Powstanie Warszawskie

Ten temat, czyli powstanie warszawskie zawsze wywoływał i wywoływać będzie ostrą dyskusję. Czyn heroiczny czy bezsensowna ofiara życia? Tego chyba nikt już w stu procentach nie rozstrzygnie, a ten temat filmowcy nasi wykorzystywali wielokrotnie, jednak tym razem Muzeum Powstania Warszawskiego wpadło na szalony i dość karkołomny pomysł nakręcenia filmu dokumentalnego o tym wydarzeniu.

powstanie1

Ktoś powie; no dobra, powstało już wiele filmów, także dokumentalnych, więc czy można jeszcze coś o tym opowiedzieć? Tym razem twórcy pilotowani przez Jana Komasę wpadli na pomysł wykorzystania archiwalnych materiałów z kronik powstańczych. Mało tego, poddali je rekonstrukcji, koloryzacji i udźwiękowieniu, a żebyśmy wiedzieli co tak naprawdę oglądali dodali postaci dwóch filmowców – Karola i Witka, którzy filmują całe powstanie. Być może ten wątek sprawia wrażenie niepotrzebnego i dodanego na siłę (także dubbing może budzić wątpliwości), ale oglądając całość przestało to dla mnie nie miało znaczenia. Autentyzm tego, co widzimy robi wrażenie nadal mimo 70 lat od tych wydarzeń. Udało się uchwycić zarówno nastrój radości, poczucia zwycięstwa jak i tych ostatnich, bardziej tragicznych wydarzeń (rannych powstańców, widoku martwych cywili czy ruin miasta). Jednocześnie widać dzień codzienny – fabrykę produkcji broni, piekarnię, drukowanie „Biuletynu Informacyjnego” czy schwytanie niemieckich jeńców.

powstanie2

Twórcy jednak świadomie nie stawiają pytań o sens, tylko ograniczają się do kronikarskiego zapisu, który ma poruszyć i zmusić do refleksji. Wnioski każdy z nas musi wyciągnąć sam. Dlatego każdy z was powinien sam obejrzeć ten film. Oceny wyjątkowo brak. 

Radosław Ostrowski

O jeden most za daleko

Niewiele osób pamięta, że w jeszcze w 1944 tak wyglądała Europa. II wojna światowa toczyła się już piaty rok i nadal przebiegała po myśli Hitlera. Wojska niemieckie kontrolowały większą część Europy. Sytuację odmieniło D-Day. 6 czerwca 1944 roku – tego dnia wojska alianckie pod dowództwem generała Dwighta Eisenhowera wylądowały na północnym wybrzeżu Francji, w lipcu rozpoczęły ofensywę. W sierpniu wyzwoliły Paryż. Niemcy cofali się na wszystkich frontach, ale zwycięstwa zaczęły sprawiać Aliantom coraz większe problemy. Sprzęt nadal dowożono z Normandii  z odległości ponad 400 mil i ciągle go brakowało. Alianci posuwali się coraz wolniej. Eisenhover musiał stawić czoło innemu problemowi: jego dwaj najsławniejsi generałowie – Patton, dowodzący wojskami na południu i Montgomery na północy – chronicznie się nie znosili. Ich długotrwała rywalizacja nigdy nie była tak zacięta. Sprzętu było zbyt mało dla obu armii, każdy z nich chciał pokonać Niemców. Jeden chciał wyprzedzić drugiego w drodze do Berlina. We wrześniu 1944 roku Montgomery opracował spektakularny plan o kryptonimie Market-Garden. Eisenhover pod wielką presją swoich przełożonych zaakceptował plan i operacja Market-Garden stała się faktem. Plan ten, podobnie jak wiele innych planów z poprzednich wojen, miał zakończyć konflikt przed Bożym Narodzeniem, by chłopcy mogli wrócić do domu.

