Przekładaniec

Bohaterem jest pewien młody, inteligentny chłopak w kolorze blond. Jest biznesmenem, który dostarcza towar, dostaje za to kasę i płaci działkę szefowi. Niby pierze swoje pieniądze, a ma ich dużo, dzięki biznesowi: dilerce narkotyków. Jednak coraz bardziej zaczyna myśleć o emeryturze. Przed tym dostaje dwie robótki do wykonania. Pierwsza dotyczy odnalezienia córki starego przyjaciela, która za bardzo lubi ćpać i zniknęła bez śladu. Druga sprawa to standard, czyli dobicie targu i sprzedaż tabletek ecstasy. Problem w tym, że jest to towar kradziony.

przekladaniec1

Na hasło brytyjskie kino gangsterskie dzisiaj wymawiane jest jedno nazwisko: Guy Ritchie. Nakręcony w 2004 „Przekładaniec” miał być kolejnym jego filmem, ale Brytyjczyk był zajęty innym projektem. Zamiast niego pojawił się jeden z jego współpracowników, czyli producent Matthew Vaughn. Czuć ten klimat znany z „Porachunków” i „Przekrętu”, chociaż jest to bardziej serio niż w/w. Bliżej jest do późniejszej „Rock’n’Rolli”, gdzie mamy zderzenie grubych ryb z drobnymi płotkami, nie brakuje gangsterów wykorzystujących policję dla własnych celów. Jest też w końcu prosty plan, który z każdą minutą coraz bardziej zaczyna się sypać, a poczucie bycia sprytnym od reszty wydaje się iluzoryczne. Pojawia się też humor, jednak jest go o wiele mniej niż w pierwszych film Ritchiego czy tego montażowego stylu. Zabawa w podchody, serbscy zabójcy, drobne cwaniaczki, kompletni idioci – dzieje się tu dużo, a posklejanie elementów układanki potrafi dostarczyć wiele frajdy. Nie brakuje trzymania w napięciu (akcja ze snajperem czy zabicie szefa mafii), jak i poważniejszych momentów.

przekladaniec2

Wygląda to bardzo porządnie i stylowo. Vaughn jeszcze nie jest tak efekciarski jak w „Kingsman”, ale potrafi bawić się równoległym montażem. Wszystko podbite bardzo fajną muzyką oraz eleganckimi zdjęciami. Vaughn spokojnie prowadzi narrację i potrafi ciągle zaskakiwać aż do finału zakończonego cliffhangerem.

przekladaniec3

Do tego mamy prawdziwą plejadę aktorów, którzy – w większości – nie są tak rozpoznawalni jak teraz. W roli naszego bezimiennego protagonisty wciela się Daniel Craig i to dosłownie przed zagraniem agenta 007. Pan X wydaje się bardzo pewny siebie, działa według określonego planu, jakby mając wszystko pod kontrolą. Niby wydaje się taki cool, ale to wszystko jest kamuflaż i parę razy widać, że w tej głowie coś się dzieje. Magnetyzująca, charyzmatyczna postać. Nie zawodzi Colm Meaney jako bardzo lojalny Greg, będący gangsterem starej daty, nie znoszący sprzeciwu Kenneth Granham, czyli szef Jimmy oraz bardzo śliski Michael Gambon (Eddie Temple). Gdybym miał wymienić wszystkie rozpoznawalne twarze, nie starczyło by czasu, ale mamy choćby znanych z „Porachunków” Jasona Flemynga i Dextera Fletchera, jest też Tom Hardy, Sally Hawkins czy Sienna Miller. Każde z nich ma te swoje przysłowiowe pięć minut, dodając swoją cegiełkę.

Największym grzechem debiut Matthew Vaughna jest pewne poczucie deja vu. Niemniej „Przekładaniec” to ciągle świetny brytyjski kryminał z przełomu wieków oraz wprawka do kolejnych, droższych produkcji tego producenta.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Matthew Vaughn – 7.03

vaughn

Producent, scenarzysta i reżyser filmowy.

Urodził się 7 marca 1971 roku w Londynie. Syn brytyjskiego arystokraty George’a Alberta Harleya de Vere Drummonda (chrześniaka króla Jerzego VI) oraz Kathy Ceaton. Mimo sporych konekcji, postanowił szybko się usamodzielnić, skrócił swoje nazwisko na Vaughn i zaczął swoją przygodę z branżą rozrywkową. Swoją edukację zakończył na Stowe School w Buckingham, ciągle lawirując między Anglią a USA. Przybył do Los Angeles, by pracować jako asystent reżysera, by wrócić do Londynu na studia do University Collega na antropologię oraz historię starożytną. Rzucił szkołę po kilku tygodniach.

Doświadczenie filmowe zaczął od roli producenta w thrillerze „Niewinni śpią” w 1996 roku. Historia bezdomnego ściganego przez sprawców morderstwa przeszła bez echa. Po drodze zaprzyjaźnił się z młodym twórcą Guyem Ritchie i zrealizował debiutanckie Porachunki (1998), otwierając wrota kariery przed nimi obydwoma. Duet działał sprawnie aż do porażki Rejsu w nieznane (2003), by rok później spróbować swoich sił jako reżyser.

Vaughn głównie realizuje duże blockbustery, oprawione bardzo smolistym poczuciem humoru, krwawą jatką, opierając się głównie na komiksach. W 2004 roku założył firmę producencką Marv Films, w której realizuje wszystkie swoje reżyserskie dzieła. Od 2002 roku jest mężem modelki Claudii Schiffer, z którą ma troje dzieci.

Do grona najbliższych współpracowników Vaughna zaliczamy: producentkę i scenarzystkę Jane Goldman, dźwiękowców Matthew Collidge’a, Simona oraz Johna Hayesa, montażystów Jona Harrisa i Eddiego Hamiltona, scenografa Joe Howarda, kompozytorów Ilana Eshkeriego i Henry’ego Jackmana, operatora Bena Davisa oraz aktorów Marka Stronga, Jasona Flemynga, Dextera Fletchera.

Do tej pory reżyser zdobył dwie nominacje do BAFTY oraz jedna nominację do Saturna.

A to krótki, lecz treściwy ranking filmów Matthew Vaugha od najgorszego do najlepszego filmu. Zaczynamy. 

Miejsce 5. – Gwiezdny pył (2007) – 6/10

Głośna adaptacja powieści Neila Gaimana, bardzo luźno oparta na pierwowzorze. W skrócie chodzi o znalezienie pewnej Gwiazdy. A kto jej szuka? Następny tronu królestwa, wiedźmy, by zapewnić sobie młodość oraz pewien chłopiec Tristan, bo obiecał ją swojej dziewczynie. Robi się ostro, a gra jest bardzo poważna. Przyjemna i lekka baśń ze świetnymi zdjęciami oraz gwiazdorską obsadą (Charlie Cox, Claire Danes, Michelle Pfeiffer, Robert De Niro), ale literacki pierwowzór był bardziej barwny i znacznie mroczniejszy.

Miejsce 4. – Kick-Ass (2010) – 7/10

Jedna wielka beka z kina superbohaterskiego w stylu „Deadpoola”, czyli krew, bluzgi, przemoc i kompletne wariactwo. A wszystko obraca się wokół nastolatka, który postanowił zostać superbohaterem. Tak sam z siebie i sam wymierza sprawiedliwość, ale gdy na drodze spotka Hit-Girl i Big Daddy’ego, szykuje się epicki rozpierdol. Ręka, noga, mózg na ścianie, spektakularne sceny akcji, będące krzyżówką Tarantino i Woo plus rozsadzająca ekran Chloe Grace Moretz jako małoletnia zabójczyni Hit-Girl, wspierana przez samego Nicolasa Cage’a jako pseudo-Batmana. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Przekładaniec (2004) – 7,5/10

Tajemniczy biznesmen (czytaj: handlarz narkotyków) chce przejść na emeryturę w interesie. Ale dostaje skomplikowanie zlecenie: sprzedać milion tabletek ecstasy. Problem w tym, że towar został skradziony Serbom. W swoim debiucie Vaughn garściami czerpie z Guya Ritchiego: barwny półświatek, szybki montaż oraz przewrotny finał to najmocniejsze atuty. Drugim jest świetny Daniel Craig w roli głównej. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Kingsman: Tajne służby (2014) – 8/10

Tytułowi Kingsman to niezależna agencja wywiadowcza, działająca dla dobra świata. Do tej prestiżowej instytucji zostaje włączony młody chłopak z ulicy, Gury Unwin zwany Eggsym. Sytuacja robi się poważna, gdyż światu grozi niebezpieczny szaleniec, Nick Valentine. Reżyser w zasadzie zrobił drugiego „Kick-Assa” (nie uczestniczył przy realizacji sequela i postanowił to naprawić), więc jest znowu przerysowany, przegięty film, będący zgrywą z wszelkiej maści kina szpiegowskiego, gdzie schematy i klisze powywracano do góry nogami. Nie brakuje rzeźnickiej przemocy (rozpierducha w kościele), pomysłowych scen akcji (odbicie szwedzkiej księżniczki) oraz zgrabnej wplecionej muzyki. A przewodnikiem po tym świecie jest Firth, Colin Firth (ten pomysł castingowy to strzał w dychę). Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – X-Men: Pierwsza klasa (2011) – 8,5/10

Odświeżenie i kompletny restart cyklu o mutantach. Tutaj poznajemy początki znajomości profesora Xaviera oraz Magneto (odpowiednio James McAvoy i Michael Fassbender), którzy w latach 60., z ramienia CIA powstrzymują innego mutanta przed wybuchem III wojny światowej. Po pierwsze, świetny klimat epoki i lekkie zabarwienie Bondem. Po drugie, znowu rewelacyjnie zrealizowane sceny akcji (finałowa konfrontacja na plaży czy polowanie Magneta na nazistów w Argentynie). Po trzecie, wiarygodne psychologiczne postacie i przekonująca geneza X-Menów. Po czwarte, fantastyczne aktorstwo (poza w/w jeszcze błyszczy Jennifer Lawrence oraz idealnie dopasowany do bad guya Kevin Bacon). Tak się robi blockbustry, żeby skupić się nie tylko na efekciarskiej rozróbie. Wyborne.

Obecnie Vaughn pracuje przy kontynuacji „Kingsman” z podtytułem „Złoty krąg”. Tym razem nasi brytyjscy koledzy z organizacji pomogą kumplom z USA. Z nowych twarzy zobaczymy Julianne Moore, Jeffa Bridgesa oraz… Channinga Tatuma. Strach myśleć, co z tego będzie.

A jakie są wasze ulubione filmy Matthew Vaughna? Piszcie w komentarzach i dzielcie się swoimi opiniami. 

Radosław Ostrowski

Kick-Ass

Nie mieliście takiego momentu w życiu, że chcielibyście być superbohaterami? Dave Lizewski marzył o tym od dziecka. Kim jest Dave? Frajerem, który niespecjalnie wyróżnia się z tłumu, mieszka z ojcem (matka zmarła na tętniaka), a jego kumple to geecy i maniacy komiksów. W końcu postanawia sam zostać superbohaterem, jednak pierwsze próby są dość mizerne. Z czasem staje się popularniejszy, dzięki Internetowi.  Nie jest jednam jedynym superherosem, gdyż w mieście jest zabójczy duet Big Daddy/Hit-Girl, który bruździ gangsterowi Frankowi D’Amato.

kickass1

Komiksowy film (czyli na podstawie komiksów) brzmi zazwyczaj pejoratywnie, jednak filmowcy potrafi robić adaptacje komiksów z klasą, fasonem i powagą. Ale raz na jakiś czas pojawia się reżyser, robiący adaptacje komiksu z dystansem oraz luzem. Tym właśnie jest film Matthew Vaughna, który pierwszy raz zmierzył się z komiksem Marka Millara (pamiętacie „Wanted” czy „Kingsman”?), gdzie tym razem postanowiono dokonać pastiszu superbohaterskich opowieści – wszystko jest tu przegięte i przerysowane. Pozornie nasz bohater zyskuje na byciu Kick-Assem – poznaje fajną dziewczynę, jednak wiąże się z tym pewna odpowiedzialność oraz spore ryzyko. Chłopak powoli zaczyna dojrzewać, a odpuszczenie sobie marzeń o byciu komiksowym kolesiem w idiotycznym wdzianku tylko mu w tym pomaga.

kickass2

Sceny akcji to perełki – dynamicznie zmontowane, pełen szalonych pomysłów z użyciem bazooki włącznie. Krwawe, ale nie obrzydliwe, nie pozbawione spowolnień i odrobiny czarnego humoru. Może intryga wydaje się dość prosta, ale całość ogłada się świetnie. Humor miesza się z powagą, a finałowa konfrontacja w siedzibie D’Amico to mieszanka spaghetti westernu, krwawej jatki a’la John Woo z podkładem muzycznym od Quentina Tarantino. Tu się dzieją chore rzeczy.

kickass3

I w tym szaleństwie aktorzy odnajdują się bez problemu. Nie jestem fanem Aarona Taylora-Johnsona, jednak w roli Dave’a sprawdził się przyzwoicie. Tak naprawdę film ukradł tu zabójczy duet córki i ojca. Kapitalna Chloe Grace Moretz w roli Hit-Girl to petarda – pozornie drobniutka i niepozorna dziewczynka, która z bronią w ręku jest bezwzględną i pomysłową maszyną do zabijania. Drugą niespodzianką jest tutaj Nicolas Cage, czyli Big Daddy w kostiumie troszkę przypominającym Batmana. Aktor dawno nie grał z takim luzem i jako samotny mściciel odnajduje się bez problemów oraz bez cierpiętniczej twarzy.

kickass4

Vaughn bawi się konwencją i wykorzystuje nawet komiksową formę (historia Big Daddy’ego), jednak większe wrażenie jako pastisz zrobił na mnie „Kingsman”. Nie zmienia to faktu, że „Kick-Ass” to dobre, rozrywkowe kino z wysokiej półki.

7/10

Radosław Ostrowski

Kingsman: Tajne służby

Czym jest Kingman? To międzynarodowa agencja wywiadowcza, która działa niezależnie od skorumpowanych grup społecznych takich jak politycy, gangsterzy czy związki zawodowe. Istnieją od XIX wieku i zaczynali najpierw jako krawcy dla elit, by po zakończeniu I wojny światowej przekazać cały swój majątek dla większego dobra. Pseudonimy zaś i tradycję czerpią od Rycerzy Okrągłego Stołu, a członkami są elitarni członkowie. Jednym z nich jest doświadczony Harry Hart ksywa Galahad. Mężczyzna postanawia zwerbować i pomóc młodemu i obiecującemu chłopakowi – Gary’emu Unwina zwanego „Eggsym”. W tym samym czasie zaczynają znikać znane osobistości współczesnego świata, za którymi podejrzewany jest tajemniczy filantrop Valentine.

kingsman1

Matthew Vaughn to facet, który ciągle rozwija się z filmu na film. Zaczynał jako producent dzieł Guya Ritchiego (kultowe „Porachunki” i „Przekręt”), potem postanowił pójść w estetykę swojego podopiecznego („Przekładaniec”), zmierzył się potem z dorobkiem Neila Gaimana („Gwiezdny pył”) i przywrócił do kina mutantów („X-Man: Pierwsza klasa”), pokazując wielki potencjał jako twórca kina rozrywkowego. Jego nowy film to drugie spotkanie z dorobkiem Marka Millara. Jeśli oglądaliście takie filmy jak „Kick-Ass” czy „Wanted – Ścigani”, to mniej więcej wiecie, czego się należy spodziewać. Ostrego i krwawego kina akcji, okraszonego specyficznym humorem.

Niby wiemy co jest grane i cała opowieść idzie jak po sznurku, jednak reżyser decyduje się ograne klisze zdemolować i wywrócić do góry nogami. Relacja uczeń-mistrz, próba zniszczenia świata specyficznym narzędziem, czarny charakter niemal przerysowany do granic możliwości, szkolenie na tajnego agenta – niektóre pomysły są rozbrajające (wybranie pieska, z którym będzie się wspólnie szkoliło), a smolisty i złośliwy humor dopełnia całości. Nawet jeśli cała intryga jest mocno absurdalna jak z klasycznych i szalonych odcinków Jamesa Bonda, a montaż scen akcji jest efekciarski, to co z tego? Jest to klasyczny pastisz kina szpiegowskiego, które hołduje sprawdzonym gadżetom (butom z ostrzem, zapalniczkami-granatami czy kuloodpornym garniturem), efekciarskiej rozpierdusze (scena w kościele zrealizowana za pomocą trzech długich ujęć, gdzie non-stop jesteśmy w tyglu akcji) oraz paru aluzjom (uratowanie szwedzkiej księżniczki a’la „Gwiezdne wojny”), które wnoszą film na wyższy poziom i wnosząc sporo świeżości. Jeśli dodamy do tego fantastyczny soundtrack (Dire Straits, Bryan Ferry, Iggy Azella) otrzymujemy prawdziwy koktajl Mołotowa.

kingsman3

Co rzadkie w przypadku blockbusterów, całość jest bardzo dobrze zagrana. Największą niespodzianką jest tutaj Colin Firth jako doświadczony agent Galahad. Wygląda niepozornie, zawsze elegancko ubrany, pełnokrwisty dżentelmen. Pozornie typowy Firth, jednak ma dwie znakomite sceny akcji, w których może popisać się sprawnością fizyczną (bójka w barze i jatka w kościele). Strzeż się, Danielu Craigu, bo wyrósł mocny konkurent. Drugim strzałem jest mało znany Taron Eggerton jako Eggsy, który jest mieszanką inteligencji, arogancji i bezczelności wobec władzy, a przemiana w agenta jest bardzo wiarygodna. Klasą dla siebie są Michael Caine (Artur, szef Kingsman) i Mark Strong (Merlin), na których zawsze można liczyć.

kingsman2

Asem w rękawie jest Samuel L. Jackson wcielający się w arcyłotra. Valentine jest bogatym miliarderem, który bardziej przypomina osoby kalibru Steve’a Jobsa czy innych potentatów wykorzystujących nowoczesne sposoby kontaktów. Sepleniący, noszący dres i czapkę z daszkiem wydaje się postacią groteskową i zbudowaną w kontrze wobec eleganckich Kingsman. Poza tym nie znosi zabijania (bezpośrednio) i brzydzi się krwią, a nostalgiczne wspomnienia za starymi filmami szpiegowskimi troszkę łagodzą tego bohatera.

kingsman4

Chciałbym opowiedzieć więcej, ale musiałbym mocno spoilerować, a tego chce uniknąć. W każdym razie „Kingsman” wydaje się mocnym faworytem, który będzie walczył o miano najlepszego blockbustera roku 2015. Konkurencje ma mocną (czają się nowi Avengersi, Mad Max i Gwiezdne wojny), jednak ze starcia na razie wychodzi obronną ręką. Ostre, krwawe i zabawne kino, gwarantujące rozrywkę najwyższego sortu.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski