Underdog

Roman Kosecki zwany Kosą jest zawodnikiem MMA, który walczy z niepokonanym Denim Takajewem. Kosa jest w formie i wygrywa, ale zostaje przyłapany na dopingu, co kończy się dyskwalifikacją. Mężczyzna wraca do rodzinnego Ełka i zaszywa się, pracując jako bramkarz, a następnie… naprawiając lokomotywy. Ala Takajew nie jest zadowolony z wyniku poprzedniej walki i chce rewanżu z Kosą. Tylko czy tamten się zgodzi?

underdog1

W Polsce MMA ostatnimi czasy stały się bardzo popularne, ale żadnego filmu o tym sporcie na naszym podwórku nie było. Sprawę postanowił wziąć w swoje ręce Maciej Kawulski – jeden z włodarzy MMA, który postanowił wyreżyserować „Underdoga”. I szczerze mówiąc, nie spodziewano się zbyt wiele, marketing odstraszał, a nie mający żadnego filmowego doświadczenia Kawulski za kamerą też budził wątpliwości. To nie miało prawa wypalić, prawda? A jednak. Sama historia nie należy do oryginalnych, bo jest to klasyczna opowieść o walce z własnymi demonami, bólem niż przeciwnikiem. Osoby liczące na świetne sceny walk mogą się przejechać. O ile sam początek, pokazany z pierwszoosobowej perspektywy, wygląda świetnie, o tyle finałowa potyczka nadużywa slow-motion i traci swój impet. Do tego trwa dość krótko, jak na metraż filmu.

underdog2

Reżyser bardziej próbuje się skupić na relacjach Kosy z resztą otoczenia: z niepełnosprawnym bratem, ojcem prowadzącym siłownię, dawną znajomą (obecnie panią weterynarz) czy trenerem mającym zespół Tourette’a. Tutaj pomagają naprawdę niezłe dialogi, gdzie patos jest przełamywany humorem. Podobały mi się też sceny treningowe, wykorzystujące lokalną przestrzeń (las, jezioro, pagórki) do różnych biegów (m.in. z przywiązaną kłodą) w teledyskowym montażu. Choć trwają dość długo, czuć w tym wszystkim serducho. Szczerość i pasja wręcz z tego bije, mimo pewnych niedoskonałości.

Po pierwsze, jak wspomniałem wcześniej walki. Żeby być uczciwym, pokazują wiarygodnie wszelkie chwyty oraz ciosy, ale brakuje im impetu. Po drugie, zupełnie od czapy przyklejony wątek rosyjskiej mafii, która chce ustawić walkę i zmusić Kosę do wygranej. No i po trzecie, schematyczność, ale to wynika z konwencji.

underdog3

Reżyser miał szczęście, że udało mi się zebrać dobrych aktorów, którzy z niezbyt dobrego scenariusza wyciskają prawdziwe soki. Absolutnie tutaj błyszczy Eryk Lubos jako łobuz ze złotym sercem, pełen wręcz gniewu, pasji. Chociaż ma wiele za uszami, budzi sympatię i kibicuję się mu do końca. Równie dobrze wypada Mamed Chalidow jako adwersarz, który nie jest tutaj czarnym charakterem. Szczery gość, szanujący swojego przeciwnika, z jasną motywacją. Dla mnie największymi zaskoczeniami są za to kreacje Tomka Włosoka (brat Kosy) oraz Aleksandra Popławska (Nina), kradnąc niejako film.

Spodziewano się raczej katastrofy, ale debiut Kawulskiego okazuje się naprawdę niezłym filmem sportowym. Widać, że to robił debiutant, a kilka rzeczy można było dopracować, jednak w tym wszystkim czuć serce, pasję oraz zaangażowanie. Mam nadzieję, że kolejne filmy o tej tematyce powstaną i będą lepsze.

6/10

Radosław Ostrowski

Diablo. Wyścig o wszystko

Wydaje się, że przeniesienie koncepcji z amerykańskich wzorców na nasze podwórko, nie powinno być jakimś dużym problemem. Ale nasi twórcy nie znają słowa: niemożliwe. Czy można zrobić coś w stylu „Szybkich i wściekłych” czy gier z cyklu „Need for Speed” made in Poland?

Sam punkt wyjścia jest dość prosty: mamy młodego chłopaka o imieniu Kuba. Bierze udział w nielegalnym wyścigu i… przegrywa. Nie dlatego, że zabrakło umiejętności czy konkurent był lepszy. Po prostu nawalił samochód. A pieniądze są mu potrzebna, bo jego siostra choruje i potrzebuje kasy na operację. Dzięki znajomościom trafia do niejakiego Maxa – drobnego gangstera, zbierającego ekipę do wyścigów o dużą stawkę, zwanego Czarną Owcą. To taka gra w berka, gdzie ostatni albo złapany odpada z gry. Za całym interesem stoi Jarosz, zaś jego prawą ręką jest niejaki Kieł, mający pilnować, by wszystko szło zgodnie z planem.

diabolo1

Na pierwszy rzut oka fabuła „Diablo” nie wydaje się przesadnie skomplikowana. Ale reżyser Michał Otłowski („Jeziorak”) oraz scenarzysta Daniel Markiewicz robią wszystko, by seans uczynić nam nieprzyjemnym. Sama fabuła zwyczajnie nie wciąga, bo jest oparta na masie klisz. Postacie oraz ich motywacja są ledwie zarysowane, a wątków jest tutaj masa. Bo jest i romans między naszym Kubą a uczestniczącą w wyścigu dziewczyną (jak się okazuje to córka mafijnej szychy), spięcia między Kubą a Kłem, nielegalne walki w klatce, jakiś organizowany przemyt. Tylko, że jest to tak liźnięte tło i sprawia wrażenie zbędnego balastu. Przez to historia wydaje się rozcieńczona, a stawka kompletnie nie wyczuwalna.

diabolo2

Boli tutaj wszystko pod względem realizacyjnym. Pojawiające się efekty specjalne wyglądają tak dziadowsko, że oczy mogłoby wypalić, strasznie drażniąca muzyka próbująca podbić napięcie, strasznie ciemne zdjęcia oraz montaż. Tutaj montaż jest największym przeciwnikiem. Bo sceny pościgów wyglądały tak chaotycznie, że nie wiadomo kto gdzie jeździ, gdzie się znajduje oraz jakim autem kieruje. O dźwięku nawet nie chcę wspominać, bo dialogi (takiego cudadła nie słyszałem od czasu „Reakcji łańcuchowej”) są przez sporą część niesłyszalne. Zwłaszcza, gdy korzystają z krótkofalówek.

diabolo3

Chciałbym coś powiedzieć dobrego o aktorstwie, tylko że wszyscy nie mają za bardzo zbyt dużego pola do popisu. Mimo, że na trzecim planie nie brakuje znajomych twarzy (m.in. Mirosława Zbrojewicza, Cezarego Żaka czy Katarzyny Figury), to migają na ekranie przez parędziesiąt sekund. Zaś główne role są tak papierowe, że nie da się wejść w to. Broni się tak naprawdę tylko Rafał Mohr w roli Maxa, dodając odrobinę charyzmy do roli drobnej ryby oraz Cezary Pazura jako Jarosz. Za to jak zawsze drażni Mikołaj Roznerski jaki niby bezwzględny Kieł. Problem z nim taki, że wygląda śmiesznie, zaś jego sposób mówienia jest niewyraźny, co jeszcze bardziej irytuje.

Nie chce mi się więcej pisać o tym tytule, bo zwyczajnie nie ma o czym. Kompletnie nic tu nie działa, aktorstwo nie istnieje, zaś realizacja woła zwyczajnie o pomstę do nieba. Barbarzyństwo niewyobrażalne.

2/10

Radosław Ostrowski

Reakcja łańcuchowa

Warszawa i troje bohaterów: Marta, jej chłopak Adam oraz przyjaciel Paweł. Cała trójka należy do tzw. pokolenia Czarnobyla, czyli rocznika 1986. Nasza para ma wkroczyć we wspólne życie, ale zaginięcie poprzedniej dziewczyny Adama, Kasi wywraca wszystko.

reakcja_lancuchowa1

Kinowy debiut Jakuba Pączka jest jednym z najdziwniejszych kuriozum, jakie widziałem ostatnio. Początek jest poszatkowany i mętny (wybuch atomowy nad Warszawą – że co?; budząca się kobieta, budzący się mężczyzna w więzieniu, jakaś głowa i masa dziennikarzy) i parę minut wywołuje dezorientację. A wtedy wracamy do początku, czyli rozmowy w Urzędzie Stanu Cywilnego oraz nocnego przyjęcia-niespodzianki. Ale im dalej w las, tym balansowanie między dramatem obyczajowo-psychologicznym a kryminałem doprowadza do stanu schizofrenicznego. Na ekranie mamy młodych ludzi ze swoimi wydumanymi problemami (praca w ocenianiu pornosów ze strony Piździelec.com – o ja pierdolę, prezentacja o Czarnobylu, próby wyjścia z cienia dyktatorskiej matki) i reżyser stawia tezę, że współczesne pokolenie 30-latków jest tak zjebane, bo pili płyn Lugola – wiecie, takie cudadło, by chronić przed promieniowaniem. Dodatkowo jeszcze mamy zaginiecie, a działania policji poznajemy z… dialogów postaci czy serwisu informacyjnego, zaś jego przebieg oraz rozwiązanie to coś tak nieprawdopodobnego i głupiego, że tylko k***a jasnowidz mógł to wymyślić.

reakcja_lancuchowa2

Dodatkowo jeszcze reżyser próbuje gmatwać intrygę, pokazując bohaterów jako młodych, cynicznych ludzi, którzy nie mają się przeciwko czemu zbuntować. Do tego jeszcze są pewne elementy oniryczne (sen z „tonącym” bohaterem), sporo golizny i seksu – bo nic tak nie pomaga skupić uwagę jak sceny rozbierane – ale to wszystko wydaje się ogromnym bałaganem z dialogami balansującymi między kuriozum a błyskotliwością. I nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać.

reakcja_lancuchowa3

Aktorzy też niespecjalnie mają co robić – albo prowadzą rozmowy o niczym, albo pokazują jak cierpią (ale tak w środku), albo uprawiają seks, albo toczą ważne dyskusje. I to jest tak cienkie jak barszcz. I co tu robi w tym składzie Magdalena Popławska (matka zaginionej), zepchnięta całkowicie na trzeci plan i Janusz Chabior (policjant)? Młodzi na pierwszym planie coś próbują, ale potrafią zwrócić swoją uwagę tylko wzrokowo jak Małgorzata Mikołaczyk (Marta) czy Wiktoria Stachowicz (Asia). Najbardziej w pamięć zapada Anna Radwan, czyli chłodna matka Adama – kobieta wyrachowana i skupiona na sobie oraz Bartosz Gelner (Paweł) z kilkoma „niezapomnianymi” dialogami.

Film, który miał zaskoczyć i trzymać w napięciu, ale tak naprawdę jest kolejnym przykładem filmu o niczym. Ani postacie nie interesują, ani historia jest nieciekawa, zaś Czarnobyl jako tło wydaje się zbędny oraz niepotrzebny. Nie wywołuje żadnej reakcji.

3/10

Radosław Ostrowski