Quiz

Teleturniej “Milionerzy” to jeden z najpopularniejszych show w historii telewizji. Proste zasady (cztery odpowiedzi, trzy koła ratunkowe i milion do wygrania), podnoszące tempo adrenalina, zaś szansa na wygrania miliona jest bardzo rzadka. Jednak ta obietnica zdobycia tego sezamu i skarbów kusi, prawda? Niektórych do tego stopnia, że posuną się do wszystkiego. O tym postanowił opowiedzieć w mini-serialu z 2020 roku reżyser Stephen Frears w “Quiz”.

Serial zrealizowany przez stację ITV, która także odpowiedzialna jest za ten teleturniej. I już możecie podejrzewać, że będzie to bardzo stronnicze przedstawienie sprawy (trochę jak nakręcony przez tego reżysera film “Strategia mistrza”). Jednak całość oparta na sztuce teatralnej oraz książce o całej aferze, zaś Frears przygląda się z paru perspektyw. Wszystko zaczęło się w roku 1997, gdy w stacji pojawił się nowy dyrektor programowy, David Liddlement (Riestard Cooper). Chcąc zawalczyć o widownię, decyduje (po pilocie) zgodzić się na realizację teleturnieju, który znamy jako “Milionerzy” według pomysłu Paula Smitha (Mark Bonnar). Prowadzącym został Chris Tarrant (Michael Sheen), co podkręciło popularność show powyżej wyobrażeń producentów. Śmiałkowie z całego kraju ruszyli do walki, wśród nich był Adrian Pollock (Trystan Gravelle).

Mężczyzna wręcz desperacko starał się o wzięcie udziału, co doprowadziło do sporych długów. Z drugiej strony cała jego rodzina (poza szwagrem) miała kompletną fiksację na punkcie quizów wszelkiej maści. By mieć pewność, że uda mu się wejść poznaje grupkę zapalonych quizowiczów, stosujących różne sztuczki. Nie korzysta z ich usług, jednak używa ich wiedzy do własnego celu, ostatecznie wygrywając 32 tysiące. Tak samo udaje się ugrać siostrze, nauczycielce Diane Ingram (Sian Clifford) i ta – podstępem – zgłasza męża, majora brytyjskiej armii (Matthew Macfadyen). Ten wygrywa (w bardzo nerwowym stylu) główną wygraną, jednak szefowie stacji podejrzewają przekręt.

Frears razem z twórcami pokazują tą opowieść zarówno z perspektywy stacji telewizyjnej, jak I małżeństwa Ingram. Wszystko ubrane jest w formę dramatu sądowego, a wszystkie wydarzenia są retrospekcjami. Najpierw od strony oskarżenia, by przejść do obrony. Wszystko jednak bez jednoznacznej odpowiedzi, z paroma niedopowiedzeniami oraz poszlakami, mogącymi sugerować, że coś było nie tak. Czy naprawdę major sugerował się kaszlnięciami, które wychwycił technik? A może miał zwykłego farta, zaś dziwne zachowanie to nerwy? Czy kłótnia słyszana przez realizatorkę dotyczyła wycofania się? Czy chodziło o brak zasięgu w telefonie? Czy będący w studio Adrien, wychodzący dzwonić na zewnątrz próbował podpowiadać? Dużo jest tu momentów, które mają celowo zmusić do zastanowienia i uważniejszego oglądania. Co jest prawdą, co jest manipulacją? Jak powinna się zachować policja? I czy przygotowana przez studio taśma z podkręconym odgłosem kaszlnięć w ogóle powinna być dowodem w sprawie? Takie pytania stawiane przez obrońcę Ingramów (nieodżałowana Helen McCrory) nie wydają się być tylko I wyłącznie taktyczną zagrywką.