jedenmost1

Kino wojenne można rozumieć na kilka sposobów. Jednym z nich jest osadzenie akcji w czasie wojny, gdzie stawiane są moralne dylematy albo też tworząc kino akcji. W latach 60. i 70. Był mocno obecny trend polegający na precyzyjnym rekonstruowaniu wielkich bitew oraz operacji wojskowych z gwiazdorską obsadą (mającą na celu skupić uwagę widzów i zachęcić ich, by poszli do kina) oraz popisami pirotechników oraz kaskaderów i statystów. „O jeden most za daleko”, będący rekonstrukcją przebiegu operacji Market-Garden jest ostatnim tego typu tytułem.

jedenmost2

Nakręcony przez Richarda Attenborough w 1977 roku film imponuje do dzisiaj gigantycznym rozmachem, faktograficznym podejściem do sprawy, gdzie przeplatają się losy dowódców, ich żołnierzy oraz cywili (także od strony niemieckiej) oraz znakomitą obsadą. Cała operacja zaczęła się 17 września 1944 roku, a jej celem było opanowanie mostów nad Renem w Holandii. Zadanie opanowania otrzymali generał Roy Urqhart, podpułkownik John Frost, generał James Gavin oraz generał Stanisław Sosabowski. Plan był dość karkołomny, gdyż spadochroniarze mieli zająć wcześniej tereny, a brygada pancerna miała dołączyć jako odsiecz. Ale reżyser bardzo przekonująco pokazuje przyczyny przegranej (nieudolność, niedziałające radio, pogoda nie pozwalająca na zrzuty, zlekceważenie przeciwnika, pycha planujących itp.), która nie wydawała się taka oczywista.

jedenmost3

Sama konstrukcja opowieści z dzisiejszej perspektywy wydaje się mocno archaiczna – kamera pokazuje większość wydarzeń z oddali, prowadząc z punktu A do punktu B, jednak same sceny batalistyczne (zwłaszcza najbardziej dramatyczna obrona Arnhem przez Frosta) imponują bogactwem szczegółów, rozmachem oraz popisami pirotechników, zaś kilka drobnych epizodów (sierżant Dohue, który pistoletem zmusza lekarza do zbadania ciężko rannego dowódcy, dom Katie Her Torst zmieniony w szpital dla rannych żołnierzy czy próba zdobycia zrzutu przez żołnierza brytyjskiego) zapada w pamięć bardzo mocno. Podobnie jest z majestatyczną sceną lotu samolotów oraz zrzutu spadochroniarzy – czuć wtedy naprawdę wielką siłę aliantów (niemiecki generał na ten widok rzekł: „Gdybym mógł dysponować taka siłą”) oraz skalę całego przedsięwzięcia – gigantyczną, a także ze sceną odwrotu wojsk – poprowadzoną po cichu, wręcz elegijnym tonem z brudnymi, zmęczonymi i wykończonymi wojakami. Problem polega na tym, że na to wszystko patrzymy ze sporego dystansu, co przy takich filmach jak „Szeregowiec Ryan” czy „Helikopter w ogniu”, gdzie jesteśmy wrzuceni w sam tygiel, wydaje się troszkę archaiczne.

jedenmost4

Aktorzy też zrobili swoje, więc tylko ograniczę się do wymienienia tego gwiazdozbioru: Dirk Bogarde, Sean Connery, Michael Caine, Anthony Hopkins, Gene Hackman, Elliott Gould, James Caan, Edward Fox, Robert Redford, Maximillian Schell, Liv Ullmann, Ryan O’Neal. Te nazwiska robią wrażenie, a scenarzysta daje każdemu tyle czasu, żeby zabłysnąć.

jedenmost5

Ostatni taki klasyk kina wojennego, który trwa 3 godziny (prawie), ma rozmach epickich superprodukcji (a to wszystko zrobione bez efektów komputerowych, z tysiącem statystów oraz tonami materiałów wybuchowych), gwiazdorską obsadę i mocno trzyma się faktów. Jak ktoś lubi kino historyczne, obejrzeć musi, a fani kina wojennego tez znajdą coś dla siebie. Mimo iż trąci myszką, to dla mnie kawał znakomitego kina.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Na skraju jutra

