Agentka Carter – seria 1

Jest rok 1946. Peggy Carter jest agentką pracującą w Naukowych Rezerwach Strategicznych.  Jednak zamiast działać w terenie, stoi za biurkiem i nadal opłakuje śmierć Kapitana Ameryki. Sytuacja ma się zmienić. Jej przyjaciel – miliarder i wynalazca, Howard Stark, zostaje oskarżony o sprzedaż swoich wynalazków obcym mocarstwom. I to Stark prosi ją o pomoc w oczyszczeniu swojej reputacji, ale musi to zrobić po cichu.

agentka_carter1

Marvel atakuje nie tylko komiksami czy filmami. Przegrupował swoje siły i z powodzeniem podbija tez mały ekran. Najpierw „Agentami TARCZY”, wreszcie kapitalnym „Daredevilem”, ale między tą dwójką weszła produkcja Christophera Markusa i Stephena McFeely’ego (scenarzyści obu części „Kapitana Ameryki” oraz drugiego „Thora”), dla których jest to debiut telewizyjny. Ci, co oglądają filmy Marvela poczują się jak w domu, bo będą mogli wytropić masę smaczków i aluzji. Chociaż żeby ogarnąć o co chodzi, nie jest potrzebna znajomość „Kapitana Ameryki: Pierwszego starcia” (fragmenty pojawiają się jako retrospekcje), co na szczęście jest plusem. Sama historia i intryga jest na tyle skomplikowana, by skupić uwagę odbiorcy, jednocześnie jest to tak lekkie (ten miejscami złośliwy humor), iż nie wywołuje znużenia. Szpiedzy, tajemnicza organizacja Lewiatan (atmosfera i zagadka budowana wobec tego tworu jest precyzyjna) i traktowanie kobiety jako tylko oraz wyłącznie mistrzyni zadań dla sekretarek – tak wygląda świat Peggy Carter.

agentka_carter2

Twórcom udało się wiernie odtworzyć realia lat 40. I nie chodzi tu tylko o wizualną stylizację (knajpy z neonami, eleganckie stroje, dym z papierosów) czy świetne efekty specjalne, ale też czasy, gdzie może i słyszano o feminizmie, ale nikt sobie z tego nic nie robił. Mentalność, gdzie kobieta musi być przyzwoitą damą i nie może nawet myśleć o samodzielności czy niezależności była nie do pokonania. Sceny akcji są zrobione dynamicznie i efektownie, aczkolwiek zdarza się szybki montaż (nie zbyt często, ale jednak) i całość miejscami pędzi na złamanie karku (akcja w ZSRR). Jedyne do czego bym się przyczepił to dość krótki czas trwania całości (tylko osiem odcinków) i finałowej konfrontacji, która sprawiła we mnie poczucie niedosytu (częściowo ratuje to ostatnia scena, która buduje podwaliny pod II serię), odrobinka patosu w kilku scenach czy traktowanie kolegów Carter z pracy jak idiotów – na szczęście nie wszystkich.

agentka_carter3

Dodatkowo aktorzy wczuli się w klimat i świetnie odnaleźli się w swoich rolach. Ci, co widzieli Hayley Atwell w pierwszym filmie o przygodach Steve’a Rogersa ten wie, że jest to niezależna i twarda kobieta, bardzo odbiegająca od wizerunku damy w opałach. Tutaj tylko to potwierdza, bo Peggy nie jest grzeczną dziewczynką i nie zależy jej bardzo na akceptacji męskiego grona. Twarda, elokwentna i inteligentna fighterka działająca dla dobra kraju – mimo bycia harcerką, nie jest nudną kobietą. Partnerujący jej panowie nie są tylko dodatkiem do fabuły, lecz mają swoje zadania: silny i odpowiedzialny dowódca Roger Doodley (Shea Whigham potwierdzający swoją klasę), seksistowski, wywyższający się Jack Thompson (dobry Chad Michael Murray) czy dociekliwy kaleka Sousa (przekonujący Enver Glokaj) to wyraziste, choć może stereotypowe postacie.

agentka_carter4

Najbardziej wybijają się dwaj panowie. Pierwszy to Howard Stark (świetny Dominic Cooper) – miliarder, playboy i genialny wynalazca, posiadający pragmatyczne podejście i cyniczny humor. Widać, że syn posiadł wszystkie cechy tatusia (dodał tylko od siebie zbroję). Drugim jest kamerdyner Stark, Edwin Jarvis (genialny James D’Arcy, kradnący każdą scenę) – elegancki, lojalny dżentelmen z krwi i kości. Czuć silną chemię między nim a Carter – może i sprawia wrażenie ciapowatego oraz zbyt oddanego swojej żonie, ale gdy przychodzi do poważnych akcji jest cennym pomocnikiem. Na pewno wróci w następnej serii.

agentka_carter5

 

Druga seria będzie w przyszłym roku i jedno jest pewne – będzie więcej odcinków. Marvela uniwersum coraz bardziej się zazębia, co może wprawić wielu w zakłopotanie. „Agentka Carter” to lekka i bezpretensjonalna rozrywka na wysokim poziomie, a oglądanie jej sprawia wielką przyjemność. Nie wiem jak wy, ale ja nie mogę się doczekać dalszego ciągu.

