Biloxi Blues

Czerwiec roku 1945, trwa II wojna światowa. Do bazy w Biloxi trafia grupa młodych rekrutów, która ma przejść przeszkolenie. Wśród nich są m.in. początkujący pisarze Eugene Jerome, napakowany Wykowski oraz inteligentny Epstein. Grupa jest prześladowana przez sierżanta Toomeya, przekonując się co to jest wojsko i dryl.

biloxi1

Mike Nichols tym razem postanowił zmierzyć się ze sztuką teatralną Neila Simona, bazującą na jego własnych przeżyciach. Czyli o wojsku z przymrużeniem oka, a jednocześnie jest to opowieść inicjacyjna z wchodzącym w dorosłość młodym chłopakiem. Co mamy po drodze? Wojskowy humor, sierżanta mocno stukniętego, pierwszy seks i pierwsza miłość, a także przyjaźnie oraz kumpelskie znajomości. Nie bez powodu sztuki Simona są często przenoszone na ekran, bo są naprawdę zabawne (dialogi to mocny punkt), postacie wyraziste, ale nigdy nie przerysowane, a klimat pełen ciepła oraz lekkości. Owszem, można się przyczepić, że jest trochę za delikatnie, a sierżant Toomey (niezawodny Christopher Walken) w porównaniu z psychopatycznym Hartmanem z „Full Metal Jacket” to wręcz aniołek, jednak film Nicholsa broni się uważnymi obserwacjami, humorem (sierżant „proszący” Jerome’a o wyznaczenie ochotnika, którego i tak sam wybiera), odrobiną liryzmu (randka z Daisy – pięknie sfilmowana scena wspólnego tańca, gdzie niemal cały czas widzimy dwójkę postaci, a kamera krąży dookoła) oraz pierwszych refleksji na temat tego, kim ma być twórca. Efektem jest kawał naprawdę porządnej rozrywki.

biloxi2

Także obsada prezentuje się to bardzo dobrze. Poza wspomnianym Walkenem, który jest klasa samą w sobie, pierwsze skrzypce gra świetny Matthew Broderick. Próbujący się odnaleźć w absurdzie militarnym jest bardzo wrażliwy, troszkę skryty i nieśmiały w relacjach z kobietami, nadrabiając to niepozbawionymi humoru ripostami. Facet ma wszystko to, co powinien mieć prawdziwy kumpel. Także partnerujący mu koledzy (ze wskazaniem na Mutta Mulherna – prymitywny Wykowsky oraz Coreya Parkera – Epstein, oddany przyjaciel) sprawdzają się bez zarzutu, tak jak pojawiające się tutaj dwie panie: Park Overhall (prostytutka Rowena) oraz Penelope Ann Miller (urocza Daisy).

biloxi3

Dobrze skrojona rozrywka, choć chyba raczej skierowana dla młodego, wchodzącego w życie odbiorcy. Może i troszkę wygładzona, ale i tak się świetnie ogląda. Widać, że Nichols w komedii czuje się jak ryba w wodzie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Pracująca dziewczyna

Tess McGill to młoda i ambitna dziewczyna, która pracuje w firmie maklerskiej, z której zostaje jednak zwolniona. Ale czy może być inaczej, skoro nazwała szefa fiutem? Dzięki pośrednictwu pracy trafia pod skrzydła niejakiej Katherine Parker jako jej sekretarka. Kiedy szefowa łamie sobie nogę podczas jazdy na nartach, kobieta prosi Tess o zastąpienie jej. Wtedy Tess odkrywa, że szefowa ukradła jej pomysł kupna radia dla jednego ze swoich klientów, postanawia się na niej zemścić i sama doprowadzić do transakcji, wykorzystując do pomocy doświadczonego dyrektora Jacka Trainera.

pracujaca_dziewczyna1

Mike Nichols i komedia? Wiem, że to może wydawać się dziwacznym połączeniem, jednak tym razem efekt okazał się sporą niespodzianką. Z jednej strony wydaje się to niemalże bajeczką w wątkiem miłosnym w tle (taki nowy, korporacyjny Kopciuszek, jednak bez pójścia na łatwiznę), z drugiej pokazuje brutalny świat korporacji, gdzie liczy się arogancja, kradzież cudzych pomysłów zastępująca kreatywność, gdzie czasem trzeba kierować się sprytem. Nichols pokazuje to wszystko z pewnym przymrożeniem oka, ale jednocześnie wierzy w to, że przebojowe i ambitne osoby są w stanie odnieść sukces, nawet jeśli jest się kobietą. I nie trzeba do tego dojść przez łóżko. Można zarzucić, ze to pewne uproszczenie, ale mimo upływu lat jest to rozrywka na zaskakująco wysokim poziomie, z wieloma zabawnymi sytuacjami (umówienie się na spotkanie podczas… wesela czy pierwsze spotkanie z Trainerem). Że jest to produkcja z lat 80-tych, najbardziej to widać przede wszystkim we fryzurach (tapicerowane włosy – a może tylko zwykłe porażenie prądem) oraz muzyce (elektroniczny pop). Miłe to dla oka i ucha, a jednocześnie nie jest to do końca takie głupie, choć finał jest oczywisty.

pracujaca_dziewczyna2

To byłaby zapewne dobra komedia, gdyby nie pewna ręka Nicholsa oraz niezawodne trio w rolach głównych. Melanie Griffith jest wyborna w roli przebojowej, ambitnej i uparcie dążącej do celu Tess. Ale kiedy odkrywa oszustwo, potrafi się odegrać i pokazać swoje największe atuty (nie, nie ma na myśli wyglądu). Okazuje się, że w środowisku finansowym czuje się jak ryba w wodzie. Jeszcze lepsza jest Sigourney Weaver, która sprawia wrażenie osoby godnej zaufania, mentorki. Ale to wszystko maska, pokazującą idąca po trupach karierowiczkę. Trzeci wierzchołek trójkąta to Harrison Ford, który zaskakuje w roli doświadczonego dyrektora, pełnym uroku oraz energii. Ale i drugi plan jest otoczony znanymi twarzami, (m.in. Oliver Platt, Kevin Spacey, Joan Cusack i Alec Baldwin), które są w stanie stworzyć wyraziste postacie mając troszkę czasu.

pracujaca_dziewczyna3

W swoim gatunku, „Pracująca dziewczyna” to wręcz istna perełka. Owszem, jest troszkę naiwna i bajkowa, ale jak to ktoś kiedyś powiedział: „są różne bajki”. Ta Nicholsa jest jedną z najlepszych i mimo upływu lat, nadal świetnie bawi.

8/10

Radosław Ostrowski

3,2,1… Frankie w sieci

Frankie to przeciętny facet, który mieszka w camperze otoczony pustynią Doliny Śmierci. Wszystko z powodu brata Bruce’a, który od dziecka kręcił filmiki z bratem, robiąc mu głupie kawały. Ostatni filmik ze ślubu Frankiego doprowadził do wyprowadzki. Ale kiedy Bruce wraca z odwyku, braciszek zostaje zmuszony do powrotu. I wtedy wpada na niego (dosłownie) Lassie na swoim rowerze. Dochodzi do zbliżenia (nie do końca udanego), ale… braciszek wszystko sfilmował. I wszelkie kłopoty zaczną się na nowo.

frankie1

Ta komedia (chyba) to kolejna z opowieści o rodzinie, z którą lepiej wychodzi się na zdjęciu, bo wprowadza w różne tarapaty. I parę razy wychodzi to zabawnie, zwłaszcza wszelkie próby usunięcia filmu z sieci. Jednak tempo jest dość spokojne (co jak na komedię może wydawać się słabe), a poziom humoru jest dość różnorodny i co najwyżej średni. Nie jest to tak kloaczne, ale uśmiejemy się co najwyżej parę razy. Jednak najciekawiej się robi, gdy pojawia się Ron Pelrman w nietypowej roli… kobiety po zmianie płci. Szok i niedowierzanie, a kilka sytuacji jest mocno dziwacznych (włamanie do domu, gdzie bohater zostaje zatrzymany przez… niewidomego), ale jest to co najwyżej średnie love story. I nie pomaga tutaj ani postrzelony Chris O’Dowd (niespełniony reżyser Bruce), ani przyzwoicie radzący sobie Charlie Hunnam jako Frankie.

frankie2

Obejrzeć w zasadzie można, jeśli nie mamy niczego lepszego pod ręką. W innym przypadku, omijajcie szeroką drogą.

5/10

Radosław Ostrowski

Szkoła życia

Guy Thirlby jest 40-letnim mężczyzną, który wykorzystując lukę w przepisach, startuje w konkursie literowania dla dzieci. Mimo ostrego oburzenia, spowodowanego swoim zachowaniem, Guy’owi udaje się dojść daleko, ale motywy jego działania pozostają niejasne, nawet dla wspierającej go dziennikarce. Zaprzyjaźnia się z Hindusem Chaitainya.

bad_words1

Jason Bateman to jeden z dość charakterystycznych aktorów komediowych, popularnego w USA. Tym razem postanowił spróbował swoich sił jako reżyser, serwując przy okazji niepoprawne polityczne żarty, próbując grać na tych samych tonach, co „Zły Mikołaj”. Czyli mamy cynicznego losera, relację z dzieckiem, która ma poważny wpływ na niego oraz dość gorzką historię człowieka nie radzącego sobie z życiem. Humor mocno balansuje na granicy poprawności politycznej, bluzgi lecą w dość sporej ilości, a różnice między dzieckiem a dorosłym są dość niewielkie. Można ten film tez potraktować jako kpinę z konkursu, gdzie zawodnicy traktują siebie z szacunkiem, kulturą, bo nasz Guy nie boi się nieczystych zagrywek i manipulacji („wywołanie” okresu czy straszenie rozwodem), jednak pod sam koniec wytłumaczone są powody tej całej błazenady, a są one naprawdę poważne. Owszem, film jest dość mocno przewidywalny, a niektóre numery są na granicy smaku (homar w kiblu czy wyzywanie jednej z matek), ale całość wypada całkiem nieźle, a realizacja jest naprawdę przyzwoita.

bad_words2

Sam Bateman radzi sobie nieźle w roli zgorzkniałego cynika, a chemia między nim a Rohanem Chandem (Chaitainya) jest bardzo silna i to ona nakręca ten cały film. Młodzieniec to trochę zagubiony, nie mający przyjaciół chłopak, żyjący pod presją wygrywania znajduje w Guyu bratnią duszę, choć metody są dość kontrowersyjne (scena z prostytutką czy w sklepie). Reszta aktorów radzi sobie nieźle, choć najbardziej wybija się Allison Janney (antypatyczna dyrektorka Bernice Bergan) oraz Philip Baker Hall (dr Bowman, szef konkursu).

bad_words3

Przewidywalne, trochę pieprzne, ale naprawdę zabawne dzieło. Może nie ma takiego ognia jak „Zły Mikołaj”, ale kierunek jest dość podobny.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Jess i chłopaki – seria 1

Jessica Day jest nauczycielką, która ma dość pokręcony charakter. Po rozstaniu ze swoim chłopakiem, próbuje znaleźć nowe mieszkanie. W końcu odpowiada na ogłoszenie zawarte przez trzech facetów: podrywacza Schmidta, przeżywającego rozstanie barmana Nicka oraz wysportowanego Trenera, którego potem zastąpi były koszykarz Winston. I ona wniesie sporo zamieszania w ich życie.

jess_i_chlopaki1

Za ten sitcom od Foxa odpowiada Elizabeth Merriweather, scenarzystka komedii „Sex Story”. I trzema przyznać, że jest to całkiem sympatyczna propozycja. Po pierwsze, brak śmiechu z puszki, co ostatnio jest standardem. Po drugie, krótkie (20-minutowe) odcinki sprawdzają się naprawdę porządnie, a humor jest dość wyważony. Owszem, bywa trochę popijawy i seksualnych aluzji, jednak nie jest to ani wulgarne ani chamskie. Nie brakuje też i poważniejszych refleksji na temat związków, przyjaźni i miłości. Każdy odcinek to osobna historia, a wyraziste charaktery tylko nakręcają tą produkcje. Bo czy można nie przejąć się podrywami Schmidta, który jest maksymalnie napalony na piękne laski? Czy łatwo łamiącego się Nicka? Nie są to może gwałtowne i doprowadzające do ostrego bólu brzucha ze śmiechu, ale to się zaskakująco dobrze sprawdza.

jess_i_chlopaki2

Jednak i tak wszystkich przebija Jessica (urocza Zooey Deschanel). Jaka ona jest? Naiwna, postrzelona, pogodna i… niezdecydowana. W dodatku niemal ciągle śpiewa, zachowując sie lekko niedojrzale I doprowadzając wielu do szewskiej pasji. Całość ma odrobinę szaleństwa (gra w „Prawdziwego Amerykanina” – gra pijacka, próby znalezienia pracy u Winstona czy retrospekcje dotyczące poszczególnych postaci), ogląda się lekko, a panowie (zwłaszcza Max Greenfield – Schmidt, przywiązany do bogactwa oraz porządku podrywacz i Jake Johnson – będący jego kompletnym przeciwieństwem Nick) ładnie wspierają Jess, stając się jej kumplami. I jeszcze jest Cece (apetyczna Hannah Simone), która jest jej powiernicą. Taka paczka namiesza mocno.

jess_i_chlopaki3

Pierwsza seria jest dość spokojna i sympatyczna, miejscami idąc w absurd. Jeśli macie trochę wolnego czasu, możecie miło spędzić czas. Pod warunkiem, że lubicie Zooey Deschanel. W innym wypadku nie podchodźcie.

jess_i_chlopaki4

7/10

Radosław Ostrowski

Narzeczona dla księcia

Do chorego wnuczka przybywa dziadek, który czyta mu książkę, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Choć wnuczek bardziej woli gry komputerowe, dziadek bardzo go namawia, serwując masę atrakcji. O czym jest ta opowieść? Dawno temu, było sobie dwoje ludzi – oboje z nizin społecznych. Ona zwała się Buttercup i lubiła rozkazywać parobkowi, czyli Westleyowi. Kiedy uświadamia sobie, ze go kocha, młodzian wyrusza w wędrówkę, ale zostaje zabity przez pirata Robertsa. Dziewczyna z rozpaczy decyduje się zostać narzeczoną księcia Humpertinga i wtedy odkrywa, że…

narzeczona1

Więcej wam nie zdradzę, bo sama historia jest jednym z najmocniejszych atutów filmu Roba Reinera. Pozornie mamy typowa produkcje fantasy z lat 80-tych, gdzie mamy piękne plenery, imponującą scenografią (ogniste piaski nadal robią wrażenie), w dodatku okraszoną naprawdę nastrojową muzyką Marka Knopflera. Jednocześnie reżyser mocno trzyma się konwencji kina przygodowego/fantasy, a z drugiej całość wyśmiewa tworząc świetny pastisz tego gatunku. Obśmiana jest cała konwencja, gdzie nie brakuje odrobiny czarów (największym jest jednak miłość), pojedynków na śmierć i życie (starcie Inigo Montoyi z piratem Robertsem), gdzie choreografia i powaga miesza się z humorem (panowie nawzajem chwalą się swoimi umiejętnościami), a czasami humor mocno idzie w stronę absurdu (wizyta u Cudotwórcy Maxa). Cała ta kombinacja i postmodernistyczna zabawa może (i powinna) budzić skojarzenia ze „Shrekiem”, gdzie w podobny sposób konstruowano całą zabawę.

narzeczona2

Jednak ta cała zabawa konwencją nie udałaby się, gdyby nie świetny scenariusz napisany przez Williama Goldmana (który był też autorem literackiego pierwowzoru), okraszony błyskotliwymi dialogami oraz bardzo pewna ręka reżysera. Dodatkowo aktorzy wspierają reżysera w tej walce. Tutaj pierwsze skrzypce trzyma Cary Elwes, czyli Westley – czarujący i urodziwy mężczyzna, który okazuje się być dzielnym wojownikiem. Patrzenie na pojedynki z tym aktorem to po prostu poezja. Tak samo można powiedzieć o stawiającej swoje pierwsze kroki Robin Wright (jeszcze nie Penn) w roli tytułowej. Piękna, trochę naiwna, ale posiadająca pewien urok. Za to drugi plan jest przepełniony wyrazistymi postaciami, które nawet mając kilka minut zapadają w pamięć. Tak można powiedzieć o mocno ucharakteryzowanym Billym Crystalu (Cudotwórca Max), Melu Smithie (albinos, sługa hrabiego Rugena) czy Wallace Shawnie (przebiegły Vizzini). Ale i tak wybija się z tego grona świetny Mandy Patinkin w ikonicznej już roli Inigo Montoyi – hiszpańskiego mistrza szpady, który poprzysiągł zemstę zabójcy swojego ojca. No i obowiązkowo jeszcze trzeba wspomnieć o Peterze Falku i Fredzie Savage’u, czyli dziadka z wnukiem.

narzeczona3

Pastisz Reinera zadziałał mocno, tworząc jeden z pamiętnych filmów mojego dzieciństwa. I mimo upływu lat, „Narzeczona” pozostaje świetną rozrywką zarówno dla młodego jak i troszkę starszego kinomana. A to jak widać potrafi niewielu.

8/10

Radosław Ostrowski

Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie

Albert Stark jest farmerem, który mieszka w miasteczku Old Stump w stanie Arizona roku 1882. I mówiąc najprościej, to dupa wołowa, która boi się wszystkiego, unika przemocy i nawet interes mu nie idzie. Na dodatek rzuca go dziewczyna z właścicielem sklepu z wąsami. I wtedy na horyzoncie pojawia się Anna – twarda kobitka, która zaczyna pomagać Albertowi w strzelaniu. Ale nasz bohater nie wie, że ona jest żoną największego twardziela i bandziora – Clincha Loeatherwooda.

milion_sposobow1

Western to gatunek już od dawna będący w stanie wegetacji. Ale jeśli za niego postanawia się wziąć Seth MacFarlane, który robi komedie ostre i na granicy dobrego smaku, wtedy może wydarzyć się wszystko. W zasadzie jest to zgrywa z konwencji od zera do bohatera, w całości wykorzystująca sztafaż kowbojskich opowieści. Problem w tym, że poczucie humoru jest dość nierówne. Owszem, nie brakuje tu popkulturowej zabawy (cytowany „Powrót do przyszłości III” czy nawet pojawia się sam Django z filmu Tarantino) czy totalnego absurdu (zgony na festynie czy wizja bohatera na haju od Indian), ale dominuje tutaj humor kloaczno-wulgarny (niezdrowe przypomnienie do czego może doprowadzić użycie środka na przeczyszczenie czy trochę brodaty żart o prawiczku i dziewczynie-prostytutce), który czasami nie przekracza granicy dobrego smaku. Poza tym jest to, co w kowbojskiej opowieści być powinno – piękne plenery, odpowiednia dla gatunku muzyka oraz obśmianie konwencji (finałowy pojedynek), serwując przy okazji żarty niemal ze wszystkiego (do Arabów po Lincolna kończąc na piosence o wąsach) i to całkiem niezłe.

milion_sposobow3

W dodatku całość jest naprawdę dobrze zagrana. Sam reżyser obsadził się w roli ciapowatego Alberta, którego niepewność siebie wielu wpędziłaby w depresję i wychodzi mu to nieźle. Drugi plan jest dość interesujący i pełen bardzo rozpoznawalnych twarzy jak Giovanni Ribisi (prawiczek Edward), Neil Patrick Harris (wąsacz Roy), Sarah Silverman (prostytutka Ruth) czy twardy jak twardziel Liam Neeson (Clinch). Ale i tak objawieniem jest świetna Charlize Theron. Jej Anna to twarda i bardzo charakterna babka, z którą można konie kraść. Niemalże ideał kobiety w świecie Dzikiego Zachodu.

milion_sposobow2

Wyszedł niezły miks, a że ostatnio opowieści o kowbojach nie ma zbyt wiele, także i tą warto zobaczyć. Pod warunkiem, że lubicie poczucie humoru reżysera.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Co było, a nie jest

Nathan Flomm jest PR-owcem w firmie planującej sprzedaż samochodów na baterię, jednak jego temperament pozostawia wiele do życzenia. Podczas kłótni ze swoim szefem Willem Haneyem (poszło o nazwę) odchodzi z firmy i oddaje 10% procent swoich udziałów. Potem okazuje się, że nowy pojazd odniósł wielki sukces, przynosząc kupę pieniędzy. 10 lat później Nathan jako Rolly zamieszkuje w Martha’s Vineyeard. I wtedy pojawia się tam jego były szef, co zmusza bohatera do zemsty.

cobyloaniejest1

Komedia nakręcona dla HBO. Jeszcze przez jakiś czas wydawało mi się to zbyt abstrakcyjne i brzmiało jak kiepski żart. Tym jednak zadania podjął się Greg Mottola, reżyser „Supersamca”, a współscenarzysta został Larry David, czyli pamiętny Borys Jelnikow z „Whatever Works”. Poczucie humoru jest lekko allenowskie, oparte na ironicznym i sarkastycznych żartach. Nawet jeśli poczucie humoru jest czasami chamskie (Czeczen handlujący detonatorami albo o obciąganiu członkom zespołu Chicago), to jednak jest to autentycznie zabawne, w co niespecjalnie wierzyłem. Intryga bawi, postacie są wyraziste (pomysł wysadzenia budynku czy nieudanego podrywu zony Willa – perełka) i taka mieszanka działa naprawdę porządnie.

cobyloaniejest2

Swoje też robi obsada, która jest gwiazdorska (łącznie z zespołem Chicago). Larry David powtarza swoją role z „Whatever Works” – chamski, nieprzyjemny, choleryk kłócący się o byle co, ale lubimy go i chcemy, by udał się jego plan. W dodatku serwuje najlepsze teksty. Poza nim najbardziej w pamięci utkwił rozbrajający Michael Keaton jako szajbnięty piroman Stumpo oraz epizod Lieva Schreibera (Czeczen Tibor), a także Eva Mendes (walcząca z nadwagą Jennifer) i znany z „Mad Men” Jon Hamm (prezes Will).

cobyloaniejest3

Solidna i autentycznie zabawna komedia, choć miejscami poziom jest dość różnorodny. Ale całość jest naprawdę na dobrym poziomie i gwarantuje półtorej godziny zabawy, ale i refleksji na temat zaczęcia od nowa.

7/10

Radosław Ostrowski

Casanova po przejściach

Fioravante jest samotnym kwiaciarzem w średnim wieku, a jego przyjacielem jest antykwariusz Murray. Ale interesy obydwu panów nie idą najlepiej, jednak Murray ma pewien pomysł: Fior miałby być żigolakiem, a Murray jego alfonsem. Punktem wyjścia całej imprezy była propozycja od pani dermatolog na trójkącik. I tak zaczyna się całkiem niezły interes, ale do czasu.

casanova1

Choć za całość filmu odpowiada John Turturro, to bardzo mocno widać wpływ Woody’ego Allena, który wcielił się w Murraya. Duch Nowojorczyka jest tutaj mocno widoczny: jazzowa ścieżka dźwiękowa, akcja w Nowym Jorku (ładnie sfotografowanym), frustracje na tle seksualnym, wreszcie ironiczne i błyskotliwe bon-moty. Ogląda się to naprawdę nieźle i można odczuć wrażenie, że jesteśmy w domu. Turturro jednak najciekawiej wypada, gdy nie podrabia Allena. Mam tu na myśli wątek skupiony wokół wdowy Avigal (czarująca Vanesssa Paradis), na nowo odkrywającej miłość i namiętność stępioną przez wiarę, który został poprowadzony bardzo subtelnie i delikatnie, co trochę równoważy allenowskie poczucie humoru. Ale cały problem polega na tym, że wiele pomysłów nie zostaje zgłębionych i rozwiniętych, jak chociażby spotkania naszego żigolaka z klientkami. Sam bohater (Turturro) nie jest ani specjalnie przystojny, ani napakowany testosteronem, jednak o nim samym niewiele wiemy. Oprócz tego, że jest samotny i to zderzenie mogło być źródłem humorystycznych sytuacji.

casanova2

Ogólnie wyszła z tego niezła komedia romantyczna pachnąca trochę starym Allenem. Ale na nic więcej nie macie co liczyć.

casanova3

6/10

Radosław Ostrowski


Popeye

Do miasteczka Sweetwater przybywa samotny marynarz Popeye. Mężczyzna dość krzepki próbuje odnaleźć swojego ojca, ale spotyka się z niechęcią. I wtedy poznaje miłość swojego życie – Olive Oyl, która jest przeznaczona prymitywnemu kapitanowi Bluto.

popeye2

Sama historia jest tutaj pretekstem do różnych gagów, ewolucji oraz do wplecenia piosenek. Slapstickowa komedia zrobiona przez Roberta Altmana na podstawie komiksu. Szczątkowa konstrukcja oraz musicalowa konwencja (piosenki nie gryzą się z całością) tworzą piękną mieszanka gwarantującą niezłą zabawę. Owszem, jest to głupie, naiwne, wręcz kabaretowe, ale Altman jest tego w pełni świadomy. I jeśli kupimy cała konwencję, to jest spora szansa na przednią zabawę. Piosenki są bardzo melodyjne i nieźle zaśpiewane, choreografia – zarówno tańca jak i scen różnych bójek – jest wręcz kuglarska, a samo miasto sportretowano bardzo interesująco. Zarówno przez galerię wyrazistych i dziwacznych postaci, po same budynki, niemal sypiących się i w każdej chwili mogą one się rozlecieć, zaś ciągłe opodatkowanie wszystkiego sprawia wrażenie obecności w jakimś represyjnym mieście.

popeye1

Jednak cała ta konwencja (mocno przerysowana i świadomie sztuczna) nie chwyciła by mnie za mocno, gdyby nie znakomite główne role. Debiutujący na dużym ekranie Robin Williams wypada bezbłędnie w roli Popeye’a – napakowanego marynarza, który bywa zbyt naiwny (scena z oddaniem dziecka rodzinie Olive, dzięki czemu wygrywają wyścigi), ciągle mamrocze niewyraźnie, ale jednocześnie nie idzie on w groteskę. Równie kapitalna jest będąca na granicy irytacji i czarowania Shelley Duvall, która wygląda jako Olive idealnie. Także Bluto (Paul L. Smith) jest prymitywnym i gburowatym osiłkiem jakiego pamiętam z animacji.

popeye3

Altman konsekwentnie tworzy własną wersję komiksowych opowieści i całkiem nieźle się przy tym bawi. Mnie to wystarczy, a całość jest sympatyczna, choć miejscami nużąca.

7/10

Radosław Ostrowski