W niedalekiej przyszłości Ziemia zostanie zaatakowana przez paskudnych obcych zwanych Mimikami. Paskudne monstra przez pięć lat opanowały niemal całą nasza planetę, ale wkrótce ma dojść do ostatecznej konfrontacji – lądowanie na plaże Normandii. I tak trafia zdegradowany major Bill Cage, specjalista od PR-u. Ale niestety ma pecha, bo podczas walki… ginie spalony przez zwłoki Mimika. W zasadzie mógł to być koniec filmu, gdyby nie fakt, że po śmierci Cage… budzi się dzień przed inwazją.

na_skraju_jutra1

Dziwne prawda? Nowy film Douga Limana, czyli twórcy nowej wersji „Tożsamości Bourne’a” to adaptacja powieści japońskiego autora, którego nazwiska nie jestem w stanie wymówić. To wyjaśnia obecność egzoszkieletów oraz wyglądu paskudników, a sam pomysł zapętlenia czasowego budzi skojarzenia z „Dniem świstaka”, tylko że tutaj to inaczej uzasadniono. Efekt? Dynamiczne kino akcji, które wykorzystuje zapętlenie (świetnie zmontowane) wywołując na początku sporo humoru. Oglądając można mieć wrażenie patrzenia na grę komputerową (giniesz, powtórka, znowu, giniesz, znowu powtórka) przechodzoną na najwyższym poziomie trudności. Po śmierci poznajesz ruchy przeciwnika, zapamiętujesz to, w ten sposób udoskonalając się. Jest sporo rozwałki, lądowanie pokazano w sposób wręcz kameralny (sporo piachu, brudu i paskud) i nie jest to wcale takie głupie, jeśli chodzi o fabułę, która trzyma się kupy. W zasadzie zastrzeżenia są dwa. Po pierwsze, słaba muzyka a’la Hans Zimmer, która wypada przeciętnie na ekranie. Po drugie, zakończenie nie do końca logiczne. Więcej nie powiem, ale to się zaskakująco dobrze ogląda, m.in. dzięki humorowi.

na_skraju_jutra2

Zaskakuje też całkiem dobre aktorstwo. Nie jestem fanem Toma Cruise’a, któremu wydaje się, że jest twardziele i nadal może sobie biegać, zabijać itd. Ale tutaj jest takim cwaniaczkiem, który na początku chce się wymigać od walki. Im dalej jednak w las, tym bardziej staje się superherosem i prawdziwym badassem. I tą przemianę naprawdę dobrze ogrywa. A czy mogło być inaczej, jeśli nauczycielką jest Metalowa Suka Rita (fantastyczna Emily Blunt), która jest ostrą zawodniczką, bardzo skrytą i nie do końca ufną. Ten duet rozkręca cała imprezę, ale o wątku miłosnym możecie zapomnieć – na wojnie nie ma miejsca na takie pierdoły jak miłość. Poza tym killerskim duetem jest jeszcze na drugim planie wyrazisty Bill Paxton (starszy sierżant Farrel) oraz kościsty Brendan Gleeson (generał Brigham).

na_skraju_jutra3

Film zawiera mniejsze i większe bzdury, widać kupę kasy zainwestowaną – to prostu rozrywkowe kino zrobione na solidnym poziomie. Fajny pomysł, solidna realizacja, dobre aktorstwo i tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Twierdza

Rok 1941. Do rumuńskiej przełęczy Dinu przybywa niemiecki oddział kierowany przez kapitana Woermana. Ich kwatera znajduje się w tajemniczej twierdzy pełnej krzyży przymocowanych do ściany. Choć kapitan pilnuje porządku, dwóch żołnierzy z chciwości próbują kraść srebrny krzyż. Doprowadza to do przebudzenia starego zła, które zaczyna mordować żołnierzy.

twierdza1

Mieszanie horroru z II wojną światową wydaje się interesującą propozycją. Zadania podjął się opromieniony sukcesem „Złodzieja” Michael Mann. I nawet wychodzi to nieźle: gotycki klimat, pradawne zło, świetny reżyser i dość ciekawa obsada powinny być rękojmią sukcesu. Problem polega na tym, że Mann planował zrobić film trwający ponad trzy godziny, ale producenci – tacy mądrzy kolesie z kupą szmalu – uznali, że nikt nie chodzi na tak długie filmy i postanowili się pobawić w montażowni. Efekt był katastrofalny. Początek sporo obiecuje, kilka ujęć jest naprawdę świetnych (wjazd żołnierzy do wioski czy próba kradzieży srebrnego krzyża), a surowa scenografia w połączeniu z bezbłędną muzyką Tangerine Dream budowała klimat. Problem polega na tym, że widać ślady cięć, fabuła dziurawa jak sito pełna niedopowiedzeń i tajemnicy – jednak ona zamiast intrygować wynudza. Za takie partactwo producenci powinni pójść do piekła, bo klimat szlak trafia i powraca on dopiero na samym końcu (ta mgła naprawdę działa).

twierdza2

Aktorstwo też jest to co najwyżej stan średni. Najbardziej wybija się Jurgen Prochnow w roli Woermana – cynicznego, zgorzkniałego Niemca, który zawiesił ideały nazizmu. Jako jedyny z grona walecznych Germanów zachowuje zdrowy rozsądek w przeciwieństwie do bezwzględnego SS-mana Kaempfera (Gabriel Byrne). Drugim jest Ian McKellen jako doktor Cuza, który zostaje zmanipulowany przez demona, by zemścić się na hitlerowcach. Cała reszta niespecjalnie się wyróżnia robiąc tylko za tło.twierdza3

„Twierdza” miała wielki potencjał, ale w przypadku Michaela Manna sprawdza się jedna teza: im dłuższy film, tym lepiej. Pozostaje tylko nadzieja, że może powstanie wersja reżyserka, ale wątpię w to. Może jednak się mylę.

5/10

Radosław Ostrowski

Johnny poszedł na wojnę

Głównym bohaterem jest Joe – młody żołnierz, który walczył podczas I wojny światowej. Podczas walki dostaje pociskiem, który niszczy mu twarz, nogi i ręce, pozbawiając go wszystkich zmysłów. Mężczyzna nie jest w stanie nawiązać kontaktu z otoczeniem, a jego światy przeplatają się.

johnny1

Filmów o wojnie była cała masa. Ale scenarzysta Dalton Trumbo w 1971 roku nakręcił bardzo mocny film antywojenny. Siłą jednak nie jest porażające pokazanie przemocy, tylko atak psychologiczny. Głównego bohatera po tragedii nie widzimy (jest przykryty i zakryty maską), a jak opisać jego perspektywę? Udaje się to zrobić za pomocą dość prostego patentu – podzielenia świata na dwie płaszczyzny. Pierwsza, czarno-biała to świat Joe po tragedii: mamy bohatera samotnego, słyszymy jego myśli dzięki narracji z offu, a on sam traktowany jest jak „warzywo”. Drugi, nakręcony w kolorze to mieszanka wspomnień i koszmarów, które prześladują naszego bohatera. Tam poznajemy jego przeszłość, rodziców, którzy się rozstali, pozostawioną przez niego dziewczynę, wreszcie samego Chrystusa (nietypowa rola Donalda Sutherlanda), u którego bohater próbuje szukać pomocy. Te ujęcia mocno zapadają w pamięć nie tylko dzięki kontrastowi, ale też bardzo sprawnej realizacji oraz świetnym dialogom.

