Ja, Olga Hepnarova

Kim była Olga Hepnarova? Kobieta, o której Czesi chcieliby jak najszybciej zapomnieć, gdyż jest bardzo ciemną kartą z historii tego kraju. W 1973 roku wjechała w tłum ludzi stojących na przystanku. Zostawiła po sobie list, w którym przyznała się do tego i wyjawiła swoje motywy – zemstę na społeczeństwie za swoją krzywdę.

olga_hepnarova1

Jej historię postanowili opowiedzieć panowie Petr Kazda i Tomas Weinreb w swoim debiucie opartym na reportażu Romana Ciieka. Władze komunistyczne zrobiły wszystko, by tą kobietę wymazać z pamięci i dlatego zostało po niej niewiele śladów. I to być może wyjaśnia konstrukcję tego filmu – to ciąg scenek w chropowatej, czarno-białej kolorystyce, przypominające fotografie. Pozornie mogą one wydawać się niepowiązane ze sobą w żaden sposób nitką fabularną, stanowiąc bardziej impresję na temat Olgi. Gdy ją poznajemy, próbuje odebrać sobie życie, przedawkowując leki. Potem widzimy ją w pracy, w swojej samotni, w jakieś spelunie, spędzając czas z koleżanką, podczas jazdy ciężarówką. To wszystko jest powycinane, sprawia wrażenie sklejki fotek (świetne zdjęcia Adama Sikory). Jeśli ktoś czuje podobieństwo do „Idy”, to na poziomie wizualnym jest bardzo silne. Uderza za to kompletny brak muzyki, co tylko potęguje poczucie beznadziei Olgi. Wiem, że dla wielu takie wolne i samodzielne układanie psychologiczny puzzli może być trudne, wręcz męczące, ale spróbujcie.

olga_hepnarova2

Sama dziewczyna pojawia się ona niemal w każdym ujęciu, a jej spojrzenie wydaje się kompletnie puste, jakby zamiast oczu były kawałki szkła. Niby ona jest, ale jakby nieobecna duchem Niby jest mizantropem, unikającym ludzi jak ognia, z drugiej zaś potrafi nawiązać więź z partnerkami. Pytanie, czy ta Hepnarova ma taką nadwrażliwą psychikę, a może to wszystko jest jakąś kreacją, wymówką przed wzięciem odpowiedzialności, wysiłkiem za swoje życie. Na te pytania nie znajdziecie odpowiedzi (przynajmniej wprost), a wcielająca się w nią Michalina Olszańska magnetyzuje, do samego końca skupiając swoją uwagę, także mową ciała – męski, twardy chód oraz twarz bardzo nisko, unikając wzrokowego kontaktu. Bardzo wymagająca, trudna rola, z której aktorka wychodzi z obronną ręką. Cała reszta obsady jest tylko tłem dla Olszańskiej.

olga_hepnarova3

Rzadko się zdarza na naszych ekranach poważny, czeski film, który zrywa z obrazem Czechów, pijących piwo, prowadzących bardzo swobodne rozmowy o życiu oraz miłości. Dla wielu ta surowa realizacja może stać się barierą nie do przekroczenia, ale „Ja, Olga Hepnarova” dziwnie wydaje się aktualna w czasach, gdy ludzie wsiadają do aut i wjeżdżają na innych ludzi. Z czego to wynika i dlaczego to robią? Oto jest pytanie. Odpowiedzi tu nie znajdziecie, ale parę pytań zostanie.

olga_hepnarova4

7/10

Radosław Ostrowski

Marnie. Przyjaciółka ze snów

Anna jest młodą, ale bardzo skrytą dziewczyną z astmą, która ma problemy z akceptacją siebie oraz otoczenia. Ma swoje humory, potrafi bez powodu się wkurzyć i trudno jest nawiązać relacje z kimkolwiek. Jej opiekunowie (rodzice nie żyją) decydują się zaprowadzić dziewczynę do wujostwa na wieś, by się polepszyło. Pewnego dnia trafia na opuszczone domostwo, które ja intryguje i zaczyna je rysować. Wieczorem trafia na młodą, blondwłosą dziewczynkę o imieniu Marnie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że mieszka w opuszczonym domku. Anna zaczyna się z nią przyjaźnić, ale zaczyna mieć wątpliwości, czy nowo poznana koleżanka istnieje naprawdę.

marnie_11

Rzadko zdarza mi się odwiedzać kino azjatyckie, jednak animację to skośnoocy potrafią zrobić. W końcu to owiane legendą studio Ghibli, z którym nie miałem zbyt wiele do czynienia. I pierwsza, co rzuca się w oczy to piękna, ręcznie rysowana animacja z zachwycającymi krajobrazami. Dom na mokradłach, których woda podnosi się i opada wygląda prześlicznie, twórcy skupiają uwagę na pełnej szczegółach scenografii, wprowadzając na w pociągający i tajemniczy świat. Do tego bardzo delikatna, liryczna muzyka, wpadająca mocno w ucho, tworząca niezwykły klimat całości.

marnie_13

A cała historia skupia się wokół tajemniczej Marnie – twórcy długo wodzą za nos, co do jej tożsamości. Jej obecność w życiu zahukanej i strachliwej Anny działa bardzo pozytywnie. Dziewczyna bardzo stopniowo zaczyna się zmieniać, dostrzegać inaczej świat i mierzyć się z własnymi demonami. Kluczowa wydaje się wspólna wyprawa do podniszczonego silosu podczas burzy – wtedy robi się naprawdę mroczniej i to Anna (ta wyciszona) staje się wsparciem dla wystraszonej Marnie. Stopniowo odkrywamy kolejne elementy układanki, tworząc bardzo spójną, logiczną oraz poruszającą historię z wieloma ślicznymi fragmentami (wspólny taniec dziewczynek, retrospekcje z życia Anny), które dają wiele do myślenia, a także pokazują zagubienie oraz lęk bohaterki przed otworzeniem się.

marnie_14

Przyznam się wam do czegoś: po raz pierwszy odkąd pamiętam, rozkleiłem się w trakcie oglądania filmu, co nie zdarzyło mi się nigdy. Końcówka to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, który doprowadzi do łez nawet największego twardziela i poznajemy prawdziwą historię Marnie. To bardzo mocne emocjonalnie, choć bardzo klasycznie zrealizowane kino.

marnie_12

Tym większa szkoda, że ta nominowana do Oscara produkcja nie trafiła do kin, tylko od razu na DVD. I chyba skuszę się, by posmakować japońszczyzny, bo jest bardzo dobra. Takie filmy powinno się pokazywać dzieciom, a następnie porozmawiać z nimi o pewnych sprawach. To już wiecie, co macie robić, prawda?

8/10

Radosław Ostrowski

Wśród nocnej ciszy

Przedwojenne miasteczko nadmorskie. To tutaj dochodzi do coraz gwałtowniejszych ataków seryjnego mordercy dzieci. Przy ich ciałach zostawia zabawkę z namalowanym kotkiem. Są już dwie ofiary, a prowadzący śledztwo komisarz Teofil Herman może tylko czekać na błąd zabójcy. Co i tak nie poprawia jego napiętych relacji z synem, Wiktorem. Śledztwo zaczyna się wymykać, aż w końcu pojawia się podejrzany.

wrd_nocnej_ciszy1

W Polsce kryminał (i w ogóle kino gatunkowe) uważany jest za coś gorszego i niepoważnego. Ale to nie zrażało naszych filmowców do mierzenia się z kinem gatunkowym. Tak też w 1978 roku zrobił Tadeusz Chmielewski – uznawany za specjalistę od komedii, postanowił się zmierzyć z powieścią Ladislava Fuksa i zrealizował dziwaczną mieszankę kryminału z dramatem psychologicznym. Bo tak naprawdę liczą się dwa wątki, których spoiwem jest komisarz Teofil Herman. Samo śledztwo poprowadzone jest w klasyczny sposób: analiza dowodów i ciągłe rozmowy ze świadkami, czasami nie da się uniknąć szantażu (mocna rozmowa z żoną podejrzanego), a poszlaki są bardzo wątłe. Za to imponuje wręcz szczegółowość w pokazywaniu paru technik jak tworzenie portretu rysownika czy – największa niespodzianka – rozmowa z głuchoniemym wywiadowcą. Powoli zaczyna być budowany klimat grozy i niepokoju, a zimowa aura tylko potęguje atmosferę psychozy strachu (próba linczu na gazowniku). Nie ma tutaj popisywania się dynamiczną akcją, a fatalizm losu wydaje się być gwoździem do trumny dla naszego bohatera.

wrd_nocnej_ciszy2

Drugi wątek (kto wie, czy nie ważniejszy) to relacja ojca z synem – młodym, nadwrażliwym chłopcem, pragnącym wyrwać się z miasteczka. Wiktor dla ojca jest wspomnieniem po zmarłej żonie, a bardzo surowe wychowanie w pruskim stylu (dyscyplina, ślepe posłuszeństwo, oschłość i kary) coraz bardziej zaczyna ich od siebie oddalać. Chłopiec chce akceptacji i miłości ojca, ale jednocześnie czuje do niego nienawiść, doprowadzając do całkowitej zmiany dochodzenia. Więcej wam nie zdradzę, ale zakończenie wywraca wszystko do góry nogami.

wrd_nocnej_ciszy3

Reżyser mocno odtwarza realia przedwojennej Polski i nie mam na myśli tylko umundurowania policjantów. Imponuje przede wszystkim praca scenografów (nie da się zapomnieć mieszkania preparatora zwłok, które budzi prawdziwe przerażenie) oraz skupienie na drobnych detalach w postaci pudełek zabawek dla dzieci czy dawnych aparatów fotograficznych. Wszystko to oddano z pietyzmem, skupieniem na szczegół, budując bardzo wiarygodny świat. A jednocześnie twórcy unikają pokazywania makabrycznych szczegółów (samych morderstw nie widzimy).

wrd_nocnej_ciszy4

Do tego całość jest znakomicie zagrana. Wybija się przede wszystkim Tomasz Zaliwski w roli zdeterminowanego komisarza Hermana. Surowy i bezwzględny wobec wszystkich, ceni sobie przede wszystkim lojalność i posłuszeństwo, stawiając prawo na pierwszym miejscu. Syna zaś wychowuje w starym, pruskim modelu, przez co staje się oschłym, pozbawionym wrażliwości człowiekiem. Po drugiej stronie jest Piotr Łysak (Wiktor) – młody, nadwrażliwy chłopak, pragnący zostać marynarzem i pragnący akceptacji rodzica. Ten duet dynamizuje ten film, przez co nawet te spokojniejsze fragmenty mają podskórne napięcie. Trudno też nie docenić niezawodnego Henryka Bistę (śledczy Stefan Waniek), Bolesława Smelę (preparator zwłok Rastor) oraz Jerzego Bończaka (morderca Stopek), którzy wnoszą do filmu tajemnicę i autentyczność.

Gdyby ktoś mi powiedział, że Chmielewski zrobi kiedyś świetny kryminał, wyśmiałbym go w twarz. Jednak „Wśród nocnej ciszy” nie tylko zaskakuje swoim precyzyjnym wykonaniem, ale także bardzo mroczną atmosferą i skupioną na detalach intrygą. Wielu może zniechęcić tempo, ale warto dać szansę temu zapomnianemu i niedocenionemu dziełu Chmielewskiego.

8/10

Radosław Ostrowski

Amerykańska sielanka

Każdy z nas chyba wie, czym jest „amerykański sen”. Spełnienie i zdobycie wszystko, co najlepsze – piękna żona, idealny dom na przedmieściu, wreszcie dzieci odnoszące sukcesy. Sielanka? Dla Seymoura „Szweda” Levova to było spełnienie marzeń. Przystojny, atletyczny mężczyzna, zakochany w pięknej kobiecie, Dawn (co z tego, że gojka), była miss stanu. Do tego pojawia się ona, córeczka Meredith. Brzmi to jak spełnienie marzeń? Do pewnego czasu tak jest, bo dziewczyna się jąka, zaczyna się wycofywać (i pod wpływem otoczenia) skręca w stronę radykałów spod znaku kontrkultury. Aż pewnego dnia dochodzi do ataku terrorystycznego, w którym ginie właściciel sklepu, a dziewczyna znika bez śladu.

amerykanska_sielanka1

Kolejne spotkanie kina z Philipem Rothem, który nigdy nie był łatwy do sfilmowania. Tym razem jednak realizacji kinowej wersji pierwszej części trylogii amerykańskiej podjął się Ewan McGregor – bardzo popularny i ceniony aktor szkocki. Ale, jak to w przypadku debiutanta, wziął na siebie zadanie ponad swój ciężar. Klamrą dla opowieści o śnie, który zmienił się w koszmar jest zjazd absolwentów, na który przebywa ceniony pisarz Nathan Zuckerberg (w tej roli David Strathairn). Dzięki poznanemu na zjeździe bratu Szweda, poznaje on jego historię. McGregor miał szansę, by wykorzystać losy rodziny Levov do zderzenia się z okresem lat 60., gdy Ameryka prowadziła najtrudniejszą ze wszystkich wojen – wojnę domową. Częściowo się to nawet udaje, gdyż początek obiecuje wiele: jest świetnie wykonana robota scenografów i kostiumologów, zgrabnie wplecione materiały archiwalne. Jednak cały czas stawiane jest pytanie: dlaczego dziewczyna z dobrego domu staje się terrorystką i morderczynią? Tak jak ojciec cały czas próbujemy to rozgryźć i odnaleźć przyczynę.

amerykanska_sielanka2

Pojawiają się pewne drobne sygnały (widok podpalonego mnicha, jąkanie się, jej prośba, by Szwed pocałował ją jak mamę), które coraz bardziej zaczyna się radykalizować. Dziewczyna zaczyna niszczyć to, w co wierzy jej ojciec, czyli pracowitość i wierność tradycji. Bunt przeradza się w gniew, sympatyzowanie z kontrkulturą – jest wiele poszlak, ale brakuje tutaj kropki nad i. Tylko, że powieść Rotha miała bardziej rozbudowaną psychologię, wspartą bardzo nielinearną konstrukcją (masa retrospekcji), łącząc wszystko w spójną całość. Tutaj zabrakło spoiwa, bo wiele scen sprawia wrażenie niepowiązanych ze sobą. To, że żona zaczyna oskarżać męża, iż pojawił się w jej życiu (i że mogła mieć zupełnie inne życie), pojawienie się tajemniczej Rity Cohen (intrygująca Valerie Curry), mogącej znać miejsce pobytu Merry. Wiem, o co chodziło twórcom: pokazanie jak jedno wydarzenie wywraca i niszczy życie zwykłej rodziny. Problem w tym, że to wszystko sprawia wrażenie bardzo sztucznego tworu.

amerykanska_sielanka3

Nawet aktorstwo (przyznaje, że bardzo solidne) jest bardzo teatralne i miejscami aż nadekspresyjne (dotyczy to mocno samego McGregora). Intrygują panie – Jennifer Connelly oraz Dakota Fanning – jednak nawet ich próby stworzenia psychologicznych portretów mogą budzić poważne wątpliwości pod względem wiarygodności. Dlatego, jeśli chcecie bliżej poznać tragedię rodziny Levov, zdecydowanie sięgnijcie po literacki pierwowzór, lecz nie spodziewajcie się łatwej i przyjemnej lektury.

amerykanska_sielanka4

5/10

Radosław Ostrowski

Pod osłoną nieba

Lata 50. Do północnej Afryki przyjeżdża młode małżeństwo – Kit i Port Moresby oraz towarzyszący im niejaki Tunner. Małżonkowie po 10 latach chcą na nowo rozbudzić dawno zgaszone uczucie, co tylko teoretycznie wydaje się takie proste. Bohaterowie przenoszą się z miejsca na miejsce, nie zostając zbyt długo w jednej lokalizacji.

Bernardo Bertolucci opowiada w swoim filmie o poszukiwaniu straconego czasu oraz szansie na odzyskanie dawnego uczucia, które jeszcze się tak tliło. Wielu parom wydaje się, że taką okazją może być zmiana klimatu – tutaj afrykańska pustynia, z dala od cywilizacji. Jednak dla filmowców pustynia jest stosowana jako symbol pustki, samotności. Poza tym szansę na naprawę tego związku zostają zmarnowane już pierwszego dnia pobytu, gdy małżonkowie dopuszczają się niewierności. Dodatkowo jeszcze przenoszą się z miasto do miasta, zostają przy nim najwyżej dzień, więc jaka może być szansa na naprawę? Być może na jakiś dramatyczny moment, który ich zbliży. Jednak klimat nie sprzyja, podobnie jak seans tego filmu.

oslona_nieba2

Reżyser nie ułatwia nam pokazania relacji między tą dwójką – wiadomo, jest to dramat psychologiczny, ale bardzo pomogłoby wejście w umysł naszych bohaterów. A im dalej oglądamy, tym trudniej wytrwać do samego końca, próbując rozgryźć, co znaczą gesty oraz co tak naprawdę chcieli sobie powiedzieć Kit i Port.

oslona_nieba1

Na pewno największym plusem tego filmu są genialne zdjęcia Vittorio Storaro. Wizualna przestrzeń robi tu monumentalne wrażenie, przepięknie plastycznie (noc nad miastem, próba zbliżenia na pustyni) i czułem się jakbym tam dosłownie trafił. Melancholijny nastrój potęguje muzyka niezawodnego Ryuichi Sakamoto. Jednak nawet one nie są w stanie przełamać hermetyczności tego dzieła.

oslona_nieba3

Swoje próbują zrobić aktorzy, ale nie mają łatwego zadania. Mimo to John Malkovich i Debra Winger trzymają fason, pokazując dość skomplikowaną relację małżonków, którzy niby chcą być ze sobą, ale nie potrafią. Poza tą dwójką moja uwagę zwrócił Timothy Spall w roli śliskiego Erica, przebywającego pod kuratelą mamuśki oraz Campbell Scott jako towarzyszący pan Tanner.

Żaden film ostatnio mnie tak nie zmęczył jak „Pod osłoną nieba”. Nie jest to zła produkcja, tylko strasznie trudna w odbiorze, niemal nie dająca niczego w zamian za czas wspólnie z nią spędzony. Hermetycznego kino dla bardzo wymagającego odbiorcy.

6,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego

Strategia pająka

Athos Magnani przyjeżdża do małego miasteczka Tara, gdzie spoczywa jego ojciec, Athos. Zresztą jest do niego bardzo podobny. Jego ojciec – znany antyfaszysta – został zamordowany w 1936 roku podczas wystawienia opery w miejscowym teatrze. Sprawcy nie udało się schwytać, a miejscowa kochanka mężczyzny – Dalida wierzy, że zabił go ktoś stąd. Początkowo Athos jr. nie jest zainteresowany tym, jednak po wieczornych zajściach (zostaje zamknięty w stodole i potem rano pobity), próbuje na własną rękę ustalić prawdziwych sprawców zbrodni.

strategia_pajaka1

Bernardo Bertolucci próbuje bawić się w kino gatunkowe, by opowiedzieć o małej miejscowości pełnej mrocznych tajemnic. Zagadka wydaje się być trudna – wiele osób nie chce odpowiedzieć, choć wokoło sami przyjaciele. Przynajmniej tak twierdzą. Zmowę milczenia i nieufności powoli udaje się przebić, dzięki rozmowom z czterema najbliższymi przyjaciółmi – Dalidą, Gaibazzim, Rasori i Costą. Nie wszyscy jednak mówią pełną prawdę, a dojście do niej nie przyniesie nikomu satysfakcji. Tara jest przepięknie sfotografowana przez Vittorio Storaro, nadając kadrom malarskiej estetyki. Łąka, nocny spacer, wizyta w operze – to robi wielkie wrażenie, zwłaszcza w połączeniu z muzyką Verdiego. Chociaż rozwiązanie zagadki okaże się raczej spodziewane, to nie poczułem się rozczarowany.

strategia_pajaka2

Także złego słowa nie powiem ani o aktorach, ani o dialogach, bo są co najmniej przyzwoite. Dobrze sobie poradził Giulio Brogi, grający zarówno Athosa sr jak i juniora – obydwaj spokojni, wyciszeni i uważnie obserwujący swoje otoczenie. Pozostali aktorzy, też odnaleźli się w swoich bardziej złożonych postaciach, pełnych tajemnic.

„Strategia pająka” to ostatni film Bertolucciego, przed najgłośniejszymi tytułami. Przewijają się tu elementy nowego stylu, zwłaszcza w warstwie wizualnej, znika estetyka nowofalowa, ale to była dopiero rozgrzewka.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego

Krzyk

Dziwaczne to kino, ale może po kolei. Dawno temu, żyło sobie małżeństwo – Anthony i Rachel Fielding. On jest kompozytorem, grającym też na organach w lokalnym kościele, ona zajmuje się domem. Do ich ustabilizowanego życia wkracza tajemniczy mężczyzna, niejaki Charles Crossley. Opowiada o tym, jak spędził czas wśród Aborygenów, gdzie nauczył się zabijania za pomocą… krzyku.

krzyk1

Całą ta historię opowiada sam Crossley podczas gry w krykieta w szpitalu psychiatrycznego. Ta szkatułkowa konstrukcja pozwala Jerzemu Skolimowskiemu na stworzenie intrygującej oraz intrygującej opowieści grozy. Jednak nie spodziewajcie się ogranych do bólu sztuczek w rodzaju szybkiego montażu, hektolitrów krwi (jej tu praktycznie nie ma) czy nerwowych smyczków jako podkładu muzycznego. Reżyser sięga po niemal archetypowy konflikt umysłu i racjonalności z magią oraz zjawiskami niewytłumaczalnymi, by opowiedzieć niby klasyczną historię trójkąta, gdzie ten trzeci jest dominującym w tym układzie. Prowadzone są też filozoficzno-religijne dysputy o duszy oraz magii, symbolizowanej przez cywilizację Aborygenów i ich szamanów (bardzo interesujące i nie pozbawione krwawych szczegółów). Zderzenie tych dwóch światów przyniesie katastrofalne skutki dla całej trójki.

krzyk2

Reżyser powoli buduje atmosferę niepokoju, w czym pomagają mu przepiękne plenery brytyjskiej prowincji, pełne wrzosowisk, otoczonej morzem oraz piaskowych wydm, gdzie dochodzi do pierwszego krzyku (niesamowity dźwięk, którego słowa naprawdę nie są w stanie opisać). Aurę niesamowitości podkręca też elektroniczna muzyka (jej autorami są Tony Banks i Michael Rutherford z zespołu Genesis oraz Rupert Hine) oraz tajemnicze – czyli nie do końca dla mnie zrozumiałe – symbole kamienia oraz kości, które przewijają się przez dłuższy czas. I muszę to przyznać, że oglądałem „Krzyk” niemal oczarowany i zahipnotyzowany, ale potem próbowałem rozgryźć sens i miałem problem. Stąd ocena taka niska, chociaż nieadekwatna do tego, co odczuwałem.

krzyk3

Wszystkiego dopełnia wyborne aktorstwo. Najmocniej wyróżnia się genialny Alan Bates (Crossley). Nieogolony, ubrany na czarno mężczyzna z jednej strony intryguje swoją filozofią oraz mocą, z drugiej odpycha swoimi opowieściami i zachowaniem. Partnerujący mu Susannah York (Rachel – spokojna i cicha gosposia, tłumiąca swoje pożądanie) oraz John Hurt (racjonalista i kompozytor Anthony) dorównują kroku, portretując subtelnie skrywane emocje – pożądanie, gniew, poczucie zagrożenia.

krzyk4

„Krzyk” będzie seansem pełnym niejednoznaczności, tajemnicy oraz czegoś, co nie pozwoli zapomnieć. Ocena nieadekwatna, jednak jestem pewny, że jeszcze do tego wrócę. Ta tajemnica Crossleya nie daje mi spokoju.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Cake

Grupy wsparcia w szpitalach służą, by pomagać innym ludziom wyjść z traumy na wskutek dramatycznych zdarzeń. Dla Claire Simmons czymś takim był wypadek, w którym straciła syna i sama mocno oberwała (chroniczny ból kręgosłupa). Od tej pory jej życie wydaje się puste i pozbawione jakiegokolwiek sensu. Wrażenie to potęguje samobójstwo jednej z członkiń grupy wsparcia – młoda Nina, która pozostawiła w żałobie męża oraz syna.

cake1

Dramat psychologiczny niejakiego Daniela Barnza pozornie może wydawać się jedną z tysiąca opowieści, gdzie mamy bohatera „trawiącego” własną traumę. I poniekąd tak jest – to zbiór scenek z życia Claire, która otoczyła się wewnętrznym murem, zamykając się od reszty świata. Unika kontaktu z byłym mężem, coraz bardziej pogrąża się w zgorzknieniu, odnosi się do innych z ironią oraz sarkazmem, świadomie zmierzając ku samozagładzie. Alkohol, leki, przypadkowy seks nie pozwalają stłumić tego bólu i odnaleźć sensu życia. Próby wyrwania się z tego letargu spełzają na niczym, jakby kompletnie na niczym nie zależało. I ten dramat ogląda się całkiem nieźle, choć taka luźna konstrukcja scenariusza zawsze mnie odpychała.

cake2

Sama słodko-gorzka tonacja byłaby dobrym kluczem, gdyby troszkę głębiej udało się „wejść” w umysł i psychikę Claire. Niby jest tam widoczny ból, gorycz i depresja, ale po pewnym czasie oglądanie kolejnych irracjonalnych zachowań bohaterki wywołuje znużenie. Chybiony jest też pomysł „nawiedzania”  przez ducha zmarłej Niny, co niepotrzebnie spłyca całość. Twórcy miotają się jak główna bohaterka, nie do końca wiedząc w jakim kierunku pójść i na której relacji się skupić – czy na byłym mężu, na wdowcu oraz jej synu czy na ciężko znoszącej ją gosposi Meksykanki. Dostajemy wszystkiego po trochu, a zakończenie (tylko pozornie) wydaje się szczęśliwe.

cake3

„Cake” trzyma się tak dobrze, co jest zasługą aktorki, po której nie spodziewałem się takiej kreacji. Jennifer Aniston w tym filmie to największa niespodzianka i skarb tego filmu, zawłaszczając każdą scenę, sytuację i zachowanie – od leżenia w samochodzie na cofniętym siedzeniu po kupno leków w Meksyku czy próbę samobójstwa na torach. Pozostali aktorzy, choć znani i doświadczeni (Felicity Huffman, Anna Kendrick czy William H. Macy) są tylko tłem dla jej popisu Aniston. Szkoda, że ekipa nie dorównała do jej poziomu, bo mógł być to dobry, a nawet świetny film.

6/10

Radosław Ostrowski

Frankie i Alice

Rok 1973. Frankie jest młodą i atrakcyjna striptizerką, która robi to, co potrafi najlepiej. Jednak zaczynają ją prześladować dziwne rzeczy – nie pamięta, ze kupiła sobie drogą sukienkę, podczas stosunku z facetem zaczęła go bić. Po ostatniej akcji została zwolniona z pracy i aresztowana przez policję, która kieruje ją do szpitala psychiatrycznego. Tam zajmuje się nią dr Oswald, który dostrzega u niej objawy wielorakiej osobowości.

frankie_i_alice1

Brytyjski filmowiec Geoffrey Sax mierzy się z prawdziwą historią Frankie Murduch – kobiety posiadającą w sobie jeszcze dwie osobowości – pewną siebie i mającą mentalność białej Alice oraz skrytej i niedowidzącej Genius. To między innymi przez to, wyniki badań psychologicznych są tak sprzeczne (raz jest inteligentna, raz głupia, innym razem pisze lewą ręką, a kiedy indziej prawą), że lekarz decyduje się nią zająć. I jak w każdej tego typu opowieści, informacje z przeszłości Frankie odkrywane są bardzo stopniowo, żeby nie wszystko odkrywać od początku. Najciekawsze są tutaj sceny, gdy nasza bohaterka dostaje ataków oraz terapia, co jest kwestią świetnego montażu, gdy nakładają się przeszłość z teraźniejszością (m.in. w gabinecie zaczyna padać deszcz). Rozwiązanie wydaje się dość proste, ale jest logiczne oraz potrafi poruszyć.

frankie_i_alice3

Twórcom udaje się przekonująco odtworzyć realia lat 70. i to nie tylko w warstwie muzycznej (soul i funk), ale też w warstwie wizualnej. Stylowe zdjęcia Newtona Thomasa Siegla budują klimat (zwłaszcza ujęcia nocne) i pozwalają wejść w skomplikowaną psychikę kobiety.

frankie_i_alice4

„Frankie i Alice” to tak naprawdę popis dwójki aktorów – Halle Berry i Stellana Skarsgarda. Aktorka podjęła się zadania wcielenia się w trzy postaci – pełną seksapilu Frankie, szorstką i inteligentną Alice oraz niewinną Genius. Trudno odmówić ambicji, a efekt jest naprawdę dobry, co dostrzegli też krytycy, przyznając jej nominację do Złotego Globu. Każda z tych osobowości jest wyraźnie nakreślona i udaje się uniknąć przerysowania i przeszarżowania. Z kolei Szwed wciela się w empatycznego psychiatrę, który może i jest opanowany, ale bardziej przypominał rasowego detektywa, próbującego rozgryźć łamigłówkę. A i metody są (jak na tamte czasy) dość niekonwencjonalne – żadnego faszerowania lekami, nagranie sesji na wideo, co tylko czyni tą postać interesującą.

frankie_i_alice2

„Frankie i Alice” to kino, które ma grać na emocjach, ale unika emocjonalnego szantażu i sztucznego wyciskania łez. Nie jest nic nowego w kwestii skomplikowanych osobowości psychologicznych, ale wciąga i dobrze się ogląda. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, to przyjemne kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Element zbrodni

Były gliniarz Fisher przybywa do Kairu, by skorzystać z usług hipnotyzera. By wyleczyć się ze swoich bólów, za pomocą hipnozy cofa się do wydarzeń sprzed dwóch miesięcy, kiedy Fisher prowadził w Europie śledztwo w sprawie morderstw dziewczynek z losami. Próbuje wyjaśnić zagadkę stosując metodę swojego mentora Osborne’a, którą opisał w „Elemencie zbrodni”. Sprawa jednak nie jest taka łatwa.

element_zbrodni1

Kryminał i to debiut reżyserski Larsa von Triera? Znając późniejsze dokonania, może wydawać się to zagadkowe oraz bezsensowne. Ale to nie jest stricte kryminał. Fisher niby prowadzi śledztwo, szuka tropów i próbuje wejść w skórę mordercy – problem w tym, ze zaczyna gubić się w tej układance. Konstrukcja przypomina surrealistyczny sen, gdzie wszystko się plącze ze sobą, a cała intryga przestaje mieć znaczenie. Dla reżysera najważniejsza jest warstwa wizualna oraz klimat, a ten jest tutaj bez zarzutu. Europa przypomina tutaj bliżej nieokreślony, postapokaliptyczne miejsce pełne piasku, deszczu i niemal w całości utopione w wodzie oraz mroku. Wariactwo jest tutaj potęgowane przez zdjęcia utrzymane w sepii, gdzie dominuje czerwień i czerń, co tylko wprowadza w ten surrealistyczny klimat. Problem w tym, że poczułem się jak Fisher – nie byłem w stanie ogarnąć i rozgryźć tego koszmaru. Uda się schwytać mordercę? A może to sam Fisher morduje?

element_zbrodni2

Całość mieszają dziwaczne obrazy – spadający koń z jabłkami do wody, wyciąganie zwłok przez użycie sznurków czy wizyta w kostnicy, gdzie asystent patologa śpi na… stole z narzędziami. Chaos wprowadzają jeszcze cytowane wyliczanki oraz nie jasne zachowanie naszych bohaterów. Tutaj najbardziej zapada w pamięć szef policji Kramer – demoniczny łysol z megafonem w ręku, który bredzi od rzeczy, zarzuca Fisherowi niekompetencję i sprowadza wszystkich do parteru.

element_zbrodni3

Jeśli lubicie popaprane kino w stylu Davida Lyncha, to „Element zbrodni” was zachwyci. Mnie troszkę zmęczył i pogubiłem się w tej układance nieczytelnych symboli, irracjonalnego dochodzenia i mrocznej atmosferze. Zdecydowanie nie moja bajka, chociaż ma ten film ma w sobie coś, co nie pozwoli zapomnieć.

6,5/10

Radosław Ostrowski