Sam sposób realizacji (powtórzenia ujęć, równoległy montaż) też wydaje się mocno stonowany, co pasuje do powolnie budowanej narracji. Dopiero w trzecim odcinku pojawiają się wręcz surrealistyczne sceny, pokazujące potężny mętlik w głowie majora. To, że “Quiz” działa jest zasługą świetnego duet Clifford-Macfadyen. Pierwsza ma obsesję na punkcie wszelkich quizów oraz manie zbierania odpowiedzi na nie, co budzi w niej kompletnie inną osobę. Macfadyen jest o wiele bardziej stonowany, a jego postać trzyma się ziemi i budzi dużą dawkę sympatii. Jednak jego dziwaczne zachowanie podczas program (nerwowy uśmiech, głośne myślenie) wywołuje poważną dezorientację. Zupełnie jakby wbrew sobie brał udział w czymś, na co nie ma ochoty, lecz chce zaimponować swojej żonie. Czy naprawdę jest tu coś więcej? To zależy od tego, co wyciągnięcie z tej roli – bardzo interesującej i wyrazistej. Reszta postaci wydaje się robić za tło, choć jest kilka mocnych ról drugoplanowych (przed wszystkim Mark Bonnar jako energiczny producent Paul Smith czy Michael Sheen jako charyzmatyczny prowadzący, choć nie ma zbyt wiele czasu).

Choć telewizji ITV nie jest tak popularna w UK jak BBC, to potrafi zrobić parę wartych uwagę produkcji telewizyjnych. Takie jest “Quiz” pokazujące duże wyczucie w drażliwej kwestii jak (prawdopodobnego) oszustwa telewizyjnego. Inteligentnie napisany, wciągający, świetnie zagrany. Czego chcieć więcej?

7,5/10

Radosław Ostrowski

Sukcesja – seria 2

Kolejny sezon medialnej „Gry o tron” można uznać za zakończony, czyli medialne imperium Royów ma bardzo poważne kłopoty. Wszystko przez „niedźwiedzi uścisk”, czyli próbę przejęcia przez wrogów firmy z wsparciem Kendala. Ten ostatni wycofał się z powodu pewnego skandalu podczas wesela siostry, aferka jednak została zatuszowana przez ojca. Teraz mężczyzna jest na odwyku i wszystko zaczyna się w momencie powrotu do domu. Zagrożenie jednak ciągle istnieje, a reszta rodziny szuka sposobu na rozwiązanie sytuacji. Czyżby próba kupna innej firmy medialnej z tradycjami okaże się wyjściem z sytuacji?

Drugi sezon kontynuuje opowieść o toksycznych bogaczach, którym wolno więcej. A przynajmniej w to wierzą, ale zamiast poznawania ich jestem rzuceni w siatkę intryg oraz wewnętrznych rozgrywek. Bo nadal toczy się tutaj walka o sukcesję, a twórca rozwiązania może być potencjalnym zwycięzcą tej rozgrywki. I zabawa zaczyna się od nowa, zaś potencjalni kandydaci (bardzo ambitna Shiv, prymitywno-prostacki Roman, niemal wycofany Kendall wydaje się nie liczyć) dwoją się oraz troją nad sposobem. Nadal serial pozostaje czarną komedią i satyrą nie tyle na medialnych magnatów, co na reprezentujący ich kapitalizm, skupiony na maksymalizowaniu zysków oraz zasobów. Człowiek jest albo tylko ograniczony do przynoszenia zysków, a kiedy staje się balastem, trzeba się go pozbyć. Nie ma tutaj miejsca na bycie, a każdy ma swoją maskę (albo kilka).

Kiedy wydaje się, że sprawa zostanie rozwiązana, pojawiają się kolejne przeszkody i to pomaga w budowaniu napięcia. No tak, „Sukcesja” ma wiele z thrillera, gdzie nie do końca wiemy komu zaufać czy kibicować. A nad wszystkim czuwa bardzo bezwzględny Logan „Fuck off” Roy (wyborny Brian Cox), będący wręcz tyranem oraz manipulatorem, którego intencje i myśli niemal cały czas są nieodgadnione. I lubi rozstawiać wszystkich po kątach („dzik na podłodze”) – niby starzec, ale ciągle walczący, działający podstępem, walący prosto z mostu. Bo w tej walce miejsca na etykę nie ma, liczy się skuteczność, bez względu na więzy krwi, przyjaźnie czy lojalność. O dziwo, nadal jest parę chwil, w których możemy obserwować bohaterów albo będących w samotności (Kendall), jak w otoczeniu bliskich, co pozwala na pokazanie im innej twarzy niż brutalnych harpii.

Czy aby jednak na pewno? To pytanie dotyczy głównie Shiv (nadal zjawiskowa Sarah Snook) z jej mężem Tomem (rozbrajający Matthew Macfadyen), będącym diaboliczną mieszanką ambicji, głupoty i niekompetencji. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że jemu bardziej zależało na wpływach oraz pozycji niż na swojej żonie, czego chyba ona nie dostrzega (albo nie chce dostrzec). Jest jeszcze najbardziej cyniczny, wręcz hedonistyczny Ronan (fenomenalny Kieran Culkin), pokazujący, iż jest w stanie poradzić sobie z trudną sytuacją (próba zdobycia funduszy w Turcji, gdzie hotel był otoczony uzbrojonymi ochroniarzami), a także pozornie pierdołowaty kuzyn Greg (świetny Nicholas Braun), będący asystentem Toma. Ale to chyba nie do końca prawda? Najstarszy syn Connor, w ogóle nie liczy się w tej grze i sprawia wrażenie najbardziej oderwanego od rzeczywistości z ambicjami prezydenckimi. To daje duże pole komediowe, wykorzystane bezwzględnie przez twórców.

No i jest też kilka nowych postaci: działająca w tajemnicy przed swoją rodziną Rhea Jarrell (niezawodna Holly Hunter), wspierający radą prawnik Laird (solidny Danny Huston) czy trzymająca się tradycji Nan Pierce, mająca być potencjalnym wyjściem z sytuacji (mocna Cherry Jones). Każda z nich jest bardzo solidnym wsparciem dla całej skomplikowanej opowieści, odnajdując się tutaj jak ryba w wodzie.

Drugi sezon bije poprzedni na głowę. Bardziej zwarty scenariusz, cudowna realizacja z nerwową kamerą oraz elegancką muzyką w tle trzyma jeszcze bardziej w napięciu, jednocześnie dając sporo humoru (ironicznego, czarnego, smolistego). A wszystko kończy się przewrotnym cliffhangerem oraz enigmatycznym uśmiechem Logana. Jak dalej potoczy się walka? Nie mogę się doczekać kolejnego sezonu.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Sukcesja – seria 1

Historia ta znana jest od czasów Williama Szekspira. Stary władca wielkiego imperium nie chce, ale musi wyznaczyć następcę. Ewentualnie podzielić swoje królestwo między liczne potomstwo. Zaczynają się intrygi, różne podchody oraz koalicje, bo ojciec nie podejmuje decyzji. Zupełnie jakby nie wierzył w ich talent i sam chciałby rządzić jak najdłużej. Brzmi jak przerobiona wersja “Króla Leara”? Poniekąd czymś takim jest “Sukcesja”, czyli kolejny, interesujący serial stacji HBO.

Lear nazywa się Logan Roy, zaś jego imperium to sieć mediów Waystar, będącą potężną korporacją. Tylko kto ma ją przejąć? Bardzo ambitny Kendall, trzymający się z daleka od miasta Connor, bardzo imprezowy i niedojrzały Roman czy skupiona na polityce Siobhan? Wybór wydaje się być oczywisty, a jest nim Kendall. Ale podczas urodzin Logan zmienia zdanie i chce dalej kierować firmą, mało tego chce dać decydujący głos w zarządzie swojej trzeciej żonie. To nie bardzo podoba się rodzeństwu, doprowadzając do walki.

