, co kradnie auta oraz diluje narkotyki. Szybka kasa łatwo kusi i pojawiają się problemy z prawem. Z drugiej mamy tutaj (bardziej jako tło) etap tworzenia dzieła i przekucie swoich doświadczeń na muzykę. Ta przewija się w tle jako zgrabny komentarz do wydarzeń na ekranie, niejako pozwalając głębiej wejść w skórę naszego bohatera. Szkoda tylko, że Chada-muzyk praktycznie tu nie istnieje, ustępując pola Chadzie-gangsterowi, który nie potrafi do końca zerwać z bandycką przeszłością. Ta jednak przykleja się jak rzep do psiego ogona i wraca w najbardziej niespodziewanym momencie.

proceder2

Scenariuszowo cała ta historia jest pokazana bardzo skokowo, przez co można się w tym pogubić i nie brakuje dziur (wydanie płyty przez Chadę czy bardzo niejasne zakończenie). Działa to wszystko jednak na polu psychologicznym naszego bohatera. Z jednej strony to łobuz z dobrym sercem, nie pozbawiony talentu artystycznego, ale z drugiej staje się więźniem autodestrukcyjnych demonów: alkohol, narkotyki, kradzieże. To doprowadza do kolejnych odsiadek, aresztowań, a nawet ucieczek, tworząc pewien zamknięty krąg. Z czasem jednak ta powtarzalność wywołuje znużenie, przez co film zaczyna tracić swój impet i gubić się. Nie brakuje kilku świetnych dialogów oraz smakowitych epizodów, podnoszących poziom (tutaj wybija się Krzysztof Kowalewski jako więzień „Szajba” i Gabriela Muskała jako przyszła teściowa).

proceder3

Ale tak naprawdę liczy się tutaj jeden aktor, czyli Piotr Witkowski jako Chada. I to jest największe odkrycie tego filmu. Chłopak jest absolutnie szczery w każdym momencie tej historii: jako raper (chociaż widać, że nie nawija swoim głosem), uroczy łobuziak, złodziej czy facet ze skłonnościami autodestrukcyjnymi. Wszystkie te skrajne emocje wypada bez fałszu, tworząc bardzo wielowymiarową postać, która fascynuje i budzi współczucie.

proceder4

„Proceder” niby czerpie ze znanych schematów opowieści o ludziach z marginesu, ale potrafi wciągnąć i jest całkiem niezłym kinem. Gdyby skrócono całość o kilkanaście minut albo wykorzystano ten czas na pogłębienie relacji byłby to świetny film. Może bracia Węgrzyn rozwiną to w formie serialu?

6,5/10

Radosław Ostrowski

Legiony

Kolejna wielka polska produkcja historyczna, która nikogo nie obeszła. Tym razem za kamerą stanął niedoświadczony z tego typu materią Dariusz Gajewski, zaś za scenariusz odpowiadali goście od „Smoleńska”. Już samo to zapowiadało wielką katastrofę, której nic nie byłoby w stanie uratować. Ale efekt końcowy był dla mnie sporym zaskoczeniem. Po kolei.

legiony2

Akcja filmu toczy się na przestrzeni dwóch lat i skupia się na miłosnym trójkącie. Ola jest pielęgniarką i szpiegiem wywiadu, zaś jej narzeczony Tadek walczy w oddziale. Ten trzeci to Józek – dezerter z zaboru rosyjskiego, który za wszelką cenę chce dotrzeć do Łodzi. Ścigany przez carską armię, zostaje odbity przez grupkę Tadka, wykonującą swoje zadanie. Niejako przez przypadek dołącza do oddziału kierowanego przez Stanisława Kaszubskiego „Króla”, stając się jednym z żołnierzy Legionów Polskich.

legiony4

Powiem krótko: reżyser mocno inspirował się tutaj „Pearl Harbor” Michaela Baya. Czyli jest to historia miłosna z wojną w tle. Tylko, że tak jak w oryginale, sam wątek romantyczny jest zwyczajnie nudny, mdły i nieciekawy. Jest też tak samo poprowadzony, przez co brakowało dla mnie czegoś interesującego. Tym bardziej mnie to bolało, że ten wątek został wysunięty na pierwszy plan, przez co cala ta historyczna otoczka cierpi. Ale sama relacja między tą trójką brzmi niewiarygodnie, zaś relacja między Olą a Józkiem toczy się za szybko. Tak jak w „Piłsudskim” historia jest pocięta, przez co nie do końca skupiałem się na niej. I nie spędzamy zbyt wiele czasu ze swoimi bohaterami.

legiony3

Niemniej muszę przyznać, że Gajewskiemu udało się wykonać kilka rzeczy lepiej niż Michał Rosa. Przede wszystkim wrażenie robiły sceny batalistyczne, a dokładnie jedna: szarża ułanów pod Rokitną, którą przeżyło tylko sześciu ułanów z całego szwadronu. Masa ujęć z różnych kątów (także spod podłoża), szybkie cięcia, dźwięk oraz masa koni i adrenalina. Wykonane jest to fenomenalnie, pokazując, że da się u nas zrobić sceny wojenne z hollywoodzkim rozmachem. Także finał pod Kościochniówką, atak snajpera na rynku czy wysadzenie pociągu potrafią trzymać w napięciu i wyglądają naprawdę dobrze. Chociaż czasami widać wykorzystanie grafiki komputerowej. I jest tutaj parę ciekawych wątków jak wybór między interesem prywatnym a rodzącym się braterstwem broni czy dlaczego Polacy zamiast walczyć w armii carskiej dołączają do rodzącego się polskiego wojska. Czemu niektórzy nadal zostali, a tacy jak Król zdecydowali się walczyć za ideę niepodległości.

legiony1

Aktorsko tutaj jest strasznie nierówno, zaś tylko kilka postaci zasługuje na wyróżnienie. Najlepiej z tego grona wypada Mirosław Baka w roli Króla. Tutaj aktor tworzy charyzmatycznego, szorstkiego twardziela z dialogami godnymi samego Pasikowskiego. Już w pierwszym wejściu aktor pokazuje jak wielki posłuch ma jego postać wobec swoich podkomendnych, mając do dyspozycji swój silny głos. Szkoda tylko, że to nie wokół niego skupiono całą fabułę. Z aktorskiego trójkąta najlepiej wypada Sebastian Fabijański jako Józek. Człowiek niezbyt rozmowny, niejako wskutek okoliczności staje się żołnierzem dla sprawy. Jednak partnerujący mu Bartosz Gellner oraz debiutująca Wiktoria Wolańska wypadają bardzo blado. Co gorsza między nimi nie ma kompletnie żadnej chemii (także między Wolańską a Fabijańskim), napięcia ani zaangażowania, przez co kompletnie nie wierzyłem w tą relację. Reszta postaci tak naprawdę robi za tło (Jan Frycz jako Piłsudski ma tylko jedną scenę), z którego wybija się lekko komediowy epizod Piotra Cyrwusa jako kucharza oraz Grzegorz Małecki jako dawny towarzysz Króla, kapitan Złotnicki.

„Legiony” to film, który tak naprawdę można było obejrzeć razem z „Pilsudskim”, niejako uzupełniając się ze sobą. Jednak Gajewski wykonuje troszkę lepszą robotę, bardziej imponując scenami batalistyczno-akcyjnymi, choć scenariusz też kuleje.

6/10

Radosław Ostrowski

Papusza

Cyganie w kinie pojawiają się raz na jakiś czas. A w polskim kinie to już w ogóle ewenement, bo robią zazwyczaj za tło. Sytuację ta postanowili zmienić państwo Krauze, który przedstawiać w zasadzie nie potrzeba. Takie filmy jak „Dług”, „Mój Nikifor” czy „Plac Zbawiciela” mówią same za siebie.

Tym razem postanowili opowiedzieć historię Bronisławy Wajs zwanej Papuszą – była ona cygańską poetką. Pierwszą kobieta, która spisała w formie wierszy losy Cyganów. Ona od początku swojego życia była inna. Jako jedyna nauczyła się czytać i pisać. Mało kto by o niej wiedział, gdyby do taboru nie dołączył Jerzy Ficowski – poeta, który ukrywał się przed aresztowaniem. To on przekonał Papusze do pisania i wydał jej wiersze (razem z Julianem Tuwimem). W zamian za to została wyklęta przez swoich braci i siostry.

papusza1

Z jednej strony mamy biografię kobiety, dla której dar okazał się klątwą, z drugiej jest to hołd złożony Cyganom i ich kulturze, która miała odejść w zapomnienie. A to wszystko przez władze ludową, która postanowiła osiedlić Cyganów z taborów. Więc tabory, ich muzyka i kultura tak głęboko skrywa przed obcymi musiały zniknąć. Nieufność wobec gadźjo (tak Cyganie mówią na obcych) była silniejsza, zaś każde przekazanie informacji o nich było traktowane jak zdrada. Trudno przejść wobec czegoś takiego obojętnie. W dodatku wszystko to jest mocno poszatkowane chronologicznie, bardzo dopieszczone wizualnie (mimo ze zdjęcia są statyczne i czarno-białe) z piękną muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza (fragmenty poematu „Harfy Papuszy”). Ale mimo tej realizacyjnej maestrii, film mnie w paru miejscach poważnie znużył. Skróciłbym go o parę(naście) minut, mimo że zrobił on na mnie pozytywne wrażenie.

Jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono bardzo subtelne i czasem nie łatwe do wychwycenia. Jowita Budnik jest bardzo oszczędna, choć to ona jest główną bohaterką – pełną sprzeczności. Wykształcona i wyzwolona, ale jednocześnie żyła razem z taborem. Nie kochała swojego męża, ale nie podważała jego autorytetu czy władzy. Zaś odrzucenie od pobratymców doprowadza ja do obłędu, niszczy ją. Dwaj partnerujący jej panowie są bardziej niejednoznaczni. Jej mąż Dionizy (wyborny Zbigniew Waleryś) to świetny muzyk, ale też mitoman i pijak. Kocha ją i gardzi jednocześnie. No i trzeci wierzchołek tego trójkąta, czyli Ficowski (nietypowa rola Antoniego Pawlickiego), który mimo sympatii Cyganów i opanowaniu ich języka, pozostanie dla nich obcym. I to on najbardziej „skorzystał” na znajomości z Papuszą, tylko czy cena nie była za wysoka? Ta relacja miedzy tą trójką utrzymana jest na bardzo delikatnych ruchach i spojrzeniach.

papusza2

Mimo pewnych dłużyzn, „Papusza” pozostaje dla mnie kawałkiem naprawdę dobrego i bardzo ciekawego kina. Cyganie w końcu są rzadkością na naszym ekranie.

7/10

Radosław Ostrowski