Drogówka

Jest grupa siedmiu policjantów, których łączą pieniądze, przyjaźń i imprezy. Grupa ta jest zwarta, bierze łapówki i nie jest do końca taka uczciwa. Wszystko się zmienia w momencie, gdy jeden z nich, sierżant Lisowski zostaje zamordowany. W sprawę zostaje wrobiony sierżant Król, który był mu winien forsę. Ten jednak ucieka i próbuje na własną rękę wyjaśnić sprawę.

drogowka1

Kim jest Wojciech Smarzowski? Chyba nie trzeba go przedstawiać, bo to jeden z najciekawszych polskich reżyserów ostatniej dekady, który w bardzo brutalny sposób pokazuje naszą rzeczywistość, bez słodzenia i lukrowania. „Drogówka” to w zasadzie mieszanka paru gatunków i konwencji. Na początku mamy humorystyczno-ponure scenki ze zwykłego dnia pracy naszych bohaterów, by po 40 minutach pójść w stronę kryminału, gdzie intryga jest bardzo skomplikowana i sięga szczytów władzy. Ale nie jest to stricte film sensacyjny, bo tutaj wiele zdarzeń jest kręconych z telefonów komórkowych (świetnie zmontowanych z pozostałymi scenami), pościgi są mało efektowne i idziemy razem z kamerą. A przy okazji jak zawsze mamy pokazaną rzeczywistość, gdzie nikt nie jest uczciwy (każdy chce dać w łapę – bez względu na pozycję społeczną czy wykształcenie), a przekręty są po prostu wszędzie. Innymi słowy, witamy w polskim piekle, a o happy endzie możecie zapomnieć. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu wtórności, ale pomysłowa realizacja odwraca od tego uwagę.

drogowka2

Druga rzecz wyróżniająca Smarzowskiego od innych to posiadanie stałej grupy aktorów, która przewija się w jego filmach. Tak też jest i tutaj. Główną rolę gra będący w świetnej formie Bartłomiej Topa, tworząc postać sierżanta Króla, który może i nie jest świętym, ale tutaj jest ukazany jako ostatni sprawiedliwy, który musi się czaić i ukrywać. Poza nim są tutaj ci, których nie mogło zabraknąć: Marian Dziędziel (komisarz Gołąb), Eryk Lubos (sierżant Banaś), Robert Wabich (sierżant Hawryluk), Arkadiusz Jakubik (sierżant Petrycki) i Jacek Braciak (posterunkowy Trybus) – wszyscy spisali się bardzo dobrze i trudno się do nich przyczepić, bo stworzyli pełnokrwiste postacie. Jest parę zaskoczeń jak Marcin Dorociński (sierżant Lisowski) i Julia Kijowska (posterunkowa Madecka), którzy wypadają trochę wbrew swojemu wizerunkowi, a także masa epizodów m.in. Andrzeja Grabowskiego (poseł), Lecha Dyblika czy Krzysztofa Kiersznowskiego, którzy dopełniają całości.

drogowka3

Choć „Drogówka” wydaje mi się słabszym filmem od „Róży” nie zmienia ona jednego faktu: Smarzowski jest najlepszym polskim reżyserem, bo poniżej pewnego (bardzo wysokiego) poziomu nie schodzi.

8/10

Radosław Ostrowski

Ixjana. Z piekła rodem

Marek Newski jest zaczynający swoją karierę pisarzem. Podczas balu u wydawcy, który ma zdecydować o losach jego książki, miesza psychotropy z alkoholem i traci przytomność. Następnego dnia po kacu jest przekonany, że zabił swojego najlepszego kumpla, Artura. Po trzech miesiącach, próbując przypomnieć sobie całe zajście, wpada na trop byłej dziewczyny Artura, Marleny – wróżki Ixjany.

ixjana

Film chyba w założeniu miał być mroczną opowieścią z elementami grozy. Jednak bracia Skolimowscy (zmarły w maju zeszłego roku Józef i Michał) mierzyli chyba w coś więcej, ale stworzyli tak bełkotliwy twór, że aż nie chce mi się wierzyć. Mamy pewną tajemnicę, której rozwiązanie okazuje się tak banalne, że aż strach pomyśleć. Wszelkie tropy okazują się zwodnicze, atmosfera próbująca naśladować dokonania Davida Lyncha (najbardziej słyszalne w muzyce), dialogi koszmarne i nie do słuchania, zaś poszczególne ujęcia są niepotrzebnym dodatkiem. Naciągane to jak nie wiem. I jeszcze ta narracja z offu – lepsze niż środki nasenne, napięcie tu nie istnieje. Bronią się tylko zdjęcia Adama Sikory, które współtworzą klimat.

I co z tego, skoro wszystko inne nawaliło? Scenariusz jest słaby i nie wciągający, o dialogach już wspominałem, a o aktorach przemilczę, bo nie ma specjalnie o czym mówić. Wszyscy drażnią i są sztuczni, najbardziej grający główną rolę Sambor Czarnota.

Nie oglądajcie tego czegoś, bo nie potrafię nazwać tego filmem. „Ixjana” nie jest warta żadnych pieniędzy i jest zwyczajną stratą czasu. I już nic więcej nie napiszę.

2/10

Radosław Ostrowski

Pokusa

Rok 1969, miasteczko Mony County, stan Floryda. Do miejscowości przyjeżdża dziennikarz Ward James, by napisać artykuł w sprawie oskarżonego o zabójstwo szeryfa Hillary’ego van Wettera. Pomaga mu w tym jego brat Jack i kolega Yardley Acherman. Tropem w sprawie jest niejaka Charlotte Bliss, która pisała do niego listy.

pokusa1

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z kryminałem. Ale dla reżysera Lee Danielsa zagadka kryminalna nie jest najważniejsza, ale bardziej skupia się na relacjach z innymi bohaterami, którzy są uwikłani w sprawę morderstwa. Wszystko to poznajemy z opowieści służącej Anity. Twórcy bardzo powoli odsłaniają tajemnicę, która i tak nie zostaje wyjaśniona. Udaje się odtworzyć realia lat 60. (rasizm, nietolerancja nie tylko wobec czarnych, a także stroje i fryzury), czasami obraz staje się mocno pożółkły i ziarnisty, co jeszcze bardziej potęguje atmosferę tajemnicy i jednocześnie jest to zaprawione erotyzmem kino (bez scen łóżkowych). Nie ma tu jednoznaczności, a każdy z bohaterów skrywa swoje tajemnice i nic nie jest takie oczywiste, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Dziennikarz, jego brat, podstarzała laleczka i niewinnie skazany facet, który nie wzbudza sympatii – ci ludzie potrafią zaskoczyć, a ich losy intrygują prowadząc to krwawego finału.

pokusa2

Tym większe brawa należą się aktorom. Kolejny raz zaskakuje Matthew McConaughey tym razem w roli zdeterminowanego dziennikarza Warda, który walczy o prawa obywatelskie, a jednocześnie skrywa pewną swoją ciemną stronę. Świetnie wypadł John Cusack jako oskarżony Hillary, który wywołuje bardziej obrzydzenie niż współczucie, będąc bardziej zainteresowany osobą Charlotte niż ochroną własnego tyłka. Także dobrze wypadł Zac Efron w roli zakochanego w Charlotte Jacka. Ale prawdziwą gwiazdą jest tu Nicole Kidman. Charlotte z jednej strony wygląda trochę groteskowo i niepoważnie, ale tak naprawdę jest to kobieta poszukująca akceptacji i miłości byle kogo, jednocześnie pełna seksapilu. Tę mieszankę połączono bezbłędnie.

Pozornie w tym filmie tempo jest bardzo spokojne, wręcz letnie, ale atmosfera jest pełna napięć i gorąca, postacie są wiarygodne i ogląda się z dużym zainteresowaniem. Kawał udanego i dobrego kina.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Maratończyk

Thomas „Babe” Levy jest młodym studentem historii na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Chce on oczyścić imię swojego ojca, który oskarżony o sympatię z komunistami, popełnił samobójstwo. jego brat Doc, nie pomaga mu w tej sprawie. Ale życie chłopaka zmienia się w momencie, gdy jego brat wchodzi do jego domu mocno zakrwawiony. W ten sposób zostanie wplątany w intrygę, za którą stoją nazista i tajne służby, zaś stawką są diamenty.

maratonczyk2

John Schlesinger był jednym z najciekawszych brytyjskich filmowców, którzy tworzyli w USA. Tym razem przeniósł na ekran bardzo dobrą powieść Williama Goldmana, tworząc jeden z najciekawszych thrillerów. Film zaczyna pościg dwóch kierowców po Nowym Jorku zakończony eksplozją. Pozornie nic nie znaczący okaże się początkiem wydarzeń, w których dojdzie do walki o życie i diamenty. Powoli i stopniowo poznajemy bohaterów i ich intencje, nic nie jest tu ani jasne ani oczywiste i nie brakuje tutaj wielu niespodzianek fabularnych (nie zdradzę ich, bo to kluczowe wieści), napięcie i klimat strachu i zaszczucia (świetna piesza ucieczka Babe’a), w dodatku ze świetnymi dialogami oraz bezbłędną realizacją (ze szczególnym uwzględnieniem zdjęć i montażu) aż do naprawdę przewrotnego finału.

maratonczyk1

Równie wyborna jest obsada aktorska, wspinająca się na wyżyny swoich umiejętności. Fantastyczny jest Dustin Hoffman w roli młodego chłopaka, który musi wykazać się sprytem i pomysłowością. Powoli popada w paranoję i nie może nikomu ufać. Ale nawet on musi ulec przed wspaniałym Laurence’m Olivierem w roli nazisty Shella. Jest sadystą (przesłuchanie i tortury za pomocą narzędzi dentystycznych), choć wygląda niepozornie i może zabić z byle powodu. Poza tymi dwoma aktorami, jest dość bogaty drugi plan: od nieodżałowanego Roya Scheidera (Doc), Marthe Keller (tajemnicza, piękna Elsa) oraz Williama Devine’a (Janeway, przyjaciel Doca).

Kolejny dowód na to, że najlepsze filmy już nakręcono i za nic w świecie zestarzeć się nie chcą. Tak jak „Maratończyk”.

8/10

Radosław Ostrowski

Babycall

Anna jest samotnie wychowującą matką Andersa. Objęta programem ochrony świadków (ojciec próbował zabić jej syna), mieszka sama w bloku. Nie czując się bezpiecznie w nowej okolicy, decyduje się kupić elektroniczna nianię, by mieć dziecko pod kontrolą. Wtedy zaczyna słyszeć dźwięki morderstwa, a potem widzi mężczyznę noszącego worek ze zwłokami.

babycall1

Więcej nie mogę powiedzieć, bo „Babycall” jest filmem-łamigłówką, w którym wszystko ma znaczenie, a powiedzenie jednego słowa za dużo może zepsuć przyjemność z seansu. Chociaż w tym przypadku, wiele rzeczy nie zostało tu dopowiedzianych i wyjaśnionych do samego końca. Gatunkowo jest to psychologiczny thriller, w którym jest wiele niejasności i tajemnic, co z jednej strony dale szerokie pole do interpretacji, z drugiej wywołuje dezorientację. Nie pomaga wolne tempo i spokojne, ale konsekwentnie budowany klimat. Ciągle balansujemy na granicy jawy i snu, a finał choć przewidywalny, robi wrażenie.

babycall2

Ale ten film broni się dzięki fantastycznej Noomi Rapace. Anna to kobieta, która ciągle czuje się zagrożona (widać to na jej twarzy), jest nieufna, a każdy dźwięk i sytuacja znaczy dla niej więcej. Miałem wrażenie, że kobieta ta balansuje na granicy obłędu (jezioro, które tak naprawdę jest parkingiem). I pod tym względem ten film wydaje się interesującą propozycją. Niezłym dreszczowcem z mroźnej Skandynawii, choć trochę zbyt tajemniczym i niejasnym.

6/10

Radosław Ostrowski

Arbitraż

Robert Miller jest szanowanym i poważanym biznesmenem. Odnoszący sukcesy, wspierający swoją działającą w fundacji żonę oraz ambitną córkę, która pracuje w jego firmie. Ale to tylko pozory, bo jego firma ma duże długi (uratować może tylko fuzja z duża firmą), a Miller za plecami żony spotyka się z młodą artystką. Żeby było jeszcze gorzej, podczas przejażdżki z kochanką doprowadza do wypadku i jej śmierci.

arbitraz1

Mało znany reżyser Nicholas Jarecki opowiada historię człowieka uwikłanego w kłamstwo na swoje życzenie. Opowiedziane w konwencji thrillera ma to co być powinno – dobre tempo, napięcie, parę (oczywistych) zaskoczeń i przewrotny finał. Może sama opowieść nie jest ani zaskakująca czy oryginalna, jednak dobrze się to ogląda. Bo ciągle zadawane jest pytanie – jak daleko może się posunąć bogacz, by zachować pozory władzy? Czy jest w stanie poświęcić swoją rodzinę? Czy jej członkowie muszą być lojalni wobec nieuczciwego patriarchy? Te pytania intrygują i skłaniają do refleksji. Realizacja jest solidna (niezłe zdjęcia, muzyka i montaż).

arbitraz2

Także od strony aktorskiej jest więcej niż solidnie. Zabłysnął najbardziej Richard Gere, który może i ma swoje lata, ale nadal jest w formie. Bardzo przekonująco wypada jako biznesmen robiący dobrą minę do złej gry. Ale cóż, między innymi na tym polega ten fach. Drugą mocną postacią był detektyw Bryer (świetny Tim Roth) – dociekliwy, uparty, czasem posuwający się do podstępu, by schwytać naszego bohatera. Ale poza tymi dwoma panami, należy wyróżnić Susan Sarandon (żona Ellen) i Brit Marling (córka Brooke).

Niby nie jest coś zaskakującego czy odkrywczego, ale to kawał dobrego kina – uczciwego, wciągającego i angażującego, jak w thrillerze być powinno.

7/10

Radosław Ostrowski

Bogowie ulicy

Na pierwszy rzut oka to jeden z wielu filmów sensacyjno-policyjnych, jakich pełno. Bo mamy dwóch gliniarzy – Briana Tylora i Mike’a Zavalę, którzy pracują w drogówce LA. A wiadomo, co robią gliniarze z drogówki – ścigają kierowców, czasem strzelają albo uratują dzieci z pożaru. Bywa, ale jedno proste zgłoszenie (sprawdzenie czy w domu jest staruszka) powoduje, że partnerzy nadepnęli na odcisk kartelowi narkotykowemu.

David Ayer to scenarzysta, który jak nikt zna żywot gliniarza od podszewki (scenariusz „Dnia próby”). I niby na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to jeden z wielu filmów z dwoma partnerami jak w „Zabójczej broni”, gdzie jadąc z jednego miejsca na drugie, gawędzą i dowcipkują. Cale clue jest w formie realizacji, bo nasi gliniarze mają w mundurach taki mikrokamery HD, a Brian też ma przy sobie taką normalna kamerę, pościgi też są pokazane z perspektywy kamery na desce rozdzielczej radiowozu – ogląda się to jak rasowy dokument i to buduje też poczucie autentyzmu, za co należą się brawa. Pokazany jest dzień powszedni gliniarza, gdzie nie jest to takie łatwe, bo można też zarobić kulkę, a nawet zginąć, a bluzgi lecą bardzo często. Mimo tego Ayer pokazuje gliniarzy jako silną, głęboką wieź na śmierć i życie, po prostu jako ludzi, którzy czują, cierpią i giną.

bogowie1

Drugą siła napędową tego filmu jest duet Jake Gyllenhaal/Michael Pena jako partnerzy, którzy wierzą i kochają to, co robią. To są ludzie ufający sobie nawzajem, choć charakterem różnią się totalnie. Zavala jest ustabilizowanym mężem i bardziej spokojnym facetem (chyba że obrazisz jego pochodzenie, to ci skuje mordę), zaś Tylor jest dowcipny i twardy. Razem naprawdę rządzą. Reszta obsady m.in. Anna Kendrick jako dziewczyna Tylora czy Frank Grillo w roli sierżanta też jest bardzo przekonująca i wiarygodna.

bogowie2

To mocne, świeże i ciekawe kino, którego trochę brakuje. Od strony technicznej podobnie prezentuje się „Drogówka” Smarzowskiego, co nie jest żadną ujmą. Prawdziwe kino prosto z USA.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Alex Cross

Policyjny psycholog, detektyw Alex Cross ma bardzo trudną łamigłówkę – celem jest pewien psychopata, który chce zamordować kilku biznesmenów. Jednak detektywowi udaje się nie dopuścić do zamachu na jednego z nich. Zabójca mści się na Crossie, zabijając jego żonę i dopiero to może okazać się dla niego błędem.

cross1

Cross jest bohaterem cyklu powieściowego Jamesa Pattersona, którego książki już były przenoszone na ekran („Kolekcjoner” i „W sieci pająka”), zaś w obu psychologa grał niezawodny Morgan Freeman. Ten film nakręcony przez Roba Cohena („Ostatni smok”, „Szybcy i wściekli”) jest prequelem i pokazuje naszego bohatera, gdy pracował dla policji w Detroit. I zaprawdę powiadam wam, nie ma tam nic wartego waszej uwagi. To, że jedzie po wszelkich możliwych kliszach: -gliniarz-mściciel, trochę irytujący partner, szef-kompletny dupek bardziej dbający o swoją reputację czy psychopata tak zły, że aż miejscami groteskowy. To można byłoby przeżyć, gdyby to zostało zrealizowane w sposób przykuwający uwagi. Nic z tego. Kamera w scenach akcji ma ADHD, przez co niewyraźnie widać kto kogo leje i gdzie, efekty specjalne (czytaj wybuchy) słabe, fabuła przewidywalna i nudna.

cross2

Może aktorom udało się włożyć serce i ożywić schematyczne postacie? Nie do końca. Grający główną rolę misiowaty Tyler Perry, który ma łeb jak sklep wypada dość średnio, zwłaszcza w scenach wymagających pokazania innych emocji niż gniew, nawet nie ma go co porównywać z Freemanem. Pozostali aktorzy też nie wypadają najlepiej (Edward Burns, Jean Reno i John C. McGinley), choć szansę swoją wykorzystał Matthew Fox w roli głównego złego. Facet wygląda przerażająco (strasznie chudy) i potrafi przykuć uwagę, ale twórcy chyba nie do końca zaufali aktorowi i zmusili go do świdrowania oczami (żeby był bardziej straszny) oraz mówienia jak lubi zadawać ból. Nie zmienia faktu, że to właśnie Fox wypada najlepiej z całej obsady. Ale nawet on nie jest w stanie uratować tego filmu.

Bo „Alex Cross” to jeden z wielu kryminałów jakich można obejrzeć w kinie, tv czy na DVD. Z braku czegoś można obejrzeć, ale na waszym miejscu nie marnowałbym czasu. Absolutna strata czasu.

4/10

Radosław Ostrowski

Atlas chmur

W 1846 r. notariusz Adam Ewing zapada na ciężką chorobę podczas podróży z wysp Pacyfiku do San Francisco. W trakcie wyprawy zaprzyjaźnia się z niewolnikiem. W 1936 r. młody kompozytor-gej Robert Frobisher zatrudnia się u światowej sławy kompozytora Vyvyana Ayrsa. Po pewnym czasie zaczyna tworzyć własne arcydzieło. W 1973 r. dziennikarka Luisa Rey szuka prawdy o intrydze szefa elektrowni atomowej, czym ściąga na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. We współczesnym Londynie wydawca Timothy Cavendish wpada w kłopoty finansowe. Wskutek intrygi brata zostaje uwięziony w domu starców. A w dość odległej przyszłości w Nowym Seulu genetycznie zmodyfikowana kelnerka Sonmi-451 oczekuje na wykonanie wyroku śmierci. Opowiada służącemu systemowi Archiwiście historię swojej przemiany. A w post apokaliptycznej rzeczywistości Zachariasz próbuje chronić swych bliskich przed kanibalami Kona. Jego życie zmienia pojawienie się tajemniczej kosmitki Meronym.

Wachowscy i Tom Tykwer próbują stworzyć filmową układanką, toczącą się w sześciu przestrzeniach czasowych, gdzie ok. 20 bohaterów w ciągu prawie trzech godzin. Jak widać, nie jest to łatwe kino, bo wymaga skupienia, zaś przeplatanie wątków może wywołać chaos i zagubienie na początku, ale opanowanie tego nie jest aż takie trudne jak się wydaje. Twórcy stworzyli dość ciekawą wizję świata (zwłaszcza historie futurystyczne), zaś przewijającym wątkiem jest bunt wobec porządku świata, narzuconym konwenansom oraz bycie niewolnikiem, a wszystko okraszone poważnymi i „głębokimi” dialogami oraz monologami, co dość mocno psuje frajdę z oglądania. Poza tym każda z opowieści opowiedziane w różnych konwencjach: od komedii przez thriller i melodramat do SF, ze świetnym montażem oraz kapitalną charakteryzacją, gdyż aktorzy grają nawet po kilka postaci i nie zawsze łatwo jest rozpoznać ich.

I właśnie zagrane jest to naprawdę świetnie, choć postacie nie są zbyt głęboko zarysowane. Największe brawa należą się Tomowi Hanksowi (m.in. Zachariasz, dr Henry Goose czy pisarz Dermot Hoggins), który stworzył kilka kompletnie różnych postaci (najbardziej zapada w pamięć brytyjski pisarz Hoggins, brytyjski akcent Hanksa jest wyborny) i pokazał, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Drugim jasnym punktem jest Halle Berry (m.in. Luisa Rey, Meronym czy biała blond Jocasta), ale też nie można zignorować będących w równie mocnej formie Hugo Weavinga (m.in. demoniczny demon Stary Georgie, zabojca Bill Smoke czy pielęgniarka Noakes – nowa wersja siostry Ratchet), Jima Broadbenta (m.in. Cavendish) czy Jima Sturgessa (m.in. Adam Ewing i Hae-Joo Chang). To naprawdę robi wrażenie i po części oni podnoszą ten film na wyższy poziom.

atlas6

Ta mieszanka jest zgrabnie pokazaną żonglerką gatunkami oraz potwierdzeniem rzemiosła reżyserów. A że czasem pojawiają się naprawdę głębokie dialogi i monologi, to akurat jest najdrobniejsza wada. Uczciwie dobry film.

7/10

Radosław Ostrowski

Pokłosie

Myślę, że świat to jedno wielkie kurewstwo i my tego nie naprawimy. Ale wiesz co? Nie dołożymy do tego ręki.

Do wsi po ponad 20 latach wraca z Ameryki Franciszek Kalina, by na wakacjach odwiedzić swojego brata. Na miejscu odkrywa, że Józek nie jest darzony zbytnią sympatią przez swoich sąsiadów. Przyczyną tego konfliktu było wyciągnięcie z drogi nagrobków, które utwardzały drogę. Były to nagrobki z żydowskiego cmentarza. Powoli bracia odkrywają ponurą tajemnicę wsi, z mordowaniem Żydów w tle.

Był taki czas, że Władysław Pasikowski kręcił filmy, które z jednej strony miały mocną treść i dość głęboko pokazywały naszą rzeczywistość po transformacji, gdzie wszystko wywróciło się do góry nogami, a sprawiedliwość, moralność i przyjaźń okazały się nic nie wartymi słowami, których definicję można znaleźć w słownikach i encyklopediach (nie znano wtedy Internetu i Wikipedii). A że przy okazji widownia chciała to obejrzeć, reputację reżyser miał wysoką za odwagę i bezkompromisowość. Dlatego na następny film Pasikowskiego trzeba było czekać ponad 10 lat (po drodze był znakomity serial kryminalny „Glina”).

poklosie1

„Pokłosie” (pierwotnie film miał nosić tytuł „Kadisz”) trafił do kin z metką niewygodnego, antypolskiego i mocnego kina. Jednak reżyser wie jak to opowiedzieć, żeby zaciekawić i nie była to tania publicystyka. Dlatego ubrane jest to w konwencji kryminału/thrillera, gdzie tajemnica jest bardzo powoli, ale konsekwentnie odkrywana, czuć atmosferę szczucia i bezsilności (samochód). Nie brakuje ponurych zdjęć Pawła Edelmana (zwłaszcza scena w garbarni czy wykopywanie kości w nocy) oraz dobrego montażu (przeplatanie scen w archiwum urzędu z układaniem nagrobków na polu). Plus jeszcze do tego naprawdę  dobre dialogi (choć ostatnio mało klną, ale to nie jest wada), bardzo sprawna realizacja i konsekwencja w tworzeniu tej opowieści.

poklosie2

Jednak ten film nie miałby nawet połowy tej siły, gdyby nie aktorstwo. Początkowo główną rolę Józka miał zagrać Bogusław zwany Franzem, ale nie dogadali się panowie i nie wyszło. A zamiast niego jest Maciej Stuhr. Już słyszę te śmichy, że błazen, że się wygłupia i w poważnych rolach jakoś go nie wyobrażamy.  Ale poprzedni rok dla tego aktora był przełomowy, bo zarówno w „Obławie” jak i w „Pokłosiu” pokazuje nie przeciętny talent, grając „ostatniego sprawiedliwego”, który postępuje zgodnie z własnym sumieniem. Szkalowany, szczuty nie poddaje się. Partnerujący mu Ireneusz Czop jako starszy brat Franek jest bardziej zdystansowany, ale potem wkręca się i pomaga mu w wyjaśnieniu sprawy. Obaj panowie tworzą naprawdę świetny duet. Poza nimi należy też wyróżnić Jerzego Radziwiłowicza (proboszcz, sojusznik braci), Zbigniewa Zamachowskiego (sierżant Nowak, komendant policji) oraz mocno zapadający w pamięć epizod Danuty Szaflarskiej (zielarka), a jej opowieść o tym, jak doszło do zbrodni naprawdę zapada w pamięć.

poklosie3

Jeśli ktoś uważał, że Władysław P. sobie nie da rady po tak długiej przerwie, nie miał racji. „Pokłosie” to udany powrót do kina, a jednocześnie przykład pokazywania nas z tej perspektywy i strony, o której chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć. My, Polacy nie jesteśmy takimi świętymi za jakich chcielibyśmy się uważać. I dobrze, że jeszcze takie filmy powstają.

7,5/10

Radosław Ostrowski