Za “Sukcesję” odpowiada scenarzysta Jesse Armstrong, który w bardzo krzywym (choć czy na pewno?) zwierciadle pokazuje walkę o władzę zamożnego rodu. Familii, gdzie niemal od początku każde z dzieci było “tresowane” do walki. Dzieci otoczone w świecie, gdzie by wygrać, trzeba grać ostro, nieczysto oraz mieć bardzo twardy kręgosłup. I silną wolę walki, a każda sytuacja (podpisanie dokumentu, przeprowadzenie zakupu czy rozmowa o awansie) może być częścią poważnego sprawdzianu. Dlatego bohaterowie tak rzadko sobie pozwalają na pokazanie swoich prawdziwych emocji, bo może to zostać wykorzystane przeciwko nim. Rodzina – coś, co powinno cementować i budować silne więzy – tak naprawdę to potencjalni wrogowie, którzy mogą wykorzystać każdą szansę na poprawę swojej pozycji. A jeśli są jakieś próby załagodzenia sytuacji (terapia rodzinna), okazuje się tylko pozorem, grą dla poprawy medialnego wizerunku. Dlatego prawdziwych intencji trzeba szukać między wierszami, w mowie ciała, co zmusza do uważniejszego oglądania. Nawet jak pojawia się humor, jest on bardzo smolisty, złośliwy oraz pełen bluzgów.

“Sukcesja” może wydawać się czymś abstrakcyjnym, jakimś zmyślonym światem wyższych sfer. Problem jednak w tym, że są to ludzie odpowiedzialni za tworzenie wizji naszej rzeczywistości. Jak ktoś zalezie im za skórę, zostanie zgnojony i obsmarowany w mediach. Chociaż ten wątek wydaje się tylko zaznaczony i obecny gdzieś w tle (senator pragnący zniszczyć Roya), a władzę sprawują ludzie niekompetentni, z wybujałym ego oraz małostkowi. Dlatego czasem ten śmiech potrafi stanąć w gardle, pokazując ludzi zdegenerowanych, cynicznych, świetnie maskujących swoje prawdziwe ja. To potrafi czasem zaboleć, zaś finał brutalnie pokazuje, że w tej walce nie ma żadnych granic. Wszystko to podparte świetną realizacją, pozornie wyglądającą jak dokument. Kamera w ciągłym ruchu, gwałtowne zbliżenia czy mieszająca muzykę klasyczną z rapem ścieżka dźwiękowa.

No i jak to jest absolutnie fantastycznie zagrane. Po prostu palce lizać. Każdy z aktorów wchodzi na wyższy poziom, tworząc bardzo złożone postacie. Nie ważne, czy jest to bardzo bezwzględny oraz ostry ojciec (cudownie “brudny” Brian Cox), będący dużym dzieckiem Roman (kradnący każdą scenę Kieran Culkin) czy pozornie będącą w cieniu Shiv (zjawiskowa Sarah Snook). Są tutaj dwie postacie, które potrafiły we mnie wzbudzić pozytywne emocje, co kompletnie mnie zaskoczyło. Pierwszą jest Kendall grany przez Jeremy’ego Stronga. Facet chce być jak ojciec i chce mu zaimponować, próbując grać ostro, korzystając także ze sprytu, jednak tak naprawdę skrywa się zakompleksiony, słaby mężczyzna. Każda próba rozmowy z ojcem zmienia go w osobę niepewną, przerażoną jakby pozbawioną troszkę jaj. Było mi go żal, a jednocześnie bardzo mu kibicowałem. Drugą postacią jest wrzuconą do tego świata kuzyn Greg, czyli Nicholas Braun. I jest to postać trudna do rozgryzienia: taki leniwy idiota, który przez wszystkich robi za popychadło. Jednocześnie chyba zaczyna stopniowo odkrywać reguły gry tego świata, mogąc w przyszłości odegrać jeszcze istotną rolę.

Jeśli lubicie “House of Cards” czy “Grę o tron”, skupiając się na odkrywaniu intryg oraz relacji między postaciami, to serial Jesse’ego Armstronga jest propozycją dla Was. Komediodramat z czarnym humorem, ciętymi dialogami, ostrym spojrzeniem na świat współczesnej arystokracji oraz rzadkimi chwilami poruszenia. Nie mogę się doczekać ciągu dalszego tej wojny.

8/10

Radosław Ostrowski

Zgon na pogrzebie

Jaka uroczystość powoduje, że pojawiają się dawno nie widziani członkowie w jednym pomieszczeniu? Ślub, wesele, Wigilia, Wielkanoc. Ewentualnie pogrzeb. I to spotyka Daniela, który chce pochować swojego ojca. Mężczyzna jest niespełnionym pisarzem, który żyje w cieniu bardziej odnoszącego sukcesy brata, który przyjeżdża. Oprócz niego do domu Daniela przyjeżdża też Martha ze swoim zestresowanym narzeczonym Simonem, pragnący odzyskać ją Justin, zajmujący się dilerką Troy, oraz niepełnosprawny wuj Alfie. Co może pójść nie tak? Simon przez przypadek dostanie halucynogeny, Robert mający opłacić pogrzeb w połowie jest spłukany, do tego krąży jakiś kurduplowaty typek o wyglądzie Tyriona Lannistera, który próbuje szantażować.

zgon1

Muszę się przyznać, że widziałem amerykańską wersję tej komedii (czyli remake) z czarnoskórą obsadą, zrobioną w typowym amerykańskim stylu oraz typowym, amerykańskim poczuciem humoru. Więc znałem przebieg fabuły filmu Franka Oza i to mnie nie zaskoczyło. Ale mimo to byłem w stanie się zaśmiać w scenach, gdy galimatias – wynikający z niewiedzy – robił się coraz większy (zjarany Simon, kwestia szantażu, rodzinna tajemnica), doprowadzając do masy śmiechu tam, gdzie powinno. Nawet jest lekko kloaczna scena, która dla wielu może być barierą nie do przeskoczenia. Przy okazji reżyser przygląda się relacjom rodzinnym, pokazując pewne skrywane żale, pretensje, lęki i pozory. I ten obrazek jest zaskakująco trafny, pokazany bez cienia fałszu oraz klisz.

zgon2

Jeszcze bardziej mnie uderzyło jak to zostało zagrane. Mimo tego, ze jest to komedia, aktorzy grają jak najbardziej serio, co tylko wzmacnia humor. Trudno wymazać z pamięci Petera Dinklage’a (tajemniczy Peter) oraz próbującego robić dobrą minę do złej gry Matthew Macfadyena (Daniel). Ekran potrafi też ukraść ujarany Alan Tudyk (Simon), strasznie wyluzowany Ewan Bremmer (Justin), postrzelony Kris Marshall (Troy) oraz sprawiający wrażenie cool Rupert Graves (Robert). Reszta obsady też utrzymuje poziom, doprowadzając do rozpuku.

zgon3

 

Frank Oz na stołku reżyserskim sprawdza się dobrze, przypominając o tym, iż z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. „Zgon” pozostaje zabawny, miejscami gorzki, ale nadal daje wiele frajdy. Parę osób może odbić się niczym w lustrze.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 3

UWAGA! Tekst zawiera spojlery!

Od ostatnich wydarzeń minęły 4 lata, a w Whitechapel nadal panoszy się zło. Czyli jest 1895 – inspektor Reid coraz bardziej zamknięty w sobie śledczy, spędza więcej czasu w swoim archiwum niż na ulicy tropiąc zbrodniarzy. Na dodatek zmarła mu żona i pokłócił się z kapitanem Jacksonem, przez co posterunek nie ma lekarza, a sierżant Drake przeniósł się do Manchesteru, gdzie awansował na inspektora. A była już żona kapitana, Long Susan, teraz jest szefową Obsidian – potężnej korporacji, próbującej zmienić oblicze Whitechapel. A wszystko zaczyna się od napadu na pociąg, który kończy się katastrofa kolejową i śmiercią 55 osób.

ripper_street_31

BBC potrafiło robić mocne seriale kryminalne i nie inaczej było z „Ripper Street”. Jednak po drugiej serii, stacja zdecydowała się serial skasować. Na szczęście BBC One otrzymało wsparcie od Amazona, dzięki czemu mogliśmy poznać dalsze losy naszych ukochanych bohaterów. A Whitechapel nadal jest skażone złem i to najohydniejszym: dziecięca prostytucja, nielegalne aborcje, wymuszenia, próby ochrony browaru przemocą, potężne korporacje naginające prawo, handel bronią. A wszystko to w czasach, gdy słowo antykoncepcja było niezgodne z prawem, kobieta zaś była posłuszna mężowi, od którego woli zależał jej los. Nie to, co teraz 😉 Twórcy bardzo przekonująco odtwarzają mentalność epoki wiktoriańskiej, gdzie konwenanse decydowały o wszystkim, zachowując realizm, brud i pokazując Whitechapel jako miejsce wręcz przeklęte, z którego nie można się wyrwać, nie brudząc sobie rąk. I pozornie każdy odcinek to osobna historia, jednak są pewne wątki w tle – śledztwo w sprawie katastrofy (udaje się schwytać sprawców, ale nie zleceniodawcę), cudownie odnaleziona córka inspektora Reida, wreszcie dziennikarskie śledztwo Freda Besta, które zaprowadzi go na dno.

ripper_street_32

Jest mrocznie, każde śledztwo zaskakuje, tak samo jak wykorzystywanie nowinek technicznych (odciski palców, dokładne badania ciał), a jednocześnie nie pozbawione ciętego humoru oraz naturalistycznej przemocy. Jest mrocznie, strasznie i niepokojąco, ale zawsze trzyma w napięciu do samego końca. Może zakończenie wydaje się zbytnim (jak na ten tytuł) happy endem, na którym mogłaby się cała historia skończyć, ale powstała seria 4. Na nią jednak przyjdzie czas.

ripper_street_33

Nadal jest to serial z najwyższym poziomem aktorskim, co jednak nie powinno dziwić. Kolejny raz klasę pokazuje Matthew Macfadyen w roli niezmordowanego stróża prawa, inspektora Reida. Coraz mocniej widać jaki wpływ ma na niego ta praca, jak go niszczy, jednak nadal udaje mu się zachować bystrość umysłu oraz umiejętnie wnioskować fakty i dowody. Zamach na jego życie mocno go osłabił (bóle głowy, chodzenie o lasce), a pojawienie się córki przywraca światło do jego życia. Drugim mocnym bohaterem pozostaje Bennett Drake (rewelacyjny Jerome Flynn) – bardziej używający umysłu zamiast pięści i z wręcz gołębim sercem. Ta przemiana bardzo pozytywnie zaskakuje, tak samo jak trzeciego twardziela, czyli kapitana Jacksona (Adam Rothenberg). Ten facet z głęboką wiedzą medyczną kiedyś chętniej najpierw sięgał po broń i pakował się w większe tarapaty, teraz częściej pije i nie wiąże się z nikim na stałe. Ta przyjaźń wielokrotnie jest wystawiana na próbę, a sceny z udziałem tej trójki dają największą satysfakcję.

ripper_street_34

Jednak drugi plan nadal jest niezawodny i nie ważne czy jest to twardy, chociaż już powoli szykujący się do emerytury inspektor Abberdine (Clive Russell), węszący afery dziennikarz Best (David Dawson) czy spokojny sierżant Artherton (David Wilmot), ale i tak wszystkim czas kradnie MyAnna Buring, czyli twardo idąca po swoje Susan Hart. Spokojna, opanowana i godnie znosząca różne ciosy, ale nie pozbawiona bezwzględności. Z nowych postaci zdecydowanie wyróżnia się Ronald Capshaw (John Hefferman) – śliski prawnik, balansujący na granicy prawa, cyniczny i zdeprawowany. Kontrastem dla niego jest posterunkowy Grace (Josh O’Connor), dopiero uczący się swojej profesji.

