Wolverine

Logan znany też w świecie mutantów jako Wolverine po tym jak zabił swoja ukochana, ukrywa się przed światem. Tym razem zostaje zaproszony do Japonii, by pożegnać się z Yashidą, którego ocalił w Nagasaki przed wybuchem bomby atomowej. Starzec proponuje Loganowi pozbawienie go nieśmiertelności, jednak umiera tej samej nocy, a podczas pogrzebu, jego wnuczka Mariko zostaje porwana przez Yakuzę.

wolverine1

Wolverine lub jak w Polsce się go zwie Rosomak nie ma szczęścia do adaptacji. O ile w serii „X-Men” jest bardzo wyrazistym bohaterem drugoplanowym, o tyle jego solowe popisy delikatnie mówiąc rozczarowywały (patrz: „Geneza”). Niezrażeni jednak producenci postanowili spróbować jeszcze raz z postacią Rosomaka, aż nuż się uda. No nie do końca wyszło, choć James Mangold stara się z całych sił. Sama intryga jest dość zamotana, choć parę razy byłem zaskoczony (choć nie zawsze na plus – patrz: zakończenie), zaś sama Japonia robi tutaj za tło walki Wolverine’a z Yakuzą i ninja (i to przybysz okazuje się bardziej honorowy od reszty). Bardziej interesujące były sceny, gdy Logan zostaje częściowo pozbawionych swojej mocy regeneracji, przez co widzimy w nim człowieka. Sama zaś akcja jest mocna i efektowna (bijatyka w pociągu czy ostateczna konfrontacja z… ninja), jednak z powodu niskiej kategorii wiekowej, pozbawiona dużej ilości krwi (mi to bardzo przeszkadzało), ale ogląda się to całkiem nieźle. Ale były dwie dość mocne wady. Po pierwsze, retrospekcje z Jean Grey, które nic nie wnosiły do filmu i pasowały jak pięść do oka. Po drugie, sam finał, a właściwie rozwiązanie całej zabawy było tak dziwacznie, że nie wiedziałem, co zrobić. Takiego mindfucka to nie pamiętam od dawna.

wolverine2

Jednak film ma jeden mocny atut – a imię jego Hugh Jackman. Nie wyobrażam sobie, żeby ko inny mógł zagrać tą postać tak wiarygodnie jak Australijczyk. Cyniczny, krewki i pełen sarkastycznych one-linerów (rozmowa z ministrem sprawiedliwości – perła), a jednocześnie szukający własnego spokoju, honorowy heros. Wszystkie te emocje są grane jak trzeba i wierzymy mu, a kiedy zaczyna zabijać, nic i nikt go nie powstrzyma. Cała reszta obsady robi tylko za tło, ale jest to naprawdę przyzwoite tło.

James Mangold wybronił jakoś Wolverine’a przed porażką i wyszedł z tego całkiem niezły film. Daje nadzieję, że kolejne wejście naszego Rosomaka (sequel „X-Men: Pierwsza klasa”) będzie czymś smakowitym.

6/10

Radosław Ostrowski

PS. Po napisach końcowych jest scena, która wprawi was w konsternację.

Elizjum

Jest rok 2154. Planeta Ziemia jest przeludniona, mieszkają biedni ludzie, wszystko jest zanieczyszczone. Ci bardziej nadziani, zbudowali Elizjum – pełne zieleni, wielkich domostw oraz pięknych ludzi, dzięki darmowej służbie zdrowia oraz komór regeneracyjnych. Wszelkie próby wejścia na Elizjum kończą się zestrzeleniem lub w najlepszym wypadku aresztowaniem. Jednym z takich desperatów jest skazaniec Max, który pracuje dla potężnej korporacji. Jednak pewnego dnia dochodzi do wypadku, na skutek którego zostaje napromieniowany i zostaje mu 5 dni życia. Nie mając nic do stracenia, chce ruszyć na Elizjum. Przy okazji wplącze się w intrygę mającą na celu obalenie władzy na Elizjum.

elizjum1

Pamiętacie taki film „Dystrykt 9”? Debiutujący nim reżyser Neil Blomkamp odświeżył nim kino SF, tworząc bardzo pasjonujące kino. Teraz wraca, z większym budżetem, gwiazdorską obsadą i… lekko rozczarowuje. Z jednej strony jest to świetne kino akcji, gdzie kamera pędzi z ręki, montaż jest lekko chaotyczny, ale mimo to akcja wygląda imponująco. Sama wizja świata jest dość prosta, ale jednak sugestywna, dzięki pracy kamery, a także kontrast wizualny. Ziemia wygląda jak wypłowiała i zniszczona pustynia, z upadającymi budynkami oraz kompletnym brakiem zieleni, z kolei Elizjum jest sterylne, z zielenią, imponującymi budynkami i rozwiniętą technologią. To przede wszystkim film akcji, ukryty w szatki fantastyki.

elizjum2

Jednak są dwie poważne wady, które psują frajdę z oglądania. Po pierwsze, wątek moralnej rozterki bohatera między chęcią wyleczenia siebie, a pomocą dawnej dziewczynie ociera się mocno o melodramat i masę zbędnych retrospekcji. Po drugie, kontrastowość i schematyczność głównych antagonistów, aż do bólu (i nawet dobra gra Matta Damona oraz Jodie Foster nie jest w stanie tego ocalić). Wyjątkiem jest agent Kruger (świetny Sharito Copley), stworzony na granicy karykatury cyniczny twardziel.

elizjum3

Mimo tego wyszedł z tego całkiem niezły film, który dobrze się ogląda, ale nie jest w żaden sposób następcą „Dystryktu 9”. I to doprowadziło do zniechęcenia wielu osób, także i mnie. Jednak wierzę, że Blomkamp jeszcze mnie zaskoczy.

6/10

Radosław Ostrowski

Zawodowiec

Major Josseline Beaumont jest agentem francuskiego wywiadu, który dostał zadanie zabicia dyktatora jednego z afrykańskich krajów. Ale oficer na skutek zdrady zostaje schwytany i skazany. Jednak majorowi udaje się uciec i decyduje się zrealizować swoje zlecenie. Jego przełożeni próbują go powstrzymać.

zawodowiec2

Francuzi już od wielu dekad próbowali robić filmy sensacyjne, utrzymane trochę w stylu amerykańskich wzorców, zwłaszcza w latach 70-tych i 80-tych. „Zawodowiec” to jeden z bardziej znanych filmów tego nurtu. Intryga jest dość prosta i pokazująca (dość delikatnie) rozterki między moralnością a dostosowywaniem się do nowych reguł. Owszem, czasami logika dość mocno szwankuje, dźwięk bywa drażniący (zwłaszcza odgłosy bójek – za głośne przede wszystkim), zaś humor bywa miejscami dość rubaszny. Niemniej realizacja jest naprawdę sprawna, trzyma to w napięciu, tempo jest naprawdę wysokie i nie brakuje paru niezłych dialogów. A i tak w pamięci pozostaje przede wszystkim muzyka Ennio Morricone (delikatna, liryczna melodia), budująca atmosferę smutku i melancholii.

zawodowiec1

Mimo pewnych kiksów oraz lekko archaicznej formy, aktorsko prezentuje się całkiem nieźle. Jean-Paul Belmondo ma już swoje lata i niespecjalnie może wali po ryju itp., ale nadal daje radę jako zdradzony agent. Jest przebiegły, zna różne sztuczki i uwodzi kobiety, jak to on. Poza nim reszta prezentuje raczej solidny poziom, może poza Robertem Hosseinem w roli tropiącego go kapitana Rosena – antypatyczny, działający podstępem i używający głównie siły.

zawodowiec3

Nie jest to może najlepsza rzecz zrobiona nad Sekwaną, ale mimo 30 lat na karku prezentuje się naprawdę nieźle. Lekkie, pomysłowe i niegłupie kino sensacyjne.

