Krucjata Bourne’a

Wydawałoby się, że Jason Borune będzie miał spokój po likwidacji Treadstone, jednak trwało to tylko dwa lata. Byłego agenta CIA nadal prześladuje amnezja, jednak to jest najmniejszy problem. Podczas tajnej akcji w Berlinie (zdemaskowanie kreta, przez zdobycie informacji) zostaje zamordowany kupiec i agent CIA. Na miejscu zbrodni zostają znaleziony śladowy odcisk palca Bourne’a, przez co nasz bohater musi uciekać z Indii i ustalić kto go wkręca.

bourne21

Sukces kasowy „Tożsamości…” spowodował, że musiał powstać dalszy ciąg przygód agenta z amnezją znanego z książek Roberta Ludluma. A że to nie miało nic wspólnego z pierwowzorem (na co autor zgodził się przed śmiercią), to już jest inna kwestia. Tutaj jest podobnie, intryga jest pogmatwana i próby ustalenia kto, kogo i dlaczego. Wpadniemy do zimnego Berlina oraz równie chłodnej Moskwy, ale wprowadzono jedną, poważną zmianę. Na stanowisku reżysera Douga Limana (ograniczył się do roli producenta wykonawczego) zastąpił go Paul Greengrass, który tworzy kino utrzymane w paradokumentalnej stylistyce. I niestety, ta stylistyka do kina sensacyjnego nie do końca pasuje. Ujęcia z ręki, montaż tak szybki, że nie można tego zauważyć. O ile jeszcze w scenach, gdy Bourne jest obserwowany przez komputery CIA to się jeszcze broni, o tyle w scenach pościgów i bijatyk działa to odstraszająco. Chaotyczny montaż irytuje jeszcze bardziej (mocno to widać w pościgu w Moskwie czy walce Bourne’a z Jardą w Monachium), co psuje przyjemność z oglądania. A szkoda, bo gdyby nie to ocena byłaby dużo wyższa. Wszystko inne tutaj gra i wciąga, ale realizacja wywołuje rozczarowanie. Może przy „Ultimatum…” wszystko się poprawi, ale wątpię.

bourne22

Nadal ten film błyszczy aktorsko, dzięki czemu jesteśmy w miarę skłonni uwierzyć w cała opowieść. Matt Damon nadal jest świetny jako Bourne – mieszanka sprytu, siły pięści oraz zagubienia. To wszystko nadal pasuje, tworząc mocną mieszankę wybuchową. Idealny agent po prostu. Tutaj jego  tropicielem jest zastępca dyrektora CIA Pamela Landy (świetna Joan Allen), która nie jest pozbawiona sprytu, ale Bourne zawsze jest o ten krok przed. Analityczny umysł i wyciąganie wniosków stanowi jej mocny atut. Poza tym duetem wracają Brian Cox (agent CIA Ward Abbott) oraz Julia Stiles (Nicky), tworząc solidne tło. Z nowych bohaterów warto wyróżnić Karla Urbana (rosyjski zabójca Kirył) oraz Martona Csokasa (agent Jarda).

bourne23

„Krucjata…” mogła być świetnym filmem, gdyby Greengrass nakręciłby go w bardziej klasycznym stylu. A tak mamy chaotyczną akcję, za szybki montaż psujący przyjemność z seansu. Przez co ocena musi zostać brutalnie obniżona o punkt. Ale i tak czekam na dalszy ciąg, Davidzie Webb.

6/10

Radosław Ostrowski

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Profesor Henry Joner Jr. zwany też Indym był jednym z najważniejszych herosów popkultury czasów, gdy byłym młodym chłopcem. Ale od jego ostatniej przygody minęło 18 lat, kiedy pojawiły się wieści, że wraca. Pojawiły się wątpliwości, czy dadzą radę, a może dojdzie do zbezczeszczenia legendy. Ale po kolei, bo sprawa wygląda tak:

indy41

Lata 50. Profesor Jones, pułkownik amerykańskiego wywiadu zostaje porwany przez komunistów kierowanych przez dr Irinę Spalko do znalezienia jednego przedmiotu z mitycznej Strefy 52. Mimo prób wyjścia z sytuacji, Indy zostaje oskarżony o sympatyzowanie z komunistami oraz wyrzucony z uczelni. I w drodze na pociąg poznaje młodego chłopaka, Mutta Williamsa proszącego go o pomoc w odnalezieniu matki oraz przyjaciele, profesora Oxleya. A przy okazji będą szukać mitycznej Kryształowej Czaszki.

indy43

Muszę przyznać, że w ogóle pomysł zrobienia kolejnej opowieści o niezmordowanym archeologu, tym razem walczącym z komunistami, ogląda się naprawdę nieźle. Częściowo udaje się zachować klimat wielkiej przygody, zachowano te same dźwięki bicza, walenia pięściami, nadal są łamigłówki, bijatyki i szalone akcje na złamanie karku. I nawet Harrison Ford – mimo upływu lat – trzyma formę i nadal jest tym samym, łobuzerskim twardzielem. Jednak największym problemem jest warstwa wizualna. W założeniu seria o dzielnym archeologu, była stylizacją na kino przygodowe lat 30. i 40., a Janusz Kamiński stara się naśladować Douglasa Slocombe’a. Poza tym bardzo mocno widać masę efektów komputerowych – od świstaków przez mrówki a kończąc na statku kosmicznym. No właśnie – element wzięty z SF niespecjalnie pasuje do całej konwencji, wywołując dezorientację. Ale – jak już przyznałem na początku – to kawał niezłego kina ze sprawdzonymi schematami, odrobiną humoru i widowiskowej akcji.

indy42

Jeśli zaś chodzi o obsadę, to jest tutaj zaskakująco dobrze. Ford mimo lat nadal trzyma dobrą formę i on zostanie na zawsze tym Indym, którego pokochano na początku. Drugą mocną kartą jest niezawodząca Cate Blanchett jako główny łotr do pokonania, czyli zajmująca się parapsychologią dr Spalko. Wczuła się w cała konwencję, a jej akcent wschodzi jest po prostu świetny. Całkiem nieźle zaprezentował się niejaki Shia LaBeouf, stylizowany na Marlona Brando z „Dzikiego” Mutt. Ale dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się Karen Allen, czyli Marion Ravenwood (pamiętacie „Poszukiwaczy”). Jeśli myślicie, że z wiekiem zmienił się jej charakter, to jesteście w błędzie. Nadal jest krewka, pewną siebie twardą kobietą z charakterem, co widać w ciągłych kłótniach z Indym. Cała reszta obsady (Ray Winstone, John Hurt i Jim Broadbent) jest solidna jak zawsze.

indy44

Od początku było wiadomo, że nie da się przeżyć starcia z wielka legendą, jaką stała się trylogia Indiany Jonesa. Ale muszę przyznać, że Spielberg wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką. Naprawdę niezłe przygodowe kino, trochę pachnące starym stylem, choć nie pozbawionym idiotyzmów – tak jak w poprzednich częściach. Więc jesteście gotowi na przygodę?

6,5/10

Radosław Ostrowski


Zaginiony świat: Park Jurajski

Minęły cztery lata od wydarzeń z poprzedniej części, a Park Jurajski został zlikwidowany. Firma Johna Hammonda inGen znalazła się na krawędzi bankructwem zaś sam Hammond został odsunięty ze stanowiska szefa. W tym samym czasie na wyspie Isla Sorna znajdują się dinozaury. Hammond prosi dr Iana Malcolma (pozbawionego pracy i ze zrujnowaną reputacją) o udział w ekspedycji naukowej mającej zrobienie fotografii dinozaurom, by przekonać opinie publiczną o zostawieniu gadów w spokoju. W tym samym czasie siostrzeniec Hammonda wysyła swoich ludzi do przejęcia żywych dinozaurów, by pokazać je na kontynencie.

park_jurajski21

Mówi się, że nie można wejść drugi raz do tej samej rzeki. Ta reguła chyba nie dotyczy filmowców, chociaż czasem można mieć co do tego poważne wątpliwości. Spielberg drugi raz postanowił wejść do świata Michaela Crichtona, ale to już nie robi aż tak wielkiego wrażenia jak część poprzednia. Zasada jest prosta: dinozaury przerażają, a ludzie wieją jak najdalej. Jednak zamiast dzielnego Sama Neilla będziemy mieli w akcji opanowanego Jeffa Goldbluma, który jako jedyny zachowuje zdrowy rozsądek z całej grupy. Bo reszta filmu jest a) idiotyczna, b) bohaterowie wkurzają swoim zachowaniem, zwłaszcza dr Harding (mimo całej sympatii dla Julianne Moore – to była wpadka). Mimo akcji toczącej się przez całą noc, świetnych zdjęć Janusza Kamińskiego oraz muzyki niezawodnego Williamsa, druga część jest po prostu nudna. Zachowanie postaci jest mocno przewidywalne i nawet widok T-Rexa terroryzującego Nowy Jork nie jest w stanie tego zmienić. W dodatku brakuje postaci, którym chciałoby się kibicować.

park_jurajski22

Owszem, jest Ian Malcolm, jednak on po pewnym czasie zaczyna nużyć, mimo ironicznych tekstów. Z innych bohaterów najbardziej zapada w pamięć Pete Postlethwaite w roli nieposkromionego Rolanda, który pragnie schwytać T-Rexa, a jego upór i spryt widać w oczach. Ale to jednak za mało, by uznać „Zaginiony świat” za udany sequel. Strata czasu.

park_jurajski23

6/10

Radosław Ostrowski


Niezniszczalni II

Minęły dwa lata od akcji Niezniszczalnych w Vilenie. Teraz grupa Barneya Rossa dostaje nowe zadanie od Churcha, który nie do końca przełknął poprzednią akcję. Dostają nowe zadanie, pozornie warte: odebrać sejf z zestrzelonego samolotu, w czym ma pomóc pewna hakerka Maggie. Niestety, grupa wpada w zasadzkę i jeden z członków – snajper Billy the Kid – zostaje zabity przez szefa Sangów, Jeana Villaina. Od tej pory liczy się tylko zemsta, a plan jest prosty: track’em, find’em, kill’em.

niezniszczalni21

Gdy pierwsza część zarobi kupę szmalu, to musi powstać sequel – tak brzmi prawo pradawnego amerykańskiego boga Box-Office’a. Tym razem jednak reżyserii drugiej części przygód Sylwka Stallone’a i jego wesołej kompanii nakręcił Simon West – sprawny i doświadczony rzemieślnik. Nie ma tutaj chaotycznego i skocznego montażu, jest za to prowadzona pewną ręką nieskomplikowana fabuła, maksymalnie przyśpieszona i jadąca mocno po bandzie. Jest więcej rozróby, tempo znacznie szybsze (sam początek to jedna wielka sekwencja odbicia jeńców), wrogów do kasacji jeszcze więcej, a logiki jeszcze mniej niż w poprzedniej części. Ale umówmy się – takich filmów nie ogląda się dla fabuły. Dodatkowym atutem tej zarąbistej rozpierduchy za kupę kasy jest znacznie większa dawka autoironicznego humoru, gdzie panowie pozwalają na dystans wobec swoich poprzednich wcieleń i kultowych tekstów. I co najważniejsze – każdy z bohaterów dostaje mniej więcej tyle samo czasu, by zabłysnąć. Efekt jest po prostu przedni.

niezniszczalni22

Stara ekipa wróciła w formie (najbardziej zaskakuje Dolph Lundgren, którego bohater trochę się uspokoił i przypomina sobie o wykształceniu chemicznym), a poważnym wzmocnieniem jest danie większego czasu ekranowego Bruce’owi Willisowi i Arnoldowi Schwarzeneggerowi, którzy ruszają w teren. Ich arcywrogiem jest sam Jean-Claude van Damme (Jean Villain) i prezentuje się po prostu świetnie. Jest zły do szpiku kości i brakuje tylko kąpieli w wannie pełnej krwi do całego portretu. Ale z drugiej strony nasza dzielna ekipa ma potężnego sojusznika, czyli samego Chucka Norrisa. A wiadomo jak się pojawia Chuck Norris (tu dla nie poznaki nazwany „Samotnym wilkiem” Bookerem), to wszystko zostaje zniszczone w pył (cudowne ocalenie bohaterów z zasadzki Sangów w mieście) i nic nie jest w stanie go zabić. Nawet królewska kobra. Tylko czemu gdy wchodzi Chuck pojawia się muzyka z „Dobrego, złego i brzydkiego” Ennio Morricone?

niezniszczalni23

West przynajmniej nie udaje, że chodzi o coś więcej niż rozpierduchę, a „Niezniszczalni II” przebijają część pierwszą niemal pod każdym względem. Jest znacznie brutalniej, a jednocześnie oldskulowo i z dowcipem. Takiej jatki nie pamiętam od czasów „Hot Shots II”. I liczę, że będzie lepiej niż przy „trójce”.

8,5/10

Radosław Ostrowski

Niezniszczalni III

Kiedy słychać świst kul, rzucane noże oraz atakujące pięści – oznacza to, że Barney Ross i jego grupa Niezniszczalnych jest w pobliżu. Tym razem zadanie będzie znacznie trudniejsze, gdyż kolejnym celem do zabicia jest współtwórca Niezniszczalnych – Conrad Stonebanks, który handluje bronią. Gdy podczas akcji zabicia, jeden z grupy Rossa zostaje postrzelony, Barney decyduje się rozwiązać grupę i wpompować odrobinę świeżej krwi.

niezniszczalni_31

Prędzej czy później musiało do tego dojść. Seria o najemnikach z czasów kaset VHS musiała poszukać młodszych zmienników i ten wątek wydaje się najsłabszy, najmniej interesujący. Wtedy Stallone nawija o przemijaniu, godzeniu się na zmianę pokoleń. Trzeba uczciwie przyznać, że werbunek jak i sama akcja młodzieniaszków prezentuje się całkiem nieźle. Jednak tak naprawdę serię „Niezniszczalni” oglądało się dla starych wiarusów pokroju Stallone’a, Lundgrena czy Schwarzenneggera, a nie jakiś leszczy pokroju Kellena Lutza czy Victora Ortiza. Sam film zaczyna się mocnym kopniakiem, czyli odbiciem jednego z pierwszych członków grupy, Doktora Śmierć. Świszczą kule, lecą pięści w akcji – jest moc i energia. Środek już bardziej przynudza, a rozwiązanie grupy jest – delikatnie mówiąc – szczytem idiotyzmu.

niezniszczalni_32

Na szczęście twórcy tez to rozumieją i na sam koniec serwują wielką rozpierduchę. Nawet obniżenie kategorii wiekowej (brak krwi, za mało faków) nie ogranicza twórców do zrobienia totalnej demolki. Bomby, pistolety, karabiny, czołgi, suchary i nawet helikoptery – czego chcieć więcej. Czysty popis kaskaderów oraz pirotechników, nadrabia wszelkie wady – sentymentalizm, próby moralizowania czy sucharowe żarty. Niemniej jest to i tak niezłe kino. Pod warunkiem, że nie liczymy na logikę, głęboką psychologię czy wyrafinowaną fabułę, bo i nie o to tu chodzi.

niezniszczalni_33

Stara sprawdzona ekipa nadal trzyma formę. Stallone ze Stathamem się droczą, Lundgren jest osiłkiem o niezbyt wysokiej inteligencji, a Schwarzenegger z Jetem Li oraz Harrisonem Fordem – zamiast Bruce’a Willisa – stanowią solidne wsparcie. Jednak tak naprawdę całe szoł ukradło trzech kolesi, którzy swoje najlepsze lata chyba mają za sobą. Po pierwsze, senior Antonio Banderas, który jako gadatliwy Galgo rozsadzał ekran swoim ADHD oraz wręcz desperacką chęcią wzięcia udziału w akcji. Humor w czystej postaci. Drugi to wracający do grania Wesley Snipes jako nożownik Doc, który robi to, co potrafi najlepiej – zabija. No i końcu ten trzeci – arcywróg Stonebanks, czyli Mel Gibson. Jest demoniczny, nieobliczalny i ma ten błysk szaleństwa w oku.

niezniszczalni_34

Miał być oldskul i trochę był. Jednak ze wszystkich części serii, „trójka” wypada najsłabiej. Nie ma tak brutalnej i bezkompromisowej jatki jak w jedynce, nie jest też tak autoironiczna jak dwójka. Reżyser Patrick Hughes po prostu nie udźwignął tego klimatu do końca. Niemniej jest to całkiem niezła rozpierducha i mam nadzieję, że następnym razem – nie oszukujmy się, będzie czwórka – efekt stanie się lepszy.

niezniszczalni_35

6,5/10

Radosław Ostrowski

Indiana Jones i ostatnia krucjata

Rok 1938. Doktora Indianę Jonesa prosi o pomoc tym razem ekscentryczny kolekcjoner dzieł sztuki, Walter Donovan. Celem ma być znalezienie świętego Grala – kielicha, po którego wypiciu można otrzymać życie wieczne. Wcześniej milioner prosił o pomoc ojca Indy’ego, ale ten zaginął w Wenecji…

indy_33

Po zbyt mrocznej „Świątyni Zagłady” Spielberg nakazał Indy’emu znów szukać cudownego artefaktu, od którego będą zależeć losy całego świata. A czy może być zaskoczeniem, jeśli po taki artefakt, rękę będą chcieli położyć przydupasy Adolfa H. (spotkanie Indy’ego z samym Fuhrerem do dziś potrafi bawić)? Czyli w zasadzie mamy powrót do stylistyki „Poszukiwaczy…”, mianowicie wielką przygodę na horyzoncie. Jednak w tym układzie pojawia się nowy zawodnik – dr Jones senior, który ponad 40 lat zajmował się badaniami nad Gralem. A poza tym jest to, co zawsze – dużo strzelania, bijatyk okraszonych humorem (sekwencja walki w czołgu, gdzie Indy próbuje odbić ojca i Brody’ego), wspaniałej muzyki Johna Williamsa oraz niezwykłości. Ale czy może być inaczej, jeśli poszukiwany artefakt jest mocno związany z wiarą? Czymś, co dla naukowca (a takim na pewno jest Indy) jest rzeczą trudna, wręcz niewygodną. Ale nadal tą konfrontację dobra ze złem ogląda się z wielka frajdą, choć jest ona mocno oparta na schematach, które dzisiaj wydają się lekko archaiczne.

indy_31

Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia tu ogromną frajdę – sam początek, który można nazwać genezą. Ucieczka młodego Indy’ego ze zrabowanym krzyżem w 10 minut przedstawia skąd Indy ma taki strój, dlaczego boi się węży i czemu nosi bicz. Ridley Scott na genezę Robin Hooda potrzebował dwóch godzin. I wracają też starzy znajomi Salah i Marcus Brody, choć ten ostatni stał się nie radzącym sobie w otwartej przestrzeni naukowcem. Po raz kolejny Douglas Slocombe (już w trakcie kręcenia tracący wzrok) potwierdza swoje umiejętności jako operator (weneckie kanały czy trzy finałowe próby do zdobycia Grala), akcja trzyma w napięciu, a zakończenie jest satysfakcjonujące i idealne (niestety, chciwość doprowadziła do powstania następnej części, ale to temat na dłuższą rozmowę). Poza tym, nie chcielibyście osiągnąć życia wiecznego?

indy_32

Jeśli chodzi o obsadę, to jak mówiłem wrócili starzy znajomi – Harrison Ford (nikt inny nie mógłby być Indym), John Rhys-Davies (Salah) i Denholm Elliott (Brody). Jednak jest tutaj jedno potężne wzmocnienie – fantastyczny Sean Connery jako profesor Jones. Elegancki dżentelmen, który bardziej radzi sobie z książkami niż w akcji (zamiast spalić linę, podpalił podłogę), ale chemia między nim a synem jest bardzo silna i namacalna, choć panowie mocno nie przepadają za sobą. A młodsze wcielenie Indy’ego, czyli River Phoenix świetnie wczuł się w tą postać. Ale Indy, no nie ma ręki do kobiet, gdyż dr Schneider (Alison Doody) okazuje się podstępną nazistką. I jest jeszcze Donovan (Julian Glover w formie), który ma wręcz obsesję na punkcie nieśmiertelności. Czarne charaktery wypadają tutaj naprawdę dobrze.

indy_34

Może nikogo nie przekonam, ale dla mnie „Ostatnia krucjata” to nie tylko najlepsza część przygód naszego dzielnego poszukiwacza przygód, ale też esencja kina przygodowego czy w ogóle rozrywki na najwyższym pułapie, który dla wielu wydaje się nieosiągalny. I to ostatnie ujęcie – takie powinno być zwieńczenie całej serii. Więcej nie trzeba mówić, prawda?

indy_35

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

 


Hobbit: Pustkowie Smauga

W skrócie jest to ciąg dalszy wielkiej wyprawy Krasnoludów po skarb i swój dom. Peter Jackson tym razem postanowił sprawę przyśpieszyć i zrobić naprawdę wielkie widowisko. Akcja pędzi miejscami mocno na złamanie karku (ucieczka z więzienia króla Elfów), krasnale nadal są ścigani przez paskudnych Orków, zaś treść „Hobbita” nadal (na siłę) próbuje być scalona z „Władcą Pierścieni”. I nadal uważam, że to debilizm, bo „Hobbit” to historia innego kalibru niż „Władca”. Jest tutaj bardzo mroczniej, znaczniej dynamiczniej i nie ma tu żadnego śpiewania. Z jednej strony dzięki temu zyskuje on na tempie i prawie trzy bite godziny mijają dość szybko, z drugiej jeśli czytaliście książkę Tolkiena zmiany i modyfikacje dokonane przez Jacksona i spółkę wywołają u was palpitacje serca i żądzę mordu.

hobbit21

Co jest pozmieniane? Po pierwsze pojawia się Legolas, syn król Leśnych Elfów oraz asystująca mu Tauriel. Owszem, oboje mordują orki zmniejszając ich populację nie gorzej niż Terminator, jednak są oni bardziej finezyjni i bezwzględni. Ta zmiana wprowadza też jeden wątek, który absolutnie tutaj nie wypala, czyli romans między elficą a krasnoludem Kili (ledwo to naszkicowane i sztuczne to). Druga poważna zmiana to postać Nekromanty (Saurona) i schwytanie Gandalfa, który ma dziwną tendencję wpadania w ręce potężnych od siebie czarowników. I trzecia, chyba najpoważniejsza to zmiana życiorysu Barda, który naznaczony grzechem swego ojca (nie udało mu się zabić smoka) jest odrzucony przez społeczność.

Ale poza tym w zasadzie jest tak jak w powieści, tylko z większym rozmachem i większą jatką.  Kamera szaleje i skręca we wszelkie możliwe kierunki, jednak nie gubi ona rytmu ani tempa. Nadal wrażenie robi scenografia – wygląd Miasta nad Jeziorem (prawie jak Wenecja, tylko skuta lodem) czy skarbiec smoka wygląda po prostu imponująco. Jackson nadal potrafi rozgryźć Śródziemie jakby tam mieszkał, ale cała opowieść urywa w najciekawszym momencie (i znów trzeba będzie czekać rok – słabo).

hobbit24

Jeśli zaś chodzi o aktorów, to rozkręcił się Martin Freeman, a jego Bilbo nabrał sprytu, charyzmy i silnego charakteru. Ian McKellen (Gandalf) nadal trzyma fason, a Richard Armitage (Thorin) troszkę stracił w oczach i widać, że powoli zaślepia go żądza skarbu. Z nowych postaci błyszczy Bard (Luke Evans) – odpowiedzialny, choć żyjący z piętnem oraz Tauriel (Evangeline Lilly) – piękna elfica, choć mam nadzieję, że odegra jeszcze kluczową rolę.

hobbit26

No i w końcu najważniejsza postać ze wszystkich, a mianowicie Smaug. Smok – no takie bydle po prostu. Jest wielki, wygląda naprawdę majestatycznie i budzi przerażenie. Strzałem w dziesiątkę było podłożenie głosu przez Benedicta Cumberbatcha, który potrafił pokazać wszelkie emocje stwora: od wściekłości i gniewu, po ciekawość i siłę. Może z twarzy trochę przypomina on smoczycę ze „Shreka”, ale to tylko jedyna jego wada.

hobbit25

„Pustkowie” jest lepsze od „Niezwykłej podróży”, jednak poważne odstępstwa od pierwowzoru mocno kłują w oczy. Poza tym są pewne nielogiczności, ale to jednak nie przeszkadza cieszyć się wielką zabawą. A za rok w finale zobaczymy: (to nie spojler) ostatecznie pokonanie Smauga i walkę o skarby zwaną też Bitwą Pięciu Armii. Oj, będzie się działo.

7/10

Radosław Ostrowski

Przed północą

Pamiętacie Jesse’ego i Celine, którzy poznali się przypadkiem w Wiedniu? Potem znów przypadkowo trafili na siebie w Paryżu? No i minęło 9 lat i oboje są parą. On nadal pisze, ona jest aktywistka ekologiczną i maja dwójkę dzieci. Teraz przebywają na wakacjach w Grecji u pisarza Patricka. Znajomi zaserwowali im noc w hotelu.

polnoc1

Trudno jest zrobić trzecią część opowieści, żeby nadal była pasjonująca i ciekawa, co udaje się nielicznym. Richard Linklater znów wraca do swojej ulubionej pary i ustawia ich w tak zwanym wieku średnim. Oboje po 40-tce, z paroma doświadczeniami i ciężkimi sytuacjami. Ale nadal jest to inteligentnie poprowadzona rozmowa, tym razem w szerszym grenium, jednak poziom i intensywność pozostała praktycznie bez zmian. A w dodatku Grecja, mniej pocztówkowa, ale jednocześnie przyciągająca uwagę. Jednak druga część filmu (wieczór w hotelu) to brutalna i szczera rozmowa pełna pretensji, bólu i win. Wtedy emocje zaczynają gwałtownie rosnąć, czyniąc całość bardzo gorzką i bolesną. Jednak nie jest to sztampowa gadanina i spór o byle co. Nadal jest to rozmowa na poziomie, pełna trafnych uwag i poważnych refleksji w ogóle na temat relacji z drugim człowiekiem, które nigdy nie należą do łatwych. Ewolucja w jaką idzie ta seria jest zaskakująca i bardzo wnikliwa. I nie ma tu postawionej kropki nad i, więc może nastąpi ciąg dalszy.

No i całość nadal ciągnie Ethan Hawke z Julie Delpy – oboje są po prostu wspaniali, a bez nich ten film po prostu nie istnieje. Chemia między nimi jest namacalna, zaś mimo lat nadal mają sobie coś z młodzieńczego uroku. A że przygniatają ich problemy (rozwód Jesse’ego z pierwszą żoną i przez to ograniczone kontakty z synem, niespełnienie zawodowe Celine), to już inna sprawa. Być może dlatego dla wielu to będzie gorzkie kino, ale moim zdaniem bohaterowie dojrzewają i walczą z rzeczywistością (także ze sobą).

polnoc2

Po obejrzeniu tej części trylogii nurtują mnie tylko dwa pytania. Pierwsze, czy na następną część trzeba będzie czekać następne 9 lat? Drugie, czy w ogóle jest potrzebna następna część? Czas pokaże. Ja w każdym razie będę czekał.

8/10

Radosław Ostrowski

Wolverine

Logan znany też w świecie mutantów jako Wolverine po tym jak zabił swoja ukochana, ukrywa się przed światem. Tym razem zostaje zaproszony do Japonii, by pożegnać się z Yashidą, którego ocalił w Nagasaki przed wybuchem bomby atomowej. Starzec proponuje Loganowi pozbawienie go nieśmiertelności, jednak umiera tej samej nocy, a podczas pogrzebu, jego wnuczka Mariko zostaje porwana przez Yakuzę.

wolverine1

Wolverine lub jak w Polsce się go zwie Rosomak nie ma szczęścia do adaptacji. O ile w serii „X-Men” jest bardzo wyrazistym bohaterem drugoplanowym, o tyle jego solowe popisy delikatnie mówiąc rozczarowywały (patrz: „Geneza”). Niezrażeni jednak producenci postanowili spróbować jeszcze raz z postacią Rosomaka, aż nuż się uda. No nie do końca wyszło, choć James Mangold stara się z całych sił. Sama intryga jest dość zamotana, choć parę razy byłem zaskoczony (choć nie zawsze na plus – patrz: zakończenie), zaś sama Japonia robi tutaj za tło walki Wolverine’a z Yakuzą i ninja (i to przybysz okazuje się bardziej honorowy od reszty). Bardziej interesujące były sceny, gdy Logan zostaje częściowo pozbawionych swojej mocy regeneracji, przez co widzimy w nim człowieka. Sama zaś akcja jest mocna i efektowna (bijatyka w pociągu czy ostateczna konfrontacja z… ninja), jednak z powodu niskiej kategorii wiekowej, pozbawiona dużej ilości krwi (mi to bardzo przeszkadzało), ale ogląda się to całkiem nieźle. Ale były dwie dość mocne wady. Po pierwsze, retrospekcje z Jean Grey, które nic nie wnosiły do filmu i pasowały jak pięść do oka. Po drugie, sam finał, a właściwie rozwiązanie całej zabawy było tak dziwacznie, że nie wiedziałem, co zrobić. Takiego mindfucka to nie pamiętam od dawna.

wolverine2

Jednak film ma jeden mocny atut – a imię jego Hugh Jackman. Nie wyobrażam sobie, żeby ko inny mógł zagrać tą postać tak wiarygodnie jak Australijczyk. Cyniczny, krewki i pełen sarkastycznych one-linerów (rozmowa z ministrem sprawiedliwości – perła), a jednocześnie szukający własnego spokoju, honorowy heros. Wszystkie te emocje są grane jak trzeba i wierzymy mu, a kiedy zaczyna zabijać, nic i nikt go nie powstrzyma. Cała reszta obsady robi tylko za tło, ale jest to naprawdę przyzwoite tło.

James Mangold wybronił jakoś Wolverine’a przed porażką i wyszedł z tego całkiem niezły film. Daje nadzieję, że kolejne wejście naszego Rosomaka (sequel „X-Men: Pierwsza klasa”) będzie czymś smakowitym.

6/10

Radosław Ostrowski

PS. Po napisach końcowych jest scena, która wprawi was w konsternację.

RED 2

Frank Moses, który od dawna jest emerytowanym agentem CIA, znów musi skrzyknąć dawnych kompanów, bo znów ktoś próbuje go zabić. Oskarżeni o terroryzm muszą odnaleźć bombę atomową zanim eksploduje. Frank razem z Marvinem, swoją dziewczyną Sarą i Victorią muszą znów stanąć do walki.

red21

Dean Parisot objął schedę po Robercie Schwendtke i nakręcił kontynuację kasowego hitu na podstawie komiksu Warrena Ellisa. I nadal jest to film akcji z akcentami komediowymi, gdzie humor jest momentem na złapanie oddechu przed kolejną strzelaniną i wybuchami. A dzieje się tu wiele, intryga jest piętrowa, a zabawa przednia. A po drodze zwiedzimy Paryż, Londyn i Moskwę. Intryga jest mocno absurdalna (dlatego nie będę jej streszczał), tempo szybkie i efektowne (pościg w Paryżu, strzelanina w Moskwie), zaś jedną z sił humoru są spięcia między dwiema paniami Franka – tą obecna i byłą. Luz, blues i dobra impreza – jednym słowem. Prawie tak samo jak trzy lata temu, tylko bardziej.

No i jeszcze do tego gwiazdozbiór jakiego na ekranie nie widziałem od dawna. Bruce „Wszechmogący” Willis, wybuchowy John Malkovich, elegancka Helen Mirren (ze spluwą jej do twarzy) oraz zabawna Mary-Louise Parker. Silnym wzmocnieniem starej ekipy jest stuknięty Anthony Hopkins (dr Bailey), twardy i uderzający wszystkimi kończynami Byung-suu Lee (Han) i uwodzicielska Catherine Zeta-Jones (Katia). Oglądanie tej obsady to po prostu wielka frajda.

red24

Jeśli wam się podobała poprzednia część, na ta możecie iść śmiało. Reszta złakniona bezpretensjonalnej i świetnej rozrywki, powinna to zobaczyć i pośmiać się. A jest z czego.

7/10

Radosław Ostrowski