Dzień delfina

Jake Terrell jest amerykański naukowcem, który od lat zajmuje się delfinami. Przypadkowo odkrywa, że delfiny są w stanie mówić po angielsku – pojedyncze i krótkie wyrazy. Przykuwa to uwagę pewnych ludzi, którzy wykorzystać ssaka, by dokonać zamachu na prezydenta USA.

delfin1

Sam pomysł na tą historię był mocno absurdalny i w zasadzie mógłby się nadać do wczesnego filmu o Bondzie, ale Mike Nichols zrealizował całość w poważnej tonacji, co wywołuje pewien zgrzyt. Mamy tutaj spisek, intryga prowadzona jest powoli i ma na celu uśpić czujność, ale robi to aż nadto skutecznie. tempo jest bardzo usypiające, a przez dłuższy czas widzimy symbiozę człowieka z przyrodą, symbolizowana przez wodne zdjęcia pokazujące delfiny. Ale wątek sensacyjny jest tak naciągany i mało wiarygodny, że kompletnie mnie to nie obchodziło. Jeszcze przez pierwszą połowę, gdy dr Terrell (solidny George C. Scott) próbuje chronić swoje odkrycie przed wścibskim światem, bojąc się tego, co mogliby z tym zrobić ludzie, ale dalej robi się nudno.

delfin2

Sytuację próbują ratować zdjęcia (naprawdę niezłe) oraz muzyka Delerue (piękna), ale sam tytuł jest mocno przeciętny i szkoda czasu na oglądanie czegoś takiego. Zbyt poważne, zbyt nudne i naiwne.

5/10

Radosław Ostrowski

Lucy

Historia zaprezentowana w najnowszym filmie Luca Bessona jest tak absurdalna, że aż dobrze się to ogląda. Tytułowa Lucy to blond włosa studentka mieszkająca w Tajwanie, która zostaje zmuszona przez gangsterów do przemycenia narkotyków. Substancja ta – w formie niebieskiego proszku – pęka i trafia do jej organizmu, co doprowadza do uzyskania nieprawdopodobnych mocy.

lucy1

Brzmi to idiotycznie? Przy okazji reżyser przeplata fragmenty żywcem wzięte z kina akcji miesza ze scenami z filmów przyrodniczych albo naspeedowanych fragmentów z „Drzewa życia” lansując tezę o tym, że człowiek wykorzystuje 10% swojego mózgu. To dziwaczne połączenie wydaje się tak absurdalne, że może stać się dosłownie wszystko. Teoretycznie to powinno gryźć się ze sobą, jednak brawurowy sposób opowiadania historii zdynamizowany tak pokręconymi scenami akcji sprawdza się zaskakująco nieźle. Nie będę wam zdradzał co się wydarzy, bo trzeba to potraktować z dużym przymrużeniem oka. Scarlett Johansson sprawdza się w roli delikatnej kobiety zmieniającej się we wszechpotężną istotę niemal nie z tego świata, ze w zasadzie nic nie jest jej w stanie powstrzymać, także Choi Min-Sik w roli czarnego charakteru sprawdza się bez zarzutu. A Morgan Freeman jest po prostu Morganem Freemanem.

lucy2

Ale tak naprawdę w trakcie seansu lepiej wyłączcie swoje komórki mózgowe i przyjmijcie to, co się dzieje na ekranie. Inaczej czeka was rozczarowanie.

6/10

Radosław Ostrowski

Teoria spisku

Nowy Jork miał wielu taksówkarzy na ekranie, choć wśród nich najbardziej znany był Travis Bickle, bohater „Taksówkarza”. Jednak taki Jerry Fletcher to jest zupełnie inny egzemplarz. Facet jest kompletnym paranoikiem mającym fioła na punkcie teorii spiskowych, którymi dzieli się z prawnikiem z Departamentem Sprawiedliwości, Alice Sutton. Wszystko się zmienia, gdy taksiarz zostaje porwany przez tajniaków. I wtedy dzieją się rzeczy…

teoria_spisku1

Filmów z teoriami spiskowymi, które stają się prawdą była cała masa z nieśmiertelnym „JFK” na czele. Richard Donner nie miał aż takich ambicji jak Oliver Stone, tylko chciał zrobić dobry film sensacyjny. A że jest tak doświadczonym reżyserem, było spore prawdopodobieństwo sukcesu. Owszem, jest tu trochę klisz (sam przeciw wszystkim, obsesje, spiski, nieprzypadkowa znajomość dwójki bohaterów), ale udaje się twórcy zbudować paranoiczny klimat (czołówka!!!, mieszkanie Jerry’ego z wycinkami gazet), bez pójścia w stronę efekciarskiej rozpierduchy. Nie znaczy to, że nie ma tutaj scen akcji – nie mówię tu tylko o finałowej konfrontacji w psychiatry ku, ale tez o ucieczce Jerry’ego przywiązanego do siedzenia czy ataku na mieszkanie Jerry’ego. Całość ma dobre tempo, świetne zdjęcia (zwłaszcza te nocne i w ciemnych pomieszczeniach) oraz elegancką muzykę, która sprawnie buduje napięcie (jazzująco).  Poza pewnymi schematami, wadą jest tutaj typowo hollywoodzki finał (mdły lekko) oraz to, ze nasz bohater trochę łatwo radzi sobie z antagonistami (ale to pewnie z powodu swojej paranoi).

teoria_spisku2

Skoro reżyserem jest Donner, to główną role musiał zagrać jego ulubieniec – Mel Gibson. I rzeczywiście widać, że z jego bohaterem jest coś nie tak, a w rolach nie do końca normalnych ludzi sprawdza się bez zarzutu. Facet ma dziwaczne nawyki (wszystko zamknięte na szyfr, zbiera „Buszującego w zbożu”) i rozpowiada szalone teorie, ale jednocześnie skrywa pewną tajemnicę. Drugim mocnym punktem jest błyszcząca Julia Roberts, która jest dość mocno sceptyczna wobec rewelacji Jerry’ego i skrywa traumę. Ale mimo różnic podejścia jest odczuwalna chemia między tą dwójką i to nakręca ten film. Drugi plan to przede wszystkim niezawodny Patrick Stewart, czyli niejaki dr Jonas, którego tożsamość nie do końca jest jasna, tak jak motywy działania (jednak sprawniejsi kinomani domyślą się tego).

teoria_spisku3

Cóż, nie jest to najlepsze dzieło Donnera (gdyż jest nim „Zabójcza broń”), ale reżyser nie zawodzi i trzyma fason. Hollywoodzkość mocno widoczna pod koniec staje się poważną wadą, jednak szalony Mel oraz piękna Julia bronią ten tytuł. I nie jest to żaden spisek.

7/10

Radosław Ostrowski

Wataha – seria 1

Tytułowa wataha to oddział Straży Granicznej na Bieszczadach, która pilnuje granicy i tropi przemytników. Dowódcą jest kapitan Wiktor Rebrow. Podczas imprezy wspominkowej z dawnym dowódcą dochodzi do eksplozji strażnicy, którą przeżył tylko Rebrow, dlatego prokurator prowadząca sprawę uważa go za głównego podejrzanego. Sprawa staje się trudniejsza, niż można się spodziewać.

wataha1

Na hasło polski serial reaguje się czasami jak na polski film i można w zasadzie postawić takie same zarzuty – słabo słyszalne dialogi, logiczne bzdury, psychologiczna bujda i w ogóle brak pomysłu. Dlatego, gdy usłyszałem o nowej produkcji HBO robionej w Polsce, miałem wątpliwości. Zwłaszcza, że to miał być kryminał z górami w tle. Jednak pilnujący całości Michał Gazda oraz Kasia Adamik wzięli mnie z zaskoczenia. Po pierwsze, klimat. Bieszczady wygląda zarówno pięknie jak i mrocznie (świetne zdjęcia Tomasza Augustyniaka), choć ujęcia krajobrazowe wydają się tylko wizualnym ozdobnikiem, to jednak atmosfera osaczenia oraz tajemnicy jest namacalna. Czuć tutaj inspirację zarówno skandynawskimi kryminałami jak i choćby „Tajemnicami Laketop” Jane Campion.

wataha2

Dźwięk był bardzo porządny i czysty (poza dialogami z radiofalówek), dialogi jak najbardziej ok, a muzyka skręcająca w stronę etniczną jeszcze bardziej potęguje atmosferę. Można zarzucić, ze fabuła toczy się za wolno (ekspozycja trwa niemal połowę serialu), intryga zbyt oczywista, a pewne sytuacje są łatwe do przewidzenia, a pewne wątki pozostają otwarte (może będzie druga seria?), ale wciąga ten serial i naprawdę dobrze się to ogląda. Nawet postać tajemniczego znachora Szeptuna (niemy i niemal nie do poznania Marian Dziędziel) pasuje do tego świata.

wataha3

Wiadomo, ze sprawa zatacza szersze kręgi, choć podejrzewałem jednego z dwóch bossów przemytniczego półświatka – niejakiego Kalitę (dobry Mariusz Saniternik) i Ruska Metra (Oleg Drach), ale sprawa byłaby wtedy za prosta. Śledztwo zaczyna przeplatać się z codziennością pograniczników (nielegalny przerzut, morderstwo itp.), a w sprawie zamieszana jest grupa bardzo wpływowych ludzi. Finał pozostawia wiele znaków zapytania, jednak liczę na dalsze odcinki.

wataha4

Aktorsko tez jest tutaj bardzo ciekawie, choć trochę nierówno. Sprawdza się Leszek Lichota w roli Rebrowa, choć jego ból jest bardzo skryty, ale widać doświadczonego faceta znającego się na swoim fachu. Jeszcze lepszy jest Bartłomiej Topa, czyli Adam „Grzywa” Grzywaczewski – przyjaciel Rebrowa, który jednak skrywa pewną tajemnicę i jego motywy działania są niejasne. Poza nimi jeszcze z oddziału najbardziej wybijają się dwie postacie: komendant Markowski (Andrzej Zieliński pasuje do grania twardych facetów) oraz troszkę nadwrażliwa Natalia Tatarkiewicz (bardzo dobra Magdalena Popławska). Dość bogaty drugi plan uzupełniają także niezawodni: Jacek Lenartowicz (Michał Łuczak – kumpel Wiktora, zbyt krótko był na ekranie), Jacek Koman (kapitan Robert) i solidny – jak zawsze – Jarosław Boberek (policjant Świtalski).

wataha5

Jednak żeby nie było tak słodko, najsłabiej wypada tutaj Aleksandra Popławska jako prokurator Dobosz. Po pierwsze, jest to postać bardzo irytująca swoim głosem, ale też i zachowaniem. Traktująca głównego bohatera jako głównego podejrzanego (choć wiemy, że jest inaczej), wzbudza antypatię. To jeszcze dałoby się obronić, gdybym wierzył w jej kompetencje, ale to nie następuje („wizja lokalna” z Rebrowem czy próba przesłuchania dziewczynki, której zabito matkę). Choć potem gra do tej samej bramki jak reszta postaci, to niechęć i irytacja pozostały.

wataha6

Mimo pewnych wad i nielogiczności, „Wataha” zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie jest to może tak przełomowe dzieło jak „Breaking Bad” czy „Detektyw”, ale to światełko w tunelu, jeśli chodzi o produkcje polskie małego ekranu. Zarówno realizacyjnie nie mam poważnych zarzutów, a i sama fabuła była całkiem niezła. Po cichu liczę na ciąg dalszy, bo parę rzeczy wymaga wyjaśnień.

7/10

Radosław Ostrowski

Ultimatum Bourne’a

Po sześciu tygodniach od wydarzeń z Moskwy, Jason Bourne znów musi wrócić do gry, by ustalić raz na zawsze swoją przeszłość. Tym razem musi wrócić przez artykuł dziennikarza „The Guardian” Simona Rossa, który odnalazł informacje, że Treadstone jest nadal kontynuowany jako Blackblair. A to oznacza, że dziennikarz jest na celowniku, a Bourne razem z nim idzie do odstrzału.

bourne31

Jason Bourne musiał wrócić, co stwierdził każdy kto oglądał „Krucjatę”, która była słabszą częścią historii agenta z amnezją. Wszystko przez paradokumentalną realizacje, która mocno kłuła w oczy podczas scen akcji. Czy Paul Greengrass wyciągnął wnioski i poprawił babole? Nie, nadal panuje chaos w scenach akcji, chociaż nie jest to aż tak dokuczliwe (akcja w Targanie, gdzie mamy m.in. pościg motocyklowy i bieganie na dachach). Niemniej nadal może przeszkadzać (finał w Nowym Jorku) przy znakomitej historii, która dopełnia całości, ostatecznie wyjaśniając przeszłość Jasona Bourne’a. Wyruszymy do Londynu, Hiszpanii, a ostateczna konfrontacja odbędzie się w Nowym Jorku, gdzie wszystko się zaczęło (powtórzona scena finałowa z „Krucjaty…” nabiera tutaj nowego znaczenia). Intryga się znakomicie zazębia, wplecione flashbacki z życia Bourne’a/Webba dodają animuszu i ogląda się to fantastycznie, w kilku miejscach mocno podnosząc ciśnienie (obława na dworcu Waterloo) czy miejsce szkolenia Treadstone. Wszystko to oczywiście podkreślone przez fantastyczną muzykę Johna Powella oraz troszkę płynniejszy montaż. Ale kamera nadal ma ADHD, co w paru miejscach nadal irytuje (walka z Deshem w Tangenie toczy się tak szybko, ze nie widać kto kogo wali).

bourne32

Znowu nie mam zarzutów do aktorów, zwłaszcza do Matta Damona, który jest po prostu Bourne’m. Ale Damonowi ten film ukradł świetny David Strathairn w roli bezwzględnego i upartego Noah Vosena, który za wszelką cenę chce dopaść Bourne’a, nawet jeśli jest to niezgodne z prawem. Powracają także Julia Stiles (Nicky odgrywa tutaj kluczową role) i Joan Allen (Pamela Landy – jedyna wierząca w intencje Bourne’a). Poza nimi trudno też nie dostrzec mocnych kreacji Paddy’ego Considine’a (dziennikarz Simon Ross) oraz Alberta Finneya (dr Albert Hirsch).

bourne33

„Ultimatum…” mimo wad technicznych pozostaje najlepszą częścią serii. Choć zakończenie pozostaje kwestią otwartą, dla mnie ta historia jest już skończona. I niech już Jason Bourne aka David Webb zyska spokój, z dala od CIA i tym podobnych akcji.

8/10

Radosław Ostrowski

Krucjata Bourne’a

Wydawałoby się, że Jason Borune będzie miał spokój po likwidacji Treadstone, jednak trwało to tylko dwa lata. Byłego agenta CIA nadal prześladuje amnezja, jednak to jest najmniejszy problem. Podczas tajnej akcji w Berlinie (zdemaskowanie kreta, przez zdobycie informacji) zostaje zamordowany kupiec i agent CIA. Na miejscu zbrodni zostają znaleziony śladowy odcisk palca Bourne’a, przez co nasz bohater musi uciekać z Indii i ustalić kto go wkręca.

bourne21

Sukces kasowy „Tożsamości…” spowodował, że musiał powstać dalszy ciąg przygód agenta z amnezją znanego z książek Roberta Ludluma. A że to nie miało nic wspólnego z pierwowzorem (na co autor zgodził się przed śmiercią), to już jest inna kwestia. Tutaj jest podobnie, intryga jest pogmatwana i próby ustalenia kto, kogo i dlaczego. Wpadniemy do zimnego Berlina oraz równie chłodnej Moskwy, ale wprowadzono jedną, poważną zmianę. Na stanowisku reżysera Douga Limana (ograniczył się do roli producenta wykonawczego) zastąpił go Paul Greengrass, który tworzy kino utrzymane w paradokumentalnej stylistyce. I niestety, ta stylistyka do kina sensacyjnego nie do końca pasuje. Ujęcia z ręki, montaż tak szybki, że nie można tego zauważyć. O ile jeszcze w scenach, gdy Bourne jest obserwowany przez komputery CIA to się jeszcze broni, o tyle w scenach pościgów i bijatyk działa to odstraszająco. Chaotyczny montaż irytuje jeszcze bardziej (mocno to widać w pościgu w Moskwie czy walce Bourne’a z Jardą w Monachium), co psuje przyjemność z oglądania. A szkoda, bo gdyby nie to ocena byłaby dużo wyższa. Wszystko inne tutaj gra i wciąga, ale realizacja wywołuje rozczarowanie. Może przy „Ultimatum…” wszystko się poprawi, ale wątpię.

bourne22

Nadal ten film błyszczy aktorsko, dzięki czemu jesteśmy w miarę skłonni uwierzyć w cała opowieść. Matt Damon nadal jest świetny jako Bourne – mieszanka sprytu, siły pięści oraz zagubienia. To wszystko nadal pasuje, tworząc mocną mieszankę wybuchową. Idealny agent po prostu. Tutaj jego  tropicielem jest zastępca dyrektora CIA Pamela Landy (świetna Joan Allen), która nie jest pozbawiona sprytu, ale Bourne zawsze jest o ten krok przed. Analityczny umysł i wyciąganie wniosków stanowi jej mocny atut. Poza tym duetem wracają Brian Cox (agent CIA Ward Abbott) oraz Julia Stiles (Nicky), tworząc solidne tło. Z nowych bohaterów warto wyróżnić Karla Urbana (rosyjski zabójca Kirył) oraz Martona Csokasa (agent Jarda).

bourne23

„Krucjata…” mogła być świetnym filmem, gdyby Greengrass nakręciłby go w bardziej klasycznym stylu. A tak mamy chaotyczną akcję, za szybki montaż psujący przyjemność z seansu. Przez co ocena musi zostać brutalnie obniżona o punkt. Ale i tak czekam na dalszy ciąg, Davidzie Webb.

6/10

Radosław Ostrowski

Tożsamość Bourne’a

Podczas burzy statek rybacki znajduje młodego, nieprzytomnego mężczyznę, który został postrzelony. Ten zaś niczego nie pamięta, a zostaje przy nim znalezione konto w banku szwajcarskim.  Na miejscu znajduje pieniądze, kilka paszportów i pistolet. I od tej pory jest ścigany przez CIA z projektu Treadstone. W rozwiązaniu tej zagadki pomaga mu poznana Niemka Marie.

bourne_11

Postać szpiega z amnestią stworzona przez Roberta Ludluma już raz była przeniesiona na ekran dla telewizji. Ale w 2002 roku Bourne powrócił dzięki Dougowi Limanowi, który postanowił uwspółcześnić całą historię, kompletnie odcinając się od literackiego pierwowzoru. Był to także jeden z pierwszych filmów pokazujących współczesną inwigilację tajnych służb, które wykorzystują do tego komputery, podsłuchują policyjne radia oraz satelity. Pozornie nic nowego nie dostajemy, bo opowieści szpiegowskich było wiele, a amnezja to jeden z ogranych chwytów narracyjnych, jednak Liman trzyma swoją opowieść w ryzach, tworząc dynamiczne i ciekawe kino akcji. Cała intryga trzyma w napięciu, nie brakuje dynamicznych bójek i strzelanin (akcja w ambasadzie w Szwajcarii czy strzelanina na farmie z jednym z kilerów), sięgających do klasyki gatunku pościgów (pościg w Paryżu), a wyjaśnienie całej sprawy jest satysfakcjonujące (przynajmniej na tą chwilę). A wszystko jest zrobione tak jak być powinno – bez operatorskich udziwnień czy chaotycznego montażu. Każdy cios jest widoczny, a plenery (Szwajcaria, Waszyngton, Paryż) robią naprawdę spore wrażenie, potęgując klimat tajemnicy. Zakończenie może dawać wrażenie zamkniętej całości, ale to tak naprawdę przygrywka do następnych części.

bourne_12

Poza sprawną intrygą, dobrymi dialogami oraz świetną muzyka Johna Powella, Limanowi udało się dobrać naprawdę świetną obsadę. Na początku mogły pojawiać się wątpliwości co do Matta Damona jako super tajnego i świetnie wyszkolonego agenta, ale zarówno w scenach akcji jak i momentach odkrywania swojej przeszłości jest bardzo wiarygodny. Widać w twarzy zagubienie, a jednocześnie opanowanie i świetne przygotowanie. Nie jest on też pozbawiony sprytu, co parę razy ratuje mu życie. Partneruje mu równie przekonująca Franka Potente jako wiecznie szukająca swojego szczęścia Marie, choć jej motywy współpracy z Bourne’m pozostają niejasne. Co skłania kobietę szukająca raczej stabilizacji do zmiany trybu życia pełnego pościgów i strzelanin? Ta relacja między tą dwójka jest siła napędową, a między aktorami iskrzy. Poza nimi jest jeszcze dość mocny drugi, gdzie rządzi Chris Cooper. Jego Conclin, szef Treadstone to inteligentny, działający wszelkimi metodami agent, który chce zlikwidować Bourne’a. Poza nim jest jeszcze tajemniczy Brian Cox (niejaki Ward Abbott) i małomówny Clive Owen (Profesor).

bourne_13

Nie jest to nic nowego, ale ogląda się to bardzo dobrze. Sprawne, dobre i niegłupie kino sensacyjne, które nie jest w żaden sposób efekciarskie. W dzisiejszych czasach, to jest naprawdę sporo. Ciąg dalszy nastąpi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Wrogowie publiczni

Amerykanie kochają swoich gangsterów tak mocno, że tworzą o nich mity. A jednym z herosów czasów Wielkiego Kryzysu był John Dillinger, o którym nie powstało zbyt wiele filmów. Za jego historię postanowił wziąć się sam Michael Mann. I wyszedł mu naprawdę dobry film, ale po kolei.

wrogowie1

Wszystko zaczyna się w 1933 roku, gdy John Dillinger dokonuje spektakularnej ucieczki z więzienia. Po drodze zobaczymy kilka napadów na bank, czym zajmuje się Dillinger praktycznie od zawsze, pojawi się pewna dziewczyna, a J. Edgar Hoover wykorzystując Melvina Purvisa będzie próbował dopaść Dillingera. Ale ten facet jest sprytny, gdyż wie jak zbudować swój medialny wizerunek – a to dowcipkuje z dziennikarzem, ściska się z naczelnikiem więzienia po aresztowaniu. Celebryta tamtych czasów, a jednocześnie gangster ze starej szkoły, który woli napadać na banki niż czerpać profity z narkotyków, hazardu itp. A to mafii się niespecjalnie podoba (Frank Nitti). To poczynania Dillingera tak naprawdę przyśpieszyły działalność FBI, wprowadzając nowy rodzaj przestępstw – zbrodni federalnych, ściganych przez całe Stany. To jednak jest tło dla Manna, tak jak wykorzystany wątek przemijania pewnej epoki, zmierzchu starej gangsterki. Ze wzgląd na starcie Dillingera z Purvisem, film budzić może skojarzenia z „Gorączką”, jednak „Wrogowie” są zbyt chłodnym filmem, by ta konfrontacja mogła nas wciągnąć. Jest tu wiele klisz i schematów, ale całość ogląda się naprawdę dobrze. Zarówno scenografia, kostiumy jak i muzyka świetnie budują klimat epoki. Pewnym problemem może być warstwa wizualna – nie chodzi o samą kolorystykę zdjęć (te w sporej części są bardzo dynamiczne, z dominacją mroku przy świetnych strzelaninach czy scenach napadów), ale wykorzystanie kamery cyfrowej nie wywołuje zbyt dobrych wrażeń estetycznych. Wygląda to po prostu brzydko.

wrogowie2

Aktorsko film prezentuje się dość różnie. Na plus zdecydowanie warto wyróżnić Johnny’ego Deppa, choć bez charakteryzacji można go nie rozpoznać. Jako Dillinger jest czarującym dżentelmenem, który czerpie z życia ile się da. Choć strzela i to w dużej ilości, to jednak nikogo nie zabija – taki fajny facet. Jednocześnie jest świadomy swojego losu, lojalny wobec kumpli oraz romantyczny jak cholera. Jego przeciwieństwem jest Mervin Purvis (nudny Christian Bale), który szanuje swojego przeciwnika i jest uczciwy aż do bólu. Czy tylko mnie się wydawało, że Bale ma głos Batmana? Ciekawsza jest Marion Cotilliard jako dziewczyna Johna – niejaka Billie, która nie jest pierwszą lepszą damulką w opałach. Naiwna też nie jest, ale i tak trzyma się Johna mimo wszystko. Poza nimi jest wiele znanych twarzy w małych rolach (najbardziej utkwił w pamięci Stephen Graham jako psychopatyczny „Buźka” Nelson oraz twardy Stephen Lang jako agent Winstead), będącymi smaczkiem dla ekranu.

wrogowie3

Mann po kompromitacji pt. „Miami Vice” powoli wraca do dobrej formy. Solidna realizacja (poza cyfrówką), sprawna reżyseria, świetny Depp – to główne składniki sukcesu tego filmu. Nie wiem jak wy, ale ja nie mogę doczekać się najnowszego filmu Manna, który pojawi się w przyszłym roku („Haker” o walce z cyberterroryzmem). A „Wrogowie” to dobre kino.

7/10

Radosław Ostrowski

Miami Vice

Sonny Crockett i Ricardo Tubbs są gliniarzami z Miami, którzy pracują ze sobą od lat. Podczas akcji dostają cynk od swojego informatora, że wydano agentów fderalnych podczas realizacji transakcji narkotykowej. Obaj panowie podszywając się za handlarzy narkotyków podejmują się zadania infiltracji, trafiając na niejakiego Arcangela de Jesus Montoyę, któremu towarzyszy Isabella. Między nią a Sonnym zawiązuje się romans.

miami_vice1

Michael Mann postanowił zaryzykować i zrobić kinową wersję mega popularnego serialu z lat 80., którego był producentem. Efektem tego był mroczny i ponury film sensacyjny pokazujący ciemną stronę działania pod przykrywką. Udawanie kogoś zawsze jest trudnym wyzwaniem, a romans dodatkowo komplikuje sytuację, która wymaga większego sprytu i działań na granicy prawa (kradzież towaru kartelu). Przenosimy się z miejsca na miejsce, większość akcji toczy się nocą, a całość jest kręcona kamerą cyfrową, przypominając telewizyjny dokument (choć jest kilka wizualnych pereł). Ale i tak film jest zwyczajnie nudny, brakuje napięcia, a spory budżet (ponad 100 mln dolców) nie jest zbyt mocno widoczny. Surowy realizm działa tutaj męcząco i nie zaskakuje niczym nowym – nawet finałowa konfrontacja wygląda po prostu okropnie. Nic tutaj nie gra, nawet muzyka wypada dość blado. Słowem, najsłabszy film Manna od czasów „Twierdzy”.

miami_vice2

Aktorsko jest zaledwie przyzwoicie. Colin Farrell i Jamie Foxx są nieźli, gdy pojawiają się osobno, ale nie czuć tutaj chemii między nimi, co w przypadku grania takich sprawdzonych kumpli jest kluczowe. Z całej ekipy najbardziej wybija się Gong Li jako starająca się być niezależną Isabelle i jej emocje – dość skomplikowane – są wygrywane bez problemu. Reszta obsady po prostu jest i nie przeszkadza.

miami_vice3

To, że kinowa wersja „Policjantów z Miami” będzie czymś innym niż serial, nie było dla mnie niespodzianką. Ale Mann przyzwyczaił mnie do znacznie wyższego poziomu niż bycie przyzwoitym. Cóż zrobić? Może następnym razem będzie lepiej?

6/10

Radosław Ostrowski

Zakładnik

Max jest taksówkarzem w L.A., próbującym dorobić na początek swojego nowego interesu. Pracuje głównie na nocnej zmianie, jednak ta noc będzie dla niego naprawdę ciężka. A wszystko zaczyna się od podwiezienia siwowłosego Vincenta, który składa mu propozycje nie do odrzucenia – ma go dowieść do pięciu miejsc, za co dostanie ekstra zapłatę. Już po przyjeździe na pierwsze miejsce okazuje się, że Vincent jest płatnym zabójcą.

zakladnik1

Michael Mann i kino sensacyjne to pewna symbioza działająca od dłuższego czasu. Tym razem jednak „Zakładnik” wyróżnia się dwiema rzeczami. Po pierwsze, nakręcono go według cudzego scenariusza, p drugie niemal w całości został nakręcony kamerą cyfrową. O ile to pierwsze, nie jest mocno odczuwalne, o tyle to drugie ma wygląda całkiem nieźle, nie wywołując irytacji czy rozdrażnienia. Sama intryga jest bardzo zgrabnie prowadzona, a gdzieś w połowie filmu dowiadujemy się o co tu chodzi. W dodatku Los Angeles nocą wygląda strasznie i tajemniczo – nigdy nie wiadomo kogo można spotkać, a przypadek odgrywa tutaj istotną rolę. Klimat jest rzeczą wyróżniająca film Manna od reszty, tak samo świetne dialogi oraz spójny montaż. Co prawda zakończenie, gdzie nasz everyman decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce, by ratować ostatnią ofiarę, może się wydawać zbyt hollywoodzki, ale to i tak ogląda się z napięciem oraz zainteresowaniem. Realizm działań policji, naturalistycznie pokazana przemoc, świetnie zgrana muzyka (mieszanka ambientu, rocka, jazzu i latynoskich brzmień) robi naprawdę wrażenie.

zakladnik2

Także obsada jest tutaj niezawodna. Największą niespodzianką jest tutaj siwowłosy Tom Cruise w roli zimnego i bezwzględnego płatnego zabójcy Vincenta. Wyrachowany, spokojny, z ironicznym humorem jest wysokiej klasy profesjonalista, który potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. I naprawdę budzi on przerażenie (a jego giwera jest głośniejsza od reszty). Takiego Cruise’a nie pamiętam, choć w zasadzie robi to, co zawsze (tylko mniej się uśmiecha). Zaś tytułowym zakładnikiem jest Max, znakomicie prowadzony przez Jamie Foxxa. To typowy everyman, który ma swoje plany, jest wygadany i znajduje się w ekstremalnej sytuacji. Poza tym duetem na planie wybija się niezawodny Mark Ruffalo (dociekliwy i uparty detektyw Ray Fanning), piękna Jada Pinkett Smith (prokurator Annie) oraz solidni Javier Bardem (gangster Felix) oraz Bruce McGill (agent FBI Pedroza).

zakladnik3

„Zakładnik” nie jest może jedna z najlepszych propozycji Michaela Manna w karierze, ale poniżej pewnego (wysokiego) poziomu ten reżyser nie schodzi. To po prostu dobre kino sensacyjne, które trzyma fason i nie traktuje widza jak idiotę, a to już sporo.

7,5/10

Radosław Ostrowski