Pacific Rim

Pod koniec roku 2012 na dnie Oceanu Spokojnego pojawił się portal, z którego wyłoniły się potwory zwana Kaiju. Istoty te niszczą Ziemię, a ludzkość połączyła siły, powołując Pacific Rim oraz tworząc Jaegery – wielkie mechy sterowane przez dwóch pilotów. Ale projekt ten ma zostać porzucony z powodu klęsk tych maszyn. Marszałek Pentecost zbiera ekipę najlepszych pilotów, chcąc zadać ostateczny cios stworom, atakując portal.

pacific_rim1

Wiem, że fabuła nie należy do specjalnie mądrych czy inteligentnych, jednak Guillermo del Toro to cwany reżyser, który potrafi zrobić bardzo ciekawe widowisko przy dość prostej fabule (kto widział „Hellboya” czy drugiego „Blade’a” załapie o co chodzi). Już po zwiastunach można było stwierdzić, że będzie to połączenie „Godzilli” z „Transformersami” i nie ma w tym przesady. Fabuła jest prosta i nieskomplikowana, tak samo psychologia i motywacje bohaterów. Jednak między bohaterami iskrzy, nie brakuje odrobiny humoru (ekscentryczni naukowcy czy handlarz organami Kaiju), rozwałki są widowiskowe, efekty specjalne przednie (widać na co poszło te 200 milionów baksów), a dwie godziny mijają jak z bicza strzelił. Film jest po prostu na maksa przegięty, że trudno to potraktować do końca serio i ogląda się to naprawdę przyjemnie. Tylko tyle i aż tyle.

pacific_rim2

Jeśli zaś chodzi o obsadę, powiedziałbym, że są to poprawnie zagrane postacie, ale to nie do końca prawda. Może i nie wszystkie są głęboko skomplikowane psychologicznie, ale wystarczająco przekonujący. To można powiedzieć o Charliem Hunnamie i Rinko Kikuchi (piloci Rayleigh Becket i Mako Mori, którzy muszą się zmierzyć nie tylko z Kaiju, ale i swoimi traumami). Jednak najbardziej w pamięć zapadły trzy postacie. Najważniejszy jest marszałek Pentecost, fantastycznie poprowadzony przez Idrisa Elbę – opanowany, charyzmatyczny i twardy dowódca, który skrywa swój instynkt ojcowski jak i chorobę nie pozwalającą mu walczyć. Napędową siłą humoru jest duet naukowców – dr Geiszler i dr Gottlieb – w rozbrajającym wykonaniu Charliego Daya (pierwszy to wręcz maniak na punkcie Kaiju) i Burna Gromana (opanowany jak to Niemiec racjonalista).

pacific_rim3

Jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje Ron Perlman pojawiający się w malej roli Hannibala Chowa – handlarza organami Kaiju. Złote zęby, przekrwione oko, buty ze złotymi czubkami i elegancki garnitur tworzą mieszankę wybuchową. To mafiozo, choć wygląda trochę jak błazen, cyniczny biznesmen. Zapada w pamięć najbardziej.

Umówmy się, to nie jest najlepsze widowisko jakie widziałem w tym roku, ale jeśli wyłączycie komórki mózgowe, będzie się świetnie bawić. Oszałamia, wygląda, zaś same starcia są lekko efekciarskie, ale to naprawdę robi wrażenie.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s