7/10

Radosław Ostrowski

Krwawy diament

Lata 90. W Sierra Leone trwa wojna domowa, zaś przedmiotem walk są surowce naturalne. Przypadkowo zostaje w to wplątany rybak Solomon Vandy, który siłą zostaje zmuszony do pracy przy wydobywaniu diamentów, a jego rodzinę rozdzielono. I wtedy pojawia się koło niego przemytnik diamentów Danny Archer, który obiecuje mu pomóc w odnalezieniu rodziny w zamian za diament, który znalazł Vandy i gdzieś ukrył. Razem z nim jest jeszcze dziennikarka Maddy Bowen.

diament1

Kino rozrywkowe, które próbuje przemycić ważnie i poważne treści? To trudne zadanie, wręcz niewykonalne. Jednak Edward Zwick nie boi się ryzykować i w konwencji kina sensacyjnego pokazuje rzeczywistość Afryki, wykorzystywanej przez białych do grabienia i łupienia. W podobny sposób próbował opowiadać „Wierny ogrodnik”, gdzie Afryka była dużym laboratorium dla koncernów farmaceutycznych, jednak tutaj chodzi diamenty z regionów ogarniętych wojną domową, na której zarabiają biali. Rebelianci zmuszający dzieciaków do walki (znany temat choćby z „Wiedźmy wojny”), podtrzymywanie wojny, by na niej zarabiać, równie chciwi najemnicy – mocne tematy, które można było bardziej pogłębić, zamiast okraszać strzelaninami i wybuchami (efektownymi, mocnymi i nie pozbawionymi bardzo realistycznej przemocy). A jednak to wszystko zaskakująco dobrze działa, zaś wyprawa po diament okaże się drogą przez zapomniany przez Boga kontynent. Piękne plenery zmieszane z surową realizacją robią mocne wrażenie, zaś bohaterowie są ludźmi z krwi i kości. Można się przyczepić do łzawego finału, ale i tak wyszedł z tego ciekawy film.

diament2

Również aktorstwo trzyma więcej niż solidny poziom. Świetnie wypadł Leonardo DiCaprio w roli przemytnika Archera. Cyniczny cwaniak, któremu zależy tylko na forsie i diamentach, choć okazuje się zdolnym do poświęcenia, zaś to jak mówi ten facet zasługuje na uznanie (akcent południowoafrykański jest naprawdę trudny). Równie mocna jest Jennifer Connelly, czyli piękna dziennikarka, która wygłasza najmocniejsze zdania na temat sytuacji w Afryce. Nie jest słodką, naiwną reporterką, raczej osobą potrzebującą odrobiny adrenaliny. No i w końcu – last but not least – Djimon Hounsou, czyli prosty (ale nie głupi) Solomon rozdarty między potrzebą znalezienia rodziny, a szukaniem diamentu. Mocna, choć prosta postać.

diament3

Zwick z jednej strony tworzy dynamiczne i mocne kino akcji, z drugiej pokazuje Afrykę jako bardzo niebezpieczne i niestabilne miejsce. I wyszło z tego naprawdę dobre kino, choć lekko hollywoodzkie.

7/10

Radosław Ostrowski

Iron Man 3

Wszyscy fani komiksów znają Tony’ego Starka ps. Ajron Men. Jeden z najbardziej wyluzowanych superherosów ostatnio nie ma lekko. Po ostatniej akcji z Avengersami, gdzie o mało nie zapłacił tego własnym życiem, przeżywa napady lękowe. Ale jeśli myślicie, że facet będzie miał urlop powiem krótko: nie będzie. Światu (czyt: Ameryce) zagraża tajemniczy terrorysta Mandaryn i pomagający mu Adrian Killian – szalony naukowiec.

im2

Powiem tak: jeśli widzieliście poprzednie części, wiecie czego należy się spodziewać – efektownej rozpierduchy, bez patosu i smęcenia, bo to jest rozładowywane żartem, ironią i humorem. Nie jest to aż tak efektowne i widowiskowe jak „Avengers”, ale i tak zabawa jest przednia. Intryga w zasadzie jest prosta, ale bardzo zgrabnie poprowadzona (tożsamość Mandaryna mnie akurat zaskoczyła), ostateczna konfrontacja jest efektowna, efekciarska i w ogóle, prosty schemat na dobrych i złych, psychologia jest uproszczona, ale umówmy się. To miała być czysta rozrywka i Shane Black (zastąpił Jona Favreau na stołku z napisem: director) wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie, zaś finał (operacja „Melanż”) to zadyma na maksa. Choćby dla tego warto zobaczyć ten film (jest dostępny z polskim dubbingiem, choć nie polecam).

im3

Scenariusz może nie jest zbyt logiczny i jest parę bzdur, ale to akurat jedyna wada. Aktorzy dopasowują się i wypadają rewelacyjnie. Robert Downey Jr. w poprzednich częściach brylował i był strzałem w dziesiątką. Tutaj tylko to potwierdza i czuje się w tej roli jak ryba w wodzie, nawet w dramatycznych sytuacjach nie traci poczucia humoru. Ze starej ekipy zostali jeszcze Gwyneth Paltrow (Pepper Potts) i Don Cheadle (pułkownik Rhodes, kumpel Starka), którzy trzymali fason, zaś silnym wzmocnieniem są koncertowi Guy Pearce (jako Killian potwierdza, że jest świetny w rolach czarnych charakterów), Ben Kingsley (Mandaryn – niesamowicie ucharakteryzowany) i Rebecca Hall (Maya Hansen, była dziewczyna Starka).

im1

Infantylna, trochę naiwna, ale za to bardzo widowiskowa bajka w starym, dobrym stylu. Ajron Men wrócił i to w wielkiej formie. Pytanie tylko jak sobie poradzą sobie Avengersi?

8/10

Radosław Ostrowski

PS. Jak zawsze w tej serii, po napisach końcowych jest jedna zabawna scenka.

Czas zemsty

Victor pracuje dla gangstera Alphonse’a, który jest jednym z istotnych graczy w Nowym Jorku. Od pewnego czasu ktoś zabija jego ludzi, zostawiając tajemnicze wiadomości. Jego ludzie próbują go namierzyć. W tym samym czasie Victorem interesuje się sąsiadka znad przeciwka, Beatrice skrywająca pewną tajemnicą. Prosi Victora o zabicie człowieka, który po pijaku rozbił się z jej autem, powodując oszpecenie jej twarzy.

czas_zemsty1

W Hollywood jest (niemal od zawsze istniejący) trend polegający na ściąganiu zdolnych filmowców spoza Ameryki, by kręcili tam swoje filmy. Tym razem padło na pochodzącego ze Szwecji Nielsa Ardena Opleva – twórcy pierwszej części „Millennium” wg Stiega Larssona. Teraz dostał zlecenie zrobienia mrocznego filmu sensacyjnego z zemstą i miłością w tle. Klimat jest gęsty, intryga wielopiętrowa i skomplikowana (w skrócie Victor chce się zemścić za śmierć swojej rodziny, zabijając mafioza), zaś kierunek, w którym idzie fabuła nie jest taka prosta do przewidzenia. Zaczyna się mocny sceną porachunków mafijnych, by potem spowolnić tempo i skupić się na relacji między Victorem i Beatrice. Można się przyczepić do finału, który jest zrobiony w stylu Rambo (nasz heros kontra cała reszta), niemniej zrealizowane jest to więcej niż solidnie. Zdjęcia, montaż – tu nie ma się do czego przyczepić. Może i tempo jest dość ospałe, ale bardzo dobrze się to ogląda.

czas_zemsty2

Także aktorstwo jest tutaj pierwszorzędne. Colin Farrell bardzo wiarygodnie wypada jako mściciel. Bardzo precyzyjnie buduje cały plan, jest wyrachowany i tłumi wszelkie emocje. Ale ten pancerz powolutku zaczyna pękać. Dla mnie jednak ciekawsza była partnerująca mu Noomi Rapace – tajemnicza, skryta, oszpecona, też chcąca wymierzenia sprawiedliwości. Oboje tworzą bardzo intrygujący, choć dziwny duet, który jest siłą napędową tego filmu. Poza nimi wyróżniają się przyzwoity Terence Howard (Alphonse) oraz Dominic Cooper (ambitny Darcy).

czas_zemsty3

Nie jest to typowy film sensacyjny z masą wystrzelonych nabojów i jeszcze większą ilością trupów. Oplev jest stoi w opozycji i zrobił bardzo intrygujący film sensacyjny, który potrafi przykuć uwagę, mimo niezbyt szybkiego tempa.

7/10

Radosław Ostrowski

Ludzie miasta

Kevin Calhoun jest asystentem nowojorskiego burmistrza Johna Pappasa – człowieka z dużą reputacją i niemal nieskazitelną opinią. Pewnego dnia dochodzi do tragicznej sytuacji – na skutek strzelaniny zginął policjant, siostrzeniec mafioza i 6-letni chłopiec, który był przypadkową ofiarą. Poruszony tragedią Kevin próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę i trafia na dużą aferę.

ludzie_miasta2

Kino polityczne nie jest łatwym gatunkiem, bo wymaga od widza większego skupienia, ma wolniejsze tempo i jest pozbawione klasycznie rozumianej akcji. Pozornie film Harolda Beckera jest kolejną tego typu opowieścią, jednak potrafi on wciągnąć i zmusić do przemyśleń, choć wnioski są dość oczywiste: układy między policją, władzą, sądami i mafią są bardzo silne, oparte na znajomościach i lojalności. Doprowadzają one do czegoś, co fachowo nazywa się skażeniem i psuciem systemu. Owszem, film jest bardzo gadany (jednak dialogi są naprawdę dobre), scenariusz przykuwa uwagę jak w rasowym kryminale, co nie dziwi jeśli wśród autorów mamy m.in. Nicolasa Pileggi („Chłopcy z ferajny”) i Paula Schradera („Taksówkarz”). Drugą rzeczą istotną jest sposób realizacji – wszystko zrobione w sposób bardzo oszczędny, pozbawiony patosu i łopotu amerykańskiej flagi, co samo w sobie jest dużym plusem. Nawet finał jest zrobiony bez podniosłości i werbli.

ludzie_miasta1

No i jak to jest zagrane. Al Pacino jako burmistrz jest po prostu wyborny – to silna i charyzmatyczna osobowość (mowa na pogrzebie chłopca), która magnetyzuje i przykuwa uwagę. Także John Cusack w roli jego asystenta prezentuje się bardzo dobrze. To idealista, który jest uczciwy – przypomina trochę bohatera „Id marcowych”. Wzbudza sympatię i poznaje reguły polityki. Poza tym duetem obsada jest bardzo imponująca: od Danny’ego Aiello (powiązany z mafią Frank Anselmo), Brigdet Fondy (Marybeth Cogan – adwokat policjantów) i Martina Landau (sędzia Stern) do Davida Paymera (Abe Goodman – przyjaciel Calhourna) i Anthony’ego Francioza (Paul Zapatti – gangster).

To naprawdę dobry film, który jest zrealizowany w prosty sposób, bez żadnego kombinowania i udziwniania. Owszem, niektórych może to wynudzić, ale sprawna realizacja i świetne aktorstwo powinno wynagrodzić wszelkie słabostki.

7/10

Radosław Ostrowski

Koliber

Joseph Jones był żołnierzem brytyjskich sił specjalnych stacjonujących w Afganistanie. Teraz ukrywa się w londyńskich uliczkach jako bezdomny i towarzyszy mu Isabelle. Uciekając przed łobuzami wpada do domu i przejmuje tożsamość właściciela, który wyjechał na długo. Zdobywa pracę w chińskiej mafii, pomagając siostrze Cristinie zajmującej się bezdomnymi. Ale kiedy dowiaduje się, że Isabelle została zamordowana, chce ją pomścić.

koliber1

Dziwny film zaserwował debiutujący w roli reżysera Steven Knight (scenarzysta m.in. „Wschodnich obietnic” Davida Cronenberga), bo jak na film akcji za mało akcji, tempo jest spokojne, a dużo psychologii. Londyn nocą nie wygląda tak fajnie jak za dnia i nie chodzi mi tu o neony, ale nocą budzą się demony. Wiem, brzmi to banalnie, ale to akurat prawda – prostytucja, haracze, handel towarem, ściąganie długów. Tu sprawiedliwość wymierza się na własną rękę. Klimatu brudu dopełniają ciekawe i niepozbawione uroku zdjęcia Chrisa Mengesa, dobry montaż oraz dość intrygująca fabuła, która może nie jest specjalnie oryginalna, ale nie zanudza. Jak dla mnie to za spokojnie było (ze względu na pewnego aktora liczyłem na więcej zadymy), ale efekt jest niezły, zaś rzadko pojawiające się sceny akcji są porządnie zrobione.

Liczyłem na jatkę i kino akcji, bo zagrał tu niejaki Jason Statham, który jednoznacznie kojarzy się z byciem twardzielem. Tutaj jednak gra faceta z przeszłością, od której próbuje uciec, a by odkupić swoje winy, musi sam załatwić sprawy za pomocą pięści. I facet jest wiarygodny, nawet jeśli nikomu nie spuszcza łomotu. Drugą kluczową postacią jest siostra zakonna grana przez Agatę Buzek. Nie, to nie jest żart. Nie dość, że dobrze mówi po angielsku (choć kilka zdań jest po polsku) i całkiem nieźle poradziła sobie z rolą dość skomplikowanej kobiety.

koliber2

„Koliber” to od czasu „Revolvera” Guya Ritchiego najbardziej nietypowy film w dorobku Jasona Stathama. Jak na film akcji, za dużo gadania i spokoju, a jak na dramat trochę dużo akcji. Efekt wyszedł przyzwoity, a i parę razy potrafi zaskoczyć.

6/10

Radosław Ostrowski

Sęp

W ciągu sześciu lat zniknęło lub uciekło kilkudziesięciu kryminalistów, zaś śledztwa w ich sprawie utknęły w martwym punkcie. Kiedy jednak zostaje odbity z więziennego konwoju po procesie Radosław Raczek „Djuna”, generał policji prosi o pomoc w rozwiązaniu sprawy inspektora Bożka i komisarza Aleksandra Wolina „Sępa”.

sep1

Mówi się, że w Polsce nie da rady zrobić filmu akcji na poziomie amerykańskim. A jednak, zadania tego podjął się Eugeniusz Korin – reżyser teatralny, który debiutuje na dużym ekranie. Sama intryga jest naprawdę pomysłowo i nieszablonowo opowiedziana – reżyser myli tropy, kluczy, parę razy potrafi zaskoczyć, zaś finał pozytywnie zaskakuje (jednak moralne rozterki bohatera zbyt łatwo zostają rozwiązane). Choć film trwa około dwóch godzin, nie ma tu miejsca na nudę. Owszem, dialogi nadal bywają niesłyszalne, sceny pod tablicą (Sęp rozwiązujący matematycznie zagadkę) wydają się zbędne, ale za to jest świetnie zrealizowane (zdjęcia i montaż zasługują na uznanie), czuć tutaj inspiracje Davidem Fincherem i Christopherem Nolanem (montaż równoległy). Dawno nie było filmu, który by tak wyglądał na naszym podwórku.

sep2

A skoro porównuje się do Hollywood, to i obsada musi być gwiazdorska. No i jest – pytanie, czy poza tym idzie coś więcej? O dziwo tak, choć nie jest idealnie. Naprawdę dobrze wypadł Michał Żebrowski w roli wnikliwego śledczego, który jak naukowiec łączy fakty w całość, a i przyłoić też potrafi. Partnerujący mu Daniel Olbrychski w roli inspektora Bożka wypada bardzo przekonująco i ma ten błysk w oku. Z drugiego planu zdecydowanie należy wyróżnić Piotra Fronczewskiego (generał Krasucki), Andrzeja Seweryna (profesor Reaktorski) i Mirosława Bakę (Rajski, dowódca oddziału odbijającego więźniów). Ale żeby nie było zbyt dobrze, są dwie poważne rysy: irytujący Paweł Małaszyński (komisarz Robaczewski) – na szczęście nie pojawia się zbyt długo i Anna Przybylska (Natasza McCormack), która średnio pasuje na instruktorkę kickboxingu.

sep3

Korin swoim debiutem udowodnił, że i u nas da się zrobić dynamiczny i nieszablonowy kryminał. Choć może nie wszystko jest dopracowane, to jednak potrafi zrobić mocne wrażenie.

7/10

Radosław Ostrowski

Olimp w ogniu

Mike Banning był agentem Secret Service, dbającym o bezpieczeństwo prezydenta USA. Jednak na skutek wypadku, podczas którego zginęła Pierwsza Dama, zostaje przeniesiony do Departamentu Skarbu. Ale kiedy koreańscy terroryści zaatakowali Biały Dom i wzięli prezydenta jako zakładnika, tylko Banning jest w stanie ich powstrzymać.

olimp1

Jeśli nadal jesteście przekonani, że akcja najnowszego filmu Antoine’a Fuquy toczy się w Grecji, przestaję wierzyć w waszą inteligencję. Natomiast, jeśli po opisie nasuwają wam się skojarzenia ze „Szklaną pułapką”, to jesteście bliżej. Jest to rasowy film akcji w lekko oldskulowym stylu, z masą krwi, flaków, wybuchów i ogólnie pojętej rozpierduchy, lekko podrasowanej sucharami. Może i logika czasami wydaje się niezrozumiała i nie brakuje dziwnych sytuacji (łatwość w opanowaniu Białego Domu), zaś całość jest mocno przewidywalna, ale akcja idzie na złamanie karku, trzyma w napięciu i jest to porządnie zrealizowane. Oczywiście, pojawia się amerykańska flaga (tym razem podziurawiona kulami), pojawia się patos, ale nie przeszkadza to w odbiorze, zaś Biały Dom w stanie kompletnej demolki, robi naprawdę wrażenie.

olimp2

W przypadku filmów akcji, gra aktorska nie jest priorytetem, jednak tutaj prezentuje się ona naprawdę przyzwoicie. Gerard Butler jako twardziel, który do ostatniej kropli krwi będzie bronił nawet najbardziej beznadziejnej sprawy jest po prostu idealny. Może nie jest taki zabawny jak John McClane, ale metod eksterminacji nie powstydziłby się nawet Bryan Mills z „Uprowadzonej”. Pozostali raczej robią tu za tło. Aaron Eckhart (prezydent USA) albo jest przywiązany i bity albo mówi podniosłe teksty, Morgan Freeman (p.o. prezydenta John Trumbull) jest rozważnym i mądrym przywódcą, czyli jest… Morganem Freeman, Angela Bassett (szefowa Secret Service) jest ograniczona do kilku zdań, zaś Rick Yune (Kang) jako główny zły wypada naprawdę dobrze.

olimp3

Jednak i w Hollywood można zrobić dobry film akcji. Może nie jest on idealny, ale dobrze się sprawdza, a takiej ilości krwi i trupów nie było od czasów „Niezniszczalnych”.

7/10

Radosław Ostrowski