8/10

Radosław Ostrowski

Nocny pościg

W Nowym Jorku mieszka Jimmy Conlon – starszy już jegomość, który zabijał dla szefa mafii, Shawna Maguire’a. Ostatnio Jimmy skupia się na piciu alkoholu oraz zaniedbywaniu swojego dorosłego syna, Michaela, z którym nie ma kontaktu (z jego rodzina też). Z kolei syn Shawna, Danny chce pójść w narkobiznes, co jednak nie wychodzi (chciał udziału ojca) i kończy się mordem niedoszłych wspólników. Świadkiem zbrodni był Michael, który ich przywiózł. Danny chce go zabić, jednak Jimmy okazuje się szybszy i ściąga na siebie oraz Michaela gniew Shawna.

nocny_poscig1

Jaume Collet-Serra to koleś z Hiszpanii, który postanowił podbić Hollywood. Początki nie były zbyt dobre (koszmarny „Dom woskowych ciał”), ale odkąd zaczął kręcić sensacje z Liamem Neesonem, rozkręca się. To ich trzeci wspólny film (po „Tożsamości” i „Non-Stop”) i na chwilę obecną wydaje się najlepszym. Pozornie dostajemy to, co zawsze, czyli Liam Neeson pokazujący swoje niezwykłe umiejętności w zabijaniu (akcja w łazience metra), krew, strzały, pościg (tytuł zobowiązuje) oraz dawanie sobie po ryju. Jednak jest kilka różnic. Po pierwsze, reżyser bardziej skupia się na trudnej relacji ojciec-syn, która tylko pozornie wydaje się schematyczna. Syn nienawidzi ojca za pozostawienie i odejście, a zbliżające ich niebezpieczeństwo wcale nie scala ich ze sobą, raczej doprowadza do tymczasowego zawieszenia broni. Po drugie, konsekwentnie stawia się na klimat – akcja toczy się niemal cały czas w nocy, co podkręca atmosferę osaczenia dominującą przez znaczną część filmu i to jest spory plus. I dostajemy jeszcze pełnokrwistych bohaterów, którzy nie są wcale tacy zero-jedynkowi, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

nocny_poscig2

No i w końcu same sceny akcji, nakręcone porządnie – czytaj: bez szybkich cięć montażowych, niewidocznych ciosów i strzałów. Tak jak być powinno robione, dialogi bez zbędnego pieprzenia (pojawia się troszkę sentymentalizmu, ale zostaje to ładnie ograne) i wciąga ta opowieść do samego końca. Mroczny klimat, pełen brudu (kamera robi swoje) potrafi przykuć uwagę na długo.

nocny_poscig3

W końcu także jest to dobrze zagrane. Liam Neeson pozornie wydaje się typową rolą Neesona, czyli jest Niezniszczalnym (chyba bardzo stara się o angaż w nowej części serii Stallone’a) twardzielem, dla którego honor i więzy krwi są sprawą priorytetową, a doświadczenie i umiejętności nadal robią wrażenie. Jak ten facet to robi? Nie mam pojęcia. Jego starego przyjaciela, z którym musi się zmierzyć gra świetny Ed Harris i to on tworzy wyrazistą postać. Shawn to bohater naznaczony tragizmem, a jego racje sprawiają, że zaczynamy mu współczuć (scena spotkania obu panów w barze) – to porusza wszelkie struny. Także Joel Kinnemann jako syn Jimmy’ego radzi sobie dobrze, dzięki czemu relacja ojciec-syn jest przekonujący. Sprawniejsze oko dostrzeże także takich aktorów jak Bruce McGill (Pat, ochroniarz Shawna) czy Nick Nolte (wuj Eddie).

Pozornie wydaje się to przyzwoitym dramatem z elementami rasowej sensacji, ale reżyser trzyma rękę na pulsie i z tak ogranych schematów oraz klisz tworzy wyraziste oraz dobre kino. Wydawałoby się, że Neeson powinien odpuścić sobie granie twardych herosów, ale tutaj pozytywnie zaskakuje. Jedna z miłych niespodzianek roku 2015.

7/10

Radosław Ostrowski

Haker

W chińskiej elektrowni dochodzi do eksplozji jednego z silników chłodzących, a następnego dnia na giełdzie gwałtownie rosną ceny soi. Policja ustala, że był to atak hakerski. Chińskie służby specjalne, a dokładnie kapitan Chen Dawai proponuje współpracę z amerykańskim wywiadem, który mógłby pomoc. Zostaje zwolniony haker Nicholas Hathaway, który był konstruktorem kodu wykorzystanego przez hakera.

haker1

Michael Mann zawsze był gwarantem dobrego kina sensacyjnego, który łączył względny realizm z widowiskowością. Tutaj niby jest podobnie, ale nie do końca. Z jednej strony intryga jest solidnie i powoli budowana, gdzie karty i kolejne elementy układanki pokazywane stopniowo. Nie brakuje tu realistycznie ukazanych strzelanin, wybuchów i pościgów – akcja przenosi się z jednego miejsca w drugie (od Los Angeles przez Hongkong do Dżakarty). Problem jednak w tym, że postacie są mało interesujące i specjalnie nie interesuje ich los – niemal zbudowane na kliszach i schematach. Hathaway to napakowany mięśniak z genialnym umysłem, agenci ze strony USA i Chin to tylko wsparcie, a siostra kapitana chińskiego wywiadu służy jako element niepotrzebnego wątku miłosnego. Nawet czarny charakter wydaje się mało wyrazisty i ograniczony do robienia złych min. Ale to chyba wynika z czasów, gdzie dominuje przede wszystkim forsa i tylko ona się liczy, a brak ambicji jest w cenie.

haker2

Wizualnie to jest kino Manna. Klimat jest tutaj stawiany za pomocą „brudnych” zdjęć (pojawia się też kamera cyfrowa) oraz zbliżeń na twarze bohaterów. To jednak nie jest w stanie ukryć ani schematycznych klisz ani mielizn scenariusza. Szkoda tak naprawdę aktorów grających w tym filmie, bo była szansa na zbudowanie wyrazistych postaci. Ani Chris Hemsworth (Hathaway), ani partnerujący mu Viola Davis (agentka Carol Barrett) i duet Leehom Wang/Wei Tang nie są w stanie wybronić tych postaci.

haker3

Niestety, ale „Haker” to jednak porażka Manna, który nie jest pozbawiony ambicji (zagrożenia współczesnego świata, gdzie wystarczy komputer do wykonania poważnych szkód), ale kompletnie tego nie widać. Sam styl nie jest w stanie się obronić bez solidnej podstawy, jaką jest scenariusz. Po takim reżyserze należało spodziewać się czegoś więcej.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Blisko ciemności

Caleb jest młodym ranczerem z małego zadupia gdzieś na południu USA. Pewnego wieczora będąc w mieście widzi młodą i atrakcyjną dziewczynę Mae, z którą chce spędzić noc. Podczas pocałunku zostaje on pogryziony, co doprowadza do przemiany w wampira oraz dołącza do wampirzego gangu. Ale żeby zostać członkiem ferajny kierowanej przez Jesse’ego musi odnaleźć w sobie krwiopijcę.

blisko_ciemnosci1

Wszyscy znamy Kathryn Bigelow jako reżyserkę tworzącą surowe kino wojenne w rodzaju „Hurt Lockera”, jednak wcześniej bawiła się w kino gatunkowe z naciskiem na sensację. Tym razem spróbowała swoich sił w kinie grozy. Wydawałoby się, ze nic nowego o wampirach opowiedzieć się nie da – piją krew, boją się słońca (dlatego chowają się przed nim w… kocu), ubierają się jak punkowcy i nie wahają się przez zabijaniem. Reżyserka bawi się tutaj kinem gatunkowym: westernowy sztafaż (otwierające całość piękne plenery teksańskich przestrzeni) miesza się z melodramatem (miłość Caleba do Mae) i horrorem, okraszonym czarnym humorem. Sceny, w których wampiry używają swoich zębów oraz pistoletów są zrobione więcej niż solidnie, z suspensem (strzelanina w otoczonym motelu) oraz tajemniczym klimatem potęgowanym nocnymi ujęciami, a także odrealnioną, elektroniczną muzyką zespołu Tangerine Dream.

blisko_ciemnosci2

Jednak problemem największym jest scenariusz. Nie chodzi o to, że prawie niczego nowego o wampirach się nie dowiadujemy, ale pewne zdarzenia oraz rozwiązania są co najmniej zastanawiające. Największą bzdurą dla mnie było wyleczenie się z wampiryzmu za pomocą… transfuzji krwi. WTF? Bujda na resorach, podobnie jak moralne rozterki Caleba, który nie chce zabijać, nawet za cenę własnego życia. Niby to miało być jego wewnętrzną walką, ale tego nie kupuję. A zakończenie jest tak słodkie, że wywołało we mnie mdłości.

blisko_ciemnosci3

Aktorsko jest całkiem nieźle. Solidnie radzi sobie Adrian Pasdar w roli Caleba, ale szoł kradnie duet psychopatów: Lance Henriksen (Jesse – szef grupy) oraz Bill Paxton (porąbany Severen). Ich zapamiętałem z filmu najbardziej. I jeszcze urocza Jenny Wright (Mae), ale to troszkę za mało, by nazwać ten film czymś więcej niż przyzwoitym rzemiosłem. Najlepsze filmy Bigelow miała dopiero nakręcić.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Daredevil – seria 1

Kim jest Daredevil? To kolejny komiksowy superbohater stworzony przez Marvela. Nazywa się naprawdę Matt Murdock i jest prawnikiem. Kiedy był dzieckiem, wskutek wypadku stracił wzrok, a jego ojciec bokser naciskał, by dobrze się uczył. Ale mężczyzna bywa bezradny wobec nieuczciwości w Hell’s Kitchen, za którymi stoi tajemniczy Wilson Fisk. Murdock trafia na niego przypadkowo, gdy jego (oraz wspólnika Foggy’ego Nelsona) pojawia się Karen Page – sekretarka w firmie Allied Unites oskarżona o morderstwo.

daredevil5

Marvel znany jest z tego, że konsekwentnie zaczyna podbija kinową widownię, zaczynając na pierwszym „Iron Manie”, a kończąc na „Avengersach”. Tym razem Kevin Feige postanowił połączyć siły z Netflixem, by podbić telewizję. Powstał serial jedyny w swoim rodzaju – nie pozbawiony brutalności i mroku, a także sporej dawki realizmu oraz wiarygodności. To komiks, w którym bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, a dodatkowo poruszane są niewygodne tematy jak handel dziećmi, wykorzystywanie niepełnosprawnych jako handlarzy narkotyków czy finansowych przekrętów. Mimo wszystko, jest to serial rozrywkowy na najwyższym poziomie, gdzie intryga jest bardzo złożona (wszystko skupia się na poznaniu przeciwnika, który steruje pionkami w półświatku), a każdy wątek poboczny odgrywa kluczową rolę. Skorumpowana policja, politycy oraz prawnicy – świat pełen beznadziei i czasami bezsilności (wątek mieszkańców kamienicy, którzy mają zostać usunięci), ale jest też typowa dla Amerykanów wiara w siłę jednostki. Jednak nie ma tutaj poczucia naiwności czy banału.

daredevil1

Skoro jest to film o superherosach, to muszą być sceny akcji (bijatyki, strzelaniny i pościgi), a te zostały zrealizowany w sposób pierwszorzędny. Każdy cios jest widoczny, kamera jest statyczna, zaś choreografia jest imponująca. Wystarczy przypomnieć sobie scenę odbijania przez Daredevila dziecka porwanego przez Rosjan (całość nakręcona jednym ruchem kamery, gdzie jesteśmy w ciasnej przestrzeni) czy starcie z Nobu, gdzie w ruch idą narzędzia ninja. W ruch idą nie tylko pięści, ale wszelkie dostępne przedmioty (pałki, młotki, ostrza, kije), co tylko uatrakcyjnia całość. Jest się czym zachwycać. Wszystko jest tutaj przekonujące, nawet wątki romansowe, co jest rzadkością. Nawet lekki i złośliwy humor działa kojąco (sorry, bluzgów tu nie będzie i o seksie też zapomnijcie). Także świetne są sceny, w których widzimy umiejętności Murdocka (skupienie się na jednej osobie, wsłuchiwanie się w bicie serca czy „ognista” perspektywa, z której widzi).

daredevil2

No i do tego jest to kapitalnie zagrane. Nie można się nie nachwalić Charliego Coxa, który starł złe wrażenie jakie wywołał 12 lat wcześniej Ben Affleck. Aktor radzi sobie zarówno w roli „niewidomego” z wyostrzonymi zmysłami, jak i w scenach akcji, gdzie wykorzystuje zarówno swoje nauki jak i zmysły. Choć wygrywa swoje starcie, nie udaje mu sie wyjść bez szwanku oraz siniaków. Jest ciągle rozdarty między wiarą w prawo, a używanie siły jako ostatecznego rozwiązania. Równowagą dla niego jest dowcipny, ale i oddany przyjaciel Foggy (wyborny Elden Henson), wnoszący humor oraz lekkość.

daredevil3

I po raz pierwszy od dawna mamy w tego typu produkcji wyrazisty czarny charakter, czyli Wilsona Fiska. Znakomity Vincent D’Onofrio tworzy bardzo zniuansowany i skomplikowany portret działającego w cieniu biznesmena, który z jednej strony jest bardzo wrażliwym, skrytym dżentelmenem (przeszłość go naznaczyła), ale nie bojącym się siłowych rozwiązań, jeśli coś nie idzie po jego myśli i działania po wpływem impulsu (zabicie szefa rosyjskiej mafii za… wejście i przerwanie kolacji). Takich wyrazistych postaci jest kilka jak dociekliwy dziennikarz Ben Urich (Vondie Curtis-Hall), będący powiernikiem Fiska tajemniczy Wesley (Toby Leonard Moore) czy surowy i szorstki mentor Murdocka, Stick (Scott Glenn).

daredevil4

Podobnie jest z rolami kobiecymi: od Karen Page przechodząca przemianę z zastraszonej do nieustępliwej, dochodzącej do prawdy współpracowniczki i sekretarki kancelarii Nelson & Murdock (świetna Deborah Ann Wolf) przez trzymającą się ziemi pielęgniarki Claire (Rosario Dawson – piękna jak zawsze), po wspierająca Fiska właścicielkę galerii Vanessę (intrygująca Ayelet Zuler).

daredevil6

Drew Goddardowi (twórca) udało się zrobić nie tylko jedne z najlepszych seriali o superherosach, ale i w ogóle seriali wszech czasów, gdzie nie ma zbędnych scen, zapchajdziur czy niepotrzebnych wątków. Finałem jest ostateczne stworzenie Daredevila i jego ikonicznego kostiumu, a druga seria zapowiada się interesująco. Czekacie? Bo ja na pewno.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Mad Max

Gdzieś w niedalekiej przyszłości Australia przypomina Dziki Zachód, gdzie rządzi prawo silniejszego, a droga jest miejscem chaosu i bestialskiej przemocy. Policja dba o to, by pilnować jako taki porządek. Jednym z tych gliniarzy jest Max Rochatansky, który jest najlepszym w swoim fachu. Podczas pościgu ginie członek gangu motocyklowego, Nocny Jeździec. Reszta gangu pod wodzą Kosy planuje zemstę.

mad_max1_1

Przed 1979 rokiem nikt nie wiedział kto to jest George Miller i Mel Gibson. Wszystko zmieniło się dzięki temu tytułowi. Debiutujący jako reżyser Miller postanowił pobawić się w kino SF, chociaż trudno dostrzec elementy futurystyczne, ale w dialogach powoli odkrywamy świat – w tym miejscu nie można handlować paliwem, części samochodowe są trudno dostępne, a na drodze rządzi anarchia i przemoc. Nawet posterunek policji bardziej przypomina opuszczoną fortecę, a różnica między bandziorami (najwięksi wariaci i psychopaci) a stróżami prawa jest mocno zatarta. W dodatku jest to rzeczywistość zdominowana przez mężczyzn. Panie tutaj albo są ofiarami przemocy, albo delikatnymi i wrażliwymi paniami chronionymi przez samców.

mad_max1_3

Najważniejsze tutaj są dwie rzeczy: klimat i dynamicznie zrealizowane sceny akcji. Widać, że budżet jest skromniutki, ale to nie przeszkadza – pustkowia Australii wyglądają surowo i pięknie, zaś szybki montaż i ujęcia z kierownicy, a także kraksy będące popisami kaskaderów (otwierający film brawurowy pościg). Z dzisiejszej perspektywy wydawać się mogą śmieszne, ale to nie przeszkadza. Nawet kliszowe i schematyczne poprowadzenie fabuły z obowiązkowym motywem zemsty (zabicie rodziny Maxa) oraz skontrastowanym z brutalnymi scenami akcji obrazkami z życia rodzinnego naszego bohatera (lekko kiczowate zdjęcia sielanki).

mad_max1_2

Ale to tutaj surowy i oszczędny styl aktorski Mela Gibsona błyszczy mocnym blaskiem. Max w jego wykonaniu jeszcze nie jest takim szaleńcem, ale wzbudza strach swoich wrogów. Brutalny, surowy i bezkompromisowy, ale też bardzo zmęczony swoją pracą działającą na niego w sposób destrukcyjny. Dlatego ciągle składa podania o rezygnację, które nie są jednak przyjmowane. Finał budzi w nim prawdziwego demona, który dopiero w następnych częściach się obudzi, ale to temat na znacznie dłuższą opowieść.

mad_max1_4

7/10

Radosław Ostrowski

Lotna brygada

Jack Reagan jest dowódcą oddziału policji Sweeney – jednostki walczącej z najgroźniejszymi przestępcami oraz mocno balansując na granicy prawa. Przełożeni z powodu wyników są w stanie przymknąć oczy na brutalność ich działań, co doprowadza do przydzielenia kontrolera z Wydziału Wewnętrznego. W tym czasie Reagan i spółka prowadzi śledztwo w sprawie napadu na jubilera, gdzie dochodzi do morderstwa.

lotna_brygada1

Brytyjski kryminał Nicka Love’a, twórcy „Football Factory” jest remake’m telewizyjnego serialu z lat 70. I jest to bardzo mroczne, dynamiczne kino, które mimo stosowania klisz, potrafi skupić uwagę na dłużej. Pozornie prosta intryga komplikuje się, klimat jest mroczny i surowy (świetne zdjęcia, gdzie dominuje zieleń biura i czerń, a całość podlana jest krwią oraz permanentnym używaniem słowa fuck. Akcja wciąga, pościgi i strzelaniny są dynamiczne (choć na złodziei rabujących bank można było wziąć coś więcej niż tylko pistolety, a cała sekwencja troszkę przypomina „Gorączkę”), a stosowanie montażu równoległego działa bez zarzutu. Problem w tym, ze pojawiają się pewne elementy mocno nierealistyczne, co psuję odrobinę odbiór. A to podczas strzelaniny, nagle wszystkim psuje się celownik i chybiają (a strzały lecą na prawo i lewo), a oficer z wewnętrznego jest szują i tylko przeszkadza w pracy, zaś dowódca jest na tyle pyskaty i ignoruje polecenia swoich przełożonych, że w realu zostałby wywalony od razu. W filmie trafia do więzienia i… zostaje wypuszczony, by wrócić do akcji. A może się zwyczajnie czepiam, choć film wydaje się być poważny.

lotna_brygada2

Aktorsko jest bez zarzutu, chociaż najbardziej pamiętamy niezawodnego Raya Winstona. Jego bohater jest twardy, nieugięty i prędzej da się zabić niż pójdzie za biurkiem. Nagina prawo, ale bandyci też się nie patyczkują. Podobnie jest z Benem Drewem (George Carter – podwładny Reagana). Reszta bohaterów jest solidna – zarówno Damian Lewis (przełożony Reagana), Steven Mackintosh (Ivan Lewis z wewnętrznego) i Paul Anderson (antagonista Reagana – Allen) pasują do swoich ról, ale nie wybijają się szczególnie (tutaj błyszczą epizody Allana Forda i Allena Coultera).

lotna_brygada3

Solidny brytyjski kryminał z niezłym klimatem i dobrym wykonaniem. Mam nadzieję, że Nick Love jeszcze pokaże na co go stać.

7/10

Radosław Ostrowski

Atak na posterunek 13

Los Angeles, dzielnica Anderson. Tutaj znajduje się posterunek 13, który ma zostać zlikwidowany za kilkanaście godzin. I właśnie tutaj zostaje przydzielony nowy komendant, Ethan Bishop. I tutaj trafia trzech skazańców w drodze do aresztu (jeden z nich zachorował) ze sławnym Napoleonem Wilsonem. Jednak ostatnia noc nie będzie tak spokojna, gdyż posterunek z garstką osób w środku zostanie zaatakowany przez gang z zemsty za śmierć swoich ziomków.

atak_na_posterunek_13_1

Każdy kinoman zna nazwisko Johna Carpentera – reżysera, który swoje najgłośniejsze dzieła realizował w latach 70. i 80. Za pomocą skromnego budżetu zawsze był w stanie wykreować mroczne i klimatyczne kino. „Atak…” to jeden ze sztandarowych dzieł reżysera i mimo upływu lat, dzielnie się trzyma. Akcja jest bardzo prosta i nieskomplikowana – to takie uwspółcześnione (czyli w realiach lat 70.) „Rio Bravo”, czyli oblężony posterunek, mała liczba obrońców i dosłownie hordy przeciwników do pokonania. Jednak zanim dojdzie do właściwej akcji, czeka nas długa ekspozycja. Zaczyna się od obławy na członków ulicznego gangu, ale ci – uzbrojeni dzięki skradzionej broni – szykują zemstę (scena ślubowania krwi), a o bezwzględności antagonistów świadczy mocna (wtedy) scena z lodziarzem. Jednak kiedy dochodzi do oblężenia komisariatu, Carpenter sięga po arsenał środków – mrok, serie strzałów (broń z tłumikiem), solidnie budowane napięcie za pomocą elektronicznej muzyki oraz oszczędnych dialogów. Dodatkowo, przeciwnicy atakują falami niczym zombie z horrorów – pojawiają się szybko i jeszcze szybciej znikają, a surowa realizacja potęguje klimat osaczenia.

atak_na_posterunek_13_2

Sama sytuacja jest bardzo nietypowa, gdyż gliniarze i skazańcy stają ramię w ramię, walcząc z przeciwnikami. Ten wątek dawałby spore pole do popisu, a reżyser wybiera chyba najbardziej zaskakujący – animozje zostają zawieszone i powoli między komendantem a groźnym Wilsonem tworzy się szorstka przyjaźń, co jest nietypowe zważywszy na czas realizacji, gdy Ameryka była pęknięta. Jeszcze w ekspozycji pojawia się scena (choć to może moja nadinterpretacja), gdy ojciec razem z córką jadą samochodem, gubiąc się w mieście. Dziecko proponuje zapytanie o drogę policjantów, jednak mijają radiowóz. Pośpiech czy nieufność do policjantów przemówiła za tym faktem? Sami to oceńcie.

atak_na_posterunek_13_3

Reżyser pewną ręką opowiada swoją opowieść, mimo klisz i schematów. Ale swoje też robią aktorzy – mało znane twarze z tamtego okresu. Siłą napędową jest tutaj zbudowany na kontrastach duet Austin Stoker (porucznik Bishop) i Darwin Joston (Napoleon Wilson). Pierwszy jest zwykłym gliniarzem, który po prostu robi swoje –  podejmuje walkę z przeważającymi siłami wroga, zachowując sie odpowiedzialnie. Zycie jego ludzi jest priorytetem, choć nie mówi tego na głos. Drugi bohater jest intrygujący, pełen tajemnicy. Okazuje się jednak był człowiekiem honoru (Bishop uratował mu życie), przez co darzy komendanta szacunkiem i podziwem za jego postawę. Z drugiego planu wybija się rozbrajający Tony Burton jako cwany „pechowiec” Wells.

atak_na_posterunek_13_4

Szczątkowa fabuła i brak dynamicznej akcji może wiele osób zniechęcić do „Ataku…”. Jednak trudno odmówić produkcji klimatu oraz surowego stylu, który pasuje do konwencji narzuconej przez Carpentera. Kolejny dowód na to, że prostota jest największą siłą – nawet filmowca.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Zadzwoń do Saula – seria I

Dawno, dawno temu, a mówiąc dokładnie 7 lat temu pojawił się serial, który okazał się wielkim dziełem, chociaż początek tego nie zapowiadał. Dzisiaj „Breaking Bad” ciszy się statusem dzieła kultowego, a opowieść o nauczycielu chemii zachodzącym przemianę w barona narkotykowego, wciąga i fascynuje. Więc kiedy pojawiły się wieści o spin-offie tego serialu, byłem troszkę sceptyczny, ale i podekscytowany. Wrócić do Alboquerque – byłoby fajnie.

better_call_saul1

Tym razem głównym bohaterem jest Saul Goodman – charyzmatyczny prawnik, który miał gadane i był w stanie wybronić każdego, dosłownie każdego. Ale Vince Gilligan razem z Peterem Gouldem postanowili opowiedzieć o naszym adwokacie zanim poznał on Waltera White’a aka Heisenberga. Nasz bohater najpierw nazywał się Jimmy McGill – gdy go poznajemy jest młodym prawnikiem, który próbuje wyrobić sobie własną markę, będąc w cieniu swojego brata Chucka – uznanego adwokata i wspólnika w Hamlin, Hamlin & McGill. Twórcy serwują aluzjami do pierwowzoru, co widać w sposobie realizacji – dziwacznych perspektywach (serwisu do kawy, kółka jadącego wózka itp.), wplataniu różnych piosenek oraz coraz bardziej komplikując drogę do przemiany McGilla w Goodmana (rozczaruję was – w tej serii do tego nie dochodzi). Sam początek serialu pokazuje nam obecną sytuację Goodmana, który wskutek działań White’a musiał uciec i zmienić tożsamość. Więc opowieść jest niekończącą się retrospekcją z życia Jimmy’ego/Saula.

better_call_saul2

Nasz bohater ma problemy i przez długi czas chce grać czysto, a najbardziej zależy mu na rozgłosie, w czym ma pomóc mu zajęcie się sprawą Kettelmanów, oskarżonych o defraudację, co doprowadza do zaskakujących sytuacji (Jimmy o mało nie zostanie zabity przez Tuco) i nieprzewidywalnego finału. Po drodze nasz bohater poczuje smak zdrady, parę razy zagra nieczysto i poznamy jego przeszłość, gdy był krętaczem, a także jego relacje z bratem oraz jego dawnym szefem, Hamlinem. Jedyna rzecz, która rozczarowuje to ostatni odcinek, który w połowie traci tempo, choć zakończenie intryguje. Znamy finał, ale już nie mogę się doczekać drugiej serii.

better_call_saul3

Zazwyczaj jest tak, ze gdy w głównej roli widzimy postać drugoplanową z pierwowzoru, efekt jest rozczarowujący. Na szczęście, w „Better Call Saul” jest inaczej. Bob Odenkirk znowu jest fenomenalny, czarujący i ma taką nawijkę, ze każdy chciałby go zatrudnić, nawet jeśli sprawa jest absurdalna (np. oddzielenie Teksasu od USA). Nawet jako McGill potrafi skupić swoją uwagę, a sposoby reklamowania się są godne podziwu (gra w bingo czy specjalne pudełka dla seniorów). Poza nim drugą istotną postacią jest równie znakomity Mike Ehrmantraut (pamiętacie tego fixera granego przez Jonathana Banksa?) – gdy go poznajemy jest… cieciem parkingowym. Wiem, nie jest to posada godna tej osoby, jednak potem poznajemy jego przeszłość i jesteśmy świadkami jego umiejętności nabytych w poprzednim fachu. Jeszcze tutaj nie działają jako duet, jednak ich bliższa współpraca jest tylko kwestią czasu. A trzecim pionkiem tej układanki jest Chuck (świetny Micheal McKean) – chory na alergię „elektryczną” brat Jimmy’ego, który wydaje się sojusznikiem i wsparciem naszego bohatera.

„Better Call Saul” ma wszelkie zadatki, by zostać serialem wybitnym. I nie trzeba znać serialu „Breaking Bad”, aby czerpać wielką przyjemność z oglądania. Szkoda tylko, że trzeba czekać rok na następne odcinki, ale na pewno jest tego wart.

8/10

Radosław Ostrowski

Batman

Rok 1989 był ważnym rokiem i to z wielu przyczyn. Rozpad systemu komunistycznego w krajach środkowej Europy, na rynku pojawiła się gra „Prince of Persia”, po raz pierwszy wypłynęło nazwisko Leszek Balcerowicz. Jednak dla fanów komiksów te wszelkie wydarzenia były nieważne. Owszem, wcześniej tez przenoszono komiksy na ekran jak choćby „Supermana” w 1978 roku, jednak w większości przypadków były to filmy campowe. Dopiero w 1989 roku po raz pierwszy doszło do naprawdę udanej adaptacji, która nie tylko przyniosła wytwórni wielkie zyski, ale też zdobyła uznanie fanów, co nie zawsze miało się potem zdarzać. Panowie z Warner Bros. podjęli się bardzo śmiałego przedsięwzięcia. Postanowili przenieść na ekran drugą (po Supermanie) ikoniczną postać komiksu narodowego, a mianowicie Batmana. Któż miał nakręcić ten film? Padały różne propozycje – krążyły nazwiska Ivana Reitmana (kinowy przebój „Pogromcy duchów”), Joe’ego Dante („Gremliny”), a nawet braci Coen. Ostatecznie padło na wizjonera – Tima Burtona.

batman1

Zapraszam do Gotham City – duża metropolii, w której panuje głód, nędza i korupcja. Policja jest sterowana przez mafijny półświatek, z którym próbuje walczyć komisarz Gordon. I to właśnie tutaj działa tajemnicza postać, która budzi strach  rzezimieszków oraz nieufność policji. Ci, co go widzieli opisywali go jako wielkiego nietoperza. Troszkę przesadzili, gdyż był to człowiek-nietoperz, zwany tez Batmanem. Ale w półświatku dochodzi do roszady, na skutek której gangstera Grissoma zastępuje jego dawny podwładny Jack Napier, zwany Jokerem. Starcie między tą dwójką jest nieuniknione.

batman2

Jeśli lubicie pokręcone wizje Amerykanina, to „Batman” będzie dla was stanowił kawał świetnej rozrywki. Pod warunkiem oczywiście, że lubicie mroczne opowieści z pogranicza groteski. Reżyser, w przeciwieństwie do późniejszych twórców, nie idzie ani w stronę tandeciarstwa (Schumacher), ani maksymalnego realizmu (Nolan). Świat, w którym obok się pojawia się postać  w trykocie czy chodzący w kolorowych ciuszkach błazen nie może być realistyczny i twórcy są tego w pełni świadomi. Estetycznie i gatunkowo jest to hybryda a’la Tim Burton. Dużo mroku, brudnych zaułków (prawie jak z kina noir), ale tez trzymanej pod kontrolą barokowej wystawności i odrobiny teatralności. Wystarczy wejść  do domu Bruce’a Wayne’a (zwłaszcza pomieszczenie ze zbrojami z różnych epok robi wielkie wrażenie) czy siedziby mafii, by docenić scenografię oraz stroje (parada z okazji rocznicy miasta). W ślad za nimi idzie tez fantastyczna muzyka Danny’ego Elfmana z charakterystycznym motywem przewodnim oraz spora dawka czarnego humoru (cięte riposty Jokera), rozładowującego napięcie. Intryga jest prowadzona bardzo precyzyjnie, tworząc naprawdę wciągająca łamigłówkę (pomysłowość Jokera jest bardzo imponująca, a jednocześnie wie on jak wpływać na ludzi za pomocą mediów), a finałowa konfrontacja w katedrze nadal potrafi trzymać w napięciu (zapewne wpływ ma na to również bardzo niewielkie oświetlenie).

batman3

Reżyser jednak nie trzyma się wiernie kanonicznej opowieści o Waynie. Po pierwsze, sprawcą śmierci rodziców młodego Bruce’a jest Joker, co służy zintensyfikowaniu  konfliktu Po drugie, Joker ma dopisany  własny życiorys, co jest sporym plusem. Pewną zmianą (in minus) jest zmiana koloru skóry Harveya Denta (w filmie jest on czarnoskóry), który jednak pozostaje na dalszym planie. To są jednak drobiazgi, nieodbierające przyjemności z seansu.

Całości dopełnia też bardzo dobra obsada. Obecnie niemal dogmatem jest stwierdzenie, iż najlepszym odtwórcą roli Człowieka Nietoperza jest Michael Keaton. Jednak jego angaż przed premierą wywołał spore kontrowersje, gdyż aktora uznawano za mistrza ról komediowych (m.in. w filmach „Nocna zmiana” czy „Niebezpieczny Johnny”). Tutaj jednak kreację bohatera bardzo niejednoznacznego i bardziej fascynującego niż Christian Bale i jego następcy, choć pozornie Wayne wydaje się raczej sztampowo nakreśloną postacią. Naznaczony tragedią samotnik, mocno stroniący od ludzi, który podejmuje samodzielną krucjatę przeciwko nieprawości Gotham. Gdy jednak w pobliżu pojawia się piękna kobieta, bardzo trudno mu nadal tłumić emocje i Keaton potrafi to bardzo przekonująco pokazać. Jakkolwiek wysiłki Keatona zasługują na uznanie, film kradnie mu Joker (fenomenalny Jack Nicholson), który jest nieobliczalnym czarnym charakterem. Jednak poza grozą, potrafi wzbudzić śmiech i sympatię u widza. Obydwie postaci wbrew pozorom łączy wiele, choćby fakt, że nie są akceptowani przez swoje otoczenie, które uważa ich za dziwaków.

batman4

Jednak świetnych kreacji jest tutaj dużo więcej. Bardzo dobrze prezentuje się  Kim Basinger, która jako Vicky Vale nie jest tylko i wyłącznie damą w opałach. To Inteligentna, piękna kobieta, świadoma swojej wartości. Solidne role stworzyli również pojawiający się także w następnych trzech filmach: Pat Hingle (komisarz Gordon) oraz Michael Gough (Alfred Pennysworth). Nie sposób też nie wspomnieć o Jacku Palance’ie (gangster Carl Grissom), Robercie Wuhl (wścibski dziennikarz Alexander Knox) oraz Tracey’u Walterze (Bob, pomocnik Jokera).

Jeśli ktoś szuka filmu, będącego interesującą rozrywką, „Batman” jest idealną propozycją. Był to pierwszy ważny film w dorobku Tima Burtona, w którym jego formalny styl skrystalizował się. Jeśli kręcić filmy według komiksów, to właśnie tak jak w stylu Burtona – z klimatem, klasą oraz bez pretensji, nadęcia i patosu. Batman will returns…

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski