Wszystko z nami w porządku

Jakie znacie polskie gry? Ostatnio robią sporą furorę (seria „Wiedźmin”, seria „Sniper: Ghost Warrior” czy „Observer”), ale o jednej postanowiono zrobić film dokumentalny. Reżyser Borys Nieśpielak postanowił opowiedzieć o dwóch gościach (Bartek Pieczonka i Rafał Zaremba), którzy wcześniej pracowali w korporacjach. Ale postanowili w końcu postawić wszystko na jedną kartę i stworzyć grę komputerową. Wiecie taką fajną, żeby się dobrze sprzedała i można się z tego utrzymać. I tak wyszedł „Lichtspeer” – jedna z bardziej pokręconych gier w historii.

wszystko_z_nami_w_porzadku3

Jeśli jednak liczycie na to jak powstała ta gra, to nic z tego. Reżyser pokazuje naszych bohaterów w momencie, gdy gra jest już prawie na wykończeniu i czeka na dystrybucję. Bardziej się skupia nie na pokazywaniu tworzenia samej gry, ile na sylwetkach naszych bohaterów: bardziej przejętego, skupionego Rafała oraz troszkę zdystansowanego Bartka. Przy okazji nie brakuje przemyśleń dotyczących branży gier, sposobów promocji oraz samego podejścia do realizacji. Tego, ze trzeba czekać na odpowiedzi od innych, jak wiele trzeba poświęcić realizacji (proces trwał ponad dwa lata) i ile trzeba sprzedać gier, by się utrzymać. I to wszystko pokazuje, że nie jest to prosta droga, a pasja nie zawsze wystarcza, zaś nawet najlepiej przemyślany plan może nie zadziałać. Jak sam mówi jeden z bohaterów: „News, że gra jest na Steamie, to żaden news”.

wszystko_z_nami_w_porzadku4

Sam film wizualnie trzyma poziom typowego dokumentu i – co dla mnie jest największym problemem – jest za krótki. Nieco ponad godzina nie do końca mi wystarczyła, by jeszcze lepiej poznać tych gości. Do tego mocno wplecione anglicyzmy, wynikające z poprzednich miejsc pracy, mogą wywoływać ból uszu purystom językowym i może wydawać się kompletnie niezrozumiały. Niemniej samo sięgnięcie po temat gamedevu oraz próba spojrzenia na to środowisko zasługuje na docenienie.

„Wszystko z nami w porządku” to intrygujący i ciekawy dokument, który może zachęcić także do sprawdzenia „Lichtspeera”. I pokazuje naszych bohaterów jako zwykłych ludzi, których pasja potrafi być bardzo zaraźliwa. Mam nadzieję, ze studio jeszcze zrealizuje kolejne ciekawe gry video.

7/10

Radosław Ostrowski

PS. Bardzo chcę podziękować reżyserowi Borysowi Nieśpielakowi, który udostępnił film do obejrzenia na Steamie.

Pilecki

Rotmistrz Witold Pilecki to jedna z ważniejszych postaci polskiej historii II wojny światowej. Weteran wojny polsko-bolszewickiej, konspirator działający w Auschwitz, walczył w powstaniu warszawskim, wreszcie dołączył do armii generała Andersa i został skazany na śmierć za szpiegostwo. Materiału jest mnóstwo i starczyłoby na kilka filmów. Ale kiedy w projekt zaangażowany jest Michał Kondrat, to szansę na zrobienie dobrego filmu są równie prawdopodobne jak wygrana naszych piłkarzy na Mistrzostwach Świata.

pilecki1

Reżyser filmu Mirosław Krzyszkowski nie ma kompletnie pomysłu na opowiedzenie tej historii, więc wrzuca wszystko do jednego garnka, licząc na to, że jakoś to będzie. Miesza fabułę z dokumentem, archiwalne materiały z aktorską inscenizacją, dodając do tego wspomnienia syna Pileckiego. Ale to wszystko wygląda tak nieudolnie, że ręce opadają. Widać tu bardzo skromny budżet, a wiele wydarzeń, które mogły być najciekawsze, zostają nam opowiedziane z offu albo wypowiadane przez samego Pileckiego dyktującego raport. Przesłuchanie przez UB w ciemnym pokoju, równie zaciemnione sceny z Auschwitz – to wygląda bardzo tanio i wręcz nudno. Obowiązkowo pojawiają się religijne symbole ze szczególnym uwielbieniem Matki Boskiej (jedyna ocalona rzecz po zburzonym budynku czy obrazy rotmistrza) oraz prosty podział na dobrych przedwojennych i złych komunistów.

pilecki2

Maskowanie bardzo szczątkowej fabuły za pomocą materiałów archiwalnych do pewnego stopnia się sprawdza, ale czuć bardzo duży niedosyt. Także wypowiedzi samego Andrzeja Pileckiego nie wnoszą zbyt wiele do całości, pomagając jedynie w budowaniu mitu bohaterskiego. Nawet te reperkusje związane z byciem synem wroga ludu są wspomniane raptem w 4-5 zdaniach, kompletnie nie angażując do reszty.

Wszystko w tym filmie sypie się niczym domek z kart, a sam rotmistrz Pilecki zasługuje na bardzo wyrazisty projekt. Przykładem jest zrobiony dla Teatru Tv „Sprawa rotmistrza Pileckiego” Ryszarda Bugajskiego, skupiający się na jednym wycinku z życia Pileckiego. Krzyszkowski nie potrafi się zdecydować o czym ma być ten film, a zebranie do worka wszystkiego nie działa. Na taki koszmarek szkoda czasu, pieniędzy i nerwów.

1/10 

Radosław Ostrowski

Photon

Trudno opisać film, który robi piorunujące wrażenie, bo jak ubrać w słowa coś, co jest nie do opisania. Ale spróbujmy, bo takie filmy jak „Photon” zdarzają się tak często jak uczciwi politycy. Debiut Normana Leto to jedna z najbardziej pokręconych historii oraz wizji jakie widziałem od bardzo, BARDZO dawna.

photon1

Spoiwem łączącym całość jest wywiad przeprowadzana z naukowcem (świetny, jak zawsze Andrzej Chyra) – biologiem molekularnym. Między krótkimi rozmowami otrzymujemy coś w rodzaju wykładu pokazującego skąd wzięło się życie (i świat przy okazji), jak funkcjonuje człowiek oraz jego mózg, a także jak będzie (jak może) wyglądać nasza przyszłość. Jednak trudno spodziewać się profesora zwracającego się do nas niczym z programu Discovery Channel czy National Geographic. Dominuje narracja z offu podczas kolejnych animacji komputerowych, które wyglądają może i surowo (wręcz jakby powiększone pod mikroskopem), za to wydają się bardziej realistyczne niż szkolne ściągawki pokroju szkieletów czy rysunków z podręczników.

photon2

Początek może działać troszkę odpychająco (czarno-białe ujęcia, „ćwiczenie” na początku mające na celu pokazanie jak działa czas i przestrzeń), ale im dalej w las, tym bardziej Leto zwyczajnie fascynuje i wprawia – przynajmniej mnie – w stan totalnego oszołomienia. Te zbliżenia na komórki, nitki, fragmenty DNA oraz inne materie, a także początki funkcjonowanie społeczeństw. Niby to wszystko wiemy (dość pobieżnie), ale Leto robi wszystko, by przedstawić to w sposób jak najbardziej przystępny, stąd obecność zarówno prostego języka, jak i odrobiny humoru, nadającej lekkości.

photon3

„Photon” bardzo zgrabnie prezentuje naukowe spojrzenie na nas samych, to jak funkcjonuje nasz organizm, ale najbardziej jednak zapadnie w pamięć wizja przyszłości, gdzie… a nie, tego wam nie zdradzę. Zdjęcia budują poczucie niesamowitości, czegoś nieosiągalnego, tworząc bardzo kapitalne wrażenia, zachwycając detalami. Nawet muzyka i dźwięki stanowią fragment większej całości, tworząc niesamowitą symbiozę z obrazem. Byłem kompletnie oszołomiony tym, co widziałem, zaś finał wręcz mrozi i przeraża. Czy tak naprawdę skończy ludzkość? A może to wszystko jest jedynie wytworem wyobraźni? Nie wiem, narrator-naukowiec też tego nie wie, ale to nie przeszkadza.

photon4

Dla wielu ten – no właśnie – dokument, film popularnonaukowy czy filmowy wykład może początkowo zmęczyć, lecz im dalej w las, tym bardziej „Photon” staje się fascynujący, pociągający oraz pokazujący naukę w najbardziej zrozumiały sposób. I to jest największy plus tej nieprawdopodobnej podróży, jaką odbędziemy przez te półtorej godziny.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ikar

Rok 2014. Bryan Fogel amatorsko uczestniczy w pewnym trudnym wyścigu kolarskim, który dla amatorów jest tym, czym Tour de France dla zawodowców. I nasz bohater postanawia udowodnić, że obecny system antydopingowy jest do bani. Najpierw ukończy wyścig „czysto”, a następnie zastosuje doping w taki sposób, że żadne laboratorium tego nie wykryje. Pomaga mu w tym rekomendowany przez szefa Laboratorium Olimpijskiego szef rosyjskiego laboratorium antydopingowego, Grigorij Rodczenkow. I wszystko spokojnie idzie z planem, aż do momentu, gdy wybucha w Rosji afera dopingowa, odkryta przez niemieckich dziennikarzy.

ikar1

„Ikar” to przykład dokumentu, w którym życie napisało scenariusz, wywracając pierwotną koncepcję niemal do góry nogami, chociaż cel został osiągnięty. Wszystko idzie bardzo powoli i spokojnie, słyszymy rozmowy Bryana z Grigorijem o środkach, sposobach zażywania, dawkach itp. Ale kiedy dochodzi do odkrycia afery w Rosji i Rodczenkow zostaje wzięty na celownik, całość zmienia kompletnie tempo, zmieniając się wręcz w prawdziwy thriller. I wtedy widzimy gigantyczną skalę wielkiego oszustwa, w który były zamieszane najwyższe osoby w państwie. Jak od lat fałszowano próbki, niszczono pojemniki, co wydawało się nie do pomyślenia. Skala tego całego przekrętu jest niewyobrażalna, że słowa nie są w stanie tego wyrazić.

ikar2

Kolejne rozmowy z Grigorijem, jego ucieczka z Rosji, przekazanie danych do prasy i komisji antydopingowej – to wszystko trzyma w napięciu niczym rasowy thriller, gdzie poczucie zagrożenia oraz paranoi jest bardzo ogromne. Oczernianie, zaprzeczanie, wreszcie pozbywanie się osób niewygodnych dla władzy. Tylko pytanie brzmi, kto jeszcze może być tak mocno umoczony w aferę dopingową. W ilu krajach oraz ilu sportowców jeszcze próbuje grać nieczysto. Choć zachowano klasyczną formę dokumentu (gadające głowy, rysowane wstawki, fragmenty dokumentów) trudno było mi oderwać oczy z przerażenia.

ikar3

Najmocniej widać to było w postawie Rodczenkowa – człowieka dość trudna w ocenie. Z jednej strony człowiek od wielu lat uwikłany w ten brudny proceder, bardzo inteligentny i solidnie wykształcony, ale z drugiej to człowiek „skażony” przez swój kraj. Żyjąc w niemal ciągłej paranoi, niejako działa jak bohater „Rok 1984” stosując dwumyślenie. Dlaczego decyduje się ujawnić całą aferę? Z obawy o własne życie, wyrzuty sumienia? To pozostaje tajemnicą, czyniąc tą postać bardzo niejednoznaczną. Tak jako jak zakończenie – niby zakończone happy endem, jednak z pewną goryczką.

„Ikar” bardzo mocno obnaża świat sportu oraz jego bezsilność w walce z dopingiem. Jeden z bohaterów (szef Laboratorium Olimpijskiego) stwierdza: „Wszyscy biorą”. I zadanie bardzo trudne pytanie o sens imprez sportowych, które są zdominowane przez gigantyczne pieniądze, układy oraz powiązania polityki, sportu i biznesu. Nadal chcecie oglądać olimpiadę, wyścigi kolarskie czy Mistrzostwa Świata po tym filmie?

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Jim & Andy: The Great Beyond

Pamiętacie taki film „Człowiek z księżyca” Milosa Formana? Produkcja to zrobiła piorunujące wrażenie na widzach, których nie było zbyt wielu. Ale film inne oblicze Jima Carreya, będącego na wielkim szczycie. I o pracy tego aktora nad tym filmem opowiada ten dokument od Netflixa.

jim__andy1

A przyczynkiem do realizacji tego filmu były udostępnione po 20 latach materiały osób filmujących pracę Carreya nad filmem. To w połączeniu z rozmową między Carreyem, a nową ekipą daje bardzo interesujący i nieszablonowy portret tego aktora. Owszem, jest to coś w rodzaju pomnika, ale jednocześnie pokazuje jak bardzo jedna kreacja może wywrócić całe życie do góry nogami. Carrey wybrał dość ryzykowną metodę pracy, czyli ciągłe bycie graną przez siebie postacią. Często w tych okolicznościach powtarzało się stwierdzenie: „To dziwaczne”, bo ta metoda dla wszystkich była dość problematyczna, włącznie z reżyserem. Ale kiedy Carrey zmieniał się w Tony’ego Cliftona, wszystko stawało na głowie. Bywał czasem zdrowo kopnięty (próba wejścia do biura… Stevena Spielberga, wizyta w rezydencji Hugh Hefnera), a osoby takie jak wrestler Jerry Lander miały z nim iście krzyż pański. Był ciągle prowokowany, atakowany i opluwany, chociaż jego relacja z Kaufmanem były jak najbardziej serdeczne. I te zachowania prowokują pytania o to, do jakiego stopnia aktor może czy powinien się zatracić w odgrywanej przez siebie postaci. W którym momencie jest się aktorem, a w którym postacią i jak później „wyjść” z tej roli.

jim__andy2

Ale jednocześnie widać pewne paralele między Kaufmanem i Carreyem – dwoma dość postrzelonymi komikami, którzy szli własnym szlakiem. Widać podobieństwa między nimi w scenach początków ich karier (występy sceniczne), energia oraz miejscami absurdalne poczucie humoru. Czasami zdarzało mu się, tak jak Kaufmanowi przegiąć (występ u Arsenio Hall, gdzie był kompletnie podchmielony), ale nigdy nie zmieniał masek oraz ról. Być może dlatego tak mocno poruszyły mnie sceny z ostatniego dnia planu, gdy Jim jako Clifton dziękuje wszystkim oraz Kaufmanowi.

jim__andy3

Więcej wam nie zdradzę, bo trzeba samemu przekonać się. Niesamowity portret Carreya oraz przykład tego, jak się pracuje na planie filmowym. Niesamowita robota.

8/10

Radosław Ostrowski

Beats of Freedom – Zew wolności

„Beats of Freedom” to film dokumentalny, który postawił sobie jeden konkretny cel: opowiedzieć o polskiej muzyce rockowej lat 80. oraz jej wpływie na ówczesne życie. By było ciekawiej przewodnikiem po tej wyprawie będzie brytyjski dziennikarz Chris Salewicz, który przyjechał do kraju i przeprowadził rozmowy.

beets_of_freedom1

Sam film to kolaż rozmów, materiałów archiwalnych, zdjęć i przede wszystkim piosenek. Utwory, gdzie mamy m.in. Kult, Perfect, Maanam, Dezerter. Te dźwięki idealnie współgrają ze zdjęciami i jednocześnie przypomniano jak bardzo były to utwory antysystemowe i jaką miały siłę rażenia. No i musiał się pojawić Jarocin, który wydawał się być prawdziwym wentylem bezpieczeństwa. Ale też widzimy jak władza próbowała kontrolować i infiltrować to środowisko, dzięki dokumentom z IPN, a także problemy z cenzurą, czy można było utrzymać się z płyt, a także jakie problemy miała Trójka z graniem Maanamu. Twórcy bardzo starają się, by przedstawić te realia oraz przyczyny tego boomu na rocka w tym okresie buntu, beznadziei i szarości. Dla mnie to nie było nic nowego, a informacje te były powszechnie znane. Chociaż z drugiej zaskoczyły mnie takie detale jak własnoręczne wykonanie gitary basowej przez Lecha Janerkę czy jak powstały niektóre teksty Maanamu.

beets_of_freedom2

Więc dla kogo powstał ten film? Dla młodego odbiorcy, który historię w szkole skończył na 1945 roku i dla widzów z zagranicy. Osób, dla których nie znają tego okresu, a pewne anegdoty (m.in. jak nagrywać album podczas stanu wojennego od Tomka Lipińskiego – bezcenne) dodają jakby smaczku, przez co seans jest przyjemny.

beets_of_freedom3

To przykład sensownego filmu edukacyjnego, mającego na celu uświadomić i przypomnieć pewien szczególny okres. Chociaż można było bardziej rozwinąć, ale jak na godzinny materiał, wyszło dobrze.

7/10

Radosław Ostrowski

Moja walka. Mamed Khalidov

Każdy, kto choć troszkę interesuje się sportem, kojarzy postać Mameda Chalidowa – pochodzącego z Czeczenii zawodnika MMA reprezentującego nasz kraj. A punktem wyjścia była walka zawodnika z Azizem Karaouglu oraz przygotowania do niej obserwowane przez Sylwestra Latkowskiego. Potyczka zakończyła się zwycięstwem Chalidowa na punkty, ale kibice zaczęli buczeć i gwizdać. Co się stało?

mamed_chalidow1

Reżyser próbuje bardzo mocno pokazać Chalidowa, skupiając się przede wszystkim na początku jego drogi: dzieciństwo i młodość w Czeczenii ogarniętej wojną, przyjazd do Polski na studia, początek pracy w pierwszym klubie MMA w Olsztynie, pierwsze walki (niekoniecznie zakończone sukcesami). Wszystko to okraszone zdjęciami, archiwaliami oraz rozmowami z Chalidowem i dwoma trenerami. Dzięki temu jesteśmy w stanie obserwować karierę zawodnika, ale też podpatrzeć jak wyglądają treningi, gale MMA z drugiej strony.

mamed_chalidow2

Ta dwutorowość narracji działa bardzo pobudzająco i nie sprawia znużenia. Ale dla mnie, osoby troszkę znającą postać Chalidowa „Moja walka” nie wniosła nic nowego. I ta historia nie była dla mnie niczym nowym, chociaż zaskoczeniem były dla mnie relacje z walki w Chorwacji. Także ostatnia walka oraz decyzja o zakończeniu też wywołały zaskoczenie. Ale to wszystko w formie godzinnego materiału jest niewystarczająco wykorzystane.

mamed_chalidow3

Latkowski nie sięga głębiej, chociaż zapowiadał „mocny dokument”. Mimo to, trudno przejść obojętnie wobec Chalidowa i jego dość prostej filozofii dotyczącej jego obecnej profesji. I za to, tego człowieka będę szanował, bez względu na wartość filmu.

6/10

Radosław Ostrowski

Kurt Cobain: Montage of Heck

Każdy fan muzyki rockowej zetknął się prędzej czy później z muzyką Nirvany oraz Kurta Cobaina. Dla jednych to wielki geniusz rocka, dla innych przeciętniak, co zniszczył muzykę gitarową. Czy jest w ogóle możliwe, byśmy mogli w jednym filmie poznać taką postać, która mocno wybija się na scenie muzyki rozrywkowej? Pewnie nie, ale twórcy tego dokumentu postarali się.

kurt_cobain1

Reżyser Brett Morgan miał aż 8 lat, błogosławieństwo rodziny zmarłego oraz dostęp do wszystkiego, co po sobie pozostawił: prywatne filmy, dziennik. Dodatkowo filmowcy postanawiają stworzyć atrakcyjny wizualnie kolaż, by nie ograniczać się tylko do “gadających głów”. Więc mamy tu animowane wstawki, wrzucone fragment dziennika, gdzie znajdują się nie tylko opisy stanu psychicznego, lecz także rysunki, fragmenty tekstów (wszystko to zostaje “ożywione”). Wszystko to bardzo mocno podkreśla niestabilny oraz zagubiony umysł Cobaina. Nie brakuje też muzyki Nirvany (także w pomysłowych aranżacjach instrumentalnych), wplecionych zapisów z koncertów, wywiady. Mimo trwania dwóch godzin, film ciągle intryguje, zaskakuje i daje wiele do myślenia.

kurt_cobain2

“Montage of Heck” nie jest laurką, mającą na cel wybielenie Cobaina. O nie. Rodzina, przyjaciele (zespół reprezentuje tylko basista Krist Novoselic) i ta, którą wszyscy oskarżają o destrukcyjny wpływ na Kurcie, czyli Courtney Love. Powoli dostrzegamy ewolucję chłopaka pragnącego sławy oraz tworzyć ciągle dobrą muzykę w unikającego mediów, tańczącego z heroiną, uwikłanego w związek z uzależnioną od narkotyków kobietą. Od tej pory nasz bohater nie radzi sobie z dziennikarzami, wpieprzającymi się w jego prywatne życie, rozpisując się o związku, urodzonym dziecku z uzależnieniem od narkotyków. I w żadnym miejscu nie czuć fałszu, przekłamania oraz oszustwa. Na mnie najmocniejsze wrażenie zrobiło mnóstwo scen: wspomnienie o upośledzonej dziewczynie, którą odwiedzał z kumplami (by ukraść z piwnicy gorzałę) i z którą chciał stracić cnotę, makabryczne ilustracje z dziennika (to trzeba samemu obejrzeć), wielka burza fanów czy ostatni concert, gdzie Kurt siedzi na wózku.

kurt_cobain3

Wszyscy ci, co uważali, iż nastąpi tutaj tabloidyzacja i skupienie na tym najczarniejszym dniu, rozczarują. Film urywa się w momencie, gdy Cobain nagrywa concert MTV Unplugged. Z czego to wynika? Mogę się tylko domyślać, że mogło dojść do pewnych porozumień albo chodziło o to, by nie rozdrapywać oraz unikania spekulacji.

kurt_cobain4

Ale to nie zmienia faktu, że film Morgana trzyma za gardło i porusza. Jednocześnie potrafi przygnębić, skłonić do refleksji na temat szczęścia, samotności i geniuszu. Kolaż niemal totalny.

8/10

Radosław Ostrowski

Walc z Baszirem

War. War never changes. – to zdanie otwierające każdą część z serii gier „Fallout” pasowałoby idealnie do gorzkiego filmu Ari Folmana z 2008 roku. „Walc z Baszirem” to ubrana w formę animacji mieszanka dokumentu i kina wojennego. Wszystko zaczyna się od koszmaru, opowiedzianemu przez przyjaciela Formana w knajpie – ze szczekającymi 26 psami pod domem. To bardzo brutalna i krwawa przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a dokładnie zdarzenia z wojny libańskiej w 1982 roku. Wspomnienie to postanawia zweryfikować z dawnymi towarzyszami broni, gdyż Folman nie jest w stanie przypomnieć sobie swojego udziału w masakrze ludności palestyńskiej dokonanej przez libańską milicję po zamordowaniu prezydenta kraju.

walc_z_baszirem1

Oryginalna forma pozwala na sklejenie dwóch pozornie nie pasujących do siebie elementów: klasycznych „gadających głów”, jakie znamy z setki filmów dokumentalnych, gdzie postacie opowiadają o swoich przeżyciach oraz animowane retrospekcje, pokazujące wojnę jako dziwaczny, niemal transowy stan. A jednocześnie (i to dla mnie był najciekawszy wątek) pokazuje jej silny wpływ na psychikę, doprowadzający do balansowania między faktycznymi wydarzeniami, a wytworem ludzkiej wyobraźni. Zarówno scena przypływu statku (wyglądającego jak nowoczesny okręt z basenem i jacuzzi) czy widok wychodzących chłopców z morza w ostrzeliwanym flarami mieście mocno zapadają w pamięć.

walc_z_baszirem2

Ale reżyser nie próbuje oskarżać Izraela, Palestyny, Libanu czy jakiejkolwiek osoby z imienia i nazwiska. Pokazuje jak wojna może wpływać na umysł, bo jak jest możliwe, że pewne wydarzenia zostają wymazane, wręcz wyparte, a inne pamiętamy ze wszystkimi szczegółami. Poczucie nierealności i grozy potęguje kompletnie odjechana, pulsująca muzyka Maxa Richtera i dobrane piosenki (ta o bombardowaniu Libanu jest bardzo mocna).

walc_z_baszirem3

A jeśli nie jesteście w pełni przekonani, to zwróćcie uwagę na ostatnie kadry, gdzie będziemy mieli pokazane prawdziwe zdjęcia z rzezi cywili w kompletnej ciszy. I potem nie będziecie chcieli się więcej odezwać. Zawsze należy przypominać o okrucieństwie wojny, która zwykłych ludzi zmienia w bezwzględnych potworów zdolnych do najgorszego.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Droga na drugą stronę

Kraków, 2007 rok. Do aresztu trafia młody Rumun, Claudio Crulic zostaje oskarżony o kradzież portfela należącego do sędziego. Mężczyzna trafia do aresztu, ale nie przyznaje się do winy. Przyczyna jest bardzo prosta – Crulica w czasie przestępstwa nie było w Polsce. Rumun nie przyznaje się do winy i rozpoczyna strajk głodowy. Ale po 5 miesiącach umiera w areszcie. Dlaczego? O tym opowiada ta animacja, zrealizowana przez Polaków i Rumunów.

droga_na_drug_stron1

Sama historia opowiedziana jest w prosty, klasyczny sposób: poznajemy Claodio od narodzin do bardzo tragicznej oraz absurdalnej śmierci. Sama animacja jest bardzo nietypowa i skierowana do zdecydowanie dorosłego odbiorcy. Mamy tu zbitki ruchomych fotografii, trójwymiarowych pojazdów, surową kreskę wyglądającą jak dzieło dziecka, by przejść do coraz bardziej surrealistycznych scenek, pokazujących stan psychiki człowieka w stanie głodówki. Nawet skoczna muzyka, pozornie melodyjna, podkreśla dramat człowieka głodującego. Wtedy umysł mocno szwankuje, dochodzą różne schizy. Jednocześnie twórcy pokazują tą drugą stronę systemu, który pożera wszystkich dookoła, a jak człowiek wpadnie w jego sidła, to nie wyplącze się tak łatwo.

droga_na_drug_stron2

I tutaj widzimy jak reaguje wymiar sprawiedliwości – jego opieszałość, gdzie dominuje „urzędowa droga”, przepisy, papiery i reguły. Problem w tym, że te przepisy doprowadzają do czegoś, co nazwałbym znieczulicą. Jest ona o tyle niebezpieczna, że jak się popełni błąd i historia skończy się tak jak się skończy (Wspominałem, że jest to oparte na faktach? Jeśli nie, to teraz wspomnę), a potem pytanie kto jest winny. Przecież wszystko odbyło się zgodnie z przepisami, protokołem – ale kiedy zamiast człowieka widzi się papierek, dokument, numer – to czy naprawdę można mieć z tego powodu czyste sumienie? Narrator wskazuje punkty krytyczne, gdy jeszcze można było wszystko odwlec i przełamać ten krąg. Nie wskazuje jednak nikogo z imienia i nazwiska, bo i nie to chodzi – opowieść ma charakter uniwersalny, gdyż ten kafkowski absurd może wydarzyć się wszędzie.

droga_na_drug_stron3

Na sam koniec dostajemy jeszcze fragmenty telewizyjnych wiadomości, gdzie widzimy wypowiedzi strażników więziennych, relacji dziennikarzy. To wszystko tylko jeszcze mocniej trzyma za gardło, a pada jedna z wypowiedzi: Sprawa śmierci głodowej aresztowanego Rumuna musi być wyjaśniona, a winni muszą ponieść konsekwencje. Mówienie, że sam sobie winien albo zawiodły procedury, w XXI wieku w podobno cywilizowanej części Europy jest nie do przyjęcia.

droga_na_drug_stron4

I to powinno być puentą tego gorzkiego filmu, który zobaczyć po prostu trzeba – niby skromne i pozornie nieciekawe, ale trzymające za gardło. Jednocześnie zadaje pytania, na które trudno mi znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski