Władza absolutna

Luther Wheatley jest bardzo dobrym złodziejem, którego od lat nikt nie schwytał. Właśnie przygotowuje się do kolejnego skoku, ale w jego trakcie zostaje świadkiem schadzki dwojga kochanków, która kończy się szamotaniną oraz morderstwem. Zabójcami są agenci Secret Service, a mężczyzną na schadzce sam prezydent USA. Lutherowi udaje się zwiać, ale zaczyna się obława na niego.

wladza_absolutna1

Można powiedzieć, że Clint Eastwood już powinien sobie odpuścić kręcenie filmów sensacyjnych z sobą w roli głównej, jednak adaptacja powieści Davida Baldacci jest po prostu solidnie zrobioną robotą. Intryga jednak wydaje się bardzo prosta (prostota zawsze była znakiem rozpoznawczym Eastwooda) i – niestety – mocno przewidywalna. Przez co nie jest w stanie zaangażować emocjonalnie (wyjątkiem jest tutaj scena włamania oraz rozmowa z mężem zabitej kobiety w jego samochodzie). Wiadomo jak się to skończy, kolejne klocki układają się w spójną całość, a kilka wątków (skomplikowana relacja Luthera z córką, która nie chce go znać) są mocno uproszczone i odwracają uwagę od samej intrygi. Eastwood po raz pierwszy pozostaje krytyczny wobec władzy, pokazując (w dość oczywisty sposób) jej deprawację oraz siłę korupcyjną. Sama realizacja jest solidna, scenariusz przyzwoity.

wladza_absolutna2

Aktorstwo też prezentuje solidny poziom i bez fajerwerków. Sam Eastwood w roli złodzieja jest bardzo wiarygodny, choć wydaje się już troszkę za stary na role twardzieli, niemniej trzyma fason. Najbardziej błyszczy tutaj Ed Harris, który tutaj jest po prostu rasowym oraz inteligentnym gliniarzem Sethem Frankiem. Zaledwie solidnie prezentuje się drugi plan z Genem Hackmanem (prezydent USA) i Judy Davis (sekretarz Gloria Russell) na czele.

wladza_absolutna3

To po prostu solidnie zrobiona i porządnie opowiedziana historia sensacyjna – jedna z ostatnich, jakie zrobi Eastwood. Powoli Clint odchodzi od wizerunku twardziela i robi to z klasą.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Doskonały świat

Jest rok 1963, do Dallas ma przyjechać prezydent JFK. W tym samym czasie z więzienie ucieka dwóch ludzi – złodziejaszek Butch Haynes oraz psychopatyczny morderca Terry Pugh. Po drodze porywają 7-letniego Phillipa, a Butch zabija wspólnika. Między dzieckiem a mężczyzna tworzy się więź. Tropem zbiega wyrusza Strażnik Teksasu (nie, nie mylić z Chuckiem Norrisem) Red Garnett.

doskonaly_swiat1

Clint Eastwood postanowił nie spoczywać na laurach i rok po legendarnym „Bez przebaczenia” nakręcił kolejny film. Pozornie jest to film sensacyjny, ale tak naprawdę jest to obyczajowa historia o przyjaźni oraz inicjacji. Atmosfera przez większość czasu wydaje się lekka, niemal jak na wycieczce, ale o obławie przypominają sceny z Garrettem. Ale mimo tego całość sprawia wrażenie autentycznie poruszającego filmu z bardzo dramatycznym finałem, który nie kończy się do końca happy endem. Eastwood pewnie trzyma rękę na pulsie, nie brakuje tutaj zarówno scen przemocy, jednak nie są one pokazywane wprost (wyjątkiem jest to, co się dzieje u czarnoskórej rodziny), a wszystko to jest pozbawione naiwności i sentymentalizmu (może poza lekko rozciągniętą końcówką). Towarzyszą temu naprawdę piękne zdjęcia, trzymająca w napięciu muzyka oraz niepozbawiona dobrych dialogów oraz zabawnych sytuacji historia.

doskonaly_swiat2

Eastwood jednak nie byłby sobą, gdyby nie dobrał świetnych aktorów. Tym razem jednak na pierwszy plan wybija się Kevin Costner. Mówi się, że ten aktor nie wie, co to jest mimika twarzy, ale potrafi grać na emocjach, a Butch to tak naprawdę spoko facet. Gdyby nie jego kryminalna przeszłość, byłby naprawdę fajnym kolesiem. Inteligentny, niepozbawiony pewnego silnego kręgosłupa, ale potrafi się w nim obudzić psychol (po uderzeniu dziecka, grozi zabiciem ojca oraz knebluje usta całej rodzinie, a ojcu jeszcze związuje ręce). Razem z partnerującym mu T.J. Lowtherem tworzą zgrany duet, a chemia między nimi jest mocno silna. Sam Eastwood pojawia się na drugim planie jako tropiący gliniarz, jednak nie jest to emerytowana wersja Brudnego Harry’ego. To przede wszystkim facet unikający przemocy i używający przede wszystkim mózgiem oraz doświadczeniem. Podobnie działa Laura Dern jako psycholog Sally Gerber.

doskonaly_swiat3

Eastwood znów chwyta za gardło i utrzymuje swoją wielką formę. Może nie jest to Az tak wielki film jak „Bez przebaczenia”, ale to i tak bardzo dobre kino. Niepozbawione emocji, empatii oraz pewnej pozytywnej energii.

8/10

Radosław Ostrowski

doskonaly_swiat4

nadrabiam_Eastwooda

Wzgórze Złamanych Serc

Sierżant Tom Highway to zaprawiony w boju wojak, który w cywilu niespecjalnie sobie radzi – lubić wypić, tłum po mordzie, za co jest często aresztowany. Tym razem jednak zostaje przydzielony do dawnej jednostki, gdzie ma za zadanie wyszkolić młodych rekrutów do walki. Nie jest to łatwe, także z powodu dość niekonwencjonalnych metod sierżanta.

wzgorze_zlamanych_serc1

Clint Eastwood tym razem idzie na wojnę, tym razem na Grenadę. Po drodze dostaniemy sporo koszarowego humoru, bójek, dyscypliny oraz przemiany dup wołowych w prawdziwych wojaków z krwi i kości. Po drodze jeszcze są „utarczki” z byłą żoną oraz próby powrotu do niej. Lekka, czysto rozrywkowa produkcja z obowiązkową amerykańska flagą oraz odrobinką patosu. Można się pośmiać, sceny finałowe (walki w Grenadzie) zrobione są bez zarzutu i przy odrobince piwa można się nieźle bawić.

wzgorze_zlamanych_serc2

Sam Eastwood kolejny raz ogrywa wizerunkiem twardziela, jednak tym razem jest on świadomy swojego wieku oraz poszukuje stabilizacji po wojsku. Nie przeszkadza mu to jednak być prawdziwym wrzodem na dupie dla swoich ludzi. Jednak upór, twarda dyscyplina i nie trzymanie się ścisłe regulaminu w tym wypadku procentują. Na drugim planie wybija się komediowy Mario Van Peebles, czyli niedoszły muzyk, który jest pyszałkowaty, arogancki i robi za takiego cwaniaka. Poza nim jest jeszcze Marsha Mason, czyli Aggie – była żona Toma (ich scysje też potrafią zabawić).

wzgorze_zlamanych_serc3

Zdecydowanie lekka rozrywka o tym, że jednak bycie wojakiem jest fajne. Nie do końca się z tym zgodzę, jednak jako czysto rozrywkowa produkcja film sprawdza się po prostu dobrze. I tyle. Miłośnicy wojskowego humoru odnajdą się tu jak ryby.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Nagłe zderzenie

Inspektora Harry’ego Callahana przedstawiać nie potrzeba. Tym razem jednak nadepnął na odcisk swoim kolegom doprowadzając do zgonu gangstera, przez co zostaje skierowany na przymusowy urlop. konkurencja nie chce dać mu jednak spokoju, więc przełożeni dają Brudnemu Harry’emu robotę. Nad morzem zostają znalezione zwłoki faceta z odstrzelonymi jajami. Wyrusza do San Paolo.

nagle_zderzenie1

Eastwood wrócił do swojego ikonicznego wcielenia, tym razem sam stając za kamerą. Efekt? prawdopodobnie najgorsza część całej serii, gdzie Callahan robi to, do czego nas przyzwyczaił. Robi swoje, pozostawiając za sobą armię trupów. Tym razem jednak zagadka i śledztwo jest dość przewidywalne (zemsta za gwałt), a poboczne próby zabicia Harry’ego zmierzają na granicę prawdopodobieństwa. Ale to te chwile ożywiają odrobinę tego przeciętniaka (pościg autobusem pełnym emerytów – perła) oraz czarny humor samego Eastwooda, który nie zmienił metod działania. Prawdziwy dinozaur wśród twardzieli i pierwszy gliniarz nie wierzący w resocjalizację, wyznając zasadę – „dobry przestępca to martwy przestępca”. Poza tym jego przeciwnika gra Sondra Locke, co do której braku talentu nie ma żadnych wątpliwości. Jest jeszcze Pat Hingle jako antypatyczny komendant Jennings z San Pedro, ale to troszkę za mało.

nagle_zderzenie2

Nawet krwawe jatki nie są w stanie zastąpić solidnego scenariusza oraz porządnej realizacji. Tutaj jest tylko to drugie (nocne zdjęcia mają klimat), bo scenariusz taki sobie i nie jest w stanie skupić uwagi. Z całej serii najgorsza część, jako samodzielny film radzi sobie nieźle. Tylko nieźle.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Firefox

Tytułowy Firefox nie jest przeglądarką internetowa, tylko nowoczesnym radzieckim myśliwcem bojowym, który potrafi być niewidzianym dla radarów i sterowanym przez umysł. Amerykanie decydują się wykraść samolot i wysyłają swojego najlepszego człowieka – majora Mitchella Ganta, który mimo zespołu stresu pourazowego, nadal jest świetny.

firefox1

Zastanawiam się co podkusiło Clinta Eastwooda do nakręcenia tej sensacyjno-propagandowej agitki. Historia jest prosta (Ruscy źli, Amerykanie dobrzy), naiwna i przewidywalna jak jasna cholera. Wszystko idzie w sposób tak łatwy, że o jakimkolwiek trzymaniu w napięciu nie może być mowy. Sytuację częściowo próbuje ratować operator i sceny lotów wyglądają całkiem nieźle, ale efekty specjalne są tak archaiczne, że aż kłują w oczy. Wygląda to tak jakby samoloty dodano na ekran, a pociski i ich wygląd bardziej pasuje do SF. Nawet humor i sam Clint w niezłej dyspozycji nie jest w stanie tego uratować.

firefox2

Dalsze opowiadanie o tym filmie po prostu mija się z celem – „Firefox” to archaiczna, nudna i nieciekawa historia w dorobku twardziela Clinta. Zbyt poważna, co doprowadza do śmieszności i żal dupę ściska, gdy się ogląda takie gówno. Panie Eastwood, nie wypada panu.

3/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Wyzwanie

Ben Shockley jest gliniarzem z Phoenix, który znany jest z tego, ze nie zawodzi. Tym razem dostaje zadanie dostarczenia świadka z Vegas do Phoenix, który ma zeznawać w sądzie. Świadkiem jest kobieta Augustine „Gus” Mally. Pozornie prosta sprawa zmienia się w walkę o przetrwanie, kiedy to wszyscy (włącznie z gliniarzami) chcą ich zabić, by nie dopuścić do sprawy.

wyzwanie1

Clint Eastwood w najbardziej znanym wcieleniu, czyli surowy twardziel, który używa zarówno pięści i spluw (tym razem bez Magnum .44) kontra wszyscy. Jest niemal niezniszczalny, a z każdej opresji jest w stanie wyjść niemal bez szwanku – no może z paroma siniakami. Zasadzki, strzelaniny oraz intryga prosta jak konstrukcja cepa. Mimo to trzeba przyznać, że ogląda się to naprawdę nieźle, a świszczące kule nie są w stanie do końca zakryć różnych dziur w fabule (helikopter zniszczony w dość ciekawy sposób). Dialogi niezłe i okraszone odrobinką humoru, próby zabicia Brudnego Clinta z wjazdem do miasta pancernym autobusem (wiem, pachnie to „Drużyną A”) kończące się porażką oraz całkiem niezła chemia między najtwardszym twardzielem (później zwanym starszym bratem Sylvestra Stallone’a) a niezbyt lubianą przeze mnie – i nie tylko – Sondrą Locke (pyskata oraz wystraszona Gus Mally) bronią ten film przed porażką, podobnie jak muzyka Fieldinga.

wyzwanie2

Niezły akcyjniak, który ogląda się całkiem dobrze mimo przewidywalności oraz dość lekkiemu klimatowi. Eastwood głównie robił w tym czasie lekkie kino i „Wyzwanie” tez się w tą estetykę wpisuje. Ale najgłośniejsze pozycje miały dopiero powstać.

5,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Akcja na Eigerze

Jonathan Hemlock wydaje się niepozornym profesorem sztuki z dość sporą kolekcją dzieł sztuki. Mało kto wie, że jest płatnym zabójcą działającym na zlecenie organizacji wywiadowczej C-2. Przeszedł na emeryturę, ale organizacja wymusza na nim zabicie dwóch ludzi odpowiedzialnych za śmierć przyjaciela. Drugi zabójca ma uczestniczyć podczas wspinaczki na górę Eiger.

eiger1

Co by się stało, gdyby Clint Eastwood został agentem 007? Proponowano mu tą rolę w „Żyj i pozwól umrzeć”, ale uznano go za zbyt brutalnego. Clint jednak się nie zraził i zrobił własnego Bonda, bo tak należy odebrać film „Akcja na Eigerze”. Innymi słowy, to kino sensacyjno-szpiegowskie, które broni się głównie dzięki ironicznemu humorowi oraz intrygującemu punktowi wyjścia całej fabuły.  Jednak sama opowieść toczy się dość spokojnym torem, co nie znaczy, że nie brakuje emocji. Tych nie brakuje zarówno na samym początku (zabójstwo agenta) czy podczas pierwszego odwetu. Złego słowa nie jestem w stanie powiedzieć także scenom przygotowań do wspinaczki oraz samego wejścia na górę, która wygląda imponująco. Wielu jednak może znużyć dość spokojne tempo jak na film sensacyjny czy przewidywalne zakończenie, jednak na plus trzeba pochwalić lekkość całej opowieści niepozbawionej dość gorzkiej refleksji na temat pracy rządowej. Zdjęcia trzymają klasę (zwłaszcza te górskie, ale też samo biuro siedziby C-2), a muzyka Johna Williamsa sprawnie buduje napięcie.

eiger2

Co do aktorów, trzeba przyznać, że Eastwood ma dobrą rękę. W roli głównej radzi sobie świetnie, choć trudno na początku uwierzyć, by był w stanie zagrać inteligenta. Ale kiedy wchodzi do akcji, to pytania znikają szybko – muszę mówić coś więcej? Poza nim jest kilka intrygujących postaci granych jak Ben Bowman (solidny George Kennedy) – stary przyjaciel oraz alpinista czy lekko ciotowaty wróg Miles Millough (Jack Cassidy), którzy ubarwiają całą opowieść.

eiger3

Solidne, choć troszkę za spokojne kino akcji, gdzie Eastwood próbuje bawić się historią. Lekka i bezpretensjonalna rozrywka, choć ciutkę się zestarzała, to jednak nadal trzyma fason.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Gość

Rodzina Petersonów wydaje się przeciętną, nie wyróżniającą się familia, która straciła swojego syna służącego w wojsku. Młody chłopak Luke jest bity, siostra Anna zadaje się z dealerem narkotykowym, matka nie pogodziła się ze śmiercią syna, a ojciec nie dostał awansu w pracy. I wtedy do ich drzwi puka niejaki David, który był kolegą z wojska zmarłego. Wydaje się być w porządku – wypije piwo, pomoże w praniu, nauczy młodego chłopaka jak się bić. I wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy – narkoman zostaje aresztowany, prześladujące dzieciaki dostają łomot. Myślicie, że to ma związek z Davidem, który przybył, by przekazać ostatnie słowa ich syna oraz zadbać o nich?

gosc1

Adam Wingard stara się być cwanym filmowcem, który chce łączyć powagę z grozą, humorem oraz kiczem. Przy horrorze „Następny będziesz Ty” wyszło to co najwyżej średnio, jednak „Gość” wydaje się dużo lepszym towarem, choć sklejonym z tysięcy klisz. Zbuntowana nastolatka, chłopiec traktujący gościa jak autorytet, tajemnica związana z Davidem, strzelaniny oraz makabryczna konfrontacja w szkolnej dyskotece (to ostatnie troszkę pachnie „Carrie” De Palmy). Dialogi są lakoniczne, humor czerstwy, wizualnie pachnie starymi latami 80-tymi, z lekko kiczowatą stylistyką potęgowaną przez muzykę (disco, techno, Clan of Cymox). Niby wiemy co się stanie, ale stylowa forma powoduje, że jednak dostajemy parę zaskakujących wolt (niestety, wymagałoby to spoilerowania), świetnie zainscenizowane sceny przemocy (bijatyka w barze) – wszystko to zrobione na granicy groteski, kiczu i powagi. I to naprawdę dobrze wyważone, a ogląda się to świetnie.

gosc2

Swoje też robią świetnie poprowadzeni aktorzy. Dan Stevens wielu kojarzy się z serialem „Downton Abbey”, jednak tą rolą (oraz w „Krocząc wśród cieni”) zrywa ze swoim wizerunkiem eleganckiego dżentelmena. Nadal jest zabójczo przystojny, wydaje się być porządnym i miłym facetem, jednak nie boi się sięgać po siłowe argumenty. Więcej o nim nie powiem, bo to na tej postaci wiąże się fabuła filmu. Poza nim jeszcze kilka pozytywnie poprowadzonych postaci jak córka (Maika Monroe), chłopak Luke (Brendan Mayer) czy oficer żandarmerii (Lance Reddick), którzy wypadają naprawdę dobrze.

gosc3

„Gość” to jedna z największych niespodzianek roku 2014, zaś Adam Wingard garściami czerpie od Refna, Carpentera, Raimiego oraz innych klasyków kina klasy B. kto wie, co tym razem ten gościu wymyśli, ja czekam z niepokojem.

7/10

Radosław Ostrowski

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz

Marvel ostatnio coraz bardziej szaleje, jeśli chodzi o adaptacje swoich komiksów – to, co robi Kevin Feige zasługuje na uznanie. Przed nową częścią Avengers powstają ciągi dalsze przygód członków tej ekipy. Był już Ajron Men, Człowiek Młot (Thor), teraz przypomina o sobie największy harcerzyk tego uniwersum – Kapitan Ameryka.

Jak pamiętamy pierwszą część (a kto nie widział, będzie mu to przypomniane podczas wizyty w Muzeum Smithsonian), Steve Rogers został odmrożony po 70 latach i pracuje dla T.A.R.C.Z.Y. Jednak po ostatniej akcji (odbicie zakładników i ochrona danych) dochodzi do dziwnych sytuacji – szef agencji Nick Fury zostaje zabity, a Kapitan staje się celem. W dodatku wkracza do akcji niejaki Zimowy Żołnierz.

kapitan_ameryka1

O ile pierwsza część miała w sobie coś z lekkiego kina przygodowego, o tyle film braci Russo tym razem skręca w stronę szpiegowskiego thrillera, gdzie nie do końca wiadomo komu można zaufać. Widać to zarówno w ponurej i chłodnej warstwie wizualnej (budynki chłodne i sterylne), a także w piętrowej intrydze, w której pojawia się stary wróg (nazistowska organizacja Hydra). Poza świetnie zrobionymi scenami akcji oraz niezłymi żartami (lista rzeczy do nadrobienie z ostatniego półwiecza) oraz lekkością, padają pytania o inwigilację i bezpieczeństwo obywateli, rząd działający w tajemnicy i po cichu wybierający mniejsze zło. Czy też jest miejsce na Steve’a Rogersa, który zyskuje polityczna świadomość. To wszystko jest tak jakby przy okazji, nie zapominając o czystej zabawie. Nadal jest widowiskowo (zamach na Fury’ego w mieście – takie akcji nie widziałem od czasów „Gorączki”), patos został zredukowany do minimum, montaż jest dynamiczny i efektowny – jednym słowem totalna zadyma. Może trochę bajeranckie, a intryga jest szyta grubymi nićmi, ale to jedyne poważne wady.

kapitan_ameryka2

Twórcom udało się też stworzyć pełnokrwiste postacie, co w tego typu produkcjach jest rzadkością.  grający główną rolę Chris Evans sprawdza się świetnie i widać, ze ma pewne moralne wątpliwości, co do działań służb, jednak pozostaje im lojalny, mając kilka zaufanych postaci. Na podobnym tonie gra Samuel L. Jackson (Nick Fury), będący klasa samą w sobie, a Scarlett Johansson (Czarna Wdowa) potwierdza, że w kinie akcji czuje się jak ryba w wodzie (jednak też ma problemy z zaufaniem). Mało wam? To jeszcze jako bonus dostajecie Roberta Redforda (sekretarz stanu Alexander Pierce) oraz świetnego Sebastiana Stana (Zimowy Żołnierz – zimny i bezwzględny cyngiel, będący skutkiem eksperymentów Hydry, jednak wewnętrznie rozdarty).

kapitan_ameryka3

Naprawdę jestem zaskoczony poziomem tegorocznych blockbusterów od Marvela – co jeden to lepszy. „Kapitan Ameryka” potwierdza tylko formę zwyżkową komiksowych macherów. Pytanie czy ktoś będzie im w stanie podskoczyć? Jakoś nie widzę chętnych.

8/10

Radosław Ostrowski

American Gangster

Amerykanie kochają swoich gangsterów do tego stopnia, że mają oni swoją legendę i mit. Był don Corleone, Tony Montana, Henry Hill, John Dillinger czy Al Capone. Do tego grona postanowił dołączyć Frank Lucas, który na początku lat 70. handlował heroiną, która była czystym towarem – bez brudu, zanieczyszczeń itp. O jego opowieści, a także o tropiącym go gliniarzu Richie Robertsie opowiada film Ridleya Scotta.

american_gangster2

Pozornie film wydaje się zlepkiem klisz z opowieści gangsterskich i policyjnych. Z jednej strony mamy wzlot i upadek gangstera, który traktuje swoją profesję jako biznes, jest pragmatyczny oraz stara się zachować niezależność („Człowiek z blizna”, „Chłopcy z ferajny”), z drugiej mamy uczciwego policjanta na czele oddziału antynarkotykowego („Serpico”, „Nietykalni”). Scott opowiada tą historię z perspektywy tej dwójki, która chce na własny sposób spełnić amerykański sen. Dla Lucasa snem jest władza, niezależność oraz szacunek, dla Roberta jest to uczciwość i prawo. Osadzenie tego w realiach lat 70. (świetne stroje, scenografia oraz muzyka z epoki), nadaje pewnego ciekawego posmaku. Nie brakuje tu zarówno scen akcji (dostarczenie pozwu, nalot na kryjówkę Lucasa czy próba zamachu), które trzymają w napięciu i tworzą, choć przez większość wydarzeń pozornie nie dzieję się nic. Obserwacja, inwigilacja, korupcja, mafia, rodzina – ten kolaż broni się świetnie, nie brakuje kilku dobrych dialogów oraz znakomitych scen. Można się na siłę przyczepić, że nie ma tutaj niczego nowego, a zakończenie jest troszkę rozciągnięte, jednak jest to rozrywka z najwyższej półki.

american_gangster1

Największym atutem jest jednak znakomity duet antagonistów. Denzel Washington w roli czarnego charakteru to rzadkość, a jago gangster Frank Lucas jest po prostu bezbłędny. Nie pozbawiony sprytu i inteligencji, traktuje swoją profesję jak człowiek interesu. Facet dba o swoją rodzinę (pomaga im i wykorzystuje do swojego procederu), ale potrafi też być brutalny i bezwzględny (zabicie Tango na ulicy). Rasowy mafiozo. Na podobnym poziomie gra Russell Crowe, który wydaje się tym dobrym gliniarzem z mocnym kręgosłupem moralnym. Jego nie można kupić ani złamać, dociekliwy i konsekwentnie dążący do celu, jednak życie prywatne to rozsypka – nieudane małżeństwo, przypadkowe kobiety. Oglądanie starcia tej dwójki sprawia wielką frajdę, aż trudno mi było kibicować tylko jednej stronie. Poza tym duetem jest też dość mocny drugi plan, gdzie przewija się m.in. Josh Brolin (skorumpowany detektyw Trupo), dawno nie widziany Armand Assante (don Cattano) czy John Hawkes (detektyw Speerman).

american_gangster3

Scott sięga po tradycję kina gangsterskiego i gwarantuje naprawdę świetną rozrywkę. Chciałoby się rzec, że takich gangsterów już nie ma. I takiego kina też nie. Stylowe kino sensacyjna na wysokim poziomie, nawet bardzo wysokim.

8/10

Radosław Ostrowski