ripper_street_35

Cóż mogę więcej powiedzieć? Twórcom udało się utrzymać poziom poprzednich serii, co nie jest taki proste, a technicznie nadal to robi wrażenie, z dbałością o szczegóły. Takich rzeczy nie powstydziłby się hollywoodzki tytuł. Już nie mogę się doczekać kolejnej serii.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 2

Minął rok odkąd byliśmy w Whitechapel, gdzie nadal panuje zbrodnia. Ale teraz inspektor Edmund Reid będzie miał trudniejsza sprawę, gdyż za swojego głównego antagonistę będzie miał skorumpowanego inspektora Jedidiah Shine’a, który gra bardzo nieczysto.

ripper_street21

W dodatku każdy z bohaterów na polu życia prywatnego ma wiele do stracenia. Od inspektora odeszła żona i śpi w swoim polowym łóżku na komisariacie. Między kapitanem Jacksonem a jego żoną zaczyna dochodzić do spięć, zwłaszcza gdy kobieta wyznaje mu, że ma „cichego wspólnika”, któremu płaci sporą część profitów, a sierżant Drake – cóż, ten wrażliwy twardziel będzie musiał zmierzyć się z tajemnicą swojej żony. Skupienie się na wątkach prywatnych bohaterów nie oznacza, że łamigłówki kryminalne są słabsze czy mniej atrakcyjne. Chińska triada, zabójstwo zdeformowanej kobiety, szantaż, oszustwo bankowe, wreszcie podsycana nienawiść między Żydami a katolikami przez tajemniczy kult – dzieje się wiele, a pewne wątki mogłyby się dobrze sprawdzić nawet w obecnych czasach. Konsekwentnie twórcy świetnie odtwarzają realia Londynu końca XIX wieku, pełnego brudu, smrodu i nędzy. Trio z Leman Street nadal trzyma fason, nie brakuje odrobiny humoru, zaś finał trzyma w napięciu i rozbraja. Jedno jest pewne – żaden z bohaterów już nie będzie taki jak przedtem.

ripper_street22

Poza sprytnymi łamigłówkami i świetną warstwą realizacyjną (scenografia i kostiumy nadal robią wrażenie), nadal jest to kapitalnie zagrane. Zarówno Matthew Macfadyen (inspektor Reid), jak też partnerujący mu Jerome Flynn (sierżant Drake – małomówny, ale jego twarz mówi więcej niż słowa) oraz Adam Rothenberg (kapitan Jackson) są po prostu fenomenalni i wiarygodni aż do ostatniej sceny. Z nowych postaci trzeba wyróżnić Josepha Mawle’a, czyli demonicznego inspektora Shine’a, który jest godnym przeciwnikiem Reida i budzi on naprawdę przerażenie. Drugą kluczową osobą jest nowy na posterunku, czyli Adrian Flight (świetny Damien Moloney), który tylko pozornie wydaje się nudnym i nijakim śledczym. No i rzecz jasna, nie mogło zabraknąć dwóch pań, czyli Long Susan (MyAnna Buning) walcząca o niezależność oraz próbująca sobie radzić samodzielnie Rose (Charlene McKenna), które ubarwiają i wzbogacają tą historię.

Druga seria domyka całość, aczkolwiek pewne wątki pozostały otwarty. BBC anulowało realizację trzeciej serii, niemniej krążą wieści, że znalazł się nowy producent. Jeśli to wszystko się potwierdzi, to nie będę się mógł doczekać odwiedzin Leman Street.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 1

Londyn, rok 1889, dzielnica Whitechapel. To właśnie wtedy miastem, a zwłaszcza tą okolice sterroryzował Kuba Rozpruwacz. Zabił pięć kobiet i to w wyjątkowo okrutny sposób, zaś policji pod wodzą inspektora Edmunda Reida nie udało się schwytać sprawcy, co mocno odbiło się na jego reputacji. Ale zostaje znaleziona kolejna zamordowana kobieta, zaś sposób zabicia przypomina metodę Rozpruwacza. A może to jest jego naśladowca?

ripper_street1

Jeśli po tym opisie myślicie, ze serial będzie skupiał się na schwytaniu legendarnego Kuby Rozpruwacza, to się naprawdę mocno mylicie. Richard Warlow tworzy typowy serial kryminalny zwany proceduralem, czyli każdy odcinek to oddzielna sprawa. Jednak trzeba oddać twórcom sprawiedliwość, że próbują wyrwać się ze schematów, tworząc bardzo pomysłowe i przerażające zagadki. Pornografia, gangi dzieci, psychopatyczni mordercy czy byli wojskowi dokonujące kradzieży. Tu zbrodnia ma zazwyczaj przeciętną twarzą kogoś wpływowego lub przeciętnego – tu nie ma reguł, zaś motywy pozostają aktualne i teraz. Wszystko jest naprawdę świetnie poprowadzone, nie brakuje elementów zaskoczenia, a patrzenie na metody oraz ówczesną technologię – naprawdę, to robi wrażenie. No i wierne odtworzenie realiów końca XIX wieku, choć tutaj mamy do czynienia głównie z Whitechapel – dzielnicą ubóstwa, biedy i przeludnienia. Idealne miejsce dla wszelkiego rodzaju maści zbrodni – brudnej, ohydnej i nigdy nie przyjemnej, która także odbija się powoli na życiu osobistym bohaterów. Wszystko to jeszcze okraszone świetnym montażem oraz bardzo trzymającą w napięciu muzykę, trochę przypominającą tą z „Sherlocka Holmesa” Guya Ritchiego.

ripper_street2

I jest to naprawdę przednio zagrane. Każdy z głównych bohaterów skrywa mroczna tajemnicę ze swojej przeszłości, która prędzej czy później zostaje w końcu ujawniona. Ale po kolei – tymi bohaterami są inspektor Reid, sierżant Bennet Drake i kapitan Homer Jackson – lekarz wojskowy oraz były detektyw Agencji Pinkertona. Ten pierwszy (fenomenalny Matthew Macfadyen) jest wnikliwym oraz zdeterminowanym śledczym, dręczonym wyrzutami po zaginięciu swojej córki, którą mocno przypłacił zdrowiem. Poza tym jest on uczciwym facetem, który nie ugina się nawet pod presją polityczną. Dla niego świat jest czarno-biały. Drugi (świetny Jerome Flynn) sprawia wrażenie małomównego „osiłka”, który jest lojalny wobec inspektora i niepozbawiony odrobiny sprytu. Ale ma tez trochę bardziej wrażliwą stronę (jego relacja wobec niejakiej Rose), co potrafi zaskoczyć. No i w końcu kapitan Jackson (wyborny Adam Rothenberg) – posiadający szeroką wiedzę z medycyny, precyzyjnie robiący sekcje zwłok, ale jednocześnie uciekinier z USA. Dlaczego zwiał? Potem to zostaje wyjaśnione, ale miał powód. Wszyscy trzej panowie wypadli świetnie, tworząc bardzo wyraziste i budzące sympatie postacie.

ripper_street4

Drugi plan też jest bardzo wyrazisty, zwłaszcza wobec ról kobiecych (tutaj wybijają się przede wszystkim MyAnna Buring, czyli Long Susan – właścicielka burdelu oraz kochanka Jacksona i stonowana Amanda Hale, czyli zona inspektora Reida). Ale panowie (poza czarnymi charakterami – klasa sama w sobie) także dają radę, ze wskazaniem na żyjącego obsesją na punkcie Rozpruwacza inspektora Abberline’a (Clive Russell), sympatycznego posterunkowego Dicka Hobbsa (Jonathan Barnwell) oraz dziennikarza Freda Besta (David Dawson), któremu daleko do ideału.

 

Jedyna rzeczą, do której można się przyczepić to ilość odcinków – tylko 8? Dla mnie za mało, ale mimo tego powstał bardzo klimatyczny i spójny serial z mroczną atmosferą. Takie rzeczy to tylko w BBC.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski