Wyścig

Formuła 1 w naszym kraju stała się popularna odkąd uczestniczył w niej Robert Kubica. Choć już nie bierze w niej udziału, wyścigi nadal cieszą się spora oglądalnością. Ten elitarny sport motoryzacyjny miał swoje legendy jak Jackie Stewart, Ayrton Senna, Alain Prost czy Michael Schumacher. Ale w sezonie 1976 liczyło się tylko dwóch kierowców: Brytyjczyk James Hunt i Austriak Niki Lauda. O tej rywalizacji i walce opowiada film „Wyścig”.

wyscig1

Cała opowieść zaczyna się w sierpniu 1976 roku podczas wyścigu GP Niemiec, a potem cofamy się aż do roku 1970, gdzie główni antagoniści rywalizowali między sobą w Formule 3. Ale reżyser skupia się przede wszystkim na sezonie 1976, gdzie szala zwycięstwa przechylała się a to w stronę Hunta, a to Laudy. Ron Howard bardzo dokładnie i wnikliwie pokazuje starcie dwóch silnych osobowości, których różniło wszystko poza talentem i szybkością. Nie ma tu prostego, czarno-białego podziału, a portrety psychologiczne bohaterów są naprawdę wnikliwe, w czym pomaga naprawdę znakomity scenariusz Petera Morgana. W dodatku bardzo wiarygodnie odtworzono realia lat 70. (kostiumy, scenografia, wygląd bolidów – tak samo wiernie dokonał tego Howard w filmie „Frost/Nixon”, ale także praca kamery) – czasów dobrej zabawy, ale i bardzo niebezpiecznego sportu. Wtedy bolidy były bardzo niebezpieczne, a śmierć w trakcie wyścigu zdarzała się dość często (nie to, co teraz), jednak żądza adrenaliny i rywalizacji pozostała taka sama. Zaś sceny wyścigów (niewiele ich, ale i nie one są tak naprawdę najważniejsze) wyglądają po prostu rewelacyjnie zaczynając od pracy kamery (mocno stonowana kolorystyka, przywiązanie do detali) przez intensywny montaż aż po DŹWIĘK silników, które brzmią jak muzyka. To jest tak zgrane, ze ta adrenalina zaczęła się mi udzielać.

wyscig2

To wszystko nie byłoby w połowie nawet tak dobre, gdyby nie aktorstwo na naprawdę wysokim poziomie. Niespodzianką okazał się Chris Hemsworth (znany głównie z roli Thora, która mu dała przydomek „Człowiek Młot”), który bardzo sugestywnie gra człowieka balansującego na krawędzi, odważnie ryzykującego i przede wszystkim czerpiącego z życia garściami (alkohol, kobiety). Jest bezczelny, ma niewyparzoną gębę, ale nie zawsze radzi sobie z presją (scena, gdy na konferencji prasowej pod stołem nerwowo bawi się zapalniczką). Ale kompletnym objawieniem okazał się kapitalny Daniel Bruhl. Lauda jest przeciwieństwem imprezowego Hunta – bardziej wyciszony, chłodno myślący, konsekwentnie dążący do celu (mimo tragicznego wypadku Lauda wraca na tor po zaledwie sześciu tygodniach), ale jednocześnie zarozumiały i nie nawiązujący dobrych relacji z innymi. Facet kradnie ten film i tworzy prawdopodobnie rolę swojego życia. Obaj bohaterowie, choć nie przepadają za sobą, zaczynają się szanować, a nawet przyjaźnią się (to pod koniec). W dodatku mają równie interesujące partnerki (wyrozumiała Olivia Wilde oraz mądra Alexandra Maria Lara), zaś drugi plan w zasadzie robi tu tylko za tło.

wyscig3

Początkowo „Wyścig” miał nakręcić Paul Greengrass, zaś Ron Howard był zainteresowany „Kapitanem Phillipsem”. Na szczęście, panowie pozamieniali się miejscami. I moim zdaniem dobrze się stało, bo Ron Howard nakręcił swoje opus magnum. Nie tylko dla miłośników sportu i wyścigów.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

42 – Prawdziwa historia amerykańskiej legendy

Rok 1945. Po zakończeniu II wojny światowej wróciło wielu zawodowych zawodników baseballa. Jednym z nich był Jack Robinson – czarnoskóry zawodnik z Czarnej Ligi (grali tylko czarni). Właśnie on dostaje szansę gry z białymi zawodnikami w Brooklyn Dodgers, dzięki działaniu prezesa klubu Brancha Rickeya.

42_1

Baseball jest narodowym sportem Amerykanów, więc nic dziwnego, że filmy o tej tematyce bardzo rzadko trafiają do naszych kin. Los ten spotkał też film Briana Helgelanda (scenarzysta „Tajemnic Los Angeles” i „Rzeki tajemnic”, który także próbuje swoich sił jako reżyser), który jest takim filmem ku pokrzepieniu serc i historią o przełamywaniu barier rasistowskich, bo jak wiadomo wtedy obowiązywała segregacja. Nigdzie czarni i biali nie mogli spotykać się razem, mieli oddzielne toalety, nie wpuszczano ich do restauracji itp. Takich opowieści w Stanach było tysiące, zmieniało się miejsce (marynarka, koszykówka), ale reszta pozostawała bez zmian. Owszem, muszę przyznać, że sceny meczy baseballa wyglądały dynamicznie i interesująco, niemniej nie zabrakło tutaj typowego amerykańskiego podejścia (melodramatyzowania, podniosłości i lekkiego patosu), co mocno pogrzebało ten film, który ogląda się nieźle, ale w pamięci nie zostanie na długo.

42_2

Od strony aktorskiej też jest na przyzwoitym poziomie. Najbardziej przykuwa uwagę Harrison Ford. Rickey z jednej strony to głęboko wierzący człowiek, z drugiej pasjonata baseballa, który chce go uatrakcyjnić wprowadzając czarnoskórego zawodnika do I ligi. Od razu wzbudza sympatię, a kolejne sceny tylko to potwierdzają. Niezły też jest grający główną rolę Chadwick Bosemann. Jack, który dotychczas walczył z zaczepkami i rasizmem, musiał pokornie znieść zniewagi i nietolerancje, co nie było łatwe.

„42” nie jest filmem zaskakującym, oryginalnym czy wciągającym. To kawał niezłego kina, które może i nie jest do końca udane, ale czas nie jest do końca stracony.

6/10

Radosław Ostrowski

Kolor pieniędzy

Szybki Eddie Felson był jednym z najlepszych bilardzistów, ale to było ponad 20 lat temu. Teraz sprzedaje alkohol, choć trochę kręci się po klubach bilardowych. I właśnie w jednym takim zauważa młodego, zdolnego chłopaka Vincenta z dziewczyną Carmen. Zaczyna go uczyć jak wygrywać dużą forsę, by dojść do wielkiego turnieju w Atlantic City.

kolor1

Dawno, dawno temu był taki film „Bilardzista” z Paulem Newmanem w roli młodego chłopaka, który miał nieprzeciętny talent do gry. Dalszy ciąg jego historii opowiedział Martin Scorsese w „Kolorze pieniędzy”. I znów idziemy do klubów, gdzie są stoły bilardowe, dymy z papierosów i wiele alkoholu. A jednocześnie pokazuje niby wyświechtaną relację uczeń-mistrz, podczas której uczeń przeskoczy mistrza oraz o wielkim powrocie do gry starego gracza. Całość ogląda się znakomicie, dzięki precyzyjnej realizacji (choćby czołówka z kapeluszem i dymem papierosowym czy świetnie zmontowane ujęcia rozgrywek bilardowych), świetnie dobranym piosenkom oraz dość zaskakującemu finałowi. Widać tu rękę Scorsese, który bardzo dokładnie buduje historię oraz postacie.

kolor2

A propos postaci, tutaj znów mamy galerię ciekawych postaci, granych przez świetnych aktorów. Eddie znowu zagrał Paul Newman (rok wcześniej dostał Oscara za całokształt), który znów pokazał wielką formę. Pozornie to jeden z wielu mentorów jakich na ekranie było wielu – trochę cyniczny, zgorzkniały, ale zawsze pewny siebie i powracający do gry w wielkim stylu. Nie wiem, jak to możliwe, ale nigdy nie widziałem filmu, w którym ten aktor wypadł słabo czy niewyraźnie i tutaj znów to potwierdził. Drugim mocnym punktem jest Tom Cruise, który nadal ma wkurzający śnieżnobiały uśmiech, ale bardzo przekonująco wcielił się w młodego, nieobytego gracza-cwaniaka. Powoli, ale stopniowo uczy się metod Falsona i w końcu go ogrywa. Trzecią do tej pary jest Mary Elizabeth Mastrontonio w roli bardzo pięknej Carmen, która tworzy zgrabną parę z Cruisem. Poza nimi jeszcze przewijają się na ekranie John Turturro (Julian) i Forest Whitaker (Amos – bilardzista, który ograł Felsona).

kolor3

Kolejny mniej znany, ale znakomity film w dorobku Martina Scorsese. Nie tylko dla fanów bilarda.

8/10

Radosław Ostrowski

Najwspanialsza gra w dziejach

Początek XX w. Golf jeszcze nie był tak popularną dyscypliną jak teraz, choć wtedy też uważano go za grę dla dżentelmenów, a niekwestionowanym mistrzem był Anglik Harry Vardon. Kiedy w 1913 roku postanowiono rozegrać turniej mistrzostw USA, gdzie walczyli ze sobą zawodowcy i amatorzy, faworytem był właśnie Vardon. Ale wtedy pojawił się młody i ambitny amator Francis Ouimet, który wygrał ku zaskoczeniu wszystkich.

gra2

Największy problem w filmach o golfie jest golf – dyscyplina mało dynamiczna i niezbyt atrakcyjna dla kina, choć wielu twórców próbowało podjąć ten temat, m.in. Robert Redford w „Nazywał się Bagger Vance”. W 2005 roku do tego grona dołączył równie znany aktor Bill Paxton (m.in. „Apollo 13” czy „Obcy – decydujące starcie), dla którego ten film był jego drugą i jak na razie ostatnią próbą reżyserską. Podstawą była prawdziwa historia golfowego pojedynku między Ouimetem i Vardonem, spisana w książce Marka Frosta (współtwórca kulowego „Miasteczka Twin Peaks” oraz autor scenariusza tego filmu). Więc jak pokazać golf tak, żeby był atrakcyjny? Paxton wykorzystuje różne sztuczki, m.in. pokazanie toru lotu piłki (genialnie zrobione) czy w scenach, gdy Vernon widzi tylko piłkę i dołek, usuwając zbędne tło (to pokazuje koncentracje bohatera). Dzięki czemu nie tylko udaje się wciągnąć w tą grę, ale i też angażuje (choć sama historia jest dość łatwa do przewidzenia). Jednocześnie ciekawie pokazano tło tej gry, gdzie obowiązują dość twarde reguły oparte na przepisach (żeby grać nawet amatorsko, trzeba mieć sponsora i rekomendację), ale też pokazuje jak bardzo trzeba być zdeterminowanym, by osiągnąć sukces (produkcja Disneya, więc czego się innego można spodziewać). Realia też zostały wiernie odtworzone (świetne kostiumy oraz scenografia), co się chwali.

gra1

Zaskoczeniem zaś było dla mnie naprawdę dobre aktorstwo. Nie byłem przekonany do Shia LaBeoufa, który na zawsze będzie mi się kojarzył z „Transformersami”, jednak tutaj gra bardzo dobrze. Francis w jego wykonaniu to młody i ambitny chłopak, który chce udowodnić sobie i ojcu, że potrafi zrobić coś wielkiego, dlatego gra w golfa. Równie wyborny jest Stephen Dillane jako opanowany i  czarujący Vardon, który też walczył o swoje i mierzy się z pewną traumą. Patrzenie na konfrontację tych dwóch aktorów było wielką przyjemnością. Zaś odrobinę humoru serwuje uroczy Josh Flitter (Eddie, chłopiec do kijów, wspierający Francisa). Tu trudno się do kogokolwiek przyczepić.

Nie jest to może najwspanialszy film w dziejach kina jaki widziałem, niemniej jest to kolejny dowód dobrego rzemiosła, z pokrzepiającym przesłaniem oraz porządną realizacją, co należy docenić. Te dwie godziny minęły szybko jak kijem strzelił.

7/10

Radosław Ostrowski

Wysoka fala

Jay Moriarty jest młodym 15-letnim chłopakiem, którzy poświęca się surfowaniu po falach. Ale jego największym marzeniem jest surfowanie po Mavericku (najwyższa fala, bo ponad 5-metrowa). Dlatego prosi o naukę Frosty’ego – doświadczonego surfera, który staje się dla niego kimś więcej niż tylko mentorem.

fala1

Ta historia wydarzyła się naprawdę, a twórcy tworzą opowieść o tym, że warto zawsze spełniać swoje pasje i marzenia, choć ta historia ma swoje post scriptum (młodzieniec ten utopił się podczas nurkowania), ale był najmłodszym surferem w historii. Nie mogło zabraknąć paru klisz (relacja uczeń-mistrz, dziewczyna, matka-pijaczka), jednak podświadomie surfing jest tu pokazany jako nałóg, od którego nie można się wyzwolić, zaś życie osobiste mocno na tym cierpi. Jednak film ten dobrze się ogląda, nie brakuje emocji, zaś same widoki fal są imponujące (znakomite zdjęcia Billa Pope’a).

fala2

Zagrane też jest dobrze. Bardzo zaskoczył mnie Jonny Weston w roli ambitnego Jaya. Przekonująco pokazał jego lęk, pasję i determinację, wzbudzając sympatię dla chłopaka. Po raz kolejny zabłysnął Gerard Butler. Frosty to mentor, twardziel „męczący” chłopaka, świetny surfer, ale nie najlepszy mąż i ojciec, czasami wypływają z niego emocje. Tych dwóch panów napędza ten film i tworzą bardzo dobry duet.

fala3

Nie jest to może film najwyższych lotów (albo fal), niemniej ogląda się go dobrze i dając niemało przyjemności. Może to niewiele i czasem ociera się o banał, niemniej jest to naprawdę kawał solidnego kina.

7/10

Radosław Ostrowski

Dopóki piłka w grze

Gus Lobel jest podstarzałym łowcą talentów, który szuka nowych gwiazd baseballu. Jednak jego czasy, gdy liczył się wzrok, minęły. Obecnie w tym fachu liczą się komputerowe statystyki. Mimo, że nie do widzi nie zamierza rezygnować, choć biuro Atlanta Bravers nie liczy się z jego zdaniem. Za namową przyjaciela Pete’a, pomaga mu Mickey, córka Gusa – obiecująca prawniczka, z którą Gus nie ma najlepszych kontaktów. Ale wokół nich pojawia się były zawodnik, obecnie łowca talentów Jimmy Flanegan.

pilka1

Robert Lorenz to przede wszystkim producent filmowy, który współpracował z Clintem Eastwoodem (m.in. „Rzeka tajemnic” czy „Za wszelką cenę”). Tym razem postanowił zadebiutować jako reżyser. Choć tłem jest baseball (narodowy sport USA, którego popularność w Polsce jest dość nikła), tak naprawdę jest to dramat obyczajowy o ojcu i córce, którzy nie potrafią się ze sobą dogadać, a oboje kochają baseball. W zasadzie cała historia jest dość prosta i przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu i odrobinę sentymentalnie. Technicznie trudno się przyczepić, ten film mógłby wyreżyserować Clint Eastwood – długie ujęcia Toma Sterna, surowy montaż. Sama historia jednak nie angażuje i nie wciąga zwyczajnie. Zaś wątek romantyczny wydaje się lekko wepchnięty na siłę. Mimo tego ogląda się to całkiem dobrze i nie przynudza.

pilka2

O Clincie Eastwoodzie nie będę mówił, bo to klasa sama w sobie i wiadomo czego się po nim spodziewać. Nie zawodzi, nadal jest szorstkim i ponurym twardzielem, który znosi wszystkim ciętym humorem. I mimo 82 lat na karku, nadal ogląda się go z przyjemnością. Partnerujący mu aktorzy nie są słabi czy nieuzdolnieni, ale przy nim wypadają blado (w tym przypadku oznacza to przyzwoicie). Tak można powiedzieć o Amy Adams w roli Mickey – prawniczki, co baseballem się interesuje i ma wielką pasję w tym kierunku, oddana pracy, ale mająca duży żal do ojca. Z kolei Justin Timberlake jest przystojny, zabawny i wygadany. Trzeba coś więcej??

Ogólnie mówiąc, nie jest to film stricte o baseballu, ale o ludziach. Problem w tym, że nie jest to ani odkrywcze, ani ciekawe. Niemniej ogląda się przyjemnie (staruszek Clint rządzi!!!!) i czas nie jest do końca stracony.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Mocne uderzenie

Scott Voss jest nauczycielem biologii w szkole, gdzie nie za bardzo się przykłada, a swoje najlepsze lata ma za sobą. Także szkoła ma spore kłopoty finansowe i dlatego chcą zlikwidować dodatkowe zajęcia z muzyki prowadzonymi przez Marty’ego. Scott chcąc pomóc , dorabia jako nauczyciel dla starających się o obywatelstwo. Tam poznaje Nika, byłego zawodnika MMA. Wtedy wpada na pomysł dorobienia jako zawodnik.

MMA_300x300

Już sam opis zapowiada, że jest to film, którego nie można traktować absolutnie poważnie. Po komedii należy się spodziewać masy humoru (niekoniecznie najwyższych lotów). Nie ma tutaj ostrego treningu przepony, ale zdarzają się zabawne sytuacje, że wymienię chociaż pierwsze walki, dość nieudane czy nauka cudzoziemców. Tak naprawdę jest to opowieść o tym, że zawsze należy walczyć. Może i zakończenie jest naiwne, ale pokrzepia. I jest naprawdę dobrze zrobione (świetnie zmontowana walka). Technicznie jest w porządku, zwłaszcza muzyka jest naprawdę dobra.

Siłą napędową tego filmu jest Kevin James, który jest dość dobrze zbudowany i bywa przekonujący w roli nauczyciela-fightera, który z desperacji walczy, choć nie potrafi. Wychodzi mu to ślamazarnie, ale mimo to trzymamy za niego kciuki. Poza nim wybija się Henry Wnkler (Marty, nauczyciel muzyki) oraz wyjątkowo zabawny Bas Rutten jako Niko. Ten były fighter, który uczy jogi (to też jest dość ciekawe) i stara się o obywatelstwo staje się mentorem i wsparciem dla Scotta.

MMA2_300x300

Ogólnie mówiąc, to oglądało się to z frajdą i lekkością. Jeśli chcecie po tym trenować MMA zastanówcie się, bo możecie ostro oberwać.

7/10

Radosław Ostrowski