johnny2

Ta perspektywa pozwala twórcy ostro pokazać nie tylko sam bezsens wojny, ale też skrytykować mentalność samych Amerykanów, którzy są wychowywani, by bronić demokracji, bo jak mówi ojciec Johnny’ego „demokracja polega na tym, że młodzi ludzie zabijają się nawzajem”. Także Kościół wspiera wojnę („błogosławieństwo” biskupa w jednej z wizji) i dal tej niezrozumiałej idei chłopak porzuca dziewczynę. Jednocześnie podkreślony jest dualizm miedzy ciałem i duszą człowieka oraz padają trudne pytania o godność, a także (końcówka) o eutanazję. Bo jakim prawem człowiek pozbawiony niemal wszystkiego, może dalej żyć. I czy ma prawo sam zdecydować o swoim losie? Te pytania pozostają na długo.

johnny3

„Dulce et decorum est pro patria mori” – jeszcze nigdy ta sentencja Horacego nie nabrała ironicznego znaczenia. Trumbo razem z fantastycznie grającym Timothym Buttomsem (Joe) pokazują nie tylko bezsens wojny, ale też stawiają mocne pytania o człowieczeństwo. I jednego jestem pewny – po obejrzeniu „Johnny poszedł na wojnę” zostanie w pamięci na długo.

8/10

Radosław Ostrowski

Chłopiec w pasiastej piżamie

Rok 1940, wojna trwa. Poznajcie Bruno – 8-letniego chłopca, który nie jest świadomy tego, co się dzieje dookoła. Pewnego dnia z Berlina trafia wraz z całą rodziną na wieś, gdzie jego ojciec – oficer – obejmuje nową posadę. Wbrew zakazowi, chłopak opuszcza dom i poznaje ubranego w „pasiastą piżamę” chłopaka – Szmula, którego dzieli drut kolczasty. Między chłopcami zawiązuje się przyjaźń.

pasiasta_pizama1

Wydawało się, ze o Holocauście już powiedziano wszystko i niczego nowego wymyślić się nie da. Mark Herman poszedł w równie popularny sposób opowieści – przyjęcie perspektywy dziecka. Ale to jest dziecko, które jak większość narodu niemieckiego, nie było świadome otaczającej rzeczywistości. Przy okazji reżyser podpatruje jego rodzinę, dzięki czemu poznajemy indoktrynację całego społeczeństwa (siostra ślepo „wchłania” całą ideologię nazistowską, serwowana przez nauczyciela), co najbardziej widać w postawie mężczyzn – niemal wszystkich. My orientujemy się, co znajduje się za płotem i czemu wszyscy noszą pasiaste piżamy”, bo 8-latek nie zna słowa obóz koncentracyjny. Nawet matka wydaje się odwracać wzrok na samo to słowo i reaguje histerią. Problem w tym, że mnie ta historia pozostawiała przez spora część filmu obojętną – może poza rozmowami dzieci (bardzo wiarygodnie zagranych przez Asę Butterfielda oraz Jacka Scanlona). I jeszcze jedną rzeczą – finałem, który mnie naprawdę zmiażdżył.

pasiasta_pizama2

Poza dzieciakami, grającymi główne role, reszta obsady tak naprawdę robi za tło (choć zdecydowanie należy wyróżnić grających rodziców Davida Thewlisa i Verę Farmigę) – solidnie zbudowane i nie odwracające uwagi od głównych bohaterów, gdyż to na nich spoczywa cały ciężar tego przedsięwzięcia.

pasiasta_pizama3

Markowi Hermanowi wyszedł całkiem niezły film, który jest solidnie zrealizowany, ale najmocniejszym i najlepszym momentem pozostaje zakończenie. Choćby dla niego, warto obejrzeć to smutne kino.

6/10

Radosław Ostrowski

Dyplomacja

Paryż, sierpień 1944. Adolf Htiler wydaje rozkaz wysadzenia całego Paryża. Dnia 23 sierpnia ma dojść do eksplozji a egzekutorem rozkazu miał być gubernator Paryża, generał Dietrich von Choltitz. W nocy przed wykonanie rozkazu do kwatery generała w hotelu Meurice, wkrada się szwedzki konsul Raoul Nordling, który z ramienia ruchu oporu podejmuje się negocjacji.

dyplomacja2

Wszyscy znamy finał tej historii, ale Volker Schloendorff potrafi zainteresować i przykuć uwagę. Sam film zaczyna się archiwalnymi materiałami wysadzania Warszawy w trakcie powstania. W tym samym czasie w Paryżu dochodzi do negocjacji, od których zależało życie milionów ludzi oraz bezcennych zabytków. Można było się spodziewać teatru telewizji (akcja ograniczona niemal do jednego miejsca, a cała intryga opiera się na negocjacjach Nordlinga z von Choltitzem), ale napięcie jest tu tak duże, że niejeden thriller mógłby zazdrościć. Reżyser jednak ciągle przypomina, że trwa wojna i nie jest kółko dyskusyjne. Widać to najbardziej na początku, gdy widzimy plany wysadzenia oraz żołnierzy próbujących się przebić do oficera odpowiedzialnego za wysadzenie miasta.

dyplomacja1

Esencją są jednak sceny rozmów obydwu adwersarzy, znakomicie zagranych przez Andre Dussoliera oraz Nielsa Arestrupa. Te pierwszy to doświadczony polityk, który próbuje użyć wszelkich argumentów (od analogii do Abrahama, przez konsekwencje przyszłości aż po honor oficera i wyrzuty sumienia) i jest naprawdę nieustępliwy. Zawodowiec w każdym calu. Ten drugi to służbista wykonujący rozkazy, a jednocześnie zmęczony i schorowany oficer, zmuszony do wykonania absurdalnego rozkazu pod groźbą śmierci swoich najbliższych. Obydwie racje wybrzmiewają mocno i wyraziście, a argumenty są naprawdę wyważone.

Reżyser nie ukrywa, że dyplomacja nie jest do końca czystą grą, ale i tak rozmowa jest lepszym rozwiązaniem od walki siłowej. Jedyne czego można żałować to fakt, że Warszawa w sierpniu ’44 roku nie miała takiego negocjatora jak Nordling. Być może wtedy miasto wyglądałoby piękniej niż teraz. Niestety, tego się nigdy nie dowiemy.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Czas wojny

Pierwsza wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. A w Devon życie toczy się dość spokojnie. Na małej farmie Narracotów, stary Ted wykupuje (za dość spora sumę) konia, który ma pomóc w gospodarstwie, choć nie wygląda na takiego. Jednak dzięki nauce i determinacji syna Teda, Alberta udaje się na ugorze zasadzić buraki. Jednak burza niszczy zbiory, co zmusza starszego Narracota do sprzedania konia armii. Tak zaczyna się odyseja zwierzaka zwanego Joey.

czas_wojny1

Steven Spielberg kręcąc „Przygody Tintina” zrobił wszystkim wielka niespodziankę. „Czas wojny” to jednak powrót reżysera do sprawdzonych elementów, gdzie miesza pełnokrwisty dramat z elementami kina obyczajowego i wojennego. Przychodzi do głowy określenie „epicki fresk”, gdyż rozmach jest ogromny, sceneria bardzo plastyczna (nawet pole bitwy i okopy wyglądają pięknie). Końska odyseja potrafi poruszyć, choć jest trochę mocno sentymentalna. Po drodze koń będzie trafiał z różnych stron konfliktu (od Anglików do Niemców i francuskich cywili), by mógł powrócić do swojego pana. Nie brakuje tu odrobiny humoru (próby zaorania ziemi), wiary w człowieczeństwo mimo okoliczności (Niemiec z Anglikiem na ziemi niczyjej wyciągają wspólnie konia z drutu) oraz pokazywania wojny przedstawiającej ludzi pokazujących się z najlepszej strony mimo nie najlepszych okoliczności. Należy też docenić fakt, że sceny batalistyczne zostały zrobione w klasycznym stylu, bez efektów komputerowych, a zwierzęta grają tak naturalnie dzięki pomocy swojego talentu oraz treserów.

czas_wojny2

Głównymi aktorami są tutaj naprawdę zwierzęta, ze szczególnym uwzględnieniem Joeya (elegancki i bardzo pięknie się porusza) oraz epizod gąsiora. Reszta to tak naprawdę element dekoracji nie pozbawiony bardzo znanych twarzy jak Emily Watson, Peter Mullan, David Thewlis, Tom Hiddleston czy Benedict Cumberbatch. Wszyscy poradzili sobie naprawdę przyzwoicie, tworząc bardzo wyraziste postacie mając do dyspozycji kilka lub nawet kilkanaście minut. To naprawdę wyczyn potwierdzający ich umiejętności.

czas_wojny3

Może to nie jest najlepszy film Spielberga i na pewno nie jest to najlepszy film wojenny, ale Spielberg poniżej pewnego poziomu po prostu nie schodzi. Taki jest ten amerykański reżyser.

7/10

Radosław Ostrowski

Pan Pip

Rok 1989, wyspa Bougainville gdzieś na Pacyfiku. To tam toczyła się wojna o złoża miedzi, gdzie zagraniczni inwestorzy i pracownicy kopalni zaczęli uciekać przed rebeliantami. W ogóle cała cywilizacja uciekła, pozostawiając tylko kościół i opustoszałe budynki. Jedynym białym jest niejaki Thomas Watts zwany „Wytrzeszczem”. I to on zostaje nauczycielem, choć nie ma żadnego doświadczenia. I to właśnie on czytając dzieciom książkę „Wielkie nadzieje” Karola Dickensa zmieni życie pewnej dziewczyny Matyldy.

mr_pip1

Film miał swoją premierę dwa lata temu, ale potem wszelki słuch o nim zaginął, chociaż książka Lloyda Jonesa jest już dostępna w polskich księgarniach. Trochę szkoda, bo film Andrew Adamsona (reżysera „Shreka” oraz „Opowieści z Narnii”) to kawał bardzo interesującego i naprawdę wartościowego kina. Filmu, w którym miesza się obyczajowy dramat, imaginacja oraz groza wojny – brutalnej, bezwzględnej i wchodzącej nieproszonej do naszych drzwi. I czy wyobraźnia i nasz „wewnętrzny głos” jest w stanie pomóc nam przetrwać? Adamson wierzy, że tak. Nawet jeśli może wywołać to konflikt z lokalną społecznością (głęboka religia i wiara w Boga). A wybór książki nie jest dziełem przypadku. Nie tylko dlatego, że to klasyka literatury, ale opowieść o pokucie, moralnej winie oraz spłacaniu długów.

mr_pip2

Siłę literackiego dzieła widać w scenach, gdy Matylda wyobraża bohaterów książki mieszkających w swojej okolicy – to zderzenie rozegrane bardzo plastycznie, dzięki odtworzeniu kostiumów z XIX wieku. I to zderzenie tych światów może jednak wywołać perturbacje. Gdy wojsko żąda wydania Pipa, bo zobaczyli nazwisko Pip na plaży, są absolutnie przekonani, że to postać prawdziwa. I cena tej niewiedzy będzie wysoka. I mimo naprawdę pięknych zdjęć (wyspa wygląda bajecznie) oraz trzymającej w napięciu muzyki, udaje się stworzyć poruszającą, mądrą historię bez łopatologii czy nadmiernej symboliki.

mr_pip3

W zasadzie jedynym znanym aktorem w tym towarzystwie jest niejaki Hugh Laurie, pamiętany głównie dzięki charyzmatycznej postaci dra House’a. Pan Watts to kompletne przeciwieństwo doktorka – bardziej empatyczny, trochę skryty i pełny smutku. Ale widać, że angażuje się w swoją pracę i chce pokazać swoim uczniom podobieństwo ich losów do bohatera, co częściowo pozwala mu zachować człowieczeństwo. Bardzo mocna i wyrazista postać. Druga bohaterką jest Matylda, świetnie poprowadzona przez Xzannjah, która tworzy wiarygodny portret buntowniczki, szukającej swojego miejsca na ziemi. Jej naturalność wręcz uderza i w każdej scenie skupia uwagę. Relacja między tą dwójką staje się wielkim motorem tego filmu.

Jeśli będziecie mieli jakimś cudem możliwość, koniecznie zobaczcie ten film, który może wydaje się niepozorny i niezaskakujący niczym, ale to bardzo mocne i poruszające kino ze wszystkimi zaletami jakie tylko możecie sobie wyobrazić. A przy okazji, sięgnijcie też po literacki pierwowzór.

8/10

Radosław Ostrowski

Szeregowiec Ryan

Rok 1944 był przełomowym rokiem dla losów II wojny światowej. To właśnie wtedy w czerwcu doszło do utworzenia drugiego frontu w Europie, a dokładnie w Normandii. Jednym z żołnierzy biorących udział w tej operacji jest kapitan John Miller. Po zdobyciu przyczółku dostaje kolejne zadanie do wykonania: ma odstawić do domu szeregowego Jamesa Ryana, którego trzej bracia polegli w Normandii. Miller wybiera kilku swoich ludzi i wyruszą za linie frontu.

ryan1

Wojna i Spielberg to dość rzadkie połączenie. Ale w 1998 roku zadziało siła atomowej bomby. Film jest kolejną opowieścią o wojnie, jej absurdzie i okrucieństwie. Już samo to zadanie wydaje się mocno absurdalne – czy jest sens ryzykowania życia ośmiu dla jednego człowieka, który nie wydaje się zbyt ważna personą? Po drodze poznamy kolejne absurdy i niepowodzenia operacji Overlord – śmierć 22 żołnierzy podczas lotu z powodu generała i przesadnego obciążenia samolotu, „gra” nieśmiertelnikami czy próba zemsty za śmierć kolegi. Zapomnijcie o podniosłej śmierci, choć czasem pojawia się patos (łopocząca amerykańska flaga), padają słowa o obowiązku, odpowiedzialności itp. A jednocześnie jest to bardzo krwawe i brutalne kino, pełne dynamiki, emocji i „brudnego” klimatu. Widać to najbardziej w otwierającej całość sekwencji lądowania w Normandii – tam reżyser nie bierze jeńców. Lecą kończyny, wylatują wnętrzności, a krew miesza się razem z wodą. A dalej nie jest tak łagodnie i przyjemnie, choć czasem przewija się humor w rozmowach między żołnierzami (zakład o przeszłość kapitana, „popolupo”). Janusz Kamiński tylko potwierdza swoje umiejętności jako operator, w dodatku wszystko jest świetnie zmontowane, a pojawiają się w tle muzyka Johna Williamsa dopełnia tego ponurego klimatu.

ryan3

Ale co najważniejsze, całość jest bardzo dobrze zagrana. Owszem, Tom Hanks jest lojalnym, oddanym żołnierzem, znającym w pełni słowo odpowiedzialność i to typowy amerykański żołnierz oraz ideał dobra. Ale na szczęście drugi plan jest tu przebogaty: od twardego sierżanta Horvatha (Tom Sizemore) przez modlącego się snajpera Jacksona (Barry Pepper) i zdroworozsądkowego Reibena (Edward Burns) aż po sympatycznego Caparzo (Vin Diesel). Jest to grupa wyrazistych postaci, które na pewno zapadną w pamięć. A kim jest sam Ryan – postać grana przez Matta Damona pojawia się prawie na samym końcu niczym rekin ze „Szczęk”. To oddany żołnierz, który nie opuszcza swojego posterunku, mimo rozkazu. Sympatyczny facet – po prostu. Poza nim są jeszcze m.in. epizody Paula Giamattiego (sierżant Hill), Lelanda Olsera (porucznik Dewindt) czy Teda Densona (kapitan Hamill).

ryan2

Spielberg tym razem wcisnął pedał gazu i stworzył prawdopodobnie jeden z najlepszych filmów wojennych i jeden z najlepszych w swojej karierze. Najbrutalniejszy, mocno działający na zmysły, ale też stawiający kilka pytań o wojnę i jej sens. Ale to już musicie sami stwierdzić.

ryan4

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski