Oni żyją

Wszystko zaczyna się jak w klasycznym westernie: pojawia się przybysz znikąd do wielkiego miasta. Nie chodzi mu o wiele: szuka pracy, która została mu odebrana, a całe życie ma w dość sporym plecaku, jaki nosi ze sobą. Wszystko przebiega bardzo spokojnie, nawet znajduje lokum w dużym obozie. Ale wszystko się zmienia z powodu pewnego nawiedzonego kaznodziei oraz dziwnym informacjom z telewizji, które są zagłuszane. Jeszcze są te tajemnicze okulary, po założeniu których świat wygląda jakoś dziwacznie.

oni_zyja1

To był jeden z pierwszych filmów Johna Carpentera jakie zobaczyłem. Jest to dziwne kino SF, w którym element fantastyczny jest tylko pretekstem do bardziej satyrycznego spojrzenia na ówczesną rzeczywistość. Czasy prezydenta Reagana, mające być czasem wielkiej prosperity (to wtedy powstał „Wall Street” Olivera Stone’a, gdzie padło hasło: „Chciwość jest dobra”), niby rozpędziły gospodarkę, tylko że – jak zawsze – skorzystali na tym nieliczni. Reszta albo znajdowała się na marginesie społeczeństwa, albo byli robolami do wynajęcia. Reżyser mocno drwi z konsumpcyjnego stylu życia (czarno-biały świat po założeniu okularów, gdzie zamiast reklam są hasła typu: „Bądź posłuszny”, „Żeń się i rozmnażaj”, „Śpij”), który okazuje się być tak naprawdę pułapką i zmienia ludzi w niewolników. A jak widzimy naszych rządzących, możemy odnieść wrażenie, że nie pochodzą z tego świata, prawda? Jeśli tak uważacie, to Carpenter potwierdzi wasze obawy, zaś policja jest tu podporządkowana prawdziwym mocodawcom i dlatego nie przebiera w środkach.

oni_zyja2

Ale „Oni żyją” nie są poważnym, głębokim dramatem z filozoficznym zacięciem. To kolejny niskobudżetowy film, mieszający westernowy szablon z pięknymi widokami miasta, wątkiem SF, odrobiną humoru oraz akcji. I ta hybryda tworzy całkiem niezły koktajl. Chociaż sama fabuła toczy się początkowo dość ospale, by troszkę przyspieszyć, polać sosem niedorzeczności (Nada po założeniu okularów jest w takim szoku, że zaczyna obcych zabijać – zamiast znaleźć kogoś, kto objaśni ten cały bajzel) oraz dziwacznych zachowań postaci (bijatyka między Nadą a Frankiem – to tylko pretekst, by pokazać kilka sztuczek wrestlerowskich), dorzucić popisami strzeleckimi, by zakończyć bardzo śmieszno-gorzkim finałem. By jeszcze bardziej namieszać we łbie, w tle słyszymy westernową muzykę (harmonijka ustna z gitarą robią robotę).

oni_zyja3

Aktorsko jest całkiem nieźle, choć szału nie ma. Naszego protagonistę, który jest prosty jak konstrukcja cepa zagrał wrestler Roddy Pipper i daje sobie radę. To prosty chłop z twardym kręgosłupem oraz sucharami w zapasie. Lepiej wypada Keith David (Frank), który staje się mimowolnym wspólnikiem naszego bohatera, a moment poznania prawdy poprzedzony jest solidnym łomotem. Ale ten duet zgrabnie się uzupełnia. Drugi plan dominuje Meg Foster (bardzo chłodna Holly) oraz zdystansowany George „Buck” Flower (przewodnik w finale).

Jak dla mnie, „Oni żyją” to dziwaczna hybryda w bardzo komiksowym sosie, gdzie Carpenter miesza satyryczne spojrzenie, otoczkę SF oraz kino akcji. Miejscami bywa mocno ciosane, tempo jest mocno niestabilne, a aktorstwo wręcz śladowe, to można się na nim całkiem przyjemnie bawić, jak się wyłączy myślenie.

6,